ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Tune ─ Lucid Moments  w serwisie ArtRock.pl

Tune — Lucid Moments

 
wydawnictwo: Produkcja własna / Self-Released 2011
 
1) Dependent [6:05]
2) Repose [6:02]
3) Confused [5:03]
4) Lucid Moments [6:34]
5) Mip [4:47]
6) Dimensions [4:46]
7) Cabin Fever [6:35]
8) Masquerade [5:36]
9) Dr Freeman [5:21]
 
Całkowity czas: 50:53
skład:
Adam Hajzer - gitara solowa, rytmiczna / Leszek Swoboda - bas, wokal / Janusz Kowalski - akordeon, syntezator / Wiktor Pogoda - perkusja / Kuba Krupski - wokal
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,7
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,20
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,29
Arcydzieło.
,40

Łącznie 99, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
10.07.2011
(Recenzent)

Tune — Lucid Moments

Coraz trudniej być oryginalnym w muzyce w dzisiejszych czasach. Jeszcze trudniej w, nieco skostniałej już, formule progresywnego rocka. Mimo tego, bardziej lub mniej systematycznie, przybywają nam, także i na rodzimym podwórku, kolejne kapele szukające swojego miejsca w tej mało komercyjnej i zazwyczaj nieprzynoszącej już wielkiej sławy, muzycznej szufladzie. Jedni trzymają się swoistego kanonu, inni szukają bardziej odmiennych środków wyrazu, chcąc być choć troszkę „innym”. I właśnie do tej drugiej kategorii można zaliczyć młodą łódzką formację Tune.

Miałem okazję ich już widzieć na scenicznych deskach, gdy w ubiegłym roku, w łódzkiej Wytwórni, poprzedzali występ Leafless Tree. Powstali pod koniec 2008 roku w Łodzi z inicjatywy Leszka Swobody i Adama Hajzera i po zebraniu składu oraz stworzeniu autorskiego materiału, od listopada 2009 zaczęli regularnie koncertować. W czerwcu tego roku wydali swój – niżej recenzowany – debiut.

Z pozoru wszystko jest w „artrockowo – progresywnym porządku”. Dłuższe, 5 – 6 minutowe numery, utrzymane w niezbyt pędzących tempach, zawierające sporo ciekawych rozwiązań aranżacyjnych i melodycznych oraz dosyć mroczny klimat. Języczkiem u wagi, przesądzającym o tym, iż warto przy dźwiękach Tune pozostać, jest… akordeon. Instrument, z którego dosyć rzadko rock korzysta, choć nie można powiedzieć, że jest mu obcy (wystarczy zerknąć na całą rzeszę folk-metalowych bandów z  Korpiklaani na czele). Najciekawsze jest jednak to, że o ile w większości przypadków akordeon jest pewnym intrygującym dodatkiem, by nie powiedzieć ciekawostką, w muzyce łodzian staje się niekiedy… fundamentem. Osią, na której zbudowana jest kompozycja. Istotnym jest fakt, iż muzyka Tune nie staje się przez to jarmarczno – ludowo – cyrkowa (wszak z takimi klimatami kojarzy się wielu ten instrument), tylko bardziej wyrazista. Bo akordeonista Janusz Kowalski stara się odejść od pewnego standardu i gra chwilami niepokojąco, innym razem agresywnie i nerwowo. Jedno jest pewne – dźwięki wychodzące spod jego palców, nie mają nic wspólnego z akordeonową przaśnością. Dzięki temu już rozpoczynający całość Dependent jawi się jako utwór pełen pasji, żaru i emocji a w kompozycji tytułowej Lucid Moments mamy do czynienia z „walką” wspomnianego akordeonu z mocną gitarą (tak na marginesie, w finale tego numeru akordeon rzeźbi niemiłosiernie). Właśnie - gitara! Progrockowy zespół bez solidnej gitary? Jest jak najbardziej, tylko gdy muzycy decydują się na gitarowe solo, nie jest ono wcale takie wygładzone i dopieszczone. Wręcz przeciwnie – stawiają na brud i surowość. Wsłuchajcie się w Repose, czy Confused. Czasami zapuszczają się – jak w częściowo akustycznym Dimension, bądź w bardzo odjechanym Dr.Freeman -  w mocno psychodeliczne i krautrockowe wręcz klimaty. Na uwagę zasługują też partie wokalne, które momentami przypominają  barwę głosu Krzysztofa Drogowskiego z rodzimego, również progresywnego Afera…. Z drugiej strony, w takim Cabin Fever mamy  Morrisonowską ekspresję a w Masquerade  zawadiackość wielkiego Jima.

Bardzo udany debiut z absolutnie własnym „ja”. Światowych list przebojów swoim mało radiowym graniem pewnie nie podbiją, mam jednak nadzieję, że nie zginą jak dziesiątki obiecujących debiutantów i nagrają kolejny album.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.