ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Stewart, Rod ─ Every Picture Tells A Story w serwisie ArtRock.pl

Stewart, Rod — Every Picture Tells A Story

 
wydawnictwo: Mercury 1971
 
Side One
"Every Picture Tells a Story" (Rod Stewart, Ronnie Wood) - 6:01
"Seems Like a Long Time" (Theodore Anderson) - 4:02
"That's All Right" (Arthur Crudup) - 3:59
"Amazing Grace" (Traditional, arranged by Rod Stewart) - 2:03
"Tomorrow Is a Long Time" (Bob Dylan) - 3:43
"Amazing Grace" is not listed on the label on most editions, and on the CD is part of "That's All Right."
Side Two
"O. Henry" (Martin Quittenton) - 0:32 [an apparent reference to the American writer O. Henry]
"Maggie May" (Rod Stewart, Martin Quittenton) - 5:16
"Mandolin Wind" (Rod Stewart) - 5:33
"(I Know) I'm Losing You" (Norman Whitfield, Eddie Holland, Cornelius Grant) - 5:23
"Reason to Believe" (Tim Hardin) - 4:06
 
Całkowity czas: 40:38
skład:
Rod Stewart - vocals / Ronnie Wood - guitar, pedal steel guitar & bass / Sam Mitchell - slide guitar / Martin Quittenton - acoustic guitar / Micky Waller - drums / Pete Sears - piano / Ian McLagan - organ / Danny Thompson - bass / Andy Pyle - bass / Dick Powell - violin / Maggie Bell - "vocal abrasives" on the title track / Madeline Bell & friends (Mateus Rose, John Baldry) - "vocal abrasives" on "Seems Like A Long Time" / Lindsay Raymond Jackson ("the mandolin player in Lindisfarne") - mandolin / Kenney Jones - drums on "(I Know) I'm Losing You" / Ronnie Lane - bass on "(I Know) I'm Losing You"
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,1
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,0
Arcydzieło.
,3

Łącznie 9, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
08.06.2012
(Recenzent)

Stewart, Rod — Every Picture Tells A Story

No to Euro 2012 się zaczęło. Na razie nasi zremisowali, co jest i tak niezłym wynikiem, bo mecz kończyli w dziesięciu. A co, przeciwnik też? Nie zauważyłem. Grecy cały czas grali, jakby ich było jedenastu.  

 Pomysł, żeby piłkarski trzeci świat (czyli my) i Euroland B (też my) współorganizował mistrzostwa Europy, wydawał mi się od początku pomysłem nieco kontrowersyjnym. Ale na razie wszystko na to wskazuje, że się uda – czyli chwała nam. Co prawda spora część zaplanowanych inwestycji jest rozgrzebana i będzie miała pewnie nawet dwu-trzyletnie obsuwy, ale prędzej czy później będzie, bo prędzej czy później trzeba to będzie skończyć. Poza tym (wielkie, uroczyste  fanfary!) po raz pierwszy w nowożytnej historii Warszawa ma sensowne połączenie drogowe z resztą kraju i nawet z Europą! I chociażby z tego powodu warto było jednak to Euro organizować.

 Jak wszyscy wiedzą jestem człowiekiem nadzwyczaj łagodnego usposobienia,  spokojnym i tolerancyjnym. Do tego fanem futbolu.  Dlatego szlag jaśnisty mnie trafia, kiedy czytam różne głupoty wypisywane przez panią profesor Środę, Kazimierę Szczukę i wiele, wiele innych skądinąd rozsądnych osób (a ostatni „Przekrój” bije rekordy braku kompetencji i demagogii).  Wszystkie te wypowiedzi mają jeden schemat – zaczynają się od „nie przeszkadza mi Euro/piłka nożna, ale…” i potem leci klasyczna litania – kibole, prostactwo, marnowanie pieniędzy, żłobki, teatry,  chleba, a nie igrzysk.  Zwykle taki wywód skoncentrowany jest na jakimś bardzo drobnym wycinku  Euro-rzeczywistości, który pasuje do tezy postawionej przez autora, a wszystko co nie pasuje do niej, jest ignorowane, nawet jeżeli leży metr obok tematu i wiąże się z nim jak wódka z zakąską. No już ta wypowiedź profesor Środy, że Euro jest be, bo kibolia będzie przy okazji korzystać z płatnych uciech erotycznych jest w stylu – samochody są be, bo przez nie są wypadki. Poza tym okazuje się, że jest jakby odwrotnie, bo kibice wolą chodzić na piwo, niż  na dupy.

Wszystkie te wypowiedzi utrzymane są w lekko mentorskim, protekcjonalnym tonie, gwoli delikatnego, ojcowskiego strofowania maluczkich, z poczuciem wyższości – w manierze typowej dla postępowych, lewicowych, czy lewicujących intelektualistów (czyli z obowiązkowymi wtrętami na temat sprawiedliwości społecznej). Większość tych osób po prostu straciła instynkt samozachowawczy i poczuwszy się autorytetami, zapomniała, że mogą jeszcze pozostać tematy, z którymi jeszcze nie są  obznajomieni w takim stopniu, żeby zabierać głos. Prosta sprawa – jeżeli się na czymś nie znam, to się o tym nie wypowiadam. A wiele z tych tekstów sprawia wrażenie, że są napisane przez osoby, które absolutnie nie wiedzą o co w tym chodzi. Nie rozumieją piłki nożnej jako zjawiska, nie cierpią jej, nie rozumieją potrzeby organizowania takich imprez. Mam wrażenie, że dla wielu osób bycie fanem futbolu jest synonimem  intelektualnego zapóźnienia i w swoich tekstach w taki bardziej zawoalowany sposób dają tego wyraz. Dlatego,  lepiej żeby odpuścili sobie pisanie na ten temat, bo wychodzą im bzdury.

 Jestem Euro-realistą. Nie podniecam się tą imprezą, jak łysy nowym modelem grzebienia samobieżnego. Pewnych spraw trudno nie zauważyć – niekorzystnej umowy z UEFA, typu „Damy dupy i jeszcze za to zapłacimy”, potencjalnego krachu w branży budowlanej, bo jak się okazuje, kontrakty na Euro dla wielu firm stały się przekleństwem i powodem upadku, a nie błogosławieństwem. Nie wiadomo, co potem będzie ze stadionami, jak sobie z zagospodarowaniem takich obiektów poradzą samorządy, nie da rady co tydzień organizować koncertu Madonny, czy The Rolling Stones.  Ale tego, co przez te pięć lat powstało, głównie w zakresie infrastruktury transportowej – to już nikt nam nie zabierze, nikt tego po mistrzostwach nie schowa pod pachę i nie wyniesie.  I to na pewno jest korzyść z Euro, a że jakieś pieniądze nie poszły na pomoc społeczną, żłobki, czy teatry – no i co z tego – sposób finansowania polskich teatrów uważam za totalne nieporozumienie, a  prędzej te autostrady i stadiony  zarobią na żłobki, niż odwrotnie. Drogi są w Polsce równie potrzebne jak szczęście hazardziście i każdy kilometr autostrady, drogi ekspresowej, który powstał z powodu Euro  jest powodem, że wartało się o nie strzelać. And last, but not east – mistrzostwa Europy w piłce nożnej jest to jedna z największych imprez na świecie – czwarta, albo piąta w kolei – po letnich igrzyskach, piłkarskim Mundialu, Pucharze Świata w rugby i tak mniej więcej na wysokości igrzysk zimowych. Za naszego życia takiej imprezy w Polsce nie było i już za naszego życia pewnie nie będzie. Nigdy nie było. Nie było u nas tak ważnego wydarzenia o znaczeniu międzynarodowym od czasu  uczty królów u Wierzynka za czasów Kazimierza Wielkiego.

 A wszystkim, którzy już mają Euro po dziurki w nosie, chociaż się nawet nie zaczęło, serdecznie współczuję, ale jakoś to przeżyjecie. Ja takie Euro mam co roku, tyle, że w nieco mniejszym zakresie (czyli okres bożonarodzeniowy) i daję radę. Poza tym luzik – nasi zagrają trzy, a góra cztery mecze (jak wyjdą z grupy wpadną na Niemcow, albo Holendrów…) i emocje opadną.  A za trzy tygodnie w ogóle będzie po zawodach.

 Rod Stewart dlatego pasuje mi do Euro, bo w młodości chciał zostać piłkarzem, nawet już trochę pogrywał w niższych ligach angielskich, ale znudziło mu się czyszczenie po meczu butów starszych kolegów, za bardzo pociągała go muzyka i mimo niezadowolenia całej rodziny (a swego papy szczególnie) porzucił sport i zajął się pracą w show-biznesie. Młodszym, albo nawet nieco starszym słuchaczom Stewart kojarzy się raczej jako podstarzały szansonista z rozczochraną blond czupryną. A jeżeli słyszeli coś starszego, to najczęściej nieśmiertelne „Sailing” z albumu „Atlantic Crossing” – płyta ta odniosła tak duży sukces, że Stewart nie miał sumienia go nie zdyskontować i pożeglował na popowe wody.  Ale wcześniej Stewart był uczciwym rockmanem, najpierw śpiewał w Jeff Beck Group, potem był wokalistą The Faces, a w międzyczasie zaczął swoją solową karierę. Myślę, że ten, kto zna tego artystę z płyt nagranych powiedzmy po 1980 roku, a nawet nieco wcześniejszych, kiedy sięgnie do tych najwcześniejszych, może się szczerze zdziwić, tak jak ja kiedyś.

 Swoją samodzielną działalność artystyczną Stewart zaczął zaraz po rozstaniu się z Jeffem Beckiem i dosyć szybko osiągnął światowy sukces. Pierwszą płytą, która trafiła na szczyt list przebojów była „Every Picture Tells A Story” z 1971 roku. Było to o tyle dziwne, że  pasuje ona na wielki przebój jak ja na miss Polonia. No dobra, było tam „Maggie May”, wielki hit. Ale taki krążek i pierwsze miejsce? Albo ja czegoś nie rozumiem, albo ludzie wtedy byli zdecydowanie bardziej kumaci muzycznie.

  Chyba każdy, kto posłucha „Every Picture…”  powie o niej, że to rockowa płyta, no bo to określenie do niej pasuje.  Oczywiście, że pasuje,  ale posłuchajmy jej lepiej; rockowych numerów jest raptem trzy – tytułowy, „That’s All Right” i „(I Know) I’m Losing You” reszta to różne piosenki, ballady. Druga sprawa – to album w większej części akustyczny, nie wiem, co tam było do prądu podłączone, ale chyba bardzo niewiele – pod koniec tytułowego  słychać gitarę elektryczna, poza tym chyba tylko jeszcze bas jest pod napięciem, w „Seems Like A long Time” jest tego trochę więcej, ale dynamiczny „That’s All Right” znowu opiera się w dużym stopniu na brzmieniu instrumentów akustycznych. I tak możemy te utwory rozbierać po kolei, zauważając przy okazji, jak starannie i pomysłowo zostały zaaranżowane.  W tym czasie Stewartowi niespecjalnie zależało, żeby na jego płytach znajdował się repertuar w pełni autorski. Zwykle połowa to były covery. Za to on i jego zespół zawsze dbali o to, żeby te nowe wersje w wykonaniu Roda  trzymały się jego stylu – czyli coś prawie tak, jak  Manfred Mann’s Earth Band potrafiło przerabiać twórczość innych artystów (wspólne sympatia dla Dylana).  „(I Know) I’m Losing You” zmienione jest prawie nie do poznania. Oryginalnie w wykonaniu The Temptations był numer soulowy, fakt, że zagrany ze sporym wykopem, a Stewart i jego kompani przerobili to na rasowego rockera.

 Powiem szczerze, że kiedy pierwszy raz posłuchałem tego albumu to mi żuchwa opadła bardzo nisko, tak w okolice kolan. Do tamtego czasu znałem  te nagrania Stewarta tak właśnie od „Atlantic Crossing” w górę, no to „Every Picture…” było dla mnie naprawdę wielkim zaskoczeniem.  I to bardzo przyjemnym – te melodie, te stonesowskie klimaty, ta mandolina w „Mandolin Wind”, ten pałer w utworze tytułowym, a z drugiej strony – subtelne i nastrojowe ballady – „Reason to Believe” i „Tomorrow Is A Long Time”. Piękna płyta, po prostu rewelacyjna. Ona skłoniła mnie do głębszej eksploracji wcześniejszych płyt Stewarta. Chociaż nic lepszego już nie znalazłem, ale przynajmniej mogłem się  przekonać,  że  i solo Rod potrafił być prawdziwym rockmanem.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.