ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Anubis ─ A Tower Of Silence w serwisie ArtRock.pl

Anubis — A Tower Of Silence

 
wydawnictwo: Birds Robe Records 2011
 
1. The Passing Bell (Part I-VI) [17:08]
2. Archway of Tears [5:45]
3. This Final Resting Place [8:28]
4. A Tower of Silence [9:57]
5. Weeping Willow [2:43]
6. And I Wait for my World to End [5:15]
7. The Holy Innocent [11:45]
8. All That Is [11:13]
i. Light of Change
ii. The Limbo of Infants
iii. Endless Opportunity
 
Całkowity czas: 72:14
skład:
Robert James Moulding - vocals, percussion, bass
David Eaton - keyboards, vocals, guitars
Douglas Skene - guitars, vocals
Nick Antoinette - bass, vocals
Steven Eaton - drums, vocals
Dean Bennison - guitars, lap steel, vocals
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,5
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,2
Arcydzieło.
,3

Łącznie 13, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
06.11.2012
(Recenzent)

Anubis — A Tower Of Silence

Słuchając muzyki Anubis cofam się, z dużą nostalgią, do czasów moich pierwszych "muzyczno – progresywnych" doświadczeń. Schyłku lat 80 – tych, gdy coraz częściej w moim odtwarzaczu (początkowo magnetofonie kasetowym i szpulowym, nieco później w „kompakcie”) gościła muzyka Galahad, IQ, Pendragon, Jadis, Twelfth Night, Pallas, czy Final Conflict. Czasów, gdy nieodżałowany Tomek Beksiński, już w latach 90 – tych, pisał w Tylko Rocku o niektórych z nich jako o rycerzach progresywnego stołu… Ech, chciałoby się za Haliną Kunicką zanucić: to były piękne dni…

I już z tego powodu mają u mnie duży plus. Doskonale jednak zdaję sobie sprawę, że powyższa konstatacja może niektórych - już na starcie – poważnie zniechęcić. Nie da się bowiem ukryć, że muzyka Anubis to tak naprawdę… kopia z kopii. O ile wspomniane wyżej formacje inspirowały się legendami lat siedemdziesiątych, tak w muzyce Anubis czuć mocno ducha i klimat stylu wypracowanego już w następnej dekadzie i na początku lat 90 – tych. Jednym słowem, A Tower Of Silence powinien przypaść do gustu wszystkim wielbicielom klasycznego neoprogresywnego rocka – stylu, który artyści pielęgnują z dużym pietyzmem. Złośliwi znajdą pewnie analogię między tym faktem a starożytnym egipskim Anubisem, który opiekował się... zmarłymi. Porzućmy jednak te uszczypliwości i poświęćmy kilka słów albumowi.

To drugi krążek Australijczyków z Sydney. Ich debiut zatytułowany 230503 ujrzał światło dzienne w 2009 roku, recenzowana płyta swoją premierę miała dwa lata później. To klasyczny koncept album opisany siedemdziesięcioma minutami muzyki. Otwiera go najdłuższa i zarazem najlepsza w zestawie kompozycja The Passing Bell. 17 – minutowa, podzielona na sześć części suita idealnie wręcz nawiązuje do sztandarowych dokonań IQ. Aranżacyjny rozmach, klawiszowe pasaże, ciągłe zmiany tempa i nastroju – oto czego można się spodziewać po tym numerze. Pozostałe kompozycje nie mają już tego impetu, niemniej bronią się całkiem solidnie. W Archway Of Tears liźniemy nieco muzyki barokowej, w This Final Resting Place zanucimy najbardziej zapamiętywalny tu refren. Mający charakter miniatury - najkrótszy - Weeping Willow, dzięki wokalnym harmoniom może przywoływać dokonania Simona & Garfunkela. Z kolei w następującym zaraz po nim zwartym And I Wait For My World To End dostajemy bardzo udany gitarowy motyw będący motorem napędowym kompozycji już od samego jej początku. Całość kończą dwie inne dłuższe formy: The Holy Innocent i All That Is. Ozdobą pierwszej z nich jest przede wszystkim świetne saksofonowe solo wieńczące numer, drugiej – majestatyczny, patetycznie „przylukrowany” gitarowym popisem finał z głębokim klawiszowym tłem i „chóralnym” zamknięciem. Bez wielkich sensacji i odkryć, jednak w swojej kategorii A Tower Of Silence to rzecz godna uwagi i polecenia.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.