ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Van Der Graaf Generator ─ Vital - Van Der Graaf Live w serwisie ArtRock.pl

Van Der Graaf Generator — Vital - Van Der Graaf Live

 
wydawnictwo: Charisma Records 1978
 
1. Ship Of Fools (Hammill) [06:43]
2. Still Life (Hammill) [09:42]
3. Last Frame (Hammill) [09:02]
4. Mirror Images (Hammill) [05:50]
5. Medley: 1. A Plague Of Lighthouse Keepers 2. The Sleepwalkers (Hammill) [13:41]
6. Pioneers Over ‘C’ (Hammill, Jackson) [17:00]
7. Door (Hammill) [06:00]
8. Urban – Part 1 (Hammill)
Killer – Section (Smith)
Urban – Part 2 (Hammill) [08:20]
 
Całkowity czas: 75:12
skład:
Peter Hammill – Vocals, Guitars, Piano. Graham Smith – Violin. Nic Potter – Bass Guitar. Guy Evans – Drums. Charles Dickie – Cello, Electric Piano, Synthesizer. David Jackson – Saxes, Flute.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 1
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 2
Arcydzieło.
› 6

Łącznie 15, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
18.01.2013
(Recenzent)

Van Der Graaf Generator — Vital - Van Der Graaf Live

I znów: miał być dziś zupełnie inny tekst. Niestety… 17 stycznia nad ranem w szpitalu w Londynie zmarł Nic ‘Mozart’ Potter. Przyczyną śmierci były komplikacje ostrego zapalenia płuc.

Trudno chyba znaleźć bardziej niedocenionego rockowego twórcę, niż Peter Hammill. Najpierw w roku 1975 stworzył „Nadir’s Big Chance” – po latach uznany za jeden z pierwszych punkowych albumów; nieco później, w roku 1978, wydając jedyny w pierwszym okresie działalności album koncertowy Van Der Graaf Generator (czy raczej Van Der Graaf – bo były to nagrania składu Hammill-Smith-Potter-Evans wzmocnionego o wiolonczelistę i pianistę Charlesa Dickiego i starego znajomego Davida Jacksona) stworzył na dobrą sprawę jeden z pierwszych albumów grunge’owych.

Dokładnie tak: zadziwiająco wiele jest w tej muzyce z tego, czym za dekadę będą epatować muzycy sceny Seattle. Gitara Hammilla jest sfuzzowana, sprzęgająca się i przesterowana do granic wytrzymałości, głośna, agresywna, natarczywa, chropowata, często porzucająca melodyjne granie na rzecz wściekłego, motorycznego riffowania (podobnie zwykł popisywać się Neil Young); obłędne dźwięki piłowania i rzężenia wiolonczeli i skrzypiec, często unisono z gitarą, przeszywają mózg; równie chropowato brzmi ekspansywna, należycie wyeksponowana w miksie (niestety, nie pozbawionym wad: saksofon można było nieco pogłośnić, słabo go słychać) gitara basowa Pottera. No i sam sposób śpiewania Petera: zachrypnięty, wściekły, na krawędzi wrzasku. Całość brzmi surowo, oszczędnie, bez żadnego studyjnego wygładzenia. Jest na tej płycie coś jeszcze, co sprawia, że wypada mocno grunge’owo: przygnębiający, ponury nastrój, wylewający się z każdego wręcz dźwięku.

Jak wypada na żywo ten skład Van Der Graaf Generator? Najkrócej mówiąc: fascynująco. W tej programowej brzydocie jest metoda, pomysł z zastąpieniem organów Bantona i saksofonu Jacksona przez rozbudowane i wyeksponowane partie gitary elektrycznej sprawdza się tu świetnie. Ale kluczowe dla całej płyty jest połączenie hałasu i dźwiękowej wściekłości z finezją i specyficznym wyrafinowaniem. To nie jest bezmyślne nawalanie przed siebie, byle wyprodukować jak najwięcej hałasu. Jest tu cała masa detali, drobnych kruczków, które budują nastrój, podkręcają siłę wyrazu tej muzyki. Jest taki moment, przed samym kakofonicznym finałem “Ship Of Fools”, gdy cały zespół się zatrzymuje i przez chwilę tylko rzężenia wiolonczeli i skrzypcowe dodatki budują klimat. Podobnie wstęp i zakończenie „Still Life”: to, jak Hammill na smyczkowym podkładzie śpiewa: hers forever… hers forever… In! Still! Life! I znów kakofoniczna coda. Podobnie w pełnym kontrastów, dziko rozimprowizowanym na wszystkie strony „Pioneers Over C.” Pod koniec muzyka stopniowo się wycisza – i nagle następuje wybuch, cały zespół rusza przed siebie z dzikim impetem. Po skrzypcowej solówce charakterystyczny pochód basowy wybucha z całą przesterowaną energią, prowadzącą do wściekłej kulminacji.

Repertuar koncertu to głównie klasyka Graafowa: „Still Life”, „Pioneers Over C.”, fragment „Plagi Latarników” zgrabnie spleciony z finałem „Sleepwalkers”, „Killer” wpleciony w nowy utwór „Urban”, z nowszych utworów „Last Frame”. Do tego nieco (dobrych) nowości, z których najbardziej wyróżnia się melancholijna „Mirror Images”. W oryginale był to pierwotnie album dwupłytowy; pierwsze wydanie CD (będące podstawą tej recenzji) okrojono o dwa utwory, by całość zmieścić na pojedynczym krążku. Kilka lat temu ukazała się pełna, zremasterowana wersja 2CD.

Jedna z najlepszych płyt koncertowych w ogóle.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.