ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Fyreworks, The ─ The Fyreworks w serwisie ArtRock.pl

Fyreworks, The — The Fyreworks

 
wydawnictwo: Festival Records 1997
 
1. Master Humphries Clock [9:56]
2. The War Years [3:47]
3. Stowaway [6:10]
4. Balloon [4;25]
5. The Consequences Of Indecision [2:00]
6. Broken Skies [15:24]
7. The Display [7:26]
 
Całkowity czas: 49:08
skład:
Danny Chang - guitar, percussion, backing vocals; Rob Reed - keyboards, slide guitar, backing vocals; Doug Sinclair - bass, backing vocals, guitar, sound F/X; Tim Robinson - drums; Andy Edwards - lead vocals, guitar;
Lee Goodall - sax, flute; Tim Short - percussion; Billy Thompson - violin; Sara Greenwood - cello; Vori Bolemsav - oboe;
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
16.11.1997
(Recenzent)

Fyreworks, The — The Fyreworks

Lata dziewięćdziesiąte okazują się być okresem, kiedy wreszcie - przynajmniej na Zachodzie - chęci i szczery zapał mogą pokonać ograniczenia finansowe. "The Fyreworks" to projekt Danny Changa, który, podobnie, jak np. Pär Lindh czy meksykański Cast, był długoletnim entuzjastą rocka progresywnego, tworząc i grając taką muzykę, której nigdy nie miał okazji wydać. Teraz udało mu się zaprosić do współpracy Roba Reeda, znanego z grupy Cyan, z którym skompletował zespół i nagrał płytę "The Fyreworks". I podobnie, jak to było w przypadku wspomnianych muzyków - wygląda na to, że nie była to jednorazowa efemeryda, ale uformowanie się grupy o długofalowych planach na przyszłość. Wracając jednak do płyty: celem zespołu była nostalgiczna podróż w przeszłość i próba odtworzenia magicznego klimatu nagrań Genesis, Yes czy Van Der Graaf Generator. By to osiągnąć, zastosowano m. in. tylko instrumenty klawiszowe starego typu, a także użyto nietypowej metody w samym komponowaniu muzyki - granie od razu dłuższych fragmentów na podstawie z grubsza tylko ustalonego schematu. Wszystko to dało naprawdę udany efekt. Muzyka brzmi bajecznie, bardzo miękko i właśnie tak, jak sobie wymarzyli jej twórcy. Na tle gitarowo-klawiszowego szkieletu rozwijają się swobodnie solowe partie na gitarze (również slide) i fortepianie, oraz na flecie i skrzypcach zagrane przez dodatkowych gości. Bogaty plan dźwiękowy dopełnia znakomita, bardzo melodyjna gra Douga Sinclaira na basie. Uderzająca swoboda prowadzenia melodii - często wydaje się, że muzycy po prostu improwizują - przywodzi skojarzenia z muzyką Casta. O stronie muzycznej nie można więc powiedzieć złego słowa. Na takim tle bledną trochę partie wokalne Andy Edwardsa. Andy nie ma oszałamiającego głosu a czasami za bardzo jęczy w wysokich rejestrach. Mimo wszystko jego delikatny głos bardzo dobrze pasuje do tej muzyki, wręcz wtapia się w nią i po jakimś czasie traktujemy go jako jeden z instrumentów.

Nie napisałem wiele o samych utworach - ale trudno mi tu któryś wyróżniać. Najlepiej słucha się tej płyty od początku do końca. Można jednak wskazać epickie "Broken Skies", z przepięknymi partiami slide'u i basu, oraz wieloma zmianami tempa i rytmu. Bardzo wzruszające jest też zakończenie, po którym następuje kilka minut ciszy, a następnie tytułowe "Fajerwerki", czyli odgłosy wybuchów rakiet - co jest zasłużonym zwieńczeniem tego udanego albumu.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.