ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Osada Vida ─ The After-Effect  w serwisie ArtRock.pl

Osada Vida — The After-Effect

 
wydawnictwo: Metal Mind Productions 2014
 
1. King Of Isolation [03:51]
2. Sky Full Of Dreams [04:32]
3. Still Want To Prevaricate? [03:05]
4. Lies [05:34]
5. Dance With Confidence [01:11]
6. I'm Not Afraid [05:47]
7. Losing Breath [05:01]
8. Restive Lull [05:42]
9. Haters [04:32]
10. No One Left To Blame [07:52]
 
Całkowity czas: 47:07
skład:
Marek Majewski - vocal
Łukasz Lisiak - bass
Janek Mitoraj - guitars
Rafał "r6" Paluszek - keys
Marek Romanowski - drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 1
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 6
Arcydzieło.
› 1

Łącznie 14, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
03.12.2014
(Recenzent)

Osada Vida — The After-Effect

W ten późny październikowy wieczór wróciłem do biura zabrać coś do posłuchania do samochodu. Już u progu nieopatrznie potknąłem się o stos rozpakowanej korespondencji. Szybko ogarnąłem cienie przebiegające po gabinecie, z którego dochodził zapach świeżutkiej mielonej kawusi z firmowego ekspresu, dopełnionej wonią zaparzanej yerby.

O  - pomyślałem – ktoś się dobrał do poczty, tylko czemu rachunki nadal tu leżą!?. W drzwiach gabinetu czaił sie Kapała, za stołem redakcyjnym stosik płyt wyłowionych z korespondencji, ustawiony niczym karty do blackjacka. Tylko krupiera brakowało.

–    W co gracie? - na powitanie zapytałem ironicznie do kolegów siedzących przy stole.

–    Znów jakieś płyty przyszły. Naczu, a co z tym zrobić? - rzekł Strzyżu, podnosząc coś co wyglądało jak najnowsza produkcja Osady.

–    No jak to co, to co zwykle – odpowiedziałem. - recenzujemy!

–    A co to takiego?  - w pewnym momencie odezwał się Autko, nasz nowy rekrut

–    Osada Vida …. eee  - chciał dokończyć Strzyżu, ale Auko był szybszy

–     Jakieś folkmetalowe? To biorę!

–    Nie folk, nie metal, tylko porządny eklektyczny, progrockowy i dobrze zapowiadający się zespół ze śląska – musiałem interweniować.   – Tylko … mają taką dziwną nazwę …

–     …. I niesprzedajną muzykę – pośpiesznie dodał Kapała

–    Niesprzedajną bo za bardzo ambitną – z kąta usłyszałem Walczusia, zagorzałego mateistę, sączącego przez swoją bombillę codzienną dawkę naparu.

–    Czego wy oczekujecie od progresywnego zespołu? Sal koncertowych nie zapełnią – wspomniał Mariusz. Fakt, przymiotnik "progresywny" ostatnimi czasmy nie wróży oszałamiającej kariery.

–    Ambitna, a I owszem. Ale jak grają!? – broniłem zespół – Mają swoje niekwestionowane osiągnięcia, RosFest, ProgStage gdzie zagrali razem z Pain of Salvation  I Orphaned Land ..

–    I w tym właśnie jest Naczu problem – usłyszałem od kolegów. – osiągnięcia na odległych festiwalach to dzisiaj nie wszystko. Osiągnięciem dzisiaj jest zapełnić klub .

  Autko skrzywił się, raczej sądził że nazwa ma coś wspólnego z muzyką Percivala czy Helroth bliższą jego sercu niż nutki około artrockowe, coś między folk metalowymi brzmieniami a ethno-rockiem.

–    To ja mam pomysł – posłuchajmy jej sobie, a potem porozmawiamy o nich – odparłem, po czym wprosiłem Kapałę do gabinetu, elektronicznie zamknąłem drzwi po czym płyta wylądowala w odtwarzaczu, skazując kolegów na odsłuch albumu.  Zabrzmiały pierwsze dźwięki “King of Isolation”. Coś przebąkiwali o szkodliwych warunkach pracy, odszkodowaniach za zszargane ego a nawet różniste deklaracje ideologiczne zabraniające tego czy owego. Naten moment wykreśliłem słowo empatia ze swojego słownika. 

Pojękiwania narastały wraz z dźwiękiem otwierającego utworu, ale juz przy “Sky Full of Dreams” chwyciło. Podkręcenie głośności to był dobry pomysł. Kolegium redakcyjne  wygodnie się rozsiadło,  kupiając uwagę na muzyce oraz sączeniu swoich używek.

Najnowsza produkcja śląskiego kwintentu to spora ewolucja w dorobku zespołu. Kibicuję im od początu istnienia - od kiedy trafiło do nas pierwsze demo gdzieś na progu milennium, zespół otrzymał  łatkę obiecującego. Ani nie najlepszy odbiór rynkowy poprzednich albumów,  ani pustki na koncertach nie zmieniły mojego zdania o ich twórczości. Stwierdziłem,  iż w krótszej albo dłuższej perspektywie zespół coś dokona. Na sukces niestety musieli poczekać, ale w końcu mają się czym pochwalić. Dwie ostatnie pozycje z  dyskografii Osady Vida  – "Uninvited Dreams" oraz "Particles", to były kamienie milowe, dlatego słuchając najnowszej produkcji nawet malkontent zrażony nazwą zespołu i skojarzeniami stwierdzi  – ta muzyka naprawdę robi wrażenie.

"The After-Effect"  to wynik tej ewolucji.  Tutaj pojawiły się zupełnie nowe pomysły, słychać także profesjonalizm stawiający Osadę Vida na półce na równi z zespołami ze światowej klasy. Duży plus za styl oraz dźwięk gitary w utworze “Still want to prevaricate?”. To połączenie banalnej, wwiercającej się w mózg melodii z tak świetnie zgraną sekcją rytmiczną brzmi perfekcyjnie. Etiuda była tylko preludium do mocnego "Lies", i w sumie proponuję zacząć słuchać albumu od tego zestawu, dwie pierwsze kompozycje pozostawiając na koniec. Zespół z powodzeniem łączy style muzyczne wykorzystując obszernie hammondy, klasyczną artrockową gitarę i jazzrockowy rytm z plamami klawiszowymi – przykładem jest “Losing Breath”,  o którym można powiedzieć coś w stylu:  gdyby nie fakt że wiem iż to gra Osada, bym powiedział “fajna ta nowa Arena, tylko wokal coś nie ten”.  Istotnie, nie odbiega od brytyjskiego cytowanego zespołu, ale w niczym to nie umniejsza opisywanej pozycji. Najlepsze jednak smaczki zespół zostawił na końcu. Począwszy od “Restive Lull”, w którym kolejny raz ujawnia ciągoty do muzyki jazzowej.  To musi mieć niezłe brzmienie na żywo,  wplątana wiolonczela + gra pianina i gitary zagrane są z mistrzowską precyzją, zaś klimat jaki buduje ten utwór jest wyjątkowy  - perełka. Więcej takich poproszę!

Nie inaczej jest z “Haters”, w którym wydaje się że zespół rozprawił się ze swoimi zagorzałymi przeciwnikami. Ale nie tylko lirycznie. I znów solówka – wyciskacz emocji połączony ze skrzypcami.  Ta końcówka zabrzmiała hipnotyzująco. Można nie zauważyć przejścia do zamykającego “No One Left To Blame”. “Haters” kończy się efektem zatrzymywanej płyty, aby po sekundzie zalać tło dźwiękami następnego utworu. Na uwagę zasługuje zróżnicowanie tej prawie 8 minutowej kompozycji. Choć przygotowana była jako kolejna perełka wieńcząca dzieło.  to własnie po tym utworze zaprezentowałbym  “King of Isolation”. Dopiero na koniec, po przesłuchaniu całej płyty, kawałek nabiera właściwego wydźwięku. “King” jest wykorzystany także jako ten promujący album – ale do pełnego zaistnienia w mediach ma jedną wadę – jest ciut za długi.  Tu się zgadzam z red. Kapałą – jakikolwiek  rewelacyjny album musi zaistnieć w mediach, albo mieć wsparcie szerokiej rzeszy fanów. Fanów – nie nahalnych popularyzatorów, którzy mogą zrobić więcej krzywdy niż pożytku.

Album "The After-Effect" został przygotowany  bardzo pieczołowicie, solidnie, bogato aranżacyjnie oraz instrumentalnie. Jest w całości zaśpiewany po angielsku – nie licząc instrumentalnych etiud.  Wydawało się że wszystko już zagrano – Osada potrafiła wyciągnąc to na jeszcze wyższy poziom.. To nie tylko brzmienie Areny, Deep Purple, Discipline, IQ oraz  RPWL – tu mógłbym cytować dalej. Ale śmiało mogę tę płytę postawić na półce między wymienionymi czołowymi przedstawiciekami gatunku, a chyba nawet wyżej, gdzieś powiedzmy tuż zaraz za King Crimson czy Rush. "The After-Effect" to naprawdę bardzo ciekawa ale także warta posłuchania rodzima produkcja.  Gorąco polecam...

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.