ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Flower Kings, The ─ The Rainmaker (wydanie specjalne) w serwisie ArtRock.pl

Flower Kings, The — The Rainmaker (wydanie specjalne)

 
wydawnictwo: InsideOut Music 2001
 
CD1
1. Last Minute On Earth
2. World Without A Heart
3. Road To Sanctuary
4. The Rainmaker
5. City Of Angels
6. Elaine
7. Thru The Walls
8. Sword Of God
9. Blessing Of A Smile /10. Red Alert
11. Serious Dreamers
CD2
1. Excerpt From Valkyrian 2. Mr. Hope Goes To Salzburg
3. One Whole Half
4. Agent Supreme
5. Violent Brat
6. The Woman With No Shadow
7. Interactive Section
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,2
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,4
Arcydzieło.
,48

Łącznie 60, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
15.11.2001
(Recenzent)

Flower Kings, The — The Rainmaker (wydanie specjalne)

Na początku małe wprowadzenie - Nie jestem człowiekiem słuchającym muzyki ze stoperem, nie wzdrygam się krótkich treściwych kawałków ani innowacji muzycznych czy mieszania styli, dlatego ta recenzja może różnić się od tego co zaprezentują koledzy. Na Flower Kings nawróciłem się niedawno - od 98 roku skutecznie karmiony przez Polshaka kiedyś to musiało nastąpić - i chwała Polshakowi za to. Taki osobisty przełom tego zespołu dla mnie to była poprzednia płytka dumnie nazwana Space Revolver (recka gdzieś tu jest ;)) - do tego stopnia wciągnęło mnie w klimat The Flower Kings, iż w listopadzie ukazała się i relacja z berlińskiego koncertu zespołu, na którym miałem okazję być - i jeszcze bardziej się przekonać że nie mamy doczynienia z jakimiś popłuczynami jak to słyszę wokoło. Jednemu się podoba Ich Troje, innemu Genesis - a mnie wciągnęło w klimat The Flower Kings przysparzając im fana pełną gębą. No ale - przyszedł czas nowego wydawnictwa.
Jak pokazuje historia ciężko jest znaleźć płytę lepszej od uważanej przez krytyków za najlepszą danego zespołu...

Ale nie w tym wypadku. O ile Space Revolver nawrócił takich jak ja, o tyle na pewno Rainmaker nie wypuści ze szponów dźwięków Flower Kings. Panowie Bodin, Stolt & co. usmażyli wspaniały zestaw kompozycji że po trzecim przesłuchaniu chce się pisać ach i och ... i po piątym i po dziesiątym. Cóż takiego jest w tej muzyce?
Bardzo wiele z tego co już znamy z poprzednich dzieł kwiatowych królów. Nie jest to jednak wierne odgrywanie schematów ale ciągłe poszukiwanie cóż da się w tym temacie zagrać. Po prostu bawić się dźwiękiem. Pomyśleć że tak mało jest dźwięków a tyle można z nich wycisnąć ... Kwiatostan królów pełen jest przeróżnych barw muzycznych, pomysłów - co nie które przeobrażają się w soczyste i dość skomplikowane twory, jednak czyżby był to smak słodkiego owocu czy gorzkiej róży ... z etykietą made by The Flower Kings nabierają całkiem odmiennego smaku. No ale jeszcze nie przedstawiłem albumu - a wypada ;)

Dwie płytki - w wersji exclusive - 18 utworów - lista powyżej ;) około 100 minut muzyki i dużo energii. Wypracowane przejścia i opanowane mistrzostwo budowania klimatu aurealnego które chyba jest dobrze znane każdemu kto się zetknął z poprzednimi albumami zespołu. Oczywiście nie brak wszechobecnej pompatyki, jednak nie jest to kręcenie tematu w kółko bo ileż można. Z treści można wywnioskować że mamy doczynienia z kolejnym quasi-konceptem. Otwierający Last Minute On Earth z delikatnym wprowadzeniem jak to kol. Gancz napisał na Czacie "Tybetański Dziad" - i dynamiką rytmiki przeplataną z uspokojeniem tematu - Findlandczycy lubią takie klimaty szybkich zmian - w końcu nago z gorącej sauny do lodowatego jeziora są nauczeni skakać od małego ;) i właśnie taką gorącą saunę wsadzili pośród zimnego jeziora opatrzyli to słowami i do końca utworu nie dają wytchnąć. Takich ciekawostek jest na tym albumie bardzo wiele - choćby jazzujący klarnecik w końcówce Elaine, cały The Rainmaker zbudowanyw konwencji bolera. Blessing of a Smile - pisałem już że jednak preferuję instrumentalne kawałki? Ten wymieniony ostatni aż prosi się o porównanie z Rumble Fish Twist szczególnie końcówka która brzmi znajomo ;) Jak już stoimy przy etiudach to najkrótszy kawałek na płycie - to ponad mintowy Red Alert który byłby wspaniałym materiałem na coś większego. No ale zespół streścił się w minucie. Ale za to popis klasyki to Excerpt From Valkyria to mistrzostwo! Jak ktoś lubi dzieło Wagnera na Mooga i elektronikę jak ja np. to będzie zadowolony :) Kolejną ciekawą perełką jest druga połowa CDka - no to już dla wielbicieli nowoczesnego fusion: One Whole Half - z bassowym solo i tym co tygrysy lubią najbardziej. I akurat ten kawałek rzuca całkiem odmienne światło na to co gra Flower Kings który nie boi się zmieszać całkiem przyjemnego jazzika i zaserwować nam ostrego fusion w czystej improwizacji. Na szczególną uwagę zasługuje również przedostatni kawałek z drugego CDka - The Woman with no Shadow - celtycko brzmniąca kompozycja z damskim wokalem (!!!!!) a jakże w aurealnej atmosferze - również materiał na całkiem udaną dłuższą kompozycję - być może jest to zapowiedź tego co nas czeka w następnych wydawnictwach The Flower Kings.

Przyznam że akurat tymi kawałkami z improwizacją zespół mnie zaskoczył. Dali popis na koncercie - a teraz i na płytce. Miło byłoby usłyszeć cały albumik utrzymany w stylu fusion, w końcu ta moc jaka drzemie w zespole nie została jeszcze ujawniona do końca. Kto chce posłuchać na co stać zespół gorąco polecam albumik - szczególnie w rozszerzonej wersji. Ten album jest na pewno udanym przedwsięzięciem zespołu, i dumnie kontynuuje drogę muzyczną jaką obrał Flower Kings. Jest też to moja osobista nominacja na Album Roku 2001, i uważam, że zasługuje na miano bycia w pierwszej piątce. Gorąco polecam szczególnie tym, którym mało było przeżyć przy Space Revolver, a gorąco odradzam ten album wszystkim pilnującym z zegarkiem w ręku długości utworów. Zresztą takich osób wśród fanów tego zespołu chyba nie ma ;)

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.