ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Arena ─ Songs From The Lion's Cage w serwisie ArtRock.pl

Arena — Songs From The Lion's Cage

 
wydawnictwo: Verglas Music 1995
 
1. Out Of The Wilderness (8:02)
2. Crying For Help I (1:22)
3. Valley Of The Kings (10:10)
4. Crying For Help II (3:08)
5. Jericho (6:50)
6. Crying For Help III (4:24)
7. Midas Vision (4:36)
8. Crying For Help IV (5:05)
9. Solomon (14:37)
 
Całkowity czas: 58:22
skład:
John Carson - vocals and backing vocals / Keith More - guitars / Clive Nolan - keyboards and backing vocals / Cliff Orsi - bass and backing vocals / Mick Pointer - drums / Steve Rothery / guitar (8) / Tracy Hitchings, Tosh McMann, Martin Albering, Marc Van Dongen - backing vocals
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 5
Arcydzieło.
› 14

Łącznie 25, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8++ Arcydzieło.
02.10.2010
(Gość)

Arena — Songs From The Lion's Cage

Dziwię się, że Piotr Kosiński w swojej Nocy Muzycznych Pejzaży, dokładniej jej części Ocalić od zapomnienia, jeszcze nie puścił "Pieśni z lwiej klatki". Arena przez kilka ostatnich lat niemalże rozpłynęła się w powietrzu i jakby wszyscy o niej zapomnieli. Dlatego poczułem, że moją misją będzie przypomnienie o tym świetnym zespole starszym i uświadomienie jego istnienia wszystkim młodszym miłośnikom rocka progresywnego. Bo - jak powszechnie wiadomo - tych drastycznie przybyło. A którą płytą miałbym zacząć wypełnianie swojego celu, jak nie "Songs From the Lion's Cage"?

W latach dziewięćdziesiątych, kiedy rewolucja neoprogresywna praktycznie wygasła, Clive Nolan - znany z zalewania słuchaczy morzem klawiszy w Pendragon - skumał się z porzuconym przez Marillion Mickiem Pointerem. Owocem tego związku był nowy zespół o nazwie Arena, który nagle uderzył z omawianym przez nas albumem. Albumem wybitnym, należy dodać, ale zagubionym w czasie. Dzisiaj z grupą kojarzy się (jeżeli w ogóle) głównie albumy "The Visitor" i "Contagion", o istnieniu starszych "Songs From the Lion's Cage" i "Pride" wszyscy, wydaje się, zapomnieli. Możliwe, że Arena z debiutem spóźniła się kilka lat. Gdyby ta płyta pojawiła się jeszcze w czasach świetności przedrostka "neo", odniosłaby ogromny sukces, jestem tego pewien. A tak, pozostaje jedynie diamentem ukrytym głęboko w podziemiu.

Nastrój. Prawdziwa baśń, opowiadana bez pośpiechu przez Johna Carsona (którego głos przywodzi na myśl Fisha), niezwykle wysmakowane klawisze Nolana i gitarowymi solówkami, które do dziś są najcudowniejszym elementem muzyki Areny, chociaż przez zespół przewinęło się dwóch gitarzystów. Na debiucie czaruje nas Keith More. Każde solo powoduje gęsią skórkę i mimowolne zamknięcie oczu. More nie zachwyca techniką i poplątanym rytmem, tylko kunsztem, z jakim powoli buduje napięcie; wznosi się w powietrze i rozpoczyna lot. Lot, który mógłby trwać bez końca... Jego wyczyny w utworze "Solomon" są w stanie wycisnąć nie jedną łzę z oka.

Wydawałoby się, że Nolan, jako autor muzyki, zawładnie ze swoimi pejzażami całą płytą, jednak tak się nie stało. Klawisze przez większość czasu budują fenomenalny nastrój albumu gdzieś w tle, wychodzą na pierwszy plan jedynie kilka razy, ale wtedy zaczyna się istna burza. W takim na przykład "Valley of the Kings", "Jericho", czy też wspomnianym już "Solomon" w kulminacyjnym momencie kompozycji Nolan rozpoczyna swoje szalone solówki, prowadząc typowy dla Areny "dialog" z gitarą. W tym momencie całość przypomina istny galop, pozbawia szczęki, aby za chwilę spowolnić i znowu rozpłynąć się w baśniowym nastroju.

Ciekawy pomysł stanowią też cztery części "Crying For Help" - krótsze przerywniki, głównie instrumentalne (tylko numer czwarty zawiera wokal), stawiające na tajemniczy i wyciszony klimat. Fenomenalnie kontrastują z wielowątkowymi i epickimi kolosami. Najpiękniejsza jest akustyczna część pierwsza, chociaż trwa zaledwie półtora minuty i trzecia - senna kraina wyczarowana przez Nolana. Zakończenie tej serii to wzruszająca ballada oraz chwila wytchnienia przed zakończeniem. A te stanowi jeden z najlepszych utworów w historii zespołu, którego tytuł przyzywałem już dwukrotnie - "Solomon". Po prostu nie mogę uwierzyć, ile piękna, dramatyzmu i emocji panowie zdołali upchnąć w tych trzynastu minutach.

Podsumowując, "Songs From the Lion's Cage" to wspaniały album. Prawie że bez minusów, bo takim można uznać nieco na siłę wydłużone "Valley of the Kings", ale i tak nie zawaham się wystawić maksymalnej oceny - jeżeli nie znasz tej płyty, drogi Czytelniku, musisz jak najszybciej nadrobić zaległości. To prawdziwa, choć zapomniana klasyka!
 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.