ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu KLUB ŚWIĘTEGO LUDWIKA – JACEK KOWALSKI ─ Rycerze dobrej opieki. Pieśni wypraw krzyżowych  po polsku. w serwisie ArtRock.pl

KLUB ŚWIĘTEGO LUDWIKA – JACEK KOWALSKI — Rycerze dobrej opieki. Pieśni wypraw krzyżowych po polsku.

 
wydawnictwo: Paganini 2003
 
1.Wezwanie 4:43/ 2. Baronowie, słuchajcie 2:13/ 3. Pieśń o miłości dalekiej 5:25/ 4. Pożegnanie 3:20/ 5. Paszkwil na Cocona de Bethune 2:24/ 6. Pieśń o najświętszym zdroju 3:27/ 7. Wezwanie 3:31/ 8. Szturm Jerozolimy 4:07/ 9. Pieśń więzienna 3:39/ 10. Pieśń malkontenta 2:58/ 11. Rondo pobożne 3:28/ 12. Pożegnanie 4:19/ 13. Piosenka opuszczonej 2:51/ 14. Wędrówka duszy 4:52/ 15. Pieśń po klęsce 3:49/ 16. Elekcja króla Jerozolimy 3:21/ 17. Pieśń palestyńska 5:27
 
Całkowity czas: 64:32
skład:
Jacek Kowalski – śpiew, przekłady, rota/ Tomasz Dobrzański – aranżacje, szłamaja, crwth, mandora/ Jan Gołaski – lira korbowa, śpiew/ Jarosław Kopeć – instrumenty perkusyjne/ Paweł Iwaszkiewicz – flety, dudy, szałamaje/ Paweł Muzyka – fidel
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,3
Arcydzieło.
,20

Łącznie 30, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
24.11.2003
(Gość)

KLUB ŚWIĘTEGO LUDWIKA – JACEK KOWALSKI — Rycerze dobrej opieki. Pieśni wypraw krzyżowych po polsku.

Hrabia Roland dosiadł rumaka. Spieszy doń druh wierny, Oliwier. Przybywa Geryn i dzielny hrabia Gerier, i Oton przybywa, i Beranżer przybywa, i Astor przybywa, i Anzeis sędziwy, i dumny Gerard z Rusylonu, i bogaty diuk, Gajfer, przybyli. Arcybiskup powiada: „Na moją głowę, pójdę!” – „I ja z wami – rzecze hrabia Gotier – jestem wasalem Rolanda, nie mogę mu chybić!” Wybrali spomiędzy siebie dwadzieścia tysięcy rycerzy.

Aby zrozumieć fenomen wypraw krzyżowych, nie wystarczy przywołać suche daty i fakty. Trzeba wejść w sam środek średniowiecznego świata i ujrzeć go od wewnątrz, jego oczami. Tak napisane jest w książeczce.

Czym były wyprawy krzyżowe dla ówczesnych ludzi. Było to wydarzenie, które tak naprawdę jednoczyło Europę. Hasło: Bóg tak chce! przetoczyło się jak ogień przez Francję, Niemcy, Flandrię, Anglię czy Polskę. Do Outremer – Zamorskiego kraju ( bo tak krzyżowcy nazywali Ziemię Świętą) wyruszyły rzesze rycerstwa. Wyruszali nie tylko z chęci przeżycia mistycznego doznania, nie tylko spotkania z Bogiem, wyzwolenia Grobu Świętego, ale i łupów. Zostawiali wszystko: ziemię, kobiety, dzieci. Wyruszali w nadziei lepszego życia. Zderzenie z kulturą zarówno Bizancjum jak i Arabów stało się dla ówczesnej Europy Zachodniej katalizatorem rozwoju cywilizacji. Z euforią przyjęto zdobycie Jerozolimy, z płaczem upadek Akki. Takie postacie jak Gotfryd de Boulogne, Saladyn czy Ryszard Lwie Serce stały się symbolami rycerskiego etosu.

Oliwier mówi: „Widziałem pogan. Niczyje oko nie widziało ich więcej na ziemi. Jest naprzeciwko nas ze sto tysięcy, z tarczą na ramieniu, w hełmach na głowie, z jasną zbroją na grzbiecie; i ciemne ich włócznie błyszczą z nastawionym drzewcem. Będziecie mieli bitwę większą, niż była kiedy. Panowie Francuzi, niech Bóg wam doda siły! Trzymajcie się dzielnie, iżby nas nie zwyciężono!” Francuzi odpowiadają: „Hańba temu, który ucieknie! Aż do śmierci żaden z nas nie chybi!”

Po tym przydługawym zagajeniu tematu czas na konkrety.

Tak i tym razem napiszę nietypową recenzję, nietypowego zespołu. Wszyscy miłośnicy muzyki dawnej zakrzykną: TOŻ TO SUPERGRUPA! Zgadza się. Członkowie Klubu Św. Ludwika to tuzy „średniowiecznego” grania. I nie tylko.
Dlaczego recenzja nietypowego zespołu, nietypowej muzyki znalazła się na Caladanie? Czy to do końca nietypowa, inna muzyka? Niekoniecznie. Postaram się moją tezę udowodnić.

Nie od dzisiaj wiadomo, że muzyka dawna, czy może inaczej muzyka źródeł oparta na tradycji ludowej stała się inspiracją dla muzyków uprawiających poletko o nazwie „rock progresywny”. Hm, takie zależności zauważyłam również ( nie tylko ja zresztą) w radosnej twórczości artystów powermetalowych. Tematyka podobna, wykonanie nieco inne. I niech nie obrażają się na mnie miłośnicy Rhapsody czy Manowar! Doceniam to! Przecież inklinacje średniowieczne, czy renesansowe słychać przecież w Jethro Tull. Fascynacji średniowieczem i renesansem nie wypiera się Ritchie Blackmore.

Wracając do Klubu św. Ludwika to cieszę się, że panowie w taki prosty, aczkolwiek wyrafinowany sposób popularyzują muzykę, która dla innych jest martwa, dla innej grupy zupełnie nieznana, nielubiana. Dlaczegóż tak jest? Być może wynika to z nieznajomości, systemu kształcenia w szkołach. Ale nie o tym. Dla mnie te dość proste melodie, układane nierzadko „w trasie” pieśni są jakże pięknym zapisem historii. Historii wydawałyby się odległej i w pogoni za dobrami doczesnymi zupełnie niedostrzegalnej.

Co mnie cieszy? Płyta ukazała się w czasach, gdy zapanowała moda na folk, średniowiecze, Tolkiena. Właśnie w taki sposób wyobrażam sobie ekranizację ( Peter Jackson?) Legend Arturiańskich, Legend o Graalu czy podań o Beowulfie. Nie za pomocą wielkich składów osobowych, potężnych i pompatycznych orkiestracji a’la Hans Zimmer, ale właśnie tak, przy wtórze lity korbowej, mandory, organum i dud. Taka właśnie była muzyka średniowiecza.
Czym są te pieśni? Muzyką, która dzięki wędrownym śpiewakom rozbrzmiewała na ulicach, zajazdach, w książęcych siedzibach oraz przed portalami świątyń. Rycerskie epopeje – chansons de geste opiewające czyny chwalebnych rycerzy były używając współczesnego języka, sprawozdaniami dziennikarzy z odległych krajów. Tworzyły one galerię wielkich postaci, takich jak chociażby Ryszard Lwie Serce, którego Pieśń Więzienna wstrząsa.
Na poczet krucjat układane były pieśni, które dziś nazwalibyśmy propagandą. Zawarte w nich były wezwania do podjęcia ryzyka dalekiej i niebezpiecznej podróży, znoszenia niewygód z tym związanych, porzucenia kraju, opuszczenia najbliższych oraz „przyjęcia krzyża”.

Rolandzie, mój towarzyszu, zadzwoń w róg! Karol usłyszy, ciągnie teraz przez wąwozy. Przysięgam ci, Francuzi wrócą!” – „Nie daj Bóg – odpowie Roland – aby ktoś mógł powiedzieć kiedy, że przez pogan zadzwoniłem w róg! Nigdy krewni moi nie usłyszą tego wyrzutu. Kiedy przyjdzie do wielkiej bitwy, będę walił tysiąc i siedemset razy i ujrzycie stal Durendala we krwi. Francuzi są mężni i będą bili dzielnie; ci z Hiszpanii nie ujdą śmierci!”

Jak tu nie wzruszyć się historią nieszczęsnego Rydela z Blaye, zakochanego w arabskiej księżniczce. Jak nie śmiać się, z szyderczych słów, które Prowansalczycy kierowali ku frankońskim rycerzom: Zepsiało Franków plemię psię. Jak tu nie zapłakać nad niedolą Lion Coure’a, uwięzionego i zdradzonego przez niedawnego przyjaciela, króla Francji Filipa Augusta.

Ganelon odpowiada: „Nie daj tego Bóg! Lepiej niech pomrę sam, a tylu zacnych rycerzy niech zostanie przy życiu. Wrócicie, panowie moi, do słodkiej Francji. Pozdrówcie ode mnie moją żonę i Pinabela, mego druha i para, i Baldwina, mego syna... Wspomagajcie go i miejcie za swego pana!” I puścił się w drogę.

Autorskie tłumaczenie oryginalnych tekstów wsparte zostało o średniowieczne instrumentarium. Jak mówią o sobie członkowie Klubu, zamierzają przywracać dawnym utworom ich pełen wymiar, w którym dźwięk i słowo dopełniają się wzajemnie. I to się im udaje. Zarówno podczas koncertów, jak i na tej płycie. Jedyne zastrzeżenie jakie mam związane jest z realizacją oraz produkcją. Słychać niestety, że nie do końca udało się uzyskać jednolitość brzmienia oraz klarowność. Może następnym razem?

Roland czuje, że śmierć go bierze całego; z głowy zstępuje do serca. Biegnie rycerz pędem na szczyt góry, położył się na zielonej murawie, twarzą do ziemi. Pod siebie kładzie swój miecz i róg. Obrócił głowę ku zgrai pogan; tak czyni chcąc, aby Karol powiedział i wszyscy jego ludzie, że umarł jako zwycięzca i jako zacny hrabia. Raz po raz słabnącą ręką uderza się w piersi. Za grzechy swoje wyciąga ku niebu swoją rękawicę.

Pieśń o Rolandzie w tłumaczeniu Tadeusza Żeleńskiego – Boya

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.