ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Motörhead ─ The World Is Yours w serwisie ArtRock.pl

Motörhead — The World Is Yours

 
wydawnictwo: EMI Records Ltd 2010
 
1. "Born to Lose" 4:01
2. "I Know How to Die" 3:19
3. "Get Back In Line" 3:35
4. "Devils In My Head" 4:21
5. "Rock 'n' Roll Music" 4:25
6. "Waiting for the Snake" 3:41
7. "Brotherhood of Man" 5:15
8. "Outlaw" 3:30
9. "I Know What You Need" 2:58
10. "Bye Bye Bitch Bye Bye" 4:04
 
Całkowity czas: 39:15
skład:
Ian "Lemmy" Kilmister – bass guitar, vocals; Phil Campbell – guitar; Mikkey Dee – drums; Cameron Webb – producer
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,5
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,4
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,4
Arcydzieło.
,1

Łącznie 19, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
14.12.2010
(Recenzent)

Motörhead — The World Is Yours

Motorhead wydał swoja pierwszą płytę u mejdżera(*)! Zwykle jest odwrotnie – najpierw wydaje się płyty w dużych firmach, a potem z biegiem lat i spadkiem popularności zmienia się firmy na mniejsze. Trudno co prawda uważać Bronze czy SPV za małe firmy, ale jednak co EMI to EMI (chociaż też ostatnio bokami robią, Queen im uciekło). Skąd taka zmiana - na pewno nie dlatego, że ktoś z szefostwa firmy zapałał wielkim uwielbieniem dla słowiczych treli Lemmiego, albo nagle w zarządzie zebrało się grono fanów „Ace of Spades”. Nic z tych rzeczy. Okazało się bowiem, że Motorhead ma naprawdę mocną pozycje na rynku muzycznym. Może nie w samej Wielkiej Brytanii, ale na kontynencie jest to zespół normalnie z list przebojów. W Niemczech ich ostatnie trzy płyty lądowały w pierwszej dziesiątce zestawień. Nie jest to przypadek, bo Motorhead to grupa bardzo pracowita – jak nie koncertują, to nagrywają,  nowe płyty studyjne wydają regularnie co dwa lata, a w latach dziewięćdziesiątych robili to nawet jeszcze częściej. Starają się cały czas utrzymywać w obiegu – jak na razie z bardzo dobrym skutkiem. Biorąc pod uwagę, że to kapela sporo po trzydziestce, a Lemmy po sześćdziesiątce – żywotność unikalna. Chyba tylko świętej pamięci Ronnie James Dio w tym wieku miał taki pałer do roboty.

„The Word Is Yours” się ukazało, snaggletooth na okładce, skład oczywiście bazowy – czyli sekcja i gitara, i oczywiście jest to samo, co na poprzednich dziewiętnastu albumach – czyli punknięty heavy metal rock’n’roll. Dziesięć kawałków, niecałe czterdzieści minut muzyki (zresztą po cholerę nagrywać dłuższe płyty). Lepsze od „Motorizera”, gorsze od „Kiss of Death”, a do „Inferno” to mu daleko. Jak na Motorhead - dolna strefa stanów średnich. Tyle, że średnia wysoko wywindowana, w granicach ośmiu artrockowych gwiazdek, z niewielkimi wahnięciami w dół i jednym dużym w górę. Przez ostatnie kilkanaście lat, żadna słabsza płyta, z wyjątkiem „Motorizera”, im się nie przydarzyła. A wcześniej tylko przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych był taki nieco chaotyczny. Najnowszy album nieco od średniej odstaje, bo jest na siedem gwiazdek(**). Czego „tylko” na siedem? Ja lubię Motorhead takie jak na „Inferno”, czy "Kiss of Death” – metalowe, ciężkie, agresywne wgniatające słuchacza w podłoże, albo jak na „Ace of Spades”, czy „Bomber” – hałaśliwe, brudne, bardziej punkowe, zabijające dynamiką. „The Word Is Yours” jest bardzo przyjemną płytą, ale na Motorhead jest dosyć lekka i rock’n’rollowa w tym potocznym znaczeniu. Omalże piosenkową – biorąc pod uwagę inne dokonania tej kapeli. Trochę przypomina pod tym względem „Hammered”, tylko, że tamta była fajniejsza muzycznie. Jednak i teraz powodów do narzekania nie ma, słabych utworów też tutaj nie znajdziemy, za to kilka bardzo dobrych – jak najbardziej. „Born to Lose” bardzo ładnie rozpędza całość, „Rock’n’Roll Music” ma świetny refren, idealny do śpiewania z publicznością, a wiele osób obiema rękami podpisałoby się pod słowami „rock’n’roll music is a true religion, never let you down”, skoczny "Bye Bye Bitch Bye Bye" ma fajny, dosadny tekst, a perypetiom Lemmiego z kobietą niezbyt ciężkich obyczajów nadano kształt bardzo dobrego rock’n’rolla. Z numerów cięższego kalibru wyróżniłbym "Get Back In Line" , "Devils In My Head" i na pewno "Brotherhood of Man", oraz “Waitnig for The Snake”. “Outlaw” jest nieco chaotyczny, canto ma niespecjalne, refren urywa się niepotrzebnie w pół dźwięku, ale to najbardziej punkowy i energetyczny kawałek na płycie i trudno go jednak nie uznać za udany. Do tego wiosłowy szyje tam fajną solówkę. Dobra – ile to już wyróżniających się numerów wyliczyłem? Osiem. I ja tej płycie chcę dać siedem gwiazdek… Nie, tu osiem gwiazdek należy się jak psu buda. Chociaż dalej uważam, że jest oczko słabszy i od „Kiss of Death”, i od wspomnianego, podobnego nieco stylistycznie „Hammred” też.

Aha. Pozostały jeszcze dwa numery. Wypadałoby o nich też coś wspomnieć, szczególnie że pozostałe omówiłem dość szczegółowo: "I Know What You Need" galopuje równie rączo jak “Outlaw”, a "I Know How to Die" wyróżnia się tym, że niczym się nie wyróżnia – co w tym towarzystwie raczej jest zaletą.

(*) – Nie tak całkiem do końca, ich firma, Motorhead Music jest sub-labelem EMI
(**) – Recenzent zmienił zdanie w trakcie pisania recenzji. Wolno mu.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.