ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Shinedown ─ ATTENTION ATTENTION w serwisie ArtRock.pl

Shinedown — ATTENTION ATTENTION

 
wydawnictwo: Atlantic 2018
 
1. The Entrance
2. Devil
3. Black Soul
4. Attention Attention
5. Kill Your Conscience
6. Pyro
7. Monsters
8. Darkside
9. Creatures
10. Evolve
11. Get Up
12. Special
13. The Human Radio
14. Brilliant
 
Całkowity czas: 50:31
skład:
Brent Smith - lead vocal
Zach Myers – guitar, backing vocals, piano
Eric Bass – bass, backing vocals, acoustic guitar
Barry Kerch – drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
30.07.2018
(Recenzent)

Shinedown — ATTENTION ATTENTION

Dość długo zbierało mi się na zrecenzowanie najnowszego albumu Amerykanów z tej znanej i raczej lubianej formacji, jaką jest Shinedown. Sama nie wiem czy chodziło o zejście szoku, wynikającego z tego jak pozytywnie zaskoczyli mnie swoim wydawnictwem, czy po prostu o wir życia, który nie pozwala na swobodne działanie w sferze pasji, którą definitywnie w moim przypadku jest pisanie o muzyce. Jakkolwiek siedzę teraz z dłońmi grzecznie złożonymi na klawiaturze, wsłuchuję się w wokal Brenta Smitha i z przyjemnością czynię wewnętrzną powinność.

Te dźwięki chodziły za mną naprawdę namolnie. Czułam się wręcz stalkowana przez ten krążek. Wracał w randomowych playlistach na Spotify, pojawiał się w News Feed na Facebooku, pewnego razu, jakieś dwa tygodnie temu, gdy buszowałam wśród empikowych półek dosłownie spadł mi na stopę. Pomyślałam wtedy: „Dość. Wygrałeś. Napiszę”. I piszę, bo naprawdę jest o czym. Już pierwszy singiel promujący ATTENTION, ATTENTION o wymownym tytule „Devil” od pierwszych dźwięków bębnów maksymalnie wciska w fotel, powoduje szybkie i krótkie skurcze mięśni i bezpardonowo rzuca nam w twarz informację, że oto rock’n’roll na Florydzie jeszcze nie został zeżarty przez rekiny, co więcej – prezentuje świetną formę.

Po świetnym The Sound of Madness (2008), gdy na rynek zaczęły wskakiwać Amaryllis (2011) oraz Threat to Survival (2015) straciłam wiarę w to, że Shinedown kiedykolwiek zaświeci czymś innym niż tylko wypalającą się żarówką, na dodatek schowaną w pokrytym warstwą kurzu kloszu. Okej, „Cut the Cord” - pierwszy singiel z Threat to Survival – dawał pewną nadzieję, ale reszta utworów okazała się być przy nim źle doprawionym rosołem, niby tłusty i wartościowy, ale gdy nikt nie patrzy wywalasz go za okno z miską, łyżką i najlepiej od razu z kucharzem. Dlatego, gdy pojawiły się doniesienia o nowym wydawnictwie Amerykanów, moja reakcja ograniczyła się do zdawkowego: „Yhym”, podbitego pewnością, że to nie będzie nic nowego. Cóż, teraz mogę tylko napisać, że lubię tak miłe rozczarowania.

Bo „Devil” jako świetna zapowiedź to jedno, ale to co dzieje się później w tym krążku to jakieś rockowe szaleństwo. Absolutnie każdy numer – od „Black Soul” do „Brilliant” to dawka fantastycznej muzy, soczystej, aromatycznej i mieniącej się kolorami niczym najnowsze, zdalnie sterowane oświetlenie Philipsa. Nie brakuje tu rytmu, ostrych riffów, pokrzykiwań i fraz legato, a przede wszystkim spójnego klimatu i tego co w Shinedown najlepsze, czyli przyjemnie bujającej melodyczności i iskry, która sprawia, że w przypadkowym momencie dnia nagle zaczynasz nucić pod nosem: „Kill your conscience, kill your conscience...”. Czy to przypadek, że najczęściej w pracy? Nie sądzę.

Kiedy zderzam się z takim albumem jak ATTENTION, ATTENTION – dosłownie zderzam, bo dla mnie to zawsze przeżycie bardzo fizyczne, elektryzujące i fajnie szarpiące karkiem – mam ochotę zakrzyknąć żeby dali mi więcej. Taka muzyka działa euforycznie, jak mentalna odmiana narkotyku, świetnego pobudzacza, który sprawia, że masz ochotę po prostu skakać, krzyczeć i poczuć, że naprawdę żyjesz. Shinedown od kilku miesięcy uzależnili mnie tym krążkiem, jednocześnie budząc ze snu świadomość tego, co muszę, a co mogę. A może przede wszystkim to, czego chcę.

Uwaga, uwaga.

Bomba.

Rock żyje i ma się dobrze!

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.