ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu King Crimson ─ The Great Deceiver Live 1973-74 w serwisie ArtRock.pl

King Crimson — The Great Deceiver Live 1973-74

 
wydawnictwo: EG Records 1992
 
…Things Are Not As They Seem… 1. Walk On… No Pussyfooting (Fripp, Eno) [00:48]
2. Larks’ Tongues In Aspic Part Two (Fripp) [06:24]
3. Lament (Fripp, Wetton, Palmer-James) [04:38]
4. Exiles (Fripp, Wetton, Palmer-James) [08:57]
5. Improv: A Voyage To The Centre Of The Cosmos (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [15:03]
6. Easy Money (Fripp, Wetton, Palmer-James) [07:12]
7. Improv: Providence (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [10:18]
8. Fracture (Fripp) [11:14]
9. Starless (Cross, Fripp, Wetton, Bruford, Palmer-James) [12:02]
…Sleight Of Hand (Or Now You Don’t See It Again)… 10. 21st Century Schizoid Man (Fripp, McDonald, Lake, Giles, Sinfield) [08:26]
11. Walk Off From Providence… No Pussyfooting (Fripp, Eno) [02:11]
12. Improv: Sharks’ Lungs In Lemsip (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [02:31]
13. Larks’ Tongues In Aspic Part One (Cross, Fripp, Wetton, Bruford, Muir) [07:49]
14. Book Of Saturday (Fripp, Wetton, Palmer-James) [03:02]
15. Easy Money (Fripp, Wetton, Palmer-James) [06:41]
16. Improv: We’ll Let You Know (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [04:54]
17. The Night Watch (Fripp, Wetton, Palmer-James) [05:17]
18. Improv: Tight Scrummy (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [08:58]
19. Peace – A Theme (Fripp) [01:01]
20. Cat Food (Fripp, Sinfield, McDonald) [04:36]
21. Easy Money… (Fripp, Wetton, Palmer-James) [02:20]
22. It Is For You But Not For Us (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [09:09]
…Acts Of Deception (Magic Circus, Or The Weasels Stole Our Fruits… 23. Walk On… No Pussyfooting (Fripp, Eno) [00:58]
24. The Great Deceiver (Wetton, Fripp, Palmer-James) [04:26]
25. Improv: Bartley Butsford (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [03:12]
26. Exiles (Fripp, Wetton, Pamer-James) [07:19]
27. Improv: Daniel Dust (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [04:09]
28. The Night Watch (Fripp, Wetton, Palmer-James) [04:39]
29. Doctor Diamond (Cross, Fripp, Wetton, Bruford, Palmer-James) [05:11]
30. Starless (Cross, Fripp, Wetton, Bruford, Palmer-James) [12:25]
31. Improv: Wilton Carpet (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [05:52]
32. The Talking Drum (Cross, Fripp, Wetton, Bruford, Muir) [05:28]
33. Larks’ Tongues In Aspic Part Two (Fripp) [04:07]
34. Applause & Announcement [02:12]
35. Improv: Is There Life Out There? (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [14:49]
…But Neither Are They Otherwise 36. Improv: The Golden Walnut (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [11:46]
37. The Night Watch (Fripp, Wetton, Palmer-James) [04:37]
38. Fracture (Fripp) [11:51]
39. Improv: Clueless And Slightly Slack (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [08:12]
40. Walk On… No Pussyfooting (Fripp, Eno) [00:53]
41. Improv: Some Pussyfooting (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [02:26]
42. Larks’ Tongues In Aspic Part One (Cross, Fripp, Wetton, Bruford, Muir) [08:16]
43. Improv: The Law Of Maximum Distress Part One (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [06:31]
44. Improv: The Law Of Maximum Distress Part Two (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [02:33]
45. Easy Money (Fripp, Wetton, Palmer-James) [07:32]
46. Improv: Some More Pussyfooting (Cross, Fripp, Wetton, Bruford) [05:53]
47. The Talking Drum (Cross, Fripp, Wetton, Bruford, Muir) [06:02]
 
Całkowity czas: 296:58
skład:
Robert Fripp – Guitar, Mellotron, Electric Piano. David Cross – Violin, Mellotron, Electric Piano. John Wetton – Bass Guitar, Vocals. Bill Bruford – Drums, Percussion.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 13

Łącznie 14, ocena: Arcydzieło.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
10.06.2012
(Recenzent)

King Crimson — The Great Deceiver Live 1973-74

Przejście z Yes do King Crimson było jak przemknięcie się przez Mur Berliński. Na stronę NRD.

Z wszystkich koncertowych składów King Crimson chyba żaden w takim stopniu nie wyrażał idee fixe Roberta Frippa – idei zorganizowanej anarchii – co skład z Davidem Crossem i Johnem Wettonem (no i wcześniej z Jamiem Muirem). Koncertowe wyczyny tego składu, skromnie udokumentowane na pojedynczym albumie „U.S.A.” i dużo obszerniej na licznych bootlegach, obrastały wręcz legendą – choćby z uwagi na niesamowite, spontaniczne improwizacje, do jakich dochodziło na scenie. W pewnym momencie Robert Fripp zrobił oddanym fanom wielką niespodziankę. Oficjalny zestaw „The Great Deceiver” przynosił aż pięć godzin King Crimson na żywo, zarejestrowane między październikiem 1973 a czerwcem 1974, z czego bardzo dużej części nigdy wcześniej oficjalnie nie wydano.

Zaczynamy w Palace Theatre w Providence 30 czerwca 1974. Początek występu do złudzenia przypomina to, co poznaliśmy na „U.S.A.”. Cichutkie wprowadzenie w postaci odtwarzanego z taśmy fragmenciku „No Pussyfooting” (ambientowej kompozycji Frippa i Briana Eno, z identycznie zatytułowanej płyty z 1973). I nagle się zaczyna: agresywny riff gitary, huk basu, wystrzał gongu – i machina rusza. Na początek „Larks’ Tongues In Aspic Part II”. Czadowy, energiczny, z dodającą energii surowością zapisu koncertowego. Potem, podobnie jak na „U.S.A.” mamy „Lament”. Zagrany podobnie jak na płycie studyjnej, z łagodną subtelnością balladowej części pierwszej i ostrą ekspresją części drugiej. A potem…

A potem robi się magicznie. “Exiles” w wersji z Providence wypada wręcz bajkowo: zwłaszcza delikatny duet skrzypiec i melotronu, poprzedzający pierwszą zwrotkę. Mostek między pierwszą a drugą zwrotką też przerobiono: zamiast znanego z wersji studyjnej amorficznego plumkania mamy zgrabne przejście podbite mocno brzmiącą sekcją rytmiczną.  Po ironicznej przemowie Frippa (m.in. o tym, jak bardzo lubi ten moment koncertu, gdy wstaje i przemawia do publiczności) mamy pierwszą w zestawie zespołową improwizację. „A Voyage To The Centre Of The Cosmos” przez pierwsze siedem minut to czadowe, zespołowe granie oparte na mocnym, kroczącym rytmie sekcji; potem całość się uspokaja, by po chwili nieco amorficznego, pozbawionego rytmu, nawiązującego do współczesnej muzyki awangardowej jamowania przejść w żwawy finał. Niesamowite wrażenie robi to, jak Fripp, Cross, Wetton i Bruford rozgrywają między sobą tworzone spontanicznie partie. Jak wymieniają się „w locie” solówkami i zagrywkami.

Po kwadransie jamowania wracamy do materiału znanego z płyt – „Easy Money” bez przeszkadzajek Muira wypada bardzo surowo, energicznie. Bardzo fajnie wypadł na tym koncercie środek tej kompozycji: przez pewien czas brzmi spokojnie, Fripp, Wetton i Cross wymieniają łagodne zagrywki, po czym w pewnym momencie brzmienie dramatycznie się zagęszcza. „Easy Money” często przechodziło w tzw. „blow”, czyli kolejną improwizację – tym razem mamy znane z płyty „Red” „Providence”, w nieco dłuższej, inaczej zmiksowanej wersji. Jeszcze bardziej słychać tu, jak Cross gra na przekór kompanom (był to jego przedostatni koncert w tym składzie) – prowadzi melodię po swojemu, nie pozwalając się zgrać próbującemu się włączyć Wettonowi, który w pewnym momencie odpuszcza i zaczyna po prostu grać swoje, do czego dołącza reszta. Niesamowicie energicznie, dużo bardziej ekspresyjnie niż na płycie „Starless And Bible Black” wypadł finał kolejnego w zestawie „Fracture”. Potem mamy „Starless” – z nieco innym tekstem. Z melodią pierwszej części wygrywaną przez skrzypce. Z gitarowym, ciut chaotycznym jeszcze finałem. Ale już tak pięknym, jak w późniejszej wersji studyjnej. Może być jeszcze lepiej? Może być równie dobrze, jeśli na finał dostaniemy  „21st Century Schizoid Man”. Zaśpiewany w iście obłąkany sposób przez Johna. Z czadową, wściekle dynamiczną częścią środkową. Potem, na finał, ktoś znów puści Frippa i Eno z taśmy…

W Yes w nieskończoność debatowano: czy partia gitary basowej ma być w F, a oparta na niej partia organów w Gis, czy na odwrót? W King Crimson prawie nigdy o takich rzeczach nie dyskutowaliśmy, z założenia – po prostu sam miałeś wiedzieć, jak powinno być zagrane.

Co dalej? Sala Apollo w Glasgow 23 października 1973. „Sharks’ Lungs In Lemsip” zaczyna się trochę jak wstęp do „The Night Watch”: dzwoneczki, delikatne skrzypce, stonowana linia gitarowa… Druga część utworu jest jednak agresywna, duszna, wręcz schizofreniczna. Zgrabnie wprowadza nawiedzone „Larks’ Tongues In Aspic Part I” – zastępuje charakterystyczny początek tego utworu (nie ma Muira – to nie ma i finger piana). Potem subtelne jak zawsze „Book Of Saturday” i znów „Easy Money” – może nie aż tak porywające jak w wersji z Providence (część środkowa wypadła wyraźnie mniej dynamicznie), przechodzące w improwizację „We’ll Let You Know” – na płycie „Starless And Bible Black” okrojone o analogiczną do wstępu, stopniowo się wyciszającą codę, płynnie wprowadzającą kolejną czarowną balladę - „The Night Watch”. Następnie mamy spontaniczny, zespołowy jam – „Tight Scrummy”. W pierwszej części oparty na dość łagodnie zaznaczonym rytmie, nie aż tak ekspresyjny jak zazwyczaj, stopniowo przechodzący w impresyjną, amorficzną wymianę dźwięków i zwięzłych partii instrumentalnych. Na koniec wizyty w Glasgow mamy sporą niespodziankę – „Peace: A Theme” i „Cat Food” z płyty „In The Wake Of Poseidon” z 1970. Nieco przearanżowane, zwłaszcza rozimprowizowana końcówka „Cat Food” zgrabnie została unowocześniona, ładnie wypada z ostrymi partiami Wettona i kwileniem elektrycznych skrzypiec. W sumie szkoda, że ten skład KC tak rzadko sięgał do wcześniejszych płyt zespołu („Cirkus”, „The Sailor’s Tale” albo „Ladies Of The Road” wypadłyby bardzo interesująco).

Wszystko, co słyszałeś o King Crimson, jest prawdą. W tym zespole było naprawdę przerażająco.

Co teraz? Krótka wizyta w Penn State University 29 czerwca 1974. „Easy Money” zagrano tutaj nietypowo: z reguły środkowa część była rozimprowizowana, ale tym razem panowie tak mocno się rozjamowali, że w ogóle pominęli część finałową – zamiast tego mamy „…It Is For You But Not For Us” – długą improwizację stanowiącą ciekawe rozwinięcie środkowej partii. Potem cofamy się o dwa miesiące, do koncertu w Pittsburghu 29 kwietnia. Znów na początek Fripp i Eno z taśmy… i, tym razem, zamiast znajomego riffu mamy „The Great Deceiver”. Wykonany zgrabnie, acz jakby trochę bez energii, bez jaja. Potem panowie znów czarują balladami; „Exiles” i „The Night Watch” poprzedzono rozbudowanymi, instrumentalnymi, bardzo nastrojowymi wstępami (te krótkie improwizacje mają tytuły „Bartley Butsford” i „Daniel Dust”).

Kolejny utwór to mała premierowa niespodzianka. „Doctor Diamond” miał trafić na płytę „Red”, ale Fripp uznał, że jest za słaby. Za słaby? Chyba w porównaniu z resztą tej absolutnie znakomitej płyty. A i tak jest to dobry utwór. Mocno kolażowy, odjechany. Oparty na dynamicznym skrzypcowym riffie, z bardzo dynamicznym cantem (Wetton musi się namęczyć, by wyrzucić z siebie bardzo szybko śpiewaną opowieść motorniczego metra), w pewnym momencie skontrastowaną wolnym fragmentem. Z powolnym, jakby mechanicznym pulsem perkusji i ładnym solem skrzypiec. Następnie mamy piękny jak zawsze „Starless”. A potem mamy instrumentalny finał. „Wilton Carpet” zaczyna się dość spokojnie, pierwsze minuty są ciche, spokojne, ale w pewnym momencie brzmienie się zagęszcza, dzięki partiom gitar (zwłaszcza atonalnym partiom Frippa) nabierając niesamowitości i ponurego nastroju. Zgrabnie wprowadza ostro, ekspresyjnie zagrany „The Talking Drum” i mocno okrojone „Larks’ Tongues In Aspic Part II”.

I znów skaczemy dwa miesiące naprzód, na Penn State University: najpierw ironiczna przemowa lidera (nazywa Amerykanów „kolonistami”…), a potem kwadrans improwizowania. „Is There Life Out There?” wprowadza perkusyjny wystrzał i basowe riffowanie, z którego wyłania się dość majestatycznie kroczący naprzód rytm; na jego bazie Fripp i Cross rozwijają partie solowe. Rytm w pewnym momencie się wycisza i całość zamienia się w impresjonistyczny, ponury dźwiękowy teatr, pełen dysonansów i niesamowitych melotronowych wstawek. W pewnym momencie powraca rytm, ale tym razem jest czadowy, dynamiczny: finał improwizacji to na dobrą sprawę nieco przerobiony „The Talking Drum”. Potem przenosimy się do Massey Hall w Toronto, 24 czerwca 1974. Znów zaczynamy od improwizacji: „The Golden Walnut” brzmi trochę jak ciąg dalszy „Is There Life Out There?”, zaczyna się niezwykle czadowo, dynamicznie, by w środku się wyciszyć, stopniowo zmieniając się w amorficzne, ponure plumkanie, przechodząc od rockowo-jazzrockowej improwizacji chwilami wręcz we współczesną muzykę awangardową. Po „The Night Watch” i „Fracture” mamy znów improwizację: „Clueless And Slightly Slack” to w pierwszej części popis Davida Crossa, zgrabnie przechodzącego od rozlewnej kantyleny po dysonansowe, drażniące wstawki. Zgrabnie uzupełniają to obaj gitarzyści, Bill głównie bawi się różnymi przeszkadzajkami, dopiero po około pięciu minutach powoli dodaje do całości niespieszny rytm, prowadząc całą improwizację do zgrabnej kulminacji.

Cokolwiek grałeś we wcześniejszych zespołach, w tym zespole masz tego nie grać. Masz wykreować swój nowy styl, wyłącznie na potrzeby King Crimson i żadnego innego zespołu.

Na koniec wracamy do Europy: Volkshaus, Zurych, 15 listopada 1973. Po wstępie z taśmy dostajemy zagrane w iście nawiedzony sposób „Larks’ Tongues In Aspic”, znów wprowadzone krótką improwizacją, tym razem zbudowaną wokół partii gitary Frippa. Potem dalej improwizują: „The Law Of Maximum Distress” narasta powoli, konsekwentnie budując ponury, ciężki nastrój, aż po wejście dynamicznego rytmu, prowadzącego do  ekspresyjnego finału. (Utwór ten przedstawiono w dwóch fragmentach, bo w pewnym momencie inżynierom dźwięku skończyła się taśma i musieli założyć nową.) Ale i tak pozostałe improwizacje z tej płyty to mało w porównaniu z „Some More Pussyfooting”: wyprowadzony z „Easy Money” spontaniczny jam niewiele ma wspólnego z rockiem – to na dobrą sprawę czysto awangardowa rzecz, jakby rodem wprost z Warszawskiej Jesieni, pełna dysonansów, urwanych, pojawiających się nagle krótkich partii gitar, pozbawiona rytmu, z niesamowicie, wręcz przerażająco brzmiącymi wstawkami melotronu. Od początku do końca przytłacza, wręcz przeraża słuchacza. A potem wyłania się z tego „The Talking Drum”. Ostatni wystrzał perkusji i… wszystko cichnie. Tak po prostu. Już? To już koniec czwartej płyty? Pięć godzin minęło prawie niepostrzeżenie…

Koncertowe improwizacje King Crimson AD 1969 były blade i częściowo skomponowane przed zagraniem. Improwizacje z roku 1973 były jak podróż w ciemną stronę ludzkiej duszy i pokazanie słuchaczom tego, co tam znaleźliśmy.

Niesamowity zestaw. Fascynujący i wciągający, rozpięty między lirycznym pięknem i przerażającym, ponurym chaosem, między pięknymi, ciepłymi melodiami i hałaśliwymi, kakofonicznymi spiętrzeniami dźwięków. Cały zestaw ułożono w taki sposób, że na początek słuchacz dostaje więcej rzeczy ułożonych, łatwiejszych w odbiorze, po czym stopniowo, w miarę zanurzania się w ten zestaw, muzyka robi się bardziej odjechana, trudniejsza w odbiorze, coraz więcej mamy improwizacji, coraz więcej tak lubianego przez szefa Crimson chaosu (zorganizowanej anarchii). I szkoda tylko, że nie znalazło się tu miejsce dla choćby jednego nagrania z Jamiem Muirem… I szkoda też, że tak trudno osiągalny to zestaw: dekadę temu to czteropłytowe pudło w dobrym stanie kosztowało małą fortunę. Jakiś czas temu ukazała się wersja ekonomiczna w postaci dwóch zestawów 2CD – niestety, bardzo ciekawa i obszerna książeczka (dzienniki Frippa, komentarze muzyków, zdjęcia itp.) została adekwatnie pomniejszona. Naprawdę nie dało się całości zapisać na jednej z płyt jako plik PDF? Tym niemniej mamy tu do czynienia z jazdą obowiązkową, jednym z najlepszych albumów koncertowych w historii. Zestawem fascynującym, choć chwilami cholernie trudnym w odbiorze…

Cała istota współczesnej muzyki opiera się na tym, by nie dochodziło do wpadek, potknięć i przypadków. Piękno zbiorowej improwizacji polega na tym, że wpadki i potknięcia będą się zdarzać.


 

Cytaty pochodzą z wypowiedzi Billa Bruforda i Roberta Frippa.
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.