ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Ark ─ Burn The Sun w serwisie ArtRock.pl

Ark — Burn The Sun

 
wydawnictwo: InsideOut Music 2001
 
1.Heal the Waters - 6:37
2.Torn - 3:51
3.Burn the Sun - 4:34
4.Resurrection - 5:31
5.Absolute Zero - 6:05
6.Just a Little - 4:36
7.Waking Hour - 4:15
8.Noose - 5:03
9.Feed the Fire - 3:56
10.I Bleed - 4:03
11.Missing You - 9:04
 
Całkowity czas: 56:46
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 8
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 16
Arcydzieło.
› 44

Łącznie 70, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
10.05.2001
(Recenzent)

Ark — Burn The Sun

Są zespoły, z którymi pierwszy kontakt na długo zapada w pamięć. Tak też było w przypadku moim i Ark. Gdy znajomy (Sulaco, jeszcze raz wielkie dzięki) podesłał mi, tak przy okazji, debiutancki album tej formacji zatytułowany po prostu Ark nie wiedziałem jakie niespodzianki mnie jeszcze czekają. Po włączeniu płyty przysłowiowa szczęka dosłownie zmiażdżyła mi kości śródstopia i to nie bynajmniej (tak na początku) za sprawą muzyki. Oto z chwila odezwania się wokalisty z głośników popłynął znajomy i tak uwielbiany przeze mnie głos........... Davida Coverdale'a.
Nie , mówię sobie , przecież to nie możliwe. David od paru ładnych lat wykonuje muzyczkę stonowaną i już na pewno nie prog-hard-rockową, jaką jest propozycja Ark. Rzuciłem się więc na książeczkę płyty w poszukiwaniu znajomego nazwiska bądź twarzy. Zdziwienie moje nie miało granic, gdy z okładki zamiast dobrze znanej facjaty podstarzałego hardrockera patrzyło na mnie oblicze młodego faceta o rysach wikinga i skandynawsko brzmiącym nazwisku Jorn Lande. Po zagłębieniu się w historię tego pana wszystko stało się jasne. Jorn jest wokalistą nie ukrywającym swych fascynacji wielkim Davidem. Przed "wstąpieniem" do Ark udzielał się w zespole o jednoznacznie kojarzącej się nazwie The Snakes, w której pogrywali również panowie Bernie Marsden i Mickey Moody biorący udział we wcześniejszej wersji Coverdale'owskiego projektu Whitesnake. Należy tu od razu zaznaczyć, że Lande nie jest jakimś tam kiepskim imitatorem. Posiada niezwykłe, wręcz genialne warunki głosowe, a i są momenty gdzie słyszalna jest jego oryginalna, równie ciekawie brzmiąca barwa. Szybko zdałem sobie sprawę, iż niezaprzeczalną przewagą Jorn'a nad Davidem jest jego wiek, zapał oraz chęć tworzenia muzyki progresywnej. Tak też uczynił i to w bardzo zacnym towarzystwie panów John'a Macaluso (dr, ex-TNT) i Tore Rstby (git, ex-Conception), którzy to podczas prób swoich kapel w norweskim mieście Toten wpadli na pomysł powołania do życia Ark.
Mając w pamięci tak sympatyczny kontakt z debiutanckim krążkiem Ark bez mrugnięcia sięgnąłem po najnowszy album zatytułowany "Burn the Sun". Muzyka serwowana przez Ark na "Burn the Sun" różni się nieco od propozycji debiutanckiej. Nadal jest to niejako prog-hard-rock z odrobiną naleciałości latynoskiej tylko w tym przypadku całość jest bardziej wyrazista i rzekłabym zagrana z większą determinacją. Już otwierające płytę "Heal the waters","Torn" i "Burn the Sun" mają ten wspaniały hardrockowy drive okraszony zagrywkami pana Rstby wskazującymi na fascynację progresywną muzą. Oczywiście wokal Jorna, szczególnie w porywającym refrenie utworu tytułowego, brzmi w rasowy Coverdale'owski sposób łącznie z tak charakterystycznym ciężkim, lekko "astmatycznym" oddechem. Warto dodać, iż skład Ark na najnowszym wydawnictwie rozszerzył się o klawiszowca Mats'a Olausson'a i basistę Randy Coven'a. Ten ostatni jest szczególnie dostrzegalny właśnie w zadziwiającym "Torn". Pan Mats natomiast raczy nas klawiszami w sposób bardzo delikatny i mało nachalny ograniczając się li tylko do funkcji odpowiedniego tła.
Kolejne dwa tracki na płycie "Resurrection" i "Absolute zero" są jakby chwilą oddechu i zadumy. W utworach tych mamy okazję usłyszeć bardziej oryginalne brzmienie wokalu pana Lande, mimo że sposób budowania linii melodycznych nadal może kojarzyć się z ex-leaderem Deep Purple i Białego Węża. "Resurrection" zachwyca bardzo zgrabna aranżacją i porywającym lekko melancholijnym nastrojem. Tutaj również ręce składają się do oklasków nad kunsztem gitarowych wyczynów Tore. Szósty song na płycie "Just a little" jest przejawem wspomnianego przeze mnie wcześniej flirtu zespołu z muzyką flamenco. Muszę przyznać , że bardzo podobają mi się takie zlepki stylistyczne, bo oto obok latynoskich rytmów i linii melodycznej są ostro zagrane wręcz progmetalowe wstawki czyniące całość bardzo frapującą i apetyczną. "Waking hour i "Noose" są połączonymi utworami tworzącymi pewną logiczną całość. "Waking hour" jakby leniwie rozwija się , wręcz toczy nieuchronnie zmierzając do galopad gitarowych fundowanych w "Noose". Nie muszę oczywiście dodawać, iż to co wyczynia tu ze swoimi strunami głosowymi Jorn można śmiało nazwać "arcyakrobacjami", które powinny wywołać słuszną i bezsilną zazdrość u większości współczesnych wokalistów rockowych. Kolejny track "Feed the Fire" jest utworkiem opartym na kontraście "ciętego" metalowego riffu zwrotki i rozmarzonego refrenu z dość ciekawą kontrapunktującą perkusją. Może się podobać.
Ostatnie dwa zamykające album kawałki należą do moich zdecydowanych faworytów. Nie ukrywam, iż czasami powodowany brakiem czasu na całościowy odsłuch "Burn the Sun" ograniczam się niezbyt sprytnie właśnie do tych utworów. Brawurowy "I bleed" zaśpiewany jest głosem, który momentami wydaje się bardziej Coverale'owski od obecnego śpiewania mistrza Davida. Słuchając słów Don't bring it down, it down don't say it's over now z podkreślającym frazę fantastycznym riffem robi się jakoś ciepło w okolicy prawej komory serca, oczywiście tej bardziej hard rockowej. No i perełka czyli zamykający płytę dziwięciominutowy "Missing You". Wylewająca się wręcz z głośników tęsknota i melancholia, wspaniała linia melodyczna, odpowiedni , pogłębiający nastrój "smyczkowy" podkład klawiszy, to wszystko powoduje u mnie za każdym razem przyjemne ciarki przebiegające wzdłuż całej długości kręgosłupa i nie tylko. Gdzieś w okolicy szóstej minuty następuje rasowe przyspieszenie zgodnie z najzacniejszymi hardrockowymi wzorcami. Końcówka utworu to patetyczna symfonia nastroju, dynamiki i zatracenia...................doprawdy rewelacja.
Album "Burn the Sun" jest wydawnictwem bardzo rzetelnym. Ukazał się on być może w chwili idealnej dla zespołu czyli w momencie małej stagnacji na rynku progmetalowym. Niewątpliwy ukłon Ark w stronę hard rockowej estetyki na pewno zachwyci starszych fanów pamiętających najlepsze lata Whitesnake jak i również progrockową młodzież zmęczoną może technicznym metalem i szukającą bardziej klimatycznego zestawienia mocnych riffów z progresywnym zacięciem. Serdecznie polecam oraz przypominam, iż są zespoły, z którymi pierwszy kontakt na długo zapada w pamięć......

"...w nieustannej misji prowadzącej do nieznanego, pchani przez codzienność nie zwracamy uwagi na otaczających nas ludzi. Podążając do celu, który często bywa niemożliwy do osiągnięcia umieramy próbując wszystkiego od nowa................próbując Zapalić Słońce (Burn the Sun) " - Ark 2001

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.