ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Riverside ─ Out of Myself w serwisie ArtRock.pl

Riverside — Out of Myself

 
wydawnictwo: AP 2003
dystrybucja: Sony Music Polska
 
1.The Same River [12:01]
2.Out of Myself [3:44]
3.I Believe [4:15]
4.Reality Dream I [6:15]
5.Loose Heart [4:51]
6.Reality Dream II [4:45]
7.In Two Minds [4:39]
8.The Curtain Falls [7:59]
9.OK [4:47]
 
Całkowity czas: 53:18
skład:
Mariusz Duda - v,b; Piotr Grudziński - g; Piotr Kozieradzki - dr&p; Jacek Melnicki – k;
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,3
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,2
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,6
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,9
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,25
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,78
Arcydzieło.
,198

Łącznie 323, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
15.03.2005
(Gość)

Riverside — Out of Myself

Polska scena progrockowa to w większej części undergroundowe kapele. No bo czy przeciętny Jan Kowalski zna takie nazwy jak Svann czy Induktii?? Chyba nie! Ale za to takie kapele nie są obce słuchaczowi "Nocy Muzycznych Pejzaży" Piotra Kosińskiego i to ich wyróżnia z przeciętności zwykłego człowieka. Z jednej strony szkoda, że ten cały progresywny świat nie jest w stanie się przebić przez tą komercyjną i kiczowatą wizję świata, wykreowaną przez media. Ale z innej strony można widzieć to całe zjawisko przez różowe okulary. Przecież to fajne uczucie być jednym z tych nielicznych, wtajemniczonych, którzy mają tę muzykę tylko dla siebie. Czy to nie jest wystarczająca satysfakcja być wybranym?? No, ale tą satysfakcją nie napełnię portfeli muzyków, którzy sobie w większej części na to bardzo zasłużyli!

Nie bez powodu wspomniałem Piotra Kosińskiego, bo chciałbym znaleźć i posłuchać taką audycję, jaką pan Piotr tworzy, w jakiejś innej stacji, niekoniecznie polskiej. Gdyby nie jego zaangażowanie w ten najpiękniejszy archipelag muzycznego oceanu, to by większość z tych kapel (nie tylko polskich) nadal czekała na swoje "pięć minut" w jakiejkolwiek rozgłośni radiowej. Szkoda tylko, że takich ludzi jest mniej niż progresywnych suit w RMF-FM.

No ale do rzeczy.
Zespół Riverside usłyszałem po raz pierwszy oczywiście u pana Piotra i pierwsze co mnie zadziwiło, był fakt, że te dzwięki to dzieło rodzimej kapeli. Przyznam szczerze, że zawsze mnie drażnił "zły" angielski, ale niestety jest to zjawisko bardzo rozpowszechnione w naszej muzyce, tak że muszę z tym jakoś żyć. Tym bardziej mnie cieszy, jeśli słyszę takich wokalistów jak Mariusz Duda, który opanował ten język jak własną polszczyznę! Za to już należą się wielkie brawa. Drugie co mnie poruszyło to aranżacje i styl grania. Taka wielka burza dźwięków, agresywna, drapieżna, ale także głęboko sięgająca dużo dalej niż odbiera to słuch, smutna. Ciekawe, ciekawe...... a jakie to cudeńko długie! Dwanaście minut z haczykiem! Potem głos pana Piotra, który mówi, że to polska grupa "Riverside" z utworem "The same river". Noooo, coś się dzieje! Następne audycje, następne kawałki. Powoli, powoli utrwalają mi się te melodie i zaczynam nucić najpiękniejsze fragmenty.

A więc poznałem już większą część repertuaru tej kapeli. Jakie mam odczucie?? Czy jestem w stanie po takim czasie ująć to w słowa?? Spróbuję...
Zauważyłem, że słuchając tej muzy, wypełnia mnie ona, staje się częścią mojego ciała, moich zmysłów. Ta mieszanka ostrych gitarowych riffów i floydowsko-porcupinowskich klimatów doprowadza mnie do przepalenia odtwarzacza MiniDisc, na którym nagrywałem audycje. Zapominam się i krzyczę razem z Mariuszem "raise me up don't let me fall" (aż później jest mi wstyd, że pół osiedla było moją publicznością), to ustawiam dźwięk mojej gitary jak najwierniej brzmienia Piotra Grudzińskiego, to siedzę zamyślony przy stole przez cały wieczór przy dźwiękach "I believe". Jeśli jakiś utwór mi się bardziej spodobał niż reszta, to wciskam "Repeat" i tak przez cały dzień. Przy tej muzie tracę poczucie czasu, znikam na te parę chwil, w których to cudo wypełnia moją przestrzeń mieszkalną. Czasami zastanawiam się czy te przestrzenne, tajemnicze i subtelne ballady, które drążą moją świadomość, są piękniejsze niż drapieżne, agresywne i niebezpiecznie ostre klimaty, które tak mocno trzymają Cię w objęciu, że czujesz ostre pazury wbijające się w twoje ramiona. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale właściwie po co mi ona?? Na pewno mi nie pomoże w ocenie tego albumu.

Teraz pozostało mi tylko usłyszeć resztę, jeszcze mi nieznanych kawałków i posłuchać całości w takiej kolejności w jakiej "czarodzieje" tego zapragnęli. Może dopiero wtedy nastąpi ta prawdziwa implozja uczuć?? Ale wątpię, przecież już znam większość utworów to co mnie ma jeszcze zaskoczyć??

"As you know I alway loved you and I will always love"

Tak, tak progrocku, zawszę będę Cię kochał i dlatego ponownie stoję przed kasą w sklepie i kupuję płytę jednej z twoich kapel.

Płyta, jak płyta.....ciekawa szata graficzna, która od razu pokazuje jakiego typu muzyki mamy się spodziewać. Trochę magiczna, mroczna i strasznie zachęcająca. No ale niestety żadnych bonusów, jakiś nagrań na żywo, albo klipów i innych tam komputerowych bajerów. A może i nawet lepiej?? Można się skoncentrować  całkowicie na tym co ważne, na muzyce. Wkładam płytę do odtwarzacza i co mi pokazuje?? Dziewięć utworów...tylko dziewięć?? A płyta nie ma nawet godziny! To jednak już wszystko znam, przynajmniej sądząc po tytułach i po ilości kawałków. No i czy teraz zdołam naprawdę do końca wtopić się w świat Riverside?? Przecież nic mnie już nie zaskoczy, będę dalej zachwycał się tak samo jak zawsze, ale miałem nadzieję na coś nowego. Widocznie już nie ma więcej do przeżycia....

Po piędziesięciu trzech minutach zdejmuję spoconymi dłońmi słuchawki z uszu, na koszuli odznaczyły się wyraźnie trzy plamy potu. Z czoła spływa mi kropla mijając oczy pełne niedowierzenia i przerażenia. W głowie mam tylko jedną myśl : jeszcze raz!!

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.