ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 25.08 - Inowrocław
- 25.08 - Krościenko
- 29.08 - Kraków
- 31.08 - Warszawa
- 01.09 - Warszawa
- 02.09 - Kraków
- 01.09 - Płock
- 14.09 - Białystok
- 15.09 - Warszawa
- 21.09 - Warszawa
- 22.09 - Kraków
- 23.09 - Gdańsk
- 24.09 - Wrocław
- 26.09 - Warszawa
- 30.09 - Poznań
- 01.10 - Warszawa
- 12.10 - Warszawa
- 12.10 - Łódź
- 12.10 - Gdańsk
- 13.10 - Poznań
- 14.10 - Wrocław
- 16.10 - Katowice
- 17.10 - Łódź
- 18.10 - Toruń
- 13.10 - Łódź
- 13.10 - Warszawa
- 15.10 - Poznań
- 16.10 - Kraków
- 18.10 - Warszawa
- 17.10 - Warszawa
 

koncerty

06.06.2018

CAMEL, Zabrze, Dom Muzyki i Tańca, 03.06.2018

CAMEL, Zabrze, Dom Muzyki i Tańca, 03.06.2018

Pogoda w ostatnich dniach na Górnym Śląsku była niemalże pustynna, dopiero w weekend przechodzące burze ochłodziły nieco atmosferę, ale tylko chwilowo, bo już niedzielnego popołudnia wróciły pustynne upały, można więc powiedzieć, że nawet pogoda zapowiedziała ten koncert. Zarzuciłem więc na plecy swój fotograficzny garbik i miarowym krokiem, niczym wielbłąd, ruszyłem na spotkanie z muzycznym Camelem.

Po wejściu do Domu Muzyki i Tańca przywitała mnie prawie pełna sala, a paręnaście minut po godzinie 20 światła zgasły i przy dźwiękach intro Aristillus zespół zajął swoje miejsca. Zgodnie z tytułem trasy zespół wykonuje całą płytę Moonmadness, więc w bęben centralny wpasowany był wielbłąd z amerykańskiej wersji wydawnictwa - za wielką wodą Camel tak bardzo kojarzył się z marką papierosów, że wydawcy, by to ograniczyć, postanowili ubrać wielbłąda w skafander kosmiczny.

Zespół płytę odegrał bardzo poprawnie a po wieńczącym płytę Lunar Sea zniknął za kulisami na 20 minut przerwy, podczas której my skorzystaliśmy z okazji, by uzupełnić płyny, gdyż atmosfera na sali była bardzo gorąca.

Druga część koncertu rozpoczęła się z pewnymi problemami technicznymi - przez jakiś czas jakość dźwięku była bardzo obniżona, jakbyśmy słyszeli muzyków z odsłuchów. Żeby jakoś zająć publiczność Andy wstał ze swego krzesełka i podszedł do brzegu sceny, by zmniejszyć dystans i przywitać się bardziej bezpośrednio, przynajmniej z pierwszym rzędem publiczności, co zostało nagrodzone aplauzem. Technicy rozwiązali w tym czasie problem z dźwiękiem i ruszyliśmy w podróż przez lata twórczości zespołu.

Co prawda Andy Latimer, tym razem z racji posadowienia na krzesełku, był podróżnikiem bardziej stacjonarnym, lecz reszta zespołu starała się to nadrabiać - dla mnie objawieniem koncertu był Pete Jones - jego solo saksofonowe podczas Rajaz porwało mnie bez reszty, jak i całą publiczność zgromadzoną w sali - nagrodzone zostało wielkimi brawami. Bardzo spodobała mi się koncertowa wersja dynamicznego Coming of Age, której gitarowe riffy miło mi drapały zmysły.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i pierwsze dźwięki Long Goodbyes zasmuciły mnie bardzo - podróż dobiegała końca. Przedstawienie zespołu, ukłon w kierunku publiczności i zespół zniknął za kulisami. Na szczęście udało się muzyków wywołać na bis, rozpoznawalny od pierwszych świdrujących uszy dźwięków - Lady Fantasy. Niestety kolejny raz, pomimo owacji na stojąco, zespołu nie udało się wywołać. Światła w sali zaświeciły się. Kolejna podróż z wielbłądem dobiegła końca.

Zdjęcia:

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.