ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Fantomas ─ The Director`s Cut w serwisie ArtRock.pl

Fantomas — The Director`s Cut

 
wydawnictwo: Ipecac Recordings 2001
 
1. the godfather (theme) [2:47]
2. der golem [2:38]
3. experiment in terror [2:41]
4. one step beyond [2:56]
5. night of the hunter (remix) [00:58]
6. cape fear [1:48]
7. rosemary`s baby [3:20]
8. the devil rides out (remix) [1:38]
9. spider baby [2:26]
10. the omen (ave satani) [1:49]
11. henry: portrait of a serial killer [3:08]
12. vendetta [2:04]
13. – [00:06]
14. investigation of a citizen above suspicion [4:00]
15. twin peaks: fire walk with me [3:29]
16. charade [3:04]
 
Całkowity czas: 38:52
skład:
Mike Patton – vocals; Dave Lombardo – drums; Buzz Osborne – guitar; Trevor Dunn – bass.
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,1
Album słaby, nie broni się jako całość.
,1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,2
Arcydzieło.
,21

Łącznie 31, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
18.04.2008
(Gość)

Fantomas — The Director`s Cut

Oto drugie objawienie spod znaku Fantomas, dziwny twór, który każe mi wierzyć w nadprzyrodzone, muzyczne wyczucie Pattona. Mam na myśli taką niewytłumaczalną i niekiedy bliską szaleństwu więź z jakimś nerwem reprezentującym w tym przypadku całość sceny muzycznej. I właśnie ten dziwny i rzadki talent sprawia, że Patton nie tylko za każdym razem, gdy coś wydaje, wzbudza sensację lub co najmniej zainteresowanie, ale oddaje w nasze ręce naprawdę dobry materiał wpisujący się wyraźnie w czaso-przestrzenno-sceniczno-zespołową rzeczywistość.
 
Dość mglistych dywagacji, do rzeczy.
Fantomas brutalnie poszerzył „sposób grania”, a mózg tego projektu pozwolił sobie miejscami na „normalne” śpiewanie. Czyżby niekonsekwencja czy skrucha? Wydaje się, że nie. Mało tego, te utwory już wcześniej zostały napisane i są powszechnie znane jako melodie z różnych, wielkich kinowych dzieł. Brak pomysłów ze strony muzyków i pójście na łatwiznę? Z pewnością nie.
 
Podróż po motywach przewodnich klasyków srebrnego ekranu zaczynamy od genialnego, trochę niepokojącego, zbrodniczego i sycylijskiego nieśmiertelnego motywu z „Ojca chrzestnego” (Nino Rota). Początek brzmi niczym żywcem wyrwany z oryginalnego soundtracku, a dopiero po nim dostajemy rozpędzoną perkusję, szaleńcze krzyki i równie niespokojne instrumenty strunowe. I niespodziewanie chwila wytchnienia, odrobina czegoś bardziej sentymentalnego, za nią kolejny skok w bardziej pompatyczne rejony i w końcu wyciszenie. (Gdybym nazywał się Rota, nie wiedziałbym czy pogratulować zespołowy czy też dać kolejno każdemu z muzyków w mordę.) Bardziej spójną kompozycją, być może też najcięższą na płycie, jest powolny i walcowaty „Der Golem”. Dominuje tu niski i gardłowy śpiew, który być może udziela zbyt wiele rozumu glinianemu żydowskiemu tworowi, który z założenia pozbawiony był duszy. Emet...met... Więcej przestrzeni z kolei dostajemy w kompozycji opartej na nieśmiertelnym „Cape fear”. Chociażby remake z wytatuowanym Robertem de Niro wraz z jego nieodłącznym, grubym cygarem i groźnym szaleństwem błąkającym się gdzieś po oczach. Nie dziwi, że Buzz grając te parę dźwięków przenosi nasze myśli w strony bardzo sabbathowe, co w sumie uważam za dość miłe i odprężające, prawie jak kompozycję (z podwójnym polskim akcentem) będąca kołysanką („Rosemary`s baby”), kołysanką, która w ustach Pattona brzmi niepokojąco, przerażająco i po prostu diabelsko, a jednak działa usypiająco i próbuje chyba sprowadzić na nas jak najgorsze koszmary. Równie przyjemne jest „Spider baby” z dość hipnotycznym i lekko psychodelicznym riffem zapowiadającym przyjście jeszcze większej dawki powykręcanych stworów kierujących się podejrzanymi motywami. Podobne odczucia, chociaż już zupełnie inaczej muzycznie przedstawione, pojawiają się w rozpędzonym i łacińskim „Omen”, dzięki któremu można właściwie wierzyć, że pan Patton widzi już te piekielne zastępy zmierzające w naszą stronę. Jeśłi chodzi o „Twin Peaks: fire walk with me” – magia…
 
Wydaje się, że ciężko negować tu fascynację Pattona kinem, jest to płyta, którą po prostu musiał zrobić, która chodziła za nim i nie dawała spokoju. Widzę go oczami wyobraźni siedzącego późną w nocą przed telewizorem, z ręcznikiem na głowie i po raz setny katującego swoją kolekcję dvd... (Oczywiście nucąc każdy napotkany motyw muzyczny.)
 
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.