ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Atisha ─ Atisha w serwisie ArtRock.pl

Atisha — Atisha

 
wydawnictwo: Monte Rosa Rec. 1999
 
1.Atisha (6:26)
2.Life (13:44)
3.Eboli (10:00)
4.Mahakalpa - The Birth, The Existance, The Destruction, The Chaos (24:48)
 
Całkowity czas: 54:01
skład:
Christian Draxler - git / Gino Braun - git / Andi Lorenz - dr / Laus Tausendfreund - bas / Tim Pidun - voc
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 2
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 1

Łącznie 3, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: * Bez oceny
05.12.2003
(Recenzent)

Atisha — Atisha

Przed napisaniem niniejszej recenzji podjąłem zwyczajowe starania aby uzyskać jakowe informacje na temat opisywanego zespołu. Z przerażeniem stwierdziłem, że przepastne stronice netu KOMPLETNIE MILCZĄ! Nie znalazłem właściwie nic. Żadnej wzmianki, recenzji, że o stronie internetowej kapeli nie wspomnę. Tak jakby ta płyta nie istniała. Ale przecież wydawnictwo, o którym mowa leży fizycznie przede mną, wydane w 1999 roku i opatrzone numerem katalogowym CD 100016 wytwórni Monte Rosa Records. Wiem również, że Atisha to zespół lub projekt pochodzący z Niemiec. Próbowałem również doszukać się informacji o muzykach z nadzieją, iż przed wydaniem płyty lub po jej publikacji zajmowali się innymi projektami – również fiasko – duchy? Nie pozostaje mi zatem nic innego jak przejść do opisu moich wrażeń z odsłuchu albumu pozostawiając bolesne biograficzne niedomówienie...

Nazwa zespołu jak i tytuły czterech kompozycji znajdujących się na płycie jednoznacznie wskazują na buddyjskie inspiracje. Atisha to legendarny, wielki nauczyciel, jeden z kreatorów buddyzmu, dzięki któremu ta zacna myśl została transponowana z Sumatry do Tybetu. Mahakalpa natomiast jest wielką epoką stworzoną przez życie jednego Brahmy obejmującą 311 040 000 000 000 lat. Tak naprawdę po wczytaniu się w liryki stwierdzimy, że buddyjska nomenklatura jest niejako metaforą, sposobem opisu rozterek egzystencjonalnych jednostki zagubionej we współczesnym świecie, czyli temat stary jak węgiel kamienny...:-) Na próżno również szukać na tej płycie jakichkolwiek motywów orientalnych gdyż to co prezentuje Atisha jest bardzo oryginalnym i klimatycznym graniem, które można śmiało umieścić w dość obszernej szufladzie z napisem „progressive metal”.

Album otwiera przepiękny, sześciominutowy, instrumentalny utwór nazwany po prostu Atisha. Od samego początku uwagę naszą przykuwa klimat muzyki. Monumentalne riffy z rozlewającą się w tle gitarą klasyczną. Są również i keyboardy ale bardzo szczątkowe, pełniące raczej rolę backgroundu. Zresztą w składzie Atisha nie znajdziemy klawiszowca. Charakterystyczną cechą jest także surowość przekazu. Nie chodzi tu oczywiście o amatorską realizację, a raczej o zminimalizowanie środków wyrazu. Nacisk położono na muzyczne zilustrowanie pewnych uczuć. Nie ukrywam, że prowadzenie linii melodycznych odrobinkę przypomina mi produkcje neo-progowe. Jest to jednak jakby cień skojarzenia, a nie bezpośrednie nawiązanie. Kolejne trzy utwory Life, Eboli i wreszcie epicka Mahakalpa stanowią właściwie całość i z powodzeniem mogą być traktowane jak jeden wielki, złożony utwór. Oczywiście apogeum muzycznych zakrętasów przypada na ponad dwudziestominutowy Mahakalpa, który dodatkowo dzieli się na cztery części. Doprawdy trudno powiedzieć pod czyim wpływem pozostaje Atisha. Konwencja niby progmetalowa jednakże nie zauważalne są bezpośrednie analogie. Słuchając tej płyty momentami przychodzi mi do głowy amerykańska formacja Hourglass, jednakże wynika to bardziej z podobieństwa środków wyrazu niż samej muzyki. Pierwszy kontakt z muzyką Atisha może razić wspomnianą wcześniej surowością i topornością. Jednakże warto zatracić się w tej płycie gdyż dopiero po n-tym przesłuchaniu odkrywamy zakodowany przekaz w postaci łagodności, dostojeństwa i epickiego rozmachu....

Za każdym razem gdy sięgam po album Atisha zastanawiam się ile jeszcze jest podobnych płyt-duchów, które nie wiedzieć czemu umknęły progresywnym mediom. Pewnie spora ilość, a szkoda gdyż nie rzadko stanowią one istotny trybik w muzyce, którą tak kochamy...

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.