ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 25.08 - Inowrocław
- 25.08 - Krościenko
- 29.08 - Kraków
- 31.08 - Warszawa
- 01.09 - Warszawa
- 02.09 - Kraków
- 01.09 - Płock
- 14.09 - Białystok
- 15.09 - Warszawa
- 21.09 - Warszawa
- 22.09 - Kraków
- 23.09 - Gdańsk
- 24.09 - Wrocław
- 26.09 - Warszawa
- 30.09 - Poznań
- 01.10 - Warszawa
- 12.10 - Warszawa
- 12.10 - Łódź
- 12.10 - Gdańsk
- 13.10 - Poznań
- 14.10 - Wrocław
- 16.10 - Katowice
- 17.10 - Łódź
- 18.10 - Toruń
- 13.10 - Łódź
- 13.10 - Warszawa
- 15.10 - Poznań
- 16.10 - Kraków
- 18.10 - Warszawa
- 17.10 - Warszawa
 

wywiady

04.03.2018

"Wejść, nie wejść, wejść, nie wejść – a o czym w ogóle będziemy gadać. A chrzanić to, dobra, wchodzę" - wywiad z Danielem Potaszem, klawiszowcem Moonlight

O muzyce, filmie, internecie, rozstaniach i powrotach czyli o wszystkim co wydarzyło się między grudniem 2002 a majem 2015.

Od dłuższego czasu śledziłem pogłoski o powrocie zespołu, był udany występ na Castle Party,  był koncert w Radiu Szczecin -  który można jeszcze znaleźć na Youtube. Były różne zajawki. Ale kiedy pojawiła się płyta, było wiadomo - stary dobry Moonlight powrócił. Nie mogłem sobie odmówić rozmowy z Danielem, z kórym prywatnie znamy się od czasów studenckich, stąd bardzo luźny, wręcz barowy charakter naszej rozmowy. Wyszło  tak, jakby spotkało się dwóch starych znajomych. Po krótkim opowiadaniu sobie co nam się przytrafiło w życiu, zwieńczonym "uważaj, o czym marzysz, bo to może się spełnić", włączyłem dyktafon, rejestrując ten fragment, który miał być głównym tematem rozmowy.

ArtRock.pl: Rozstanie z zespołem było burzliwe, ale nie dociekając szczegółów: wszystkie media internetowe  śledziły  historię waszego rozstania. Ale warto zadać pytanie: Co się działo pomiędzy 23.12.2002 a 12.05.2015, czyli kiedy pojawił się anons na stronie Castle Party u Krzyśka Rakowskiego o waszym powrocie.

 Daniel Potasz: Życie toczyło się dalej. Gdzieś pomiędzy studiem, muzyką pisaną bardziej dla innych niż dla siebie, ale też trochę pisaniem utworów do szuflady, które się potem po części wykorzystało. I z tego co wiem, w zespole każdy gdzieś poszedł w swoją stronę.  Każdy coś grał, potem przestał, z kimś tam się rozszedł – i tyle. Życie.

AR: Miałeś swój projekt muzyczny,  miałeś także swoje kroki w biznesie.

DP: Zgadza się. Najpierw był projekt Heal, później był drugi projekt – zaczęty a nie skończony, nazywał się Seaside.

Potem już było dużo dużo nic. Potem były próby grania i komponowania utworów dla różnych wokalistek/wokalistów. Ale z reguły to były projekty, które kończyły gdzieś na jakimś etapie, umierały swoim naturalnym zejściem.  Tak to wyglądało.

AR: A co z QDay?

DP: A moje biznesowe projekty?  QDay  wypalił, aczkolwiek z racji tego, że instytucje unijno-państwowe mają strasznie duży posuw czasowy. Jak projekt wszedł – a wiemy, że Internet jest taką działką, gdzie wszystko działa totalnie dynamicznie. Że dzisiaj to jest nowe, a za 2 miesiące to jest staroć  i 11 miesięcy czeka się na dofinansowanie, na rozpatrzenie wniosków i tak dalej, to w momencie kiedy z tym projektem wlazłem, to już projekt był stary. Już każdy sklep internetowy oferował to, co w danym momencie było rewolucyjne. I tak się projekt skończył,  umarł w ten sposób. Bardzo szkoda, bo miał bardzo duży potencjał.

AR: Dynamika to chyba domena naszych czasów, wszystko wręcz pędzi

DP: No …

AR: A wracając do muzycznych spraw – jak nastąpiło spotkanie z Mają?

DP: Spotkanie z Mają nastąpiło z tego względu, że przenosiłem swoje studio nagraniowe w samo centrum miasta, koło katedry i tak się akurat złożyło, że palarnia kawy w której pracuje Maja jest 50 metrów od mojego studia. Przechodziłem dziesiątki razy koło tej kawiarni i sobie mówiłem – wejść , nie wejść, wejść , nie wejść – a o czym w ogóle będziemy gadać. A chrzanić to, dobra, wchodzę  - Cześć Maja, co tam u Ciebie. Wypiliśmy po kawce, zaprosiłem ją do studia  i wiesz co – dwa spotkania i mieliśmy już 2 numery prawie zrobione.  I tak to się zaczęło. I na to wszystko Krzysiu Rakowski  dołożył swoją kropelkę; po naszym spotkaniu akurat dostałem mejla od Krzysia Rakowskiego z pytaniem: co tam u was. A ja odpisałem że składamy się do kupy.  Odpisał – no to graty na Castle Party. Hmm - no to gramy. I tak to wyglądało.

AR: Rok później wystąpiliście na festiwalu.

DP: Wystąpiliśmy i powiem że jak do tego Castle Party była taka cenzura: no dobra, no to zagramy ten koncert, może zagramy z 2, 3 koncerty. Zobaczymy, co z tego będzie. A po Castle Party, jak zobaczyliśmy reakcję ludzi, ileśset, a może tysięcy bo pod sceną było full, po prostu opór ludzi, którzy zaczęli z nami śpiewać piosenki, gdzie my, na tej scenie po ładnych  iluśtam latach a ludzie kojarzą teksty i to nawet nie ludzie w wieku 40 lat, tylko ludzie  w wieku 20,  22, 25 lat śpiewają całe piosenki. Po zejściu ze sceny ja już wiedziałem: robimy płytę, gramy dalej, zobaczymy co się będzie działo.

AR: Na płycie, która kilka tygodni temu przyleciała, muszę przyznać że  - a że mam ją akurat w ręce aby było fajniej ….

DP:  … z żałością musisz stwierdzić, że nie ma czego słuchać? (śmiech)

AR: …  Wręcz przeciwnie! Jest parę ciekawych utworów, ale to co mnie zainteresowało - pojawiły się trzy utwory  z Twoich wcześniejszych projektów.

DP: Tak, Pojawiły się. Dlatego się pojawiły, gdyż po albumie Candra miałem w głowie utwory na kolejny album. Te utwory były po części robione tak jakby miały być jako naturalna kontynuacja płyty Candra. Wiadomo,  życie potoczyło się inaczej. Próbowałem je realizować w innych projektach,  nie wyszło, potem zarzuciłem temat. A teraz stwierdziłem przy reaktywacji zespołu, że są to na tyle fajne numery,  że warto je przearanżować, dostosować do współczesności  i one śmiało się obronią. I mam nadzieję, że tak właśnie się stało.   

AR: Ale brakuje jednego utworu: 2 Faces. Został zaprezentowany publiczności wcześniej, bardzo fajny teledysk,  ciekawy rytm, a jednak go nie ma na albumie.

DP: To też jest proste – on się totalnie nie miksował. Próbowałem kilkunastoktronie,  dodawałem, odejmowałem instrumenty, próbowałem stopę, zmieniałem  brzmienia poszczególnych instrumentów  - on po prostu nie siedział. Potem sobie zdałem sprawę że pakowanie skrzypiec, chórów  gospelowych,  twardej elektroniki,   męskiego głosu i tego wszystkiego  w jeden kawałek  to jest może jak na mnie ciut za dużo.  Powinienem jakoś zupełnie  do tego kawałka inaczej podejść.

AR: A jednak znalazłeś utwory, które zawierają wspomniane elementy na waszym albumie. Bardzo podoba mi się elektroniczne podejście i bardzo zbliżone – ale to moje porównanie – wiem, że nie lubisz porównań, do surowości jaką zaprezentował Anthony Gonzalez w M83 na choćby Saturday=Youth,  gdzie waszym wspólnym elementem jest m.in. powrót do instrumentów w klimacie lat 80tych.

DP: To musze się w słuchać, bo nie objechałbym aż tak, ale muszę posłuchać aby zobaczyć. Może masz coś racji, gdyż jest to album elektroniczny, chociaż, tak jak ktoś mi zwrócił ostatnio uwagę,  powiedział: ten album bardzo akustyczny. Ja rzeczywiście sobie zdałem sprawę, że tej elektroniki jest dosyć  sporo – jest flet poprzeczny, są skrzypce, gitara akustyczna, dużo pianina – tych instrumentów jest jednak sporo. Są chórki ludyczne Asi Lacher w kawałku „Zabiłam siebie”. Tam trochę się dzieje akustycznie.

AR: Jest to bardzo ciekawy album, aczkolwiek jeszcze podchodzę do albumu z rezerwą,  jest w trakcie obsłuchania gdzie wyłapuję smaczki mam nadzieję że nie będę wrogiem #1 po recenzji. 

(śmiech)

AR: Po pierwszych przesłuchaniach przychodzi takie jedno może dziwne pytanie:  Czy przypadkowa jest kolejność Kołysanki oraz Meren Re – Dobranoc?

DP: Tak, jest przypadkowa. Jeżeli rozczarowałem kogoś to bardzo mi przykro.  Z Kołysanką jest tak, że szczególnie Mai numery   - te takie spokojne, melancholijne, one są na zakończenie płyty. Ale tutaj było takie bicie się trochę, ponieważ Meren Re – Dobranoc jest takim idealnym kawałkiem na zakończenie. Coś trzeba było z tym zrobić, więc najlepiej dać to do wspólnego towarzystwa i jakby to zakończenie się robi takie trochę podwójne.  Ale chyba to miejsce było dla tych utworów najlepsze.

AR: A jakby je zamienić miejscami?

DP: A to można, jak ktoś ma taką możliwość  to zgrywa sobie to na komputer i zamienia (śmiech) .

AR: Właśnie tak zrobiłem, i nabrało to zupełnie nowego wydźwięku nadając pewnej ciągłości.

DP: A jak podoba się wersja Meren Re takiej długaśniej, koncertowej?

AR: A to zostawiamy do oceny słuchaczy, gdyż pozwolę sobie go nie opisywać w recenzji. Aczkolwiek, Kołysanka to bardzo udany utwór. Jakie macie plany po wydaniu tego albumu?

DP: Plany to 3 koncerty dzień po  dniu, potem będą kolejne trójki – z czego Wrocław będzie na pewno, bo we Wrocławiu mamy bardzo dobre przyjęcie.  Ostatnio graliśmy w Liverpoolu rok temu i było naprawdę bardzo fajnie więc na pewno w tym roku będziemy we Wrocławiu .

AR: No to się tam na pewno spotkamy …

DP: No mam nadzieję! (śmiech)

AR: A pytanie z innej beczki, gdyż jesteś wyznawcą kultury wszelakiej, nie tylko muzycznej, tak szczerze: co ciekawego Twoim zdaniem pojawiło się w X Muzie?

DP: Co się u mnie w filmie pojawiło? Dużo, ale może mniej niż chodzi o tytuły. Oglądam bardzo dużo filmów ale  pod kątem słuchania muzyki i dopasowywania do filmu. Ponieważ ostatnio skupiłem się na tworzeniu portfolia do muzyki filmowej,  którą zawsze marzyłem robić i teraz jest mi to troszeczkę dane i zaczynam się wkręcać w tym temacie. Jestem pod wrażeniem nowego Blade Runnera.  Ktoś potrafił wrócić do starych brzmień jakie dawał pierwszy Blade Runner. Mam dosyć muzyki Zimmera – (smiech) już nie daję rady z tym. Za to odkryłem gościa, który współpracował z Zimmerem, to jest Zack Hemsey. On zrobił utwór do  The Equalizer z Denzelem Washingtonem.  Film pojawił się dwa lata temu, bardzo fajna muza,  taka niezimmerowa, nie ma tego że hulają orkiestry po łąkach, tylko twarda muza. W jednym kawałku śpiewa Marylin Manson. Zapadam w kierunku muzyki filmowej stąd też dużo oglądania filmów.

AR: To także słychać na albumie, w poszczególnych utworach pojawiają się delikatne  tematy filmowe, związane z ilustracją.

DP: Tych może być więcej w przyszłości, ale to już będzie takie niekontrolowane przeze mnie, pewnie jako naleciałości z racji tego, że robię to codziennie i komponując nowy materiał Moonlightu, znając siebie  zapewne gdzieś coś tam przemycę.

AR: A jak wspominasz o nowym materiale – zajawki na nową płytę?

DP: Wiesz co – zajawki na razie są w głowie.  Myślę sobie nad ogólną koncepcją płyty. Muszę wydumać sobie o co mi chodzi, a  potem będzie ciach.

AR: Wydawnictwo, w którym wydaliście album to w zasadzie jest wasze.

DP: To wydawnictwo jest nasze, to generalnie firma naszej managerki. Zobaczymy jak będzie. Na razie nie widzę żadnej różnicy między wielką korporacją a wydawaniem płyty samemu, szczególnie w dzisiejszych czasach .

AR: Dzisiaj mamy nowe kanały dystrybucji muzyki – to są firmy streamingowe, dystrybucja elektroniczna,  jak się na nie zapatrujesz?

DP: Bardzo dobrze! Polecam każdej młodej, nowej kapeli aby zgromadzić fundusze i samemu wydać materiał. Każdy ma znajomych grafików,  kogoś kto zrobi okładkę, część muzy można zrobić w domu i zrobić to małym nakładem finansowym. Ale najbardziej to zadbać o dystrybutora. Mieć swoje wydawnictwo, ale dobrą, dużą bazę dystrybucji. Są takie firmy, które globalnie tym się zajmują, za niewielki procent. My na przykład jesteśmy w takiej firmie, która nas wrzuca za jednym zamachem na wszystkie kanały dystrybucji  elektronicznej, a druga firma rzuca nas w kanał dystrybucji analogowej  - sieci Mediamark, Empik itd. Jednocześnie nie mając nic do materiału. Nie jest to jak bywało kiedyś, gdy firma brała materiał, 90% i 10% zostawało zespołowi  i działo się  tak naprawdę tyle, jakby zespół nie miał żadnego kontraktu.  A jeszcze gorzej, bo był związany z tą firmą.

AR: A jak to ma się dzisiaj z punktu widzenia zespołu wchodzącego w dystrybucję elektroniczną, kiedy korzysta się z tinderów, shazamów, spotifajów – a jednocześnie promocyjnie pojawiają się klipy na youtube. Czy to nie jest troszkę jak strzał w kolano?

DP: Wiesz co, tu sytuacja stawia wszystkich pod ścianą. Od czasu kiedy zaczęło się mocno szerzyć piractwo internetowe a to już wiemy trwa kilkanaście lat, to nie ma sposobu ochrony tej płyty.  Takie jest moje zdanie – ludzie musieliby tych 10 lat sobie nakraść,  tych płyt, materiałów z Internetu  i te wszystkie zespoły tutaj były stratne. A teraz zaczyna się od nowa tworzyć ta kultura. Dużo jest jednak osób, które chcą kupić tę płytę dla tej płyty, żeby ją po prostu mieć z tą okładką, wkładką, z autografami. Druga część woli skorzystać z iTunes czy Google Music i podobnych aby mieć święty spokój. Oczywiście dotyczy to także zamożności społeczeństwa.  Jak człowiek ma więcej to nie chce mu się zasysać niczego z Internetu, skoro może za 30 zł  kupić to legalnie. Pomału nasz lokalny rynek i odbiorcy zaczynają do tego dojrzewać. Że tak jest łatwiej, lepiej i przyjemniej.

AR: Z jednej strony jest łatwiej, przyjemniej, z drugiej nabywając plik faktycznie nabywamy tylko prawo do odtworzenia pliku na ograniczonej bądź nie ilości urządzeń, ale już nie posiadamy fizycznie nośnika.

DP: No zgadza się, ale wtedy możemy za te 30 zł kupić legalny nośnik.

AR: O ile jeszcze będą sklepy muzyczne gdzie będzie można nabyć ten nośnik..

DP: (Śmiech) – jeszcze są te molochy typu Empik, gdzie można to kupić fizycznie.

AR: Myśleliście o wytłoczeniu płyty winylowej?

DP: Tak. Ale dużo się dzieje u naszej managerki, lata za naszymi rzeczami i temat przesunęła na dalszy plan. Jeszcze 3 miesiące temu rozmawialiśmy o tym a może zrobić tych trzysta winyli, zobaczyć co się wydarzy. Tak że temat nie umarł i możliwe że na wiosnę wrócimy do tego tematu  aby wydać krążek w jakiejś mniejszej ilości i zobaczyć czy on pójdzie.  Mamy oddźwięk że tych koneserów, którzy chcieliby mieć tę płytę, nawet niech ona kosztuje 70 zł, ale mieć ją,  jest coraz więcej. Ludzie się pytają o te analogi.

AR: Analogowa płyta wróciła do łask przede wszystkim przez charakter. Przez brzmienie i przez charakter. Przez to, że wyrósł także rynek koneserów.

DP: Zauważ, że duże sieci wprowadziły do oferty gramofony! Jeszcze 10 lat temu próbowałem kupić adapter, to gość w Media popatrzył na mnie jak na Marsjanina.

AR: … dzisiaj kupisz nawet w popularnym dyskoncie

DP: Dzisiaj można go kupić nawet w Biedronce czy Lidlu. Rynek reaguje od razu. Jeżeli jest zapotrzebowanie to  sklepu zareagują. Dzisiaj jest popyt na pietruszkę, jutro na gacie i baterie aż tu nagle masz dzień z analogami, gramofonami.

AR: Tak  - tylko patrzeć jak odpalą dystrybucję elektroniczną muzyki i kanał filmowy …. Ale jak już jesteśmy przy kanałach – jako do muzyka, konesera muzycznego i filmowego – ostatnio w oko mi wpadł na jednym z kanałów serial „Black Mirror” …

DP: Bardzo! Bardzo wciągający! Bardzo fajny!

AR: Bardzo wciągający, gdzie są tematy czarnowidztwa odnośnie przyszłości, czy także czarne wizje  aktualnych możliwości cyfrowych, ukazanych w krzywym zwierciadle w  kontrowersyjnej  postaci oraz ciemnych stron człowieka, jakie wychodzą na styku technologii.

DP: Dla mnie to jest zdigitalizowana wersja starych opowieści z krypty.  Nie wiem czy widzisz tę analogię.

AR: Jest jakaś analogia….

DP: Tam zawsze było story, w którym nie wiadomo jak się właściwie skończy i gdzie tego bohatera ta akcja poniesie.  A z reguły zakończenie jest bardzo zaskakujące. A tu są te opowieści z krypty przełożone 20 lat do przodu. Masz ten świat nowoczesny, troszkę zgniły i tych bohaterów tam osadzonych.

AR: Tak – i poruszyłem to ku pamięci z powodu liryki albumu, gdyż mam nieodparte wrażenie że w warstwie lirycznej wspólnie z Mają gdzieś podświadomie próbujecie nam też taką wizję  mrocznego spojrzenia na świat przemycić.

DP: Bo ja wiem? Ciągle gdzieś  tam pałętam się w dziedzinie stosunków międzyludzkich, spostrzeżeń, obserwacji. Tego gościa, który gdzieś tam zza rogu próbuje i obserwuje – to jest ta moja domena. Ale czy poszedłem rzeczywiście w takim kierunku? Nie wiem. Może.  Ale powiem Ci, że podsunąłeś mi właśnie pomysł. Tylko że to jest za krótko aby to w tekście napisać, taki do piosenki , która ma 4 minuty. Aby zrobić taką historię z zupełnie niespodziewanym zakończeniem …

AR: Mówisz koncept album? Opowiadanie?

DP: Opowiadanie można by było tak napisać, ale w teksty zawrzeć to wszystko byłoby ciężko.

AR: Wszystko  przed nami. Tak powiedziałem na wstępie przed włączeniem mikrofonu:  uważaj o czym marzysz, bo to się może spełnić.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.