ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Pink Floyd ─ The Final Cut (a requiem for the post war dream by Roger Waters) w serwisie ArtRock.pl

Pink Floyd — The Final Cut (a requiem for the post war dream by Roger Waters)

 
wydawnictwo: EMI Records Ltd 2004
 
1. the post war dream
2. your possible past
3. one of the few
4. when the tigers broke free
5. the hero’s return
6. the gunner’s dream
7. paranoid eyes
8. get your filthy hands off my desert
9. the fletcher memorial home
10. southampton dock
11. the final cut
12. not now john
13. two suns in the sunset
 
skład:
David Gilmour – guitar, Nick Mason – drums, Roger Waters – bass, Michael Kamen – piano harmonium, Andy Bown – Hammond organ, Ray Cooper – percussion, Andy Newmark – drums, Raphael Ravenscroft – tenor sax and National Philharmonic Orchestra conducted by Michael Kamen.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 5
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 7
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 7
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 11
Album jakich wiele, poprawny.
› 5
Niezła płyta, można posłuchać.
› 6
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 16
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 28
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 35
Arcydzieło.
› 80

Łącznie 200, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
21.02.2005
(Recenzent) , (Recenzent)

Pink Floyd — The Final Cut (a requiem for the post war dream by Roger Waters)

"Dear Mary, Nasza dywizja wraz z tymi odrażającymi jankesami wylądowała 22 stycznia. Jesteśmy na południe od Rzymu w pobliżu mieściny zwanej Anzio. Jest zimno, brak ciepłych płaszczy, racje żywieniowe są skąpe. Drżę, boję się. Chłopaki śmieją się, że defilada na wiosnę w Rzymie, ale mnie nocami dręczą koszmary. Oglądam w nich twarze tych, którzy zginęli podczas desantu. Próbuję je policzyć, lecz nie potrafię. Za dużo ich. Mówi się, że Niemcy szykują kontratak."

"To było przed świtem jednego z tych nabrzmiałych rozpaczą dni
W mrocznym roku 1944, kiedy to dowódca otrzymał rozkaz utrzymania pozycji
Pomimo, iż poprosił o zezwolenie na odwrót.”

"Mary, brak mi Ciebie i naszego dziecka, które nosisz w łonie. Czekając na niemieckie natarcie, trzymając w dłoniach karabin zastanawiam się kim będzie, kim się stanie. Palce mi kostnieją, gdy skrobię te słowa przy nikłym płomyku lampki. Przepraszam Cię za chaotyczny styl, ale tutaj, w tym zimnym piekle trudno o spokój. Może słyszę to uszami duszy, a może już nadjeżdżają."

"Dookoła rozpościerała się noc
Ziemia była skuta lodem."

"Mam jednak nadzieję, że przeżyję, że zobaczę Ciebie i moje dziecko choć ziemia drży pod gąsienicami. To straszny odgłos. Tak mało napisałem, a już muszę kończyć. Musimy wytrwać. Ten cholerny Lucas dostał dowództwo, a nie wie co robić. Kocham Cię Mary. Wzywają mnie. Wiesz Mary? - uznasz, że to śmieszne, ale chciałbym aby kiedyś nasze dziecko coś o mnie napisało lub zaśpiewało, w obliczu śmierci nachodzą mnie takie egoistyczne myśli. Naprawdę muszę kończyć. Wrócę. Wrócę Mary."

"Kiedy tygrysy się przedarły
Z Oddziałów Strzelców Królewskich C
Nie ocalał nikt
Porzucono ich
Większość już była martwa
Reszta umarła chwilę później.
Tak właśnie najwyższe dowództwo odebrało mi tatusia!!!"

Eric Fletcher Waters poległ na polu chwały 18 lutego 1944 r. Był nauczycielem religii i wychowania fizycznego, był w randze podporucznika - nr 292975 w ósmym batalionie Strzelców Królewskich regimentu miasta Londyn. Nigdy nie zobaczył i nie poznał swego syna. Ani… syn Jego.

"W zakątku jakiegoś pola na obczyźnie
artylerzysta spoczywa tej nocy
wykonało się co miało wykonać
nie możemy tak po prostu wymazać tej ostatniej sceny
zważcie na jego sen
zważcie proszę."

"Dear Mary, Mary!!!"

"Tak to właśnie utrzymano Anzio za tę marną cenę setek ojców, mężów i braci."

Mężczyzna siedzi w samochodzie wsłuchując się w odgłos przemykających drogą pojazdów, kręci gałką radia. Nuci coś pod nosem. Zbliżmy się, by usłyszeć:

"Powiedz mi szczerze, powiedz mi dlaczego Jezus został ukrzyżowany? Czy dlatego tatuś umarł?"

Czy ta pieprzona Anglia niczego się nie nauczyła? Czy tak trudno zrozumieć, że z pozycji największej potęgi kolonialnej stała się pieskiem Stanów Zjednoczonych? Głosem Kennedy’ego, Reaegana, Busha, Clintona, Busha jr etc. brzmiącym w Europie?
Widać trudno zrozumieć.
No, ale po zdławieniu buntu górników zawsze możemy pokazać takiej Argentynie, iż Falklandy są nasze. Są częścią „Imperium”. Strata niszczyciela? A cóż znaczy jeden niszczyciel? Co znaczy jego załoga? Francuski Exocet rozpalił blachy okrętu do czerwoności, ludzie krzyczeli ginąc w płomieniach. Jak my w okopach Anzio. Czy myśleli o ojczyźnie? Czy żałowali chwil, których nie spędzą ze swoimi dziećmi? Co Maggie?
Nieważne - my także mamy sukcesy – rozwaliliśmy krążownik General Belgrano. Amerykańskiej budowy, weteran wojny na Pacyfiku, który przetrwał piekło Pearl Harbour zginął od brytyjskich torped. Ale to sukces – Maggie sama dała zgodę… Czy na tym ma polegać nasz powojenny sen? Maggie?

Przykuto nas łańcuchem zwanym planem Marschalla do budy zwanej Stany Zjednoczone Ameryki. Jesteśmy europejskim psem łańcuchowym. I dobrze nam z tym. Czy na tym ma polegać nasz powojenny sen? Maggie?

Płynę w dół, poprzez chmury, skąd pędzi ku mnie
Długi wspomnień sznur […]
Żegnaj Mamo, żegnaj Max…

Zamiast w raju, kochanie, błąkam się po przyjęciu. Razem wzięci do kupy pan Reagan, pani Thatcher, pan Breżniew, nawet znajdzie się miejsce dla ducha McCarthy’ego, czy Nixona. I nie zabraknie jeszcze kilku innych (zacnych podobno) postaci. Wszyscy znakomicie się bawią w Domu Pamięci Tatusia. Sram na tych gnojków.

„Kochanie, kochanie czy szybko zasnęłaś?
Dobrze, bo tylko wtedy mogę mówić do ciebie szczerze.
Jest coś co zamknąłem na klucz,
Wspomnienie zbyt nabrzmiałe bólem
Żeby zniosło światło dnia.”

Ale skoro śpisz odśpiewam po cichutku te wszystkie kwestie związane z możliwą przeszłością, z tym wybranym spośród niewielu, z powrotem bohatera. Dodatkowo ukryję się za oczyma paranoika – tam na pewno nikt mnie nie znajdzie.

„Powrócili, zeszli ze statków w 45,
i nikt się nie odezwał, nikt nie uśmiechnął,
zbyt dużo było „dopuszczalnych strat” w szeregach.”

Wciąż śpisz, więc mam do kogo mówić. Opowiem ci o mojej największej tragedii: nigdy nie miałem w sobie tyle energii, by dokonać finałowego cięcia. Będę żył, nagrywał, cierpiał i uprawiał spowiedź duszy. To takie wygodne, a i ludziom się podoba. Chciałem zakończyć tę płytę opisem nuklearnego holocaustu, o tym jak to nawet moje łzy wyparowują, o tym jak to wszyscy byliśmy na koniec równi: i przyjaciele i wrogowie. Lecz nie mogę – nigdy nie miałem dość sił na ten ostatni ruch. Zachowuję w sobie jednak pewne wspomnienie, a może raczej marzenie:
Wyobraźcie sobie plażę. I dziewczynę. To Mary. Idzie przed siebie, mijając kolejne wersy wypisane na piasku, zaś z każdym krokiem uśmiech potężniał na jej prześlicznej buzi.

„Zachodzące słońce zamigotało w jej włosach,
fala z pluskiem uderzyła o przybrzeżne skały
wzbijając mokry tuman, kropelki osiadły
i spłynęły w dół pomiędzy jej piersiami,
stałem i patrzyłem a jęzor przypływu
lizał ślady stóp na piasku,
jutro przyjedziemy tu znowu,
śliczna i bosa przejdzie oddając się falom,
klęczący skradnę wodzie pocałunki.”

Na końcu czekałem ja.
Wpatrzony w niknące pod wodą słońce tuliłem moje własne, które nigdy nie zachodzi. Tak dwa słońca o tym pięknym zachodzie stały się jednym. Dziwicie się, że tak wracam do tej plaży? Cóż, spoglądając w dół poprzez chmury, widzę swoje ciało, wpite palcami w piaski Anzio… Żegnaj Mary, czas na mnie. Szepnij słowo synkowi, pogłaszcz go po głowie, niech nie myśli nigdy, że zrzucą bomby…

„Gdy puszczają hamulce […] i topnieje przednia szyba
Łzy parują z oczu – wszystko zwęglone i więcej nic,
Rozumiem wtedy uczucia tych nielicznych
Popiół i diament,
Wróg czy przyjaciel
Każdy z nas równy – w końcu”

- Eric, nazwiemy go Roger?
- A jeśli to będzie ona?
- To nazwiemy ją Mary, to chyba jasne głuptasie.

„Stoi u wybrzeży Southampton z chusteczką w dłoni.”

I czeka, czeka, przemyka pośród tłumów obejmujących się i płaczących ludzi. Była kiedyś taka legenda szeptana na południu Anglii.. Może się to odnosić do króla Artura, a może i do brytyjskich chłopców:
Sprowadźcie ich z powrotem do domu, nie zostawiajcie ich dzieci na pastwę losu. Nie śpijcie w skałach, obudźcie się. Wróćcie – synowie Albionu. Niektórzy nie powrócili.

To Albion. „Co stało się z naszym wielkim powojennym snem Maggie?” Próbujemy grać role „mocarstw”.

W moim wstecznym lusterku wschodzi słońce…
Chowa się za mostem w szosy cień […]
Chociaż już zapada zmierzch
Dwa słońca o zachodzie…
To koniec ludzkiego żywota.

Mamy arsenały jądrowe, siły szybkiego reagowania. Mówimy, że walczymy o pokój… I gdzie tu logika?

- Mamo, gdzie jest tato?
- W Twojej muzyce synku.
- Mamo, dlaczego otacza mnie ściana?
- To już inna historia synku. Zaczyna się od pewnego listu… do mnie od taty.

… wiesz, chyba czas zmienić stację radiową. Zrób to kochanie, nie chciałbym przegapić zjazdu z autostrady…

I kilka słów o muzyce. Muszą być, choć nie są i nigdy nie będą potrzebne. To płyta, na której głos wokalisty nie jest li tylko dodatkowym instrumentem. Trudno tu doszukiwać się przebojowości. Nie ma na tej płycie zimnego dźwięku syntezatorów, którymi przesiąknięty był rok 1983, brak koronkowych kołnierzyków u muzyków i piszczących dziewcząt u krańca sceny. Są za to solówki gitarowe, które chwytają za serce, są uderzenia perkusji, brzmiące jak salwa z MG – 42. Jest jęk saksofonu, narastający niczym odgłos spadającego pocisku z działa Tygrysa…
Są tu melodie, w których wokalista wyśpiewuje duszę. I słowa, które zszywają poharatane serce tylko po to, by je zaraz później przedziurawić strzałem szaleńca w Central Parku…

P-O-L-E-C-A-M-Y

Nick Mason powiedział kiedyś, że – tuż przed przystąpieniem do nagrań The Final Cut – marzyli o tym, aby nowy materiał, który Roger Waters miał przynieść do studia nie był o wojnie. Na szczęście nie wszystkie marzenia się spełniają…

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.