ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Hamadryad ─ Live in France 2006 w serwisie ArtRock.pl

Hamadryad — Live in France 2006

 
wydawnictwo: Unicorn Records 2007
 
1. Sparks And Benign Magic
Self Made Man (9:11); 2. Anatomy Of A Dream (6:33) ; 3. Amora Demonis (7:37) ; 4. Watercourse Hymn (9:44); 5. Nameless (5:16) ; 6. Omnipresent Umbra (9:48); 7. One Voice (3:32) ; 8. Polaroid Vendetta (6:45) ; 9. Alien Spheres (6:00) ; 10. Still They Laugh Pt. 1
Pt. 2 (3:40) ; 11. ...Action! (9:03)
 
Całkowity czas: 77:09
skład:
- Jean-Francois Désilets / lead vocals and bass ; - Denis Jalbert / electric - and acoustic guitars and backing vocals ; - Sébastien Cloutier / keyboards and backing vocals ; - Yves Jalbert / drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 1

Łącznie 2, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
20.10.2007
(Recenzent)

Hamadryad — Live in France 2006

 

 Hamadryad to kanadyjska grupa prog-rockowa, która wydała zaledwie dwie płyty, ale jej pozycja na scenie progresywnej jest zaskakująco mocna jak na tak skromny dorobek. Jednak obie płyty “Conservation of The Mass” i “Safe in Conformity” są bardzo cenione i chwalone. Znam pierwszą z nich i całkowicie zgadzam się z wysokimi ocenami, które jej wystawiano. To jest muzyka niezbyt łatwa w odbiorze, jednak dla osób nieco bardziej osłuchanych, raczej nie dla początkujących. Chyba King Crimson i Gentle Giant nie będą złymi drogowskazami odnośnie twórczości Kanadyjczyków. Tak czy inaczej, mamy się do czynienia z zespołem nietuzinkowym.

 Może nie łatwa i lekka, ale na pewno przyjemna. Już z nagrań studyjnych wynika , że zespół tworzą bardzo sprawni instrumentaliści i na żywo radzą sobie równie dobrze jak w studiu. Tylko, że w studiu są bardziej grzeczni i “uczesani”, a na scenie hulają jak koty po spiżarni. Dużo grania, dużo dźwięków, ale jakoś jest to bardzo umiejętnie poskładane. Wszystko jest jednak podporządkowane muzyce, a nie ma na szczęście żadnych popisów instrumentalnych dla zaspokojenia ego muzyków. Każda nuta swoje uzasadnienie ma. Prawie każda.

 Ta dość skomplikowana formalnie muzyka jest wykonywana z lekkością i polotem godnymi podziwu. To się czuje i to też naprawdę pomaga w odbiorze. Rozpisywanie się o każdym utworze nie ma wielkiego sensu. Próbowałem sobie to tak słuchać “po recenzencku” – a to tu taka solówka, a to tu taki pasażyk. I jakoś tak za każdym razem słuchałem to tak normalnie, “po słuchaczowsku”, bez zwracania uwagi na niuanse, tylko na zasadzie “fajnie grają panie doktorze”. Duch tej muzyki nie za bardzo poddaje chłodnej analizie. I o to też chodzi. Jedyny jakiś zauważalny mankament tego koncertu to wokale – są bo są, takie o – sobie. Czasami trochę obok tonacji, czasami nierówno. Oprócz tego to może jeszcze jedynie “Polaroid Vendetta” jest trochę o niczym. Ale da się wytrzymać, szczególnie , że pozostałe dziesięć utworów prezentuje się bardzo smakowicie.

 Ostrzyłem sobie zęby na ten koncert i się nie zawiodłem.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
Picture theme from Riiva with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.