ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Aragon ─ Don't Bring The Rain w serwisie ArtRock.pl

Aragon — Don't Bring The Rain

 
wydawnictwo: Progressive Records 1990
 
1 For Your Eyes [4:53]
2 Company of Wolves: Under the Hunter's Moon [3:28]
3 Company of Wolves:In Company of Wolves [5:57]
4 Cradle [5:38]
5 Solstice [3:45]
6 Cry Out [5:34]
7 Gabrie`lle [3:39]
8 Crucifixion [15:51]
9 For Your Eyes (Reprise) [1:18]
 
Całkowity czas: 49:14
skład:
Tom Behrsing - keyboards, bass-programming; Les Dougan - vocals; Tony Italia - drums; John Poloyannis - GTR, mandolyn, drum-programming
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,2
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,7
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,15
Arcydzieło.
,27

Łącznie 55, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
20.10.2007
(Recenzent)

Aragon — Don't Bring The Rain

Kolejnym godnym przedstawienia przykładem II fali, czyli neo-progressive, jest australijska formacja pod nieodbiegającą od kanonu nazwą „Aragon”. Swój debiut rozpoczęła albumem „Don't Bring The Rain”, którego pierwsza edycja ukazała się w 1988 roku, świat zaś mógł bliżej zapoznać ją dzięki wydawnictwu Progressive Records z 1990 roku – taką i ja dysponuję. Zespół pod kierownictwem Toma Behrsinga, choć logo ma wyraźnie wzorowane na Pendragon, to jednak muzycznie bliżej im do początków działalności Marillion – czym zyskali uznanie krytyków a przede wszystkim słuchaczy. Dźwięki Aragon to troszkę tej mistycznej substancji oraz klimat zespołów wzorujących się na teatralności Genesis oraz surowości wczesnego Marillion, zwłaszcza tego znanego z kompilacji B’Sides oraz wydawnictw około-”scriptowych”. Aragon także znalazł swoje miejsce w kanonie protoplastów stylu neo-progressive. Oprócz wspomnianego wydania ukazał się tzw. CD Picture w limitowanej serii 500 sztuk, oraz wersja japońska wzbogacona o utwór Ghosts.

Czym mnie ten zespół urzekł? Wystarczy wspomnieć tak magiczne nazwy jak Grendel – i wszystko jasne. Otwierający „For Your Eyes” to typowy neo-progresywny utwór – dużo melodii, w tle pikające syntezatory powielające frazy, wszystko w mocno genesisowym stylu. Ta wesoła kompozycja przyzwyczaja nas do dość cierpkiego głosu L. Dougana – dobrze oddającego klimat gatunku.  W końcu chrypka stała się charakterystycznym atutem rocka. Zwłaszcza chrypka w połączeniu z nadawaniem charakteru wykonaniu. Ale przywołałem na początku demona. Company of Wolves. Dwuczęściowa suita w pełni oddająca porównanie, co prawda nie z tak epickiego źródła. Sławna legenda o rycerzu Beowulfie na bazie opowiadania J.Gardnera a w interpretacji czwórki z Aylsbury ze szkotem na wokalu zainspirowała ludzi na drugim końcu świata do napisania utworu, wcale nieustępującego teatralnością i rozmachem. Krótszego, co prawda, ale dość mrocznego. Glos Dougana odgrywa tutaj bardzo istotną funkcję, bliżej mu do Alice Coopera, potęguje lirykę w końcu nadaje ten pożądany mroczny charakter, kontrastujący ze słodkimi dzwoneczkami w tle. Dzwoneczki miło dźwięczą, krew się przelewa opisując kolejną – no w końcu porównanie do Grendela zobowiązuje – heroicką opowieść o walce z potworami nocy. Ma on jednak wadę: jest zdecydowanie za krótki. Marillion przyzwyczaiło nas, że takie opowieści to tak minimum 25 minut. 9 To stanowczo za mało. The Cradle. No i to jest właśnie jedna z tych emocjonujących perełek, jakie jednak lubimy w tej muzyce. Pełna patosu, krzyku emocji i nastroju o balladowym charakterze kompozycja, która mogłaby być w repertuarze debiutu Areny. Z tym, że między kompozycjami jednak różnica 8 lat na korzyść Aragon i wielu tysięcy kilometrów.

„Lost again beyond boundaries of my fear”

Dobrze to znamy. Solstice to kolejny słodkawy, ale przyjemny utwór, w dodatku świąteczny „it's time to decorate a tree in every ball” co prawda nie jest to sławetne „Last Christmas” w wykonanu WHAM! Ale miło się słucha. Cry Out. Tu znów muszę sięgnąć po Marillion - bardzo ciężko nie porównać tej kompozycji do Lady Nina czy Marek Square Heroes. Poetycka Gabrielle potrafi urzec. Do wykonania tego utworu opartego w pewnej części na muzyce klasycznej wykorzystano głównie gitary akustyczne i klawiszowe tło. Dougan pokazał się jako bardzo dobry interpretator tekstów poetyckich. Drugą najdłuższą tym razem epicką suitę zespół zostawił na koniec. The Crucifixion. Pierwsze dźwięki mogą przypominać kulminacyjny moment w Forgotten Sons. W połączeniu z mrocznym cierpkim głosem Dougana, rozbudowana forma i przemyślana konstrukcja utworu stawiają go w mojej liście najciekawszych  kompozycji lat 80tych. 16 minut tej niesamowitej suity z mocną liryką (znów słychać wpływ Gabriela i Fisha) jest jak wieczność, ale nie dłuży się. Końcówka znów troszkę trąci antywojennym protestem Marillion. Zwłaszcza w momencie, kiedy John Poloyannis pieści gitarę przy długim solo, a w tle plamy klawiszowe zwodzą, kto to gra – Kelly czy Behrsing. Krótkim podsumowaniem albumu jest odnośnik do otwierającego For You Eyes. Dosłownie półtoraminutowe zakończenie. Ale ze smaczkiem.

To w końcu, co ja słuchałem – The Best Of F-Marillion? Nie. A wydawałoby się. Facet pisze tu o jakimś dziwnym australijskim zespole a ciągle ten Marillion i Marillion. - pewnie pomyślicie. A jednak. Pomimo zauważonych wzorców, których australijczykom nie wypominam, bo tworzą klimat, album jest świetny. W tamtym okresie druga fala przyzwyczaiła nas do albumów koncepcyjnych; Ten nie jest taki. Zespół trzymał się raczej luźnego doboru kompozycji prezentując ciekawie przygotowane i zaaranżowane utwory. W Polsce mieliśmy Albion – w Australii powstał rodzynek Aragon i jest pewna analogia między tymi zespołami. Jeżeli jest ktoś na świecie, kto słyszał pierwsze płyty Marillion i podobał mu się Albion – powinien sięgnąć po tą pozycję. Ciekawostką jest fakt, że we wkładce zespół zaznaczył, jaki album będzie następny. Chodzi o „Mouse”, która światło dzienne ujrzała dopiero w 1999 roku.

Mam także do tego albumu osobisty stosunek – cierpiącemu na bezsenność, towarzyszył mi w długich nocnych wędrówkach po aglomeracjach miejskich a także przemieszczaniu się między nimi. Niektóre miasta Polski nocą są piękniejsze niż za dnia..... Słuchać przy nikłym oświetleniu.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.