ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

felietony

14.01.2020

Muzyczne podsumowanie 2019 roku (3)

Muzyczne podsumowanie 2019 roku (3)

Muzyka to nie sport. Trudno ją zmierzyć, obliczyć i ustawić w kolejności. Dlatego wszelkie muzyczne rankingi traktuję zawsze jako formę zabawy a moje płytowe propozycje są raczej tymi, do których sięgałem najczęściej, lub grały mi w jakichś wyjątkowych momentach minionego roku…

1. Leprous Pitfalls

Nie ukrywam, że uczucie lekkiej konsternacji towarzyszyło mi, gdy po raz pierwszy usłyszałem Pitfalls. Konsternacji, która jednak z każdym kolejnym przesłuchaniem przeradzała się w zaintrygowanie, by wreszcie po dłuższym czasie obcowania z nową muzyką Norwegów przerodzić się w zachwyt. Tak! Bo Leprous nagrał jedną z najbardziej zaskakujących i niesamowitych płyt w swojej dyskografii. To album, który dojrzewa wraz z każdym przesłuchaniem. Przynosi mrok, udrękę ale też światło i nadzieję. Piękny album.

2. Soen – Lotus

To z pewnością ich najbardziej nośna i przebojowa płyta. Nie boję się tego napisać wiedząc, jak ogromnym mrokiem spowita jest cała twórczość Soen. I tym bardziej chylę czoła przed ich umiejętnością łączenia ognia z wodą, czy wręcz muzycznej dekadencji z melodyczną radością. Praktycznie wszystkie dziewięć kompozycji urzeka ciekawym motywem, bądź refrenem.

3. Evergrey – The Atlantic

Nie jest to może aż tak przebojowy album jak The Storm Within i Hymns for the Broken, jednak bardziej różnorodny i w fantastyczny sposób łączący muzyczną agresję z metalową melancholią.

4. Mother Of Millions – Artifacts

To pod każdym względem materiał skrojony w przemyślany sposób i mający mnóstwo argumentów, mogących cieszyć ucho fana ciężkich dźwięków, w których jest miejsce na prog metal, post metal, czy post rock, ubrane w atmosferyczne klimaty. Piękna płyta, dla fanów melodyjnego metalu, tych lubiących Katatonię, Leprous, Soen, czy Riverside.

5. Sorry Boys - Miłość

To ich najbardziej emocjonalna, dojrzała i bogata płyta. Stworzona przez trzy nietuzinkowe osobowości mające tę artystyczną charyzmę.  Bela Komoszyńska, Tomasz Dąbrowski i Piotr Błak zbliżyli się mocno do muzycznej szuflady, którą niektórzy z lekkim dystansem nazywają „komercyjną”. Muzycy zresztą dali już temu wyraz na poprzednim albumie Roma, pełnym pięknych piosenek. Tu artyści poszli chyba jeszcze odważniej i świadomi swego potencjału dotarli do wielu miejsc, w których do tej pory ich muzyka nie funkcjonowała.

6. Clepsydra – The Gap

Mam do nich słabość, wynikającą z tego, że gdy zaczynali na początku lat dziewięćdziesiątych, także i ja byłem pod silnym wpływem neoprogresywnego rocka, tego nieco starszego, ale i tego rodzącego się wówczas. I choć dziś z mniejszą atencją sięgam już do klasycznego neoproga, to nowa płyta Clepsydry sprawia mi dużo frajdy i przywołuje miłe wspomnienia.

7. Mono – Nowhere, Now Here

Kolejna płyta Japończyków do zadumania, wieczorem, w samotności i ciemności, w szczelnie nałożonych słuchawkach. Jak sami piszą, tworzą dźwięki o konflikcie i korelacji ciemności ze światłem odzwierciedlając najcichszą i najbardziej chaotyczną część życia poprzez muzykę. I chyba udało im się to po raz kolejny.

8. Big Big Train – Grand Tour

Złośliwi powiedzą, że od długiego czasu ekipa Longdona, Gregory'ego i Spawtona ciągle nagrywa ten sam album. I nie jest to odległe od prawdy, niemniej każda z kolejnych płyt trzyma muzyczną jakość i szlachetność. Szczególnie to ostatnie słowo pasuje do ich twórczości jak ulał. Szlachetność klasycznego, troszkę staroświeckiego, angielskiego rocka progresywnego.

9. IQ – Resistance

Ta płyta nie powinna rozczarować fanów IQ. Jest bowiem efektem naturalnej ewolucji zespołu, którą gdzieś tam można było zauważyć już w 2004 roku na Dark Matter, a później na Frequency i szczególnie na The Road Of Bones. Owa ewolucja to systematyczne przesuwanie się w kierunku muzyki ciemniejszej, o mroczniejszym wyrazie i o cięższej, chwilami wręcz metalowej strukturze.

10. The Flower Kings – Waiting For Miracles

To płyta, która nie przynosi żadnej rewolucji, a jednak musi cieszyć miłośników muzyki Szwedów. Przyznam otwarcie, że Waiting For Miracles początkowo nie ruszyło mnie jakoś szczególnie, jednak z każdym przesłuchaniem zyskiwało, by dojść do niemalże pełnej satysfakcji po koncertowej odsłonie kilku zeń fragmentów. Mamy tu rozpoznawalne na kilometr brzmienie z charakterystycznymi zagrywkami gitarowymi Stolta, soczystymi figurami basowymi Reingolda czy specyficzny wysoki głos Hasse Fröberga.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
Picture theme from Riiva with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.