ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

09.11.2015

Godspeed You! Black Emperor, Warszawa, Progresja, 08.11.2015

Godspeed You! Black Emperor, Warszawa, Progresja, 08.11.2015

Kiedy w sieci grunchnęła wieść, że do Warszawy przybędzie kanadyjska formacja Godspeed You! Black Emperor, to coś we mnie drgnęło. W swoim życiu doświadczyłem już kilku okazji do zobaczenia na żywo zespołu, którego poczynania mają ogromny wpływ na daną niszę muzyczną, zespołu przez wielu uznanego za kultowy. Choć często w takim przypadku mój zachwyt nad twórczością sprowadzał się do lat dawno minionych i mocno zakurzonych krążków, to jednak trudno było odmówić sobie przyjemności stawienia się w klubie, bo takich okazji po prostu nie można przegapić. Podobnie było w przypadku GY!BE, któremu trudno jest odmówić stworzenia wokół swoich dokonań czegoś na kształt kultu, któremu nieoczekiwanie dałem się wciągnać.

Zanim jednak na scenie pojawił się kanadyjski oktet, to wraz ze swoim elektronicznym setem przestrzeń wypełniła Xarah Dion. Trudno mi odnaleźć inny klucz doboru tego supportu niż wzajemna relacja muzyków. Z pewnością w Progresji znaleźli się fani synthpopu, minimalwave, czy darkdisco, bo tak swoje dokonania zwykła nazywać Xarah, ale na dłuższą metę przepaść gatunkowa między gwiazdą wieczoru, a projektem ją poprzedzającym, była dla mnie zbyt duża. Ostatecznie nawet próba jej pokonania była ponad moje siły. Szczęśliwie zgodnie z koncertowym rozkładem jazdy elektroniczne wyziewy zamarły dość szybko, ustępując miejsca nerwowemu oczekiwaniu.

Dokonało się. Muzycy Godspeed You! Black Emperor pojawili się na scenie i zaczęło się dziać coś wyjątkowego. Klub aż po samo sklepienie został wypełniony trzaskami, szumami i muzycznym brudem. Na ścianie wyświetlały się czarno-białe, proste obrazy, zmieniające kształty i formy w zależności od nastroju i tempa buszujących dźwięków. Wizualna oprawa piekielnie stymulowała wyobraźnię i przy okazji udowodniła, jak przy użyciu relatywnie nieskomplikowanych środków można uwolnić myśli odbiorcy. Godspeed You! Black Emperor warto pochwalić również za wyjątkową umiejętność przeciwstawiania się koncertowej entropii. Muzycy zgromadzeni w półokręgu bez najmniejszych problemów byli w stanie w powtarzalny sposób skoordynować działanie ośmiu instrumentów, co przy specyfice gatunku nie jest zadaniem łatwym. Do tego oprócz świetnego rzemiosła do swojej twórczości udało im się dodać szczyptę czegoś unikalnego, magicznego. Niemal dwie godziny zlały się w wielką, muzyczną plamę doskonałości pełną wielu odcieni szarości i charakterystycznej nostalgii, złożoną przede wszystkim z albumu Asunder, Sweet and Other Distress, choć nie zabrakło też innych kompozycji pokroju Moya i The Sad Mafioso.

Choć z Godspeed You! Black Emperor znam się od lat, to ostatnie miesiące nie sprzyjały odświeżeniu tej relacji. Nie skłoniła mnie do tego nawet płyta wydana w marcu tego roku. Na koncert wybrałem się przede wszystkim z ciekawości i poczucia obowiązku. Tak jak wspomniałem wcześniej, była to okazja, którą szkoda byłoby przegapić. Jednak ku niemałemu zaskoczeniu oniemiałem z nadmiaru wrażeń i klub opuściłem w poczuciu spełnienia.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.