ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Light ─ Light w serwisie ArtRock.pl

Light — Light

 
wydawnictwo: SI Music 1995
 
1. Following Eyes - 4:19
2. Elephants On Tightrope - 7:31
3. Carnivore Feast - 3:44
4. Dreams - 21:57
5. Dream On - 4:43
6. God On Wires - 7:22
7. Just Feelings - 9:05
8. Juice Of Burning Meat - 1:35
 
Całkowity czas: 60:17
skład:
Randy Van Dijk - bass & vocals / Mario Driessen - guitar & vocals / Jeroen Kregting - keyboards & vocals / Jack Van Dijk - drums
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: * Bez oceny
21.01.2002
(Recenzent)

Light — Light

Na dobry początek Nowego Roku postanowiłem powrócić do mało znanych wydawnictw z nie istniejącej już SI Music. Tym razem będzie o formacji Light. Jak dla mnie to typowy zespoł - efemeryda. Pojawił się na holenderskiej scenie muzycznej nie wiadomo skąd (z tego co wiem nawet związani z art-rockiem recenzenci z Holandii nie posiadają demówek), nagrał dla macierzystej wytwórni świetny debiutancki album, po czym wraz z jej upadkiem przepadł bez wieści. Patrząc z perspektywy czasu błogosławię ten okres mego studiowania, kiedy to w krakowskim Rock-Serwisie kupowałem płytki w ciemno - na podstawie logo SI Music i zachęcającej długością suitki, za którymi to długajami, jak już chyba wiadomo, przepadam. I właściwie to dopiero teraz owa inwestycja się zwraca - po wielu latach słuchania, a często i sentymentalnych powrotach do zakurzonych już pozycji na półce z albumami.

Light grał - jakżeby inaczej - neoprogressive, niemniej ten z gatunku frapujących tudzież nietuzinkowych. Grupie liderował gitarzysta i wokalista Mario Driessen - twórca całokształtu repertuaru. Styl jego gitary najpewniej zbliża się do Steve'a Hacketta, jakkolwiek wychwycić można i śladowe pierwiastki wpływów Frippowskich. Jak na genesisowski neoprog Light prezentuje muzykę dość mroczną, może w pewnej mierze klaustrofobiczną, w każdym razie brak jest tu owej czasami aż infantylnej, radosno - baśniowej atmosfery co mogłaby sugerować okładka przedstawiająca obraz Victora Linforda "The Power Of Life". Co ciekawe - partie lidera wykazują ogromną melodyjność, a jednak nie rozrywa ona tego założonego z góry parasola senno-dusznego klimatu - na ten przykład wymieńmy zasadniczą część Elephants On Tightrope czy instrumentalny kawałek Carnivore Feast. Zdarzają się oczywiście momenty "jaśniejsze" jak God On Wires z fragmentami Jadisowskiej gitary i nareszcie dłuższą solówką klawiszową. W miarę optymistyczną wymowę posiada też Just Feelings będący progrockowo pokombinowaną kompozycją miłosną z dość ostrym brzmieniem. Jednak wszystko to przestaje mieć znaczenie w kontekście atmosfery narzuconej przez magnum opus recenzowanego krążka - blisko dwudziestodwuminutowej suity Dreams. To pierwszy zakrojony na tak szeroką skalę w historii wytwórni SI Music projekt z udziałem chóru i orkiestry. Ta, jak dla mnie, niezwykle udana próba połączenia brzmień chóralno-symfoniczno -rockowych podzielona jest na cztery kawałki elegancko wyindeksowane na płycie bo, czasowo rzecz biorąc, mamy do czynienia z monolitem. Wspomniana suita jawi się "na pierwszy rzut ucha" dość trudną w odbiorze - właśnie ze względu na nastrój senności przerywanej momentami wzniosłości, zadziorności, złowieszczości... Podany na początku motyw często się powtarza w różnych ujęciach brzmieniowych nie epatując jednak odczuciem znużenia - pod warunkiem, że ktoś się nie zniechęci po pierwszych przesłuchaniach. A nie warto jako, że Dreams to jedna z najambitniejszych i po prostu najlepszych długich form neoprogu, oby tylko zespół Light był bardziej znany... Finałowa odsłona zdominowana jest przez prześliczną, świetnie odśpiewaną przez Mario akustyczną balladę ze smutnym, charakterystycznym dla tego krążka textem:

Mamo nie odchodź teraz
Jakże boję się tego człowieka w czerni
Zawsze gdy go widzę
Kogoś z pewnością spotka śmierć
Pośród dni jakie przemijają
Mamo powiedz mi jak
Jak zatrzymać jego powroty
On jest niczym innym jak ostrzeżeniem
zwiastującym kres istnienia

Czy on boi się stawić czoła światłu?
Zmyjmy z siebie jego cień
- W jego mroku nie potrafię się ukryć
Więc jeśli odejdziesz
Gdzie będę mógł uciekać?

Uwierz mi bo to prawda
W jakiż inny sposób mógłbym wiedzieć Mamo?
Przecież nikt mi nigdy nie powiedział
Prawdy o tym dniu
Gdy tato płakał

Jeśli cokolwiek co mógłbym uczynić
Pozwoliłoby mi jakoś przez to przejść
I zakończyć ból
Pomóż mi odnaleźć odpowiedź
- Spychanemu w szaleństwo

Opisywana płytka ze wszech miar godna jest rekomendacji. Takie sentymentalne wycieczki sprawiają, że coraz bardziej szklą mi się oczy, kiedy widzę mające już tylko historyczną wartość logo SI Music.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.