ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Mahavishnu Orchestra ─ Inner Worlds w serwisie ArtRock.pl

Mahavishnu Orchestra — Inner Worlds

 
wydawnictwo: Columbia 1976
 
1. All In The Family (McLaughlin) [06:02]
2. Miles Out (McLaughlin) [06:43]
3. In My Life (McLaughlin, Walden) [03:21]
4. Gita (McLaughlin) [04:28]
5. Morning Calls (McLaughlin, Walden) [01:22]
6. The Way Of The Pilgrim (Walden) [05:14]
7. River Of My Heart (Anderson, Walden) [03:21]
8. Planetary Citizen (Armstrong) [02:14]
9. Lotus Feet (McLaughlin) [04:23]
10. Inner Worlds Parts 1 & 2 (Goldberg, McLaughlin) [06:16]
 
Całkowity czas: 44:02
skład:
John McLaughlin – Guitars, 360 Systems Frequency Shifter, Guitar Synthesizer, Vocals. Stu Goldberg – Organ, Piano, Keyboards, Clavinet, Mini Moog, Vocals. Ralphe Armstrong – Bass Guitar, Brassmaster Bass, Vocals. Narada Michael Walden – Drums, Percussion, Kalimba, Conga, Tympani, Shaker, Piano, Vocals.
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 2
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 4
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 10, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
10.10.2012
(Recenzent)

Mahavishnu Orchestra — Inner Worlds

„Visions Of The Emerald Beyond”, choć nieco ustępowało klasycznym, pierwszym płytom Mahavishnu Orchestra, było bardzo dobrym albumem. W każdym razie na tyle dobrym, że na kolejnym albumie John McLaughlin jeszcze śmielej rozwinął koncepcje z „Visions”.

Nieco uprościł aranżacje – znikły instrumenty dęte i smyczki. Coraz śmielej podążył w stronę nowych brzmień – soulu i funku; a w poszukiwaniach pozwalał się prowadzić kompanom – sam stworzył w całości jedynie cztery z dziesięciu kompozycji, jak widać w notce przyrecenzyjnej, już nie tylko Walden, ale także Armstrong i Stu Goldberg (który za klawiaturami wymienił Gayle Moran) zamieszczali na płycie swoje pomysły, czy nawet samodzielne kompozycje. Do tego zaczął eksperymentować z różnymi elektronicznymi zabawkami modyfikującymi gitarowe brzmienia.

W efekcie powstała płyta przedziwna. Nie brakuje tu klasycznie mahavishnowych, szybkostrzelnych popisów instrumentalnych, ale śmiało pojawiają się też inne rzeczy. “All In The Family” wypada wręcz klasycznie – perkusyjne łamańce (intrygująco wzbogacane przez marimbę), ornamenty fortepianu elektrycznego i gitarowe szaleństwa McLaughlina; w brzmieniu partii Johna dość wyraźnie słychać wpływ przeróżnych elektronicznych efektów i przystawek. „Miles Out” otwiera porcja gitarowych szaleństw, które przechodzą w zgrabny funk – z charakterystycznym, przycinanym riffem gitary, z dodatkami syntezatora. Z McLaughlinem wykręcającym brzmienie gitary na wszystkie strony za pomocą zabawki o nazwie „360 Systems Frequency Shifter” – swoistym odpowiedniku modulatora kołowego w organach Hammonda. Po tej porcji dźwiękowych odjazdów, stonowana soulowa pieśń „In My Life” – z gitarą akustyczną, z kongami, z podniosłym śpiewem „thank you Lord, thank you Lord, thank you Lord…” – jest wręcz szokiem. Choć i tu McLaughlin pozwala sobie na wirtuozerskie partie gitarowe – nie do końca zresztą pasujące do całej kompozycji. Wokalne odjazdy pojawiają się też w utworze „Gita” – gdzie mamy jeszcze wokalizy, organowe szaleństwa w tle i popisowe partie gitary akustycznej. „Morning Calls” to miniaturka, w której John wykorzystuje jeszcze jedną nową zabawkę – syntezator gitarowy. „The Way Of The Pilgrim” to taki swoisty fusion-jazz-soul – wiele tu z soulowego uniesienia, zaprawionego elementami klasycznego brzmienia Mahavishnu. Ale to i tak nic w porównaniu z „River Of My Heart” – fortepianową balladą-modlitwą czy „Planetary Citizen” – porcją przyjemnego, wręcz klasycznego funku. Do tego „Lotus Feet”: indyjskie stylizacje, znów syntezator gitarowy, bębenki… Całość wieńczy zaś kolejna porcja dynamicznego fusion-jazzu, z McLaughlinem znów modulującym brzmienie swojej gitary i dodatkowo wspomagającym się syntezatorem gitarowym.

Sam McLaughlin po latach twierdził, że nagrał tą płytę jedynie po to, by uwolnić się od zobowiązań kontraktowych. Nawet jeśli tak jest, trudno powiedzieć, by było to dzieło nijakie, bez serca i inwencji, nagrane na odczepnego. Nie brakuje tu prawdziwie natchnionego grania, jakie zawsze było domeną Johna, nie brakuje tego nieuchwytnego, szalonego elementu, który tak wzbogacał pierwsze, dla wielu klasyczne już płyty zespołu. Dla Johna McLaughlina „Inner Worlds” było swoistym dojściem do ściany, osiągnięciem granicy możliwości Mahavishnu Orchestra. I wkrótce po wydaniu „Inner Worlds” porzucił szyld Orkiestry i założył nowy zespół Shakti, łączący akustyczne, jazzująco-klasyczne granie gitarowe z muzyką indyjską. W roku 1984 Orkiestra wróciła jednak na scenę.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.