ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Øresund Space Collective  ─ It`s All About Delay w serwisie ArtRock.pl

Øresund Space Collective — It`s All About Delay

 
wydawnictwo: Transubstans Records 2006
 
CD 1 - 74:55
1. Rolling ... (10:00)/ 2. Cirkus Yoda 1 (6:23)/ 3. Cirkus Yoda 2 (9:00)/ 4. Nebula 4747 (10:00)/ 5. Isle Of Mogens (7:07)/ 6. Shaved Cortex (17:00)/ 7. Pink Jumps in the Ring (5:05)/ 8. In Her Majesty's Secret Saucer (10:20)

CD 2 - 76:40
1. Jupiter Flyby (In Memory of Doug Walker) (25:40)/ 2. Alien Strip Club (15:00)/ 3. Chris Ice Sack (21:00)/ 4. The Tony Blair Witch Crocket Project (15:00)

 
skład:
- Magnus / guitars, effects & synthesizers; - Sebastian / guitars & effects; - Jocke / bass; - Michael / bass; - Scott / syntesizers; - Ola / Fender Rhodes & synthesizers; - Mogen / synthesizers; - Soren / drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 6, ocena: Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
21.06.2007
(Recenzent)

Øresund Space Collective — It`s All About Delay

Takie płyty jak “It’s all about delay” długo muszą czekać na swoją recenzję – i nie tylko nazwa je do tego predysponuje. Album ukazał się w roku 2006, a do mojego odtwarzacza CD trafił blisko półtora miesiąca temu. Od tego czasu nie opuszczał swojego miluśkiego gniazdka nad rzadko muskającym jego delikatne struktury laserem. Wiedziałem, że nim zabiorę się za słuchanie jakiejkolwiek innej płyty muszę skończyć te toporne pieszczoty. A nie było to łatwe...

Ktoś mógłby pomyśleć, że właśnie nakreśliłem wstęp do potencjalnie bogato rozwijającej się tyrady plwocin na zawartość muzyczną pierwszego wydawnictwa międzynarodowej kapeli Oresund Space Collective. Otóż sprawa wygląda zupełnie inaczej: głównym problemem recenzowanej przez mnie płyty jest zbyt ekstensywny całkowity czas trwania albumu. Każdy z dwóch krążków składających się na całość posiada starannie wygrawerowany napis informujący o długości trwania nagrań na swojej części – przyjacielska przestroga, czy marketingowy chwyt?. 151 minut 35 sekund psychodeliczno-elektronicznej muzyki odstraszy nawet najodważniejszego wróbla. Kto dziś ma czas na słuchanie tak wielu, tak długich nagrań? Kto znajdzie tyle energii, żeby, nawet przy dysponowaniu wystarczającą ilością wolnego czasu, w pełni poświecić się odbiorze tych dźwięków? Ja przez długi czas nie znalazłem ani czasu, ani energii. Dlatego też jeśli w mojej recenzji pominąłem istotne smaczki umyślnie zawoalowane w oceanicznej treści muzycznej, muszę prosić szanownego czytelnika o zrozumienie, jako że nie potrafiłem być bardziej rzetelnym w swojej pracy.

Przejdźmy jednak do samego albumu. Już pierwszy utwór pierwszej płyty “It’s all about delay” zrobił na mnie duże wrażenie. Niby zahaczamy o klimaty Ozric Tentacles, a mimo wszystko jest bardziej rockowo i zdecydowanie bardziej przystępnie. Po wysłuchaniu całości trzeba sprostować porównanie Oresund do Ozrików. Podczas gdy ci drudzy potrafią grać pół godziny bez wyrazu, nie dając szansy zrozumienia słuchaczom o, co chodzi w ich szaleńczych improwizacjach, Oresund zdecydowanie unika podobnych praktyk. Niemniej jednak, przychodzi moment, kiedy Brytyjczycy chwytają instrumenty odpowiednią macką i powstaje dzieło z wszech miar wybitne (“Swirly Terminantion” – długie fragmenty, “Spirals In Hyperspce” – utwór “Akasha”). Oresund nie dysponuje tak giętkim warsztatem w kończynach, dlatego na przestrzeni jedynego do tej pory wydawnictwa nie należy spodziewać się uniesień przewyższających pozytywne wrażenie, jakie pozostawia po sobie pierwszy utwór. Nie mamy tutaj do czynienia z taktyką Hitchockowską – zaczynamy trzęsieniem ziemi, po to by napięcie dalej tylko wzrosło. Po kilku odsłuchaniach albumu zrozumiałem, że kluczem do aprobaty poszczególnych kawałków jest umieszczenie ich na czele swojej playlisty. Entuzjazm wzrasta bowiem odwrotnie proporcjonalnie do długości czasu odtwarzania. Wszystkie utwory trzymają równy poziom, jednak zbyt mało elementów odróżnia jedne od drugich. W związku z tym, przy 15 minucie słuchania któregokolwiek z podobnych do siebie nagrań osobiście zaczynałem nerwowo bawić się zegarkiem.

Tym sposobem doszliśmy do najważniejszej słabostki muzyków Kosmicznego Kolektywu – monotonii. Jeśli chcesz mieć przyjemność z odtwarzania tej płyty musisz poskromić niezaspokojone żądze wielu muzycznych uniesień i poprzestać na odsłuchaniu jednego, góra dwóch utworów na raz. Tak tez robiłem od czasu otrzymania krążka do recenzji, co po ponad miesiącu wywołało u mnie przeświadczenie, że mam do czynienia z prawdziwą gratką dla fanów elektronicznego progrocka (każdy utwór w odosobnieniu wydawał się podwójnie wyrazisty i niebanalny). Moje nawrócenie na pojedyncze piękno “It’s all about delay” legło jednak u podstaw następującego po nim silniejszego sceptycyzmu wobec całości. Może jestem trochę niesprawiedliwy? Może monotematyczność dźwiękową warunkuje specyficzny styl grania? Z pewnością po części to właśnie specyfika gatunku wyznacza OSC regułę tzw. “pomysłu w monotonii”. Co prawda Ozrików również możemy nazwać bardzo “karnymi”, jeżeli chodzi o przestrzeganiu gatunkowych konwencji – panowie z wysp wszystkimi mackami trzymają się raz określonych przez siebie standardów. Na szczęście oni jednak nie serwują nam dwu i pół godzin grania spod tej samej lutni. Oresund zdecydowanie przesadzili z nieuzasadnionym muzycznie rozwijaniem albumu. 50 minut zdecydowanie zaspokoiłoby potrzeby ciekawych nowinki słuchaczy. A tak płyta, jako całość, nadaje się raczej do odpalenia przy okazji jakiejś niewybrednej imprezy, kiedy to posłużyłaby za intrygujące tło większej zabawy. Nie wiem tylko, czy właśnie taki był cel muzyków.

Nie zamierzam się rozpisywać o stylu grania OSC. Czytając charakterystyki muzyczne podobnych zespołów, nie raz zostałem wprowadzony w błąd. Postkraurockowy styl, uznający, że zasadniczym elementem gitary są nadal struny, a nie pokrętła, stanowi tak szeroką mieszankę gatunkową, że można podpiąć pod niego wszystko od psychodelii po jazz i ambient (por. będąc wszystkim, jesteś niczym). Dlatego też nie warto powtarzać w recenzji tych wszystkich określeń gatunków: jeśliś ciekawy, sprawdzisz sam, co to za muzyka, jeśliś nie, nawet zgrabna wyliczanka nie przykuje twojej uwagi.

Co do zalet ewidentnych wydawnictwa trzeba przyznać, że na uznanie zasługuje współpraca grających (w sumie ośmiu dżentelmenów). Przy tak dużej ilości wykonawców operujących przy skomplikowanej elektronice, istnieje duża szansa gościnnych reminiscencji niezrozumiałych “odlotów” spod znaku Amon Duul II.. Tutaj natomiast wrażenie robi spójność i swoista logika grania. Wykorzystanie syntezatorów zgrabnie komponuje się z użyciem rzeczywistego instrumentarium. Warto podkreślić, że pojawiające się momenty improwizowane zawsze znajdują swoje uzasadnienie w treści poszczególnych kawałków. O żadnym utworze nie można powiedzieć, że jest wyjątkowo przeciętny, bądź niespójny – wewnątrz utworów nie pojawiają się żadne znaczące zgrzyty. Jedynie ich nieuzasadnione umieszczenie w większej całości budzi negatywne wrażenie. OSC przedłużają płytę, a wydaje się, że nie mają tak naprawdę nic więcej do dodania. Stąd też możliwe dwa różne spojrzenia na każdy kawałek: ocena z jednostkowego punktu widzenia lub wpisanie jednostki w kontekst całości. W rezultacie każde nagranie może raz okazać się niemalże arcydziełem, żeby przy następnym słuchaniu tylko bezproduktywnie zajmować cenny czas słuchającego. Album OSC na pewno pozostaje zespołem nagrań do głębszego badania, przedmiotem do wielokrotnego użytku.

 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.