ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Tripsichord Music Box ─ Tripsichord Music Box w serwisie ArtRock.pl

Tripsichord Music Box — Tripsichord Music Box

 
wydawnictwo: Janus J.L.S. 1971
 
01.On the Last Ride 4:43
02.We Have Passed Away 2:45
03.Black Door 2:56
04.The New Word 4:40
05.Son of the Morning 5:35
06.Short Order Steward 5:05
07.The Narrow Gate 3:36
08.Fly Baby 6:26
09.Everlasting Joy 4:19
 
Całkowity czas: 40:05
skład:
Randy Guzman - drums; Frank Straight - guitar; Dave Zandonatti - bass; Oliver Mckinney - keyboards and organ; Bill Carr - vocals; Ron McNeely - vocals
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: * Bez oceny
02.04.2020
(Recenzent)

Tripsichord Music Box — Tripsichord Music Box

W połowie lat sześćdziesiątych prawdziwą kolebką rodzącej się nowej muzyki było San Francisco. Miasto to było miejscem pielgrzymek tysięcy młodych ludzi, których pociągała wolna miłość, narkotyki i muzyka. Dzielnica San Francisco, Haight-Ashbury stała się prawdziwym centrum artystycznych wydarzeń. To tam osiedlali się i tworzyli ludzie mający wiele do powiedzenia w tej nowej rzeczywistości. Kwitnące pomysły i propozycje podważały tradycyjne wartości społeczeństwa. Pojawiały się nowe dźwięki, wypełniające ulice i całe przestrzenie wokół. Powstawało mnóstwo nowych zespołów, eksperymentujących z dźwiękami zupełnie wcześniej nie znanymi, a będącymi wynikiem działania środków halucynogennych. Muzyczne wpływy tych podróży to folk i blues, ale również brytyjska inwazja. Cała ta mieszanka psychodelii, narkotyków i rocka doprowadziła do wyraźnie identyfikowalnego dźwięku, psychodelicznego rocka San Francisco i acid rocka. Największymi „nośnikami” tego dźwięku były takie zespoły jak Big Brother and The Holding Company, Country Joe and The Fish, Grateful Dead, Jefferson Airplane i Quicksilver Messenger Service. Ale byli też inni artyści, którzy byli częścią tego trendu i wykonali dobrze swoją pracę, ale mimo to zostali zapomniani przez ogół społeczeństwa. To byli artyści którym się nie udało. Jednym z nich była kalifornijska formacja Tripsichord Music Box.

Grupa powstała w 1965 roku w Santa Barbara i po paru miesiącach garażowego grania w tamtejszych klubach zdecydowała się na przeprowadzkę do San Francisco. Po dotarciu na miejsce skontaktowali się z kierownikiem i producentem Matthew Katzem, odkrywcą i promotorem takich zespołów, jak Jefferson Airplane, It’s A Beautiful Day i Moby Grape, i podpisali kontrakt płytowy.

Tripsichord Music Box w rzeczywistości był świetnym zespołem, prawdziwą grupą, która wydała bardzo dobry album w 1970 roku i nijak nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego im się nie udało?

Utwory zawarte na płycie to solidny San Francisco acid rock – punkt środkowy ciężkiej gitarowej psychodelii połączony zwięzłym pomostem z krótszymi piosenkami inspirowanymi folk rockiem i country rockiem, z dużą ilością melodyjnej pracy na gitarze. Muzyka kipi krępującym bogactwem, zarówno muzycznych jak i mrocznych lirycznych obrazów. Uwagę zwraca brzmienie dwóch gitar, które czasami się uzupełniają a czasami atakują, walczą i elegancko podają sobie rękę.

Tu nie ma słabych punktów.

O proszę, „On the Last Ride”, powoli płynie wraz z dobrze wkomponowanym wokalem a spod igły wychodzi zróżnicowana gitara sięgająca po drżące dźwięki by pod koniec przejść w zrelaksowaną nutę, co brzmi świetnie. Albo „The New World” typowa gitarowa psychodelia z dużą ilością basu i perkusji i ciekawym marzycielskim efektem wokalnym. David Zandinotti jest głównym wokalistą w tym kawałku, jego chrapliwy głos dominuje ale nagle mamy połączenie z kobiecym wokalem i to w trakcie bardzo melodyjnego fragmentu. A jednak to nie jest wokal damski, to emanujący z gardła głos perkusisty Randy Gordona… niesamowite. Przeznaczenie utworu zmienia się również z hard rockowego tunelu w szybki i wirtuozowski jam wraz z długim improwizowanym solem gitary.

Różnorodność nagrań dodaje uroku płycie. Unosząca się w powietrzu lekka piosenka „Son Of The Morning” zachwyca zgrabną gitarą, fortepianem i ładnymi przemyślanymi bębnami by następnie w całkowicie przyjemny sposób zmienić się w jazzowy pojazd z okrutnymi i pełnymi temperamentu gitarowymi solówkami w długich improwizowanych interludiach. Country rockowy numer „We Have Passed Away” swobodnie opada w dźwiękach akustycznych gitar, brzmiących krystalicznie czysto.

Przyjemnie płynąca melodia wypełnia utwór „Black Door”, a zachwycić się można nieskrępowanymi dźwiękami gitary, które idealnie tu pasują.

Drugą stronę płyty rozpoczyna „Short Order Steward” mający bardzo dobre wykonanie wokalne, odmienne i pełne soulu. Kołysząca gitara dodaje animuszu żeńskiemu chórkowi. Mająca lekko hiszpański styl „The Narrow Gate” podchodzi swobodnym dźwiękiem i miękką perkusją, natomiast „Fly Baby” ma nieco mroczniejszą i marzycielską atmosferę. Muzycy udanie łączą senność z czymś lekkim i lirycznym a punktem kulminacyjnym jest długie improwizowane zaproszenie, które lśni ponad świetną perkusję i linię basu. Płytę kończy wesoła i piękna piosenka „Everlasting Joy” broniąca się fantastyczną płynną melodią i pierzastą gitarą. I to tyle. To naprawdę wspaniały album poruszający się swobodnie między rockiem, folkiem, bluesem oraz country i hard rockiem, między konserwatywnymi i lirycznymi dźwiękami a mrocznymi i ciemnymi tonami. Świetne melodie będące zróżnicowane z krystalicznie czystym dźwiękiem.

Szkoda, że im się nie udało.


 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.