ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 16.10 - Warszawa
- 17.10 - Wrocław
- 18.10 - Kraków
- 20.10 - Ostrów Wielkopolski
- 25.10 - Wałbrzych
- 09.11 - Wadowice
- 10.11 - Katowice
- 11.11 - Kraków
- 12.11 - Łódź
- 13.11 - Kielce
- 14.11 - Poznań
- 21.10 - Warszawa
- 22.10 - Wrocław
- 24.10 - Gdańsk
- 25.10 - Warszawa
- 26.10 - Poznań
- 22.10 - Warszawa
- 25.10 - Łódź
- 26.10 - Łódź
- 02.11 - Warszawa
- 03.11 - Kraków
- 09.11 - Poznań
- 10.11 - Warszawa
- 09.11 - Olsztyn
- 10.11 - Białystok
- 09.11 - Warszawa
- 10.11 - Wrocław
- 11.11 - Wrocław
- 12.11 - Warszawa
- 13.11 - Kraków
 

wywiady

27.03.2019

„Czuję się jak wieczny student, który ciągle poszukuje i tworzy” – wywiad ze Steve’em Shehanem

„Czuję się jak wieczny student, który ciągle poszukuje i tworzy” – wywiad ze Steve’em Shehanem
O odejściu z Hadouk Trio, kwestii koloru skóry w życiu artystycznym, inspiracjach treściami spoza kręgu tak zwanej world music oraz ostatnim albumie VIS opowiada na łamach naszego portalu ex-perkusista ww. tria (obecnie kwartetu) w latach 1998-2010 Steve Shehan.

ArtRock.pl: Co skłoniło Cię do nagrania VIS, płyty tak odmiennej od dwóch poprzedniczek: przesyconej arabskimi rytmami i śpiewem Nabila Othomaniego Awalin oraz opartej głównie na dźwiękach odkrytego na początku naszego stulecia idiofonu szwajcarskiego hang Hang with You? I gdzie tym razem poszukiwałeś inspiracji?

Steve Shehan: Jak już pewnie zauważyłeś, VIS to trzy różne płyty kompaktowe i trzy różne podejścia. Litera „V” to Visa Mundi. Jest to swego rodzaju nagranie live z odrobiną overdubbingu tu i ówdzie. Nagrań dokonaliśmy jako sekstet. Chciałem nieco odejść od ciągłego wykorzystywania hang w mojej muzyce i przy okazji podsumować w elegancki sposób cykliczną współpracę z muzykami, jakimi otaczałem się w ostatnich latach. Dokonałem więc ponownej aranżacji pomysłów napisanych dla Hadouk (Centaurea), jak również tych pochodzących z Hang with You. Szukałem inspiracji w baroku… u Vivaldiego, oraz w muzyce XIX wieku… np. Carmen [Bizeta].
Jak pogodzić te klasyczne pomysły z muzyką świata i jazzem? W moim przypadku oznaczało to powrót do potrójnej roli: bębniarza, basisty i pianisty. Równocześnie chciałem zaspokoić swoje dawne pragnienie i podjąć wyzwanie gry na fortepianie ze Steeve’em Brudeyem (głos, recytacja wierszy), wielkim i niezwykłym artystą, który nie boi się podjąć rzuconej mu rękawicy i stawić czoła wyzwaniu… Dwie noce z rzędu wspólnych, nieskrępowanych improwizacji. Drugiej nocy komponowałem sam, a Steeve dogrywał potem partie wokalne. Wyszło wprost niezwykle… Niebywała telepatyczna rotacja pomysłów. Tak właśnie powstało Incarnations, wypadkowa naszych karm, jak również … – jakby to powiedzieć? – … dojrzałe spojrzenie na bezznaczeniowość koloru naszej skóry. Steeve jest rosłym, czarnym typkiem, śpiewającym klasykę operowym głosem. Z kolei ja jestem białym perkusistą, który zarabia na życie grając muzykę świata. Tak więc odrzucamy wszelkie pozory i kolory. Na ironię losu sam dorastałem w rasistowskiej okolicy w południowej części Florydy. Oboje kochamy operę oraz pieśni niemieckich romantyków: Schuberta i Schumanna.
Trzecim krążkiem Stella Novae chciałem oddać hołd francuskiej poezji, ponieważ to ona uratowała moje życie, gdy będąc jeszcze nastolatkiem odkryłem dzięki niej prawdziwy pożytek obcowania z literaturą piękną. Otworzyła mi szerzej oczy i skierowała me zainteresowania w stronę innych literatur: japońskiej, niemieckiej, hinduskiej, szwedzkiej, iberyjskiej itd. Nagrywając Stella Novae skupiłem się na poezji francuskiej, niemieckiej, włoskiej i łacińskiej, włączając weń niedawno przeze mnie odkryty piękny sonet Michała Anioła (Allo Stesso).
Skąd zatem pomysł wplecenia do albumu trzeciego krążka Stella Novae? Wspólnie z moją partnerką, Talią, pomyśleliśmy, że będzie to dobrym posunięciem zarówno pod względem poziomu jakości, jak i tonażu inspiracji. Ponadto w tym samym czasie, co do dwóch pierwszych płyt, powstały również nagrania do Stella Novae.
VIS daje też możliwość wglądu w moją twórczość malarską. Pomimo że album składa się z trzech płyt CD, istnieje możliwość nabycia Visa Mundi sekstetu oddzielnie. Można więc samemu dokonać wyboru zakupu. Tak naprawdę mierzę się z wydaniem trzech kolejnych ukończonych płyt oraz dwóch innych z muzyką baletową. Ups. Czyste wariactwo! Czuję się jak wieczny student, który ciągle poszukuje i tworzy. W końcu człowiek uczy się przez całe życie.

AR: Co sprawiło, że opuściłeś Hadouk Trio po nagraniu Air Hadouk w 2011 roku?

SS: Prawie po 16 latach dorywczej współpracy z nimi [Loyem Elhrichem, Didierem Malherbe’em] zrozumiałem, że czas na mnie… pora zrobić krok do przodu. Tak bardzo jak upodobałem sobie pracę artystyczną z tymi dwoma mistrzami i wielkimi instrumentalistami, tak bardzo różne upodobania muzyczne i kierunki stylistyczne nas w końcu poróżniły. Ich chęci były zgoła odmienne od moich. Nie chciałem utknąć w wygodnym, choć poniekąd martwym punkcie powtarzalności pomysłów. Miałem wrażenie, że trochę obawiają się mojej niezaspokojonej ciekawości.

AR: Twoja ciekawość doprowadziła do tego, że sięgnąłeś po klawisze. Cały drugi krążek wypełniają operowe głosy, którym Ty akompaniujesz.

SS: Co do mojego podejścia do klawiszy, to na wszystkich swoich płytach gram właśnie na nich i basie. Odkąd pamiętam uwielbiałem grać na keyboardzie. Używałem go do komponowania muzyki począwszy od końca lat 70. Nie jestem zawodowym pianistą. Raczej instynktownie rozumiem grę na klawiszach i czasami na nich grywam; staram się to robić najlepiej jak potrafię. Mam bzika na punkcie Chopina, Ravela, Satie, Fauré, Mortona Feldmana, Reicha i in. Fortepian to taki tajemny ogród. Podobnie podziwiam teorbę (włoski instrument szarpany przypominający lutnię) i Roberta de Visée (lutnista francuski doby baroku), jak również gitarę klasyczną i jej mistrzów, takich jak Joao Gilberto, Manolo de San Lucar, Paco de Lucia. Moje horyzonty muzyczne rozciągają się od Coltrane’a do Beatlesów, od Led Zeppelin do Kurta Weilla itd. Nie zapominam również o magii muzyki pochodzącej z czterech stron świata; zarówno tej jawajskiej, azjatyckiej, afrykańskiej, południowo-amerykańskiej, jak również tej z kraju Złotych Piasków. Ach, mamy szczęście.

Rozmawiał: Tomasz Ostafiński

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.