ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Gilmour, David ─ Remember That Night – Live At The Royal Albert Hall w serwisie ArtRock.pl

Gilmour, David — Remember That Night – Live At The Royal Albert Hall

 
wydawnictwo: EMI Records Ltd 2007
 
DVD1: 1. Speak To Me
2. Breathe
3. Time
4. Breath (Reprise)
5. Castellorizon
6. On An Island (feat. Crosby & Nash)
7. The Blue (feat. Crosby & Nash)
8. Red Sky At Night
9. This Heaven
10. Then I Close My Eyes (feat. Robert Wyatt)
11. Smile
12. Take A Breath
13. A Pocketful of Stones
14. Where We Start
15. Shine On You Crazy Diamond (feat. Crosby & Nash)
16. Fat Old Sun
17. Coming Back To Life
18. High Hopes
19. Echoes
20. Wish You Were Here
21. Find The Cost Of Freedom (feat. Crosby & Nash)
22. Arnold Layne (feat. David Bowie)
23. Comfortably Numb (feat. David Bowie) DVD2: 1. Wot's... Uh The Deal (Performances from the Royal Albert Hall)
2. Dominoes (Performances from the Royal Albert Hall)
3. Wearing The Inside Out (feat. Richard Wright) (Performances from the Royal Albert Hall)
4. Arnold Layne (feat. Richard Wright)
5. Comfortably Numb (feat. Richard Wright) (Performances from the Royal Albert Hall)
6. Breaking Bread, Drinking Wine (Documentary)
7. Dark Globe (Performance from Summer Tour 2006)
8. Astronomy Domine (Recorded at Abbey Road Studios)
9. This Heaven (Performance from the AOL Sessions)
10. Castellorizon (Performances from the BBC Mermaid Theatre concert)
11. On An Island
12. The Blue
13. Take A Breath
14. High Hopes
15. The Making Of 'On An Island' (Documentary)
16. The West Coast (Documentary)
17. On An Island (MusicVideo)
18. Smile (MusicVideo)
19. Island Jam 2007 (Bonus Track)
20. Photo Gallery
 
skład:
David Gilmour – vocals, guitar, / Richard Wright – keyboards, vocals / Phil Manzanera – guitar, vocals / Jon Carin – keyboards, Lap Steel Guitar, programming, vocals / Guy Pratt – bass, guitar, vocals / Steve DiStanislao – drums, vocals / Dick Parry – saxophone, keyboards / David Crosby, Graham Nash, David Bowie, Robert Wyatt.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,5
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,6
Arcydzieło.
,26

Łącznie 40, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 6 Niezła płyta, można posłuchać.
07.12.2007
(Recenzent)

Gilmour, David — Remember That Night – Live At The Royal Albert Hall

To miała być jedna z najbardziej oczekiwanych płyt roku. Przynajmniej, wg zapowiedzi wytwórni płytowych. Nic dziwnego – reaktywacja Pink Floyd, jednorazowo dla potrzeb Live8 wzbudziła tyleż samo nadziei, co negatywnych komentarzy. A oni zebrali się, zagrali i poszli. Każdy w swoją stronę.
 
David Gilmour nagrał solowy album (widać, mu się jeszcze chce) On The Island, którego recenzję w naszym serwisie znajdziecie tu. Już na etapie nagrywania i produkcji przeciekały do nas newsy, że współpracuje z Leszkiem Możdżerem i Zbigniewem Preisnerem (przypomnijmy – ulubiony współpracownik Gilmoura odpowiedzialny za partie orkiestrowe: Michael Kamen niestety zmarł w 2003 roku na zawał serca). Gdy więc naturalną koleją rzeczy Gilmour ruszył w trasę, wielu pokładało nadzieję, że obaj panowie będą towarzyszyć słynnemu gitarzyście podczas koncertów. Tak się jednak nie stało, z mały wyjątkiem o nazwie Gdańsk, ale o tym na koniec.
 
Trasa koncertowa Davida Gilmoura była sukcesem. Bilety wyprzedane, wielkie sale zapełnione po brzegi, krytycy zazwyczaj zadowoleni, że zespół to wreszcie David Gilmour Band, a nie Pink Floyd (mimo obecności Richarda Wrighta w składzie). O malkontentach nie wspominam, bo czegokolwiek by Gilmour nie zrobił, i tak byłoby źle. Konkludując, nic zatem dziwnego, że już po koncercie w Gdańsku mówiło się o DVD. Zwłaszcza o DVD z Gdańska.
 
David Gilmour poszedł jednak już wydeptanym tropem – zdecydował się na nagranie koncertów w miejscu, w którym już wcześniej koncertował z macierzystą grupą i gdzie powstał ostatni jak dotąd album koncertowy Pink Floyd - Pulse. Sala Royal Albert Hall jest w tej mierze właściwym miejscem, ostatecznie w trakcie koncertów czy to samego Gilmoura, czy Pink Floyd większe znaczenie ma możliwość wygodnego siedzenia na koncercie, niż skakanie i potrząsanie grzywami. Większe znaczenie ma możliwość zaprezentowania efektów scenicznych i zapewnienie dobrej jakości dźwięku, niż próba wciągnięcia w zabawę publiczności, poprzez jakieś wspólne śpiewy, klaskanie i podskakiwanie. I taki też jest koncert w Royal Albert Hall. Wysmakowany, dobrze nagłośniony, wizualizowany i w ogóle komfortowy (by nie rzec komfortowo – odrętwiały).
 
Nie będę omawiał poszczególnych nagrań. Nie widzę specjalnie sensu. Dla osób, które są fanami Pink Floyd to DVD będzie pozycją absolutnie „must have” w kolekcji. Choćby za sprawą nie wykonywanego od wieków utworu Echoes, czy przypomnianego po latach nagrania Arnold Lane. Dla wielbicieli talentu Gilmoura, jak twórcy piosenek (bo zakładam, że tacy też są) również sporo drobiazgów na tym DVD się znalazło. Poza tym, jest Graham Nash i David Crosby, ze słynnego kiedyś zespołu, wspierający pana G. w partiach wokalnych. No jest David Bowie, lalunia o stalowych oczach i zniewalającym uśmiechu, nieprzypadkowo udzielający się wokalnie we wspomnianym wyżej Arnold Lane.
 
Co należy uznać za zaletę koncertu? Ano, dźwięk jest perfekcyjny, obraz wyrazisty. Światła tworzą niesamowite show, publiczność jest zachwycona i … tyle. Słucha się tego i ogląda siedząc w zapadniętym w fotelu, z prawdziwą przyjemnością, bo każda nuta jest wysmakowana do bólu. Solówki Gilmoura się nie zmieniły, 18 minutach Ech nadal jest tą, dla której warto było żyć. Słowem – miodzio.
 
I… jednak czego brakuje. Nie wiem, może wszystko to jest właśnie zbyt poukładane. Brak szaleństwa, improwizacji, dodatkowych dźwięków? Nie wiem. Pewnie tym różnił się będę od większości słuchaczy, że ja nie oczekuję od wykonawcy na koncercie, by zagrał tak jak na płycie. Nie rozdzieram szat, gdy ktoś tam się „pomyli” w zagraniu jednej nuty. Liczy się klimat, dający choć namiastkę emocji dostępnych publiczności zgromadzonej na odsłuchiwanym / oglądanym koncercie. A tego niestety na Live At Royal Albert Hall nie ma. Przynajmniej ja tego nie dostrzegam ani nie słyszę.
 
David Gilmour należy do moich ulubionych artystów. Pink Floyd… eee, no wiecie, trochę o nich w serwisie napisałem. A Live At Royal Albert Hall niestety leży na półce, pokryte kurzem. Od momentu premiery obejrzałem je kilkanaście razy, niejako z obowiązku recenzenckiego. Szkoda.
 
Dodatki. Sporo ich, ale bądźmy realistami – ile razy je można oglądać. Owszem może i ciekawe, ale do jednokrotnego obejrzenia. I tyle.
 
Zatem, czy to zła płyta? Nie, przeciwnie. Dobra. Ale dla osłuchanego wielbiciela muzyki ciut… nudna.
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.