ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Ecstasy Project ─ Reminescence Europae (CD + DVD DG) w serwisie ArtRock.pl

Ecstasy Project — Reminescence Europae (CD + DVD DG)

 
wydawnictwo: Fonografika 2008
 
DISC 1 (audio): 01. Reminiscence Europae [03:32]
02. Presto Cinque [13:06]
03. El Pagedo [06:15]
04. Maestoso Non Troppo [06:57]
05. Adlibitum - Allegretto Rallentando [10:54]
06. Moderato Recitando [10:04]
DISC 2 (dvd): 01. Maestoso Non Troppo [07:22]
02. Sempre Adagio [08:09]
03. Adlibitum - Allegretto Rallentando [08:38]
04. Moderato Recitando [07:03]
05. Andante Con Melanconia [05:34]
 
Całkowity czas: 87:39
skład:
Rafał Gorzycki - drums ; Łukasz Góorewicz - violin; Paweł Nowicki - vibes; Paweł Urowski - double bass; Tomasz Pawlicki - flute (disc 1: 2,3)
 
Brak ocen czytelników. Możesz być pierwszym!
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Brak głosów.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
13.05.2008
(Recenzent)

Ecstasy Project — Reminescence Europae (CD + DVD DG)

Zaledwie kilka tygodni minęło od pojawienia się na rynku świetnej płyty Europae kwintetu Ecstasy Project, a już formacja Rafała Gorzyckiego zaserwowała nam materiał live. Reminescence Europae to po pierwsze zapis wideo (na prawie czterdziestominutowej płycie DVD) koncertu, jaki zespół dał w listopadzie ubiegłego roku podczas III Festiwalu Muzyka z Mózgu w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (sam Mózg to znany i sławny jazzowy klub w Bydgoszczy). Pięć kompozycji (zwłaszcza, że kompozycje te są krótsze niż na załączonej płycie audio) to oczywiście dla mnie za mało, ale lepszy rydz niż nic. Nie wiadomo bowiem, kiedy będzie można ich zobaczyć na żywo w moim mieście (choć są zapowiedzi, że już po wakacjach). Koncert jest lekko dokumentalny, dominują oszczędne światła i kamery (w zasadzie są tylko trzy), każdy utwór jest oddzielony chwilą przerwy. Doskonała, skupiona cichuteńka publiczność (zupełnie jakby jej nie było). Sama muzyka jest spokojna, wyważona, może nawet chwilami oszczędna. Ale zarówno słucha się jak i ogląda z wielką radością. Pojawić się może pytanie: A gdzie DTS? Gdzie Dolby 5.1? Przecież mamy dwudziesty pierwszy wiek! A ja odpowiem: Ale po co? Przecież zarówno Europae jak i jej młodsza siostra Reminescence Europae do podróż do średniowiecznej Europy. No może nie z XIV wieku, ale z XVII czy XIX jak najbardziej. Owe stereo, lekko jakby przytłumione, bez zbędnych decybeli, komponuje się idealnie z samym przesłaniem tej muzyki. Spokój, kontemplacja i oczarowanie rytmem, dźwiękiem, brzmieniem. Dzięki tej płycie możemy sobie uzmysłowić, że tak naprawdę nie ważne są rozbudowane partie menu, dodatkowe wersje dźwiękowe, dts, surround 5.1, a może 7.1, albo 9.1, karaoke czy inne udoskonalenia. Liczy się tylko Muzyka. A ta jest doskonała.

 

Płyta pierwsza (może od tej powinienem zacząć…) to również zapis koncertowy materiału z nowej ostatniej płyty, choć jakby dwuczęściowy. Część pierwsza, na która składają się utwory: Reminiscence Europae, Maestoso Non Troppo, Adlibitum - Allegretto Rallentando, Moderato Recitando zostały zaprezentowane warszawskiej publiczności w Akwarium Jazzarium w styczniu bieżącego roku. Pierwszy utwór to jakby strojenie się orkiestry – każdy muzyk gra po swojemu, swoją część, w swoim rytmie, co pozornie stwarza obraz chaosu. Jednak jest to chaos twórczy, bo już w okolicach trzeciej minuty pojawia nam się ustrukturyzowana kompozycja. Mestoso to z mojej strony wielki ukłon dla Pawła Nowickiego – za odgrzebanie i przypomnienie słuchaczom tego niezwykłego dźwięku, jaki daje wibrafon. Instrument wydawałoby się zapomniany, ale jak pokazuje sukces laureata ubiegłorocznego Jazz nad Odrą, powracający do łask. Do tego trochę rzewnych, psychodelicznych skrzypiec i ekspresja Rafała Gorzyckiego. Nareszcie. Zawsze twierdziłem, że koncertowe wersje utworów wyciągają z muzyko to, co najlepsze. Tak jest i w tym przypadku. Rafał rozpieszcza nas perkusją, najpierw tworząc ścianę dźwięku, a potem gwałtownie przechodząc w minimalizm. Można powiedzieć maksymalny minimalizm. Prześliczne. Minimalistycznie przechodzimy do Adlibitum, gdzie mamy kilka minut sam na sam z perkusją. Dzieje się tu sporo, a co najlepsze wydaje się, że nie ma w tym bębnowaniu żadnej logiki czy rytmu – ale oczywiście tylko nam się wydaje. Nagle uderza nas ściana dźwięku. Nie polecam słuchać tej kompozycji głośno, bo nagłe przejścia i ataki z ukrycia mogą przyprawić o zawał serca. Intro trwa prawie trzy i pół minuty, a potem pojawia się smutny kontrabas, potem skrzypce i wibrafon. Przenosimy się w zaklęty świat muzyki, która nie istnieje. A nawet jeśli, jest bardzo ulotna. Moderato przypomina mi Realium. Dużo tu psychodelii, smutku i zadumy. Jednocześnie dzięki wibrafonowi dostajemy w prezencie jakieś dodatkowe, ciepłe fluidy. Choć te dziesięć minut niejednokrotnie przyprawi nas o dreszcze.

 

Płyta pierwsza (może od tej powinienem zacząć…) to również zapis koncertowy materiału z nowej ostatniej płyty, choć jakby dwuczęściowy. Część druga, na która składają się utwory: Presto Cinque, El Pagedo zostały zaprezentowane publiczności zgromadzonej w czerwcu ubiegłego roku w Pałacu Ostromecko. Utwory te to (jak dla mnie) odrzuty z sesji do Europae, ale mogą też być zupełnie nowymi przed-przedpremierowymi kompozycjami. I skłaniam się do tej drugiej opcji, bowiem muzycznie i nastrojowo różnią się bardzo o europejskich podróży. Presto to najdłuższa kompozycja na tym wydawnictwie, dzięki czemu od razu wybiła się na prowadzenie. Ale poza czasem, doskonale prezentuje się samą muzyką. Jest cudownie wręcz jazzowa, z lekkim akcentem południowej Europy. Świetna linia basu i perkusji. Prym wodą skrzypce (pierwsze sześć minut) wymieniające się z fletem (druga część utworu). Może trwający aktualnie we Wrocławiu X Festiwal Kultury Żydowskiej SIMCHA przyczynił się do tego, ale jakieś klezmerskie akcenty też tu usłyszałem. Jak również art.-rockowe, dzięki bardzo drapieżnemu brzmieniu fletu. Rafał co jakiś czas wyciąga do nas pazur, aby przypomnieć, że jego rola, choć schowana z tyłu sceny, jest bardzo ważna. El Pagedo to dziwny utwór pasuje do całego studyjnego albumu, ale jednocześnie jest zbyt abstrakcyjny, czy też anty-jazzowy aby się na nim zmieścić. Najbliżej mu do progresywnych, rockowych poszukiwań z lat 70tych ubiegłego stulecia. Trochę szalony, z pewnością psychodeliczny i opętany. Trudny i bardzo wciągający. Choć może jego powstanie było zupełnie inne… Nie byłem na koncercie w Pałacu. Może El Pagedo po prostu jest efektem wspólnego jammowania, gdzieś nad ranem, po kilku butelkach wytrawnego czerwonego wina.

 
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.