ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Mindgames ─ Actors In A Play w serwisie ArtRock.pl

Mindgames — Actors In A Play

 
wydawnictwo: selfmade 2006
 
01. The Benefit of Anxiety (09.03)
02. Dramatis Persona (10.05)
03. The Statue (16.29)
04. Sagittarius (06.47)
05. Royalty in Jeopardy (11.53)
06. Both Sides of the Show (12.35)
 
Całkowity czas: 66:54
skład:
Bart Schram: Vocals, Acoustic 6-string & 12-string, Recorder Rudy Vander Veken: Lead & Rhythm Guitar, Acoustic 6-string Eric Vandormael: Bass guitar, bass pedals Benny Petak: Drums, Percussion Tom Truyers: Piano, Synthesizers, Hammond
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 2
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 6, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
06.01.2007
(Gość)

Mindgames — Actors In A Play

I jak co roku, znów nastał czas podsumowań, plebiscytów, konkursów – istna „karuzela z piosenkami”. Wszystko za sprawą A.D. 2006, który właśnie bezpowrotnie wziął i przeminął, a wraz z nim cały potok zeszłorocznych już albumów. Do tej pory byłem dość odporny na nieśmiało dobiegające z różnych stron narzekania, że ten czy ów rocznik był muzycznie niespecjalny, ale oto przyszła kryska na matyska – w mojej opinii ostatnie 12 miesięcy było RELATYWNIE (podkreślam!!) mało udane. Widać to dobitnie po podsumowaniu własnej produkcji, gdzie pozycji cała masa, ale perełek niewiele. Niemniej, znalazłem kilka ciekawych wydawnictw, dotąd nierecenzowanych, czy nawet może kompletnie niezauważonych, więc postanowiłem się podzielić – a nuż komuś się przyda!
 
Zacznę od najbardziej wartych polecenia, bo nie wiem, na ile mi zapału starczyJ. Wedle mojej „osobistej”, w minionym roku raptem 5 albumów zasłużyło na pełne „osiem” (a na więcej „aż” dwa). Cztery z nich gdzieś tam się przewijają, w tym przez ArtRockowe recenzje, może nawet z sukcesami, co częściowo obala tezę, że hołduję dźwiękom niesłuchiwalnymJ (vide recenzowany niedawno „t” oraz opisywane teraz wydawnictwo). Za to podejrzewam, że Mindgames poznało może sześć osób – zaszczytne 49 miejsce w MLWZ nie bierze się znikąd! Może w takim razie się nie spodobało? W to akurat śmiem powątpiewać – prędzej uwierzę, że album przeszedł niemal niezauważony… Wielka szkoda, bo to najlepszy kawałek neoprogresywnego grania w tym roku – tym razem z Belgii (duże frytki gratis).
 
Wiem, że zewsząd słychać głosy, że ten gatunek (neoprog, nie frytki) jeśli jeszcze nie umarł, to z pewnością dogorywa – tym bardziej warto odnotować tak udaną pozycję, nagraną w klasycznym dla tego nurtu stylu, do tego bez zbytnich udziwnień. Nie żebym miał coś przeciwko udziwnieniom, ale czasem fajnie jest przesłuchać cały krążek bez dodatków typu dzwonek telefonu / sygnał sms / połączenie z automatyczną sekretarką, relacje z Wiadomości, piski opon, wystrzały karabinów, chodzenie po schodach, jeżdżenie windą, przelatujące samoloty, burze z piorunami etc. W nieskończoność. Trochę to zaskakujące, bo tekstowo tematem jest tu [życie jako] sztuka teatralna, przewijają się różne charakterki (w tym szemrane) i dylematy dworskiej egzystencji – czyli pogaduszki na boku (tudzież głuchy dźwięk opadającej gilotyny) byłyby wcale naturalne. A tu nic tylko muzyka i muzyka...
 
Konkretnie – przeszło godzina muzyki. Utwory – jak przystało na gatunek – dłuuugie, długaśne: od 7 do 16 minut, więc zmieściło się ich całe sześć. Ale liczby nie mają tu większego znaczenia, bo album jest z serii koncepcyjnych, choć po uważniejszym zapoznaniu nietrudno wychwycić początki i zakończenia poszczególnych utworów, które nieco się od siebie różnią(!). Ale i to większego znaczenia nie ma, bo to wydawnictwo pozbawione jest słabych momentów, podobnie jak i tych absolutnie powalających. Nawet trudno wskazać ulubiony utwór. Czy wobec tego powiewa nudą? Absolutnie nie, w każdym nagraniu dostajemy coś specjalnego – a to klawiszowo-organowe intro, a to ładnie zaśpiewany, łatwo wpadający w ucho fragment tekstu (choćby o tym, że lewa ręka nie wie, co robi prawa...), czy wreszcie kilka w miarę oryginalnych (na ile to jeszcze możliwe) gitarowych czy gitarowo-perkusyjnych solówek. Przerostu formy nad treścią nie stwierdziłem, podobnie jak przeładowania efektami specjalnymi czy nawet dla gatunku charakterystycznymi – czytaj: zgrywania do nieprzytomności tej samej melodii na sto (pozornie) różnych sposobów.
 
W efekcie powstał album muzycznie dojrzały i przemyślany – wszystko jest na swoim miejscu i płynie w równym, niespiesznym tempie. O, może to się komuś nie spodoba – nie dość, że nie ma niczego „z przytupem”, to jeszcze ani jednej ckliwej ballady! No i jest jeszcze jedna wada, której chyba ciężko uniknąć. Słuchając tej muzyki trudno pozbyć się skojarzeń z dokonaniami takich formacji jak Pendragon, IQ, Arena, Wszystkie Inne Twory by Clive Nolan i/lub Koledzy, wczesny Marillion / późny Genesis, a z nowszych Red Sand. Osobiście miewam silne skojarzenia z opowieściami o dzielnym Królu Arturze, np. autorstwa Wakeman’a, ale to bardziej tematycznie i krajobrazowo, niż muzycznie. Ktoś ponoć słyszał tam nawet Floydów, ale to już przesada, choć teraz to ich zdaje się wszędzie słychać... Jedno przy tym jest pewne – Mindgames nie pretendują do miana niczyjego klona, mają swój odrębny, barwny styl, dobrze rokujący na kolejne neoprogresywne wydawnictwa. Bo „Actors In A Play” w porównaniu do wcale niezłego debiutanckiego „International Daylight” to jednak krok milowy!
 
Podsumowując – kapitalne historie, kapitalne melodie, muzyczna dojrzałość, ogromna dbałość o detale i spójność albumu. Do tego interesujący, nieco narratorski wokal i oczywiście spora ilość klawiszowych i gitarowych pasaży. To nie jest muzyka, która wpada jednym uchem a wypada drugim – chwilę zabiera, zanim się spodoba, ale potem trudno się uwolnić!
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.