ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Chaos Code ─ A Tapestry Of Afterthoughts w serwisie ArtRock.pl

Chaos Code — A Tapestry Of Afterthoughts

 
wydawnictwo: Noumena Music 1999
 
1.The Cave-8:22
2.Heights Of Time-5:32
3.Antidote To Entropy-8:26
4.Days Of Reflection-10:04
5.A Silent Scream-8:25
6.Gravy Fries-3:32
7.The Devil's Trombone-10:40
 
Całkowity czas: 55:06
skład:
Philip Rous-git,key / Cliff Phelps-git,flute,key,sax / Marty Saletta-key,stick bass, piano / Daniel Squillaro-dr / muzycy dodatkowi: Jamie Ignozzi - tenor sax / Dawn Heater - harmony voc
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: * Bez oceny
20.08.2002
(Recenzent)

Chaos Code — A Tapestry Of Afterthoughts

Przed nami następny, głęboki, amerykański, progrockowy underground. Początki Chaos Code sięgają roku 1993 r., kiedy to pojawiła się formacja The Web egzystująca jako zespół grający covery Genesis, IQ, Porcupine Tree, a nade wszystko oczywiście Marillion - w końcu nazwa do czegoś zobowiązywała. Gdzieś od 1996 r. panowie zaczęli tworzyć swój oryginalny repertuar nagrany ostatecznie w 1999 r. i wydany własnym sumptem. Zespół przyznający się do kręgu tzw. Baltimore area music scene wypłynął wraz z kolejną erupcją podziemnej, progresywnej lawy przedstawiając światu debiutanckie dokonanie A Tapestry Of Afterthoughts osiągalne czasami poprzez The Laser's Edge, Kinesis lubo w ramach Of Sound Mind. Krążąc po stosownych, netowych stronach można się dowiedzieć, iż inspiracją dzieła Amerykanów była muzyka tak Marillion, jak Jetro Tull, King Crimson, a nawet Present. Hm... tyle w tym prawdy ile inspiracji wychwyconych przez poszczególnych odbiorców. Jedno jest pewne - to granie co do zasady li tylko odtwórcze jakkolwiek nie pozbawione swojego uroku i niewątpliwego piękna, pomimo iż nie najlepsza produkcja daje się we znaki. Ale co tam - nie zwykłem oceniać płyt pod kątem studia, raczej pod kątem ładunku emocji tudzież czystej atrakcyjności uzewnętrznionej treści. A z tymi emocjami i atrakcyjnością wcale nie jest aż tak źle. Na dodatek wspomniani komentatorzy zapomnieli zdaje się o wpływach tak szacownej formacji jak Camel. No trudno, w końcu jestem tylko jeszcze jednym odbiorcą wraz z osobistymi skojarzeniami. I powiem wam, iż muzyka Chaos Code najzwyczajniej w świecie mi się podoba. Nie, nie jest to żadne objawienie na miarę Hamadryad czy nawet, o ileż mniej znanego, Dagmahr - to po prostu blisko godzina rzetelnego progrocka znacznie bardziej urzekającego niż sztampowy, ładny i poprawny do przesytu czysty neoprog, na szczęście. Przedstawione tu dźwięki są daleko więcej niespokojne w wyrazie, poszukujące, miotające się - zgoda, że miotające w z góry wyznaczonych ramach, ale zawsze. Odrobinka szaleństwa, a cieszy. No i te fragmenty jako żywo pachnące spokojem i melancholią złotych lat 70-tych. Sentymentalizm, sentymentalizm...

Otwierający album The Cave to bardzo udana wizytówka krążka - spokojna kompozycja z delikatnymi dźwiękami klawiszy, intrygującym fragmentem pełnym samplowanych głosów i bardzo ładną finałową partią gitary. Trochę zadziorniejszy Heights Of Time wciąż utrzymuje nas w uporządkowanych klimatach Camela z lat 70-tych - na dodatek następny kawałek - instrumentalny Antidote To Entropy rozpoczyna się brzmieniem fletu i to w odcieniu zdecydowanie bardziej Latimerowskim niż Andersonowskim. Słyszana później gitara rzeczywiście może przywodzić na myśl pomysły frippowskie, ale i ona przeplatana jest milutkim camelowaniem i w ogóle momentami ciąży ku cieplejszym, klimatom neopogresywnym rozładowując nieco ową surowszą, zimniejszą barwę King Crimson lat 70-tych. Długi, spokojny, oniryczny i bardzo piękny Days Of Reflection to znów muzyka niemal żywcem wyjęta ze złotej dekady rocka progresywnego - jeśli chodzi o granie niewyszukane rytmicznie i romansujące z balladowymi kształtami, także przecież często obecne w tamtych, wspaniałych latach. Podobny trochę w tonie A Silent Scream urzeka kolejną dawką ślicznych, wysmakowanych melodii, ale i dość ekspresyjnym - już nie onirycznym - śpiewaniem Cliffa. Chłonie się taką muzykę naprawdę wybornie. Gravy Fries - krótki instrumentalny kawałek to z pewnością najbardziej anarchizujący fragment płyty, choć na termin "anarchizujący" należy brać sporą poprawkę, jako że muzyka Chaos Code ma się nijak do avant prog-rocka, a nawet do jazz rocka. Ot takie sobie pseudo-jazzujące pląsy sekcji rytmicznej, gitary prowadzącej tudzież saksofonu - w każdym razie nader miła odmiana po poprzednich, grzecznych kompozycjach. No i wreszcie rozpoczyna się finałowy, ponad 10 min. The Devil's Trombone, zaczyna wydelikaconym Komitetem Centralnym czy takimż Present np. z płyty High Infidelity, niemniej to tylko ledwie pierwsze 3 minuty (i do tego jest to teza mocno naciągana, jako że Amerykanie, wbrew nazwie ansambla, preferują porządek i klarowność kosztem pozornego muzycznego chaosu). W dalszej swej części omawiana kompozycja znów przypomina ładną balladkę z kilkoma momentami atonalnych zawirowań i fajnym, trochę frapującym melodycznie gitarowym zamknięciem.

Należałoby w tym miejscu przystąpić do podsumowania. Twórczość Chaos Code wybitnie odwołuje się do brzmienia i klimatu bardzo melodyjnej, dość lekkiej i łatwo przyswajalnej muzyki rocka progresywnego z lat 70-tych. Czasami napotkać możemy fragmenty bardziej zakręcone, stwarzające wrażenie jakby podążając w kierunku maniery prog avantowej zatrzymały się w pół drogi, po czym znów zawróciły w rejony grzeczności tudzież balladowego uporządkowania. Nie uważam takiego zjawiska za nic złego, gdyż album przede wszystkim broni się udanymi i po prostu pięknymi melodiami. Czasami wybujałe ambicje lepiej ograniczyć do pomysłów, w których zespół czuje się szczególnie dobrze. I myślę, że formacji Chaos Code ta sztuka się udała - nagrała śliczną, epigońską płytę. Stawiam zacną siódemeczkę.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.