ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 18.10 - Warszawa
- 20.10 - Bydgoszcz
- 21.10 - Gdańsk
- 18.10 - Toruń
- 20.10 - Kraków
- 21.10 - Warszawa
- 19.10 - Łódź
- 19.10 - Łódź
- 20.10 - Warszawa
- 20.10 - Warszawa
- 21.10 - Łódź
- 22.10 - Wrocław
- 23.10 - Kraków
- 23.10 - Wrocław
- 24.10 - Warszawa
- 25.10 - Kraków
- 26.10 - Łomża
- 27.10 - Ciechanów
- 28.10 - Łódź
- 26.10 - Łódź
- 26.10 - Łódź
- 27.10 - Łódź
- 28.10 - Łódź
- 29.10 - Warszawa
- 01.11 - Warszawa
- 02.11 - Kraków
- 02.11 - Łódź
- 04.11 - Łódź
- 04.11 - Warszawa
- 05.11 - Łódź
 

felietony

16.09.2018

"Jesteśmy innym zespołem", czyli Riverside z „Wasteland” w U22

13 września, niecałe trzy tygodnie przed premierą swojego siódmego albumu, grupa Riverside zaprosiła dziennikarzy i przyjaciół zespołu do niewielkiego warszawskiego studia U22 na przedpremierowy odsłuch nowego materiału…

Choć spotkanie miało miejsce w czwartek, odbywało się w ramach tradycyjnej już inicjatywy ZPAV „Piątki z nową muzyką”. Samo wydarzenie miało dwie odsłony. W pierwszej z nich odtworzono zebranym pięć, nigdzie dotąd nieprezentowanych, kompozycji z „Wasteland” przeplatanych komentarzami Mariusza Dudy. W drugiej, formacja, a w zasadzie 2/3 Riverside, w osobach wspomnianego Dudy na wokalu i gitarze oraz Michała Łapaja na klawiszach, zagrała krótki, akustyczny set.

Po wybrzmieniu inaugurujących wieczór „The Day After” i „Acid Rain” lider Riverside powiedział tak: Pewnie zauważyliście, że nasze brzmienie trochę się zmieniło […] Płyta „Wasteland”, tak jak tu widać na okładce, jest w temacie post-apo. Bardzo chcieliśmy to wykonać po swojemu, więc Travis Smith zrobił nam okładkę w typowo Riverside’owym stylu. I wskazując na widniejącą na ekranie okładkę dodał nieco żartobliwie: nie chcieliśmy robić tutaj Pałacu Kultury porośniętego trawą. Chcieliśmy zrobić coś innego. Temat post apokalipsy, a więc końca świata, sugerował, że brzmienie musi być zakurzone i brudne. Przestrzeń, która była na „Love, Fear and The Time Machine” jest już inna. I pomyśleliśmy sobie, że fajnie byłoby na tym albumie zrobić kilka różnic. Jedną z takich podstawowych jest inne brzmienie gitary, która jest połączeniem brzmienia przesterowanego basu właśnie z  gitarą. Dlatego nie jest to taka typowo metalowa gitara – a taką kiedyś podobno mieliśmy (śmiech). Brzmienie jest zatem dosyć specyficzne. Postanowiliśmy ponadto, że będziemy mieli znacznie potężniejsze brzmienie perkusji. Pomyślałem sobie również o czymś takim, jak zmiana linii wokalnych. Podczas „Towards The Blue Horizons Tour” zdecydowałem się, po 40 latach (śmiech), wybrać do nauczyciela śpiewu, żeby wzmocnić nieco swój styl śpiewania, aby na trasie nie było takich sytuacji, że tracę głos po 4 – 5 koncertach, co mi się zdarzało. I ten nauczyciel śpiewu powiedział mi, że mam bardzo ładny baryton i szkoda, że go nie używam w zespole. Zapytał: dlaczego tego nie robisz? Odpowiedziałem, że z reguły, jak zespół gra, to trzeba go przekrzyczeć, aranżacje wymagają tego, abym śpiewał wyżej. Na co on odpowiedział: to zmieńcie aranżacje. Tak więc na nowej płycie zmieniliśmy aranżacje a ja postanowiłem, że będę śpiewał też niskim głosem.

Na dowód tych słów za chwilę wybrzmiał czwarty na płycie „Guardian Angel”, który faktycznie pokazał zupełnie inny sposób śpiewania wokalisty Riverside. A zaraz po nim artysta kontynuował: Zdałem sobie sprawę, że Riverside nigdy nie grało progresywnego metalu, zawsze grało coś, co ja pozwoliłem sobie nazwać rockiem melancholijnym i taki rock znajduje się w różnych barwach na płycie „Wasteland”. Muzyk wrócił jednak wkrótce do tematyki wspomnianej post-apokalipsy: Dlaczego taki temat? W 2016 roku zmarł nasz gitarzysta, Piotr Grudziński, i zostaliśmy sami. Pomyślałem sobie, że skoro w zespole wydarzył się koniec świata, to dobrze byłoby, aby taki temat pojawił się na nowej płycie. W związku z tym postanowiliśmy też, że będziemy trio na tym nowym krążku. I jako trio skomponowaliśmy materiał, jednak poprosiliśmy gości. Ja gram na gitarze, ale nie wszędzie. W utworze, który usłyszeliście przed chwilą, Maciej Meller zagrał solówkę, gra też w utworze „River Down Below”, który pojawił się już na YouTube. Natomiast w kolejnej piosence, którą tu zaprezentujemy, zagrałem solo. Kompozycja „Lament” jest czymś nowym w Riverside. Szukałem czegoś, co nie jest brytyjskim rockiem, czymś, co może być nasze, rzekłbym wręcz – słowiańskie – i pomyślałem sobie, że pierwszą zmianą jaką można zrobić, to wprowadzenie zupełnie nowego stylu śpiewania. Upodobałem sobie takie rzewne melodie. Taka jest na przykład w „The Depth Of Self-Delusion” (tu wokalista zanucił fragment linii wokalnej). Jest tam taka rzewność, w której unosi się gdzieś… Seweryn Krajewski (śmiech). Strasznie mi się to podoba. Postanowiłem pójść za ciosem i komponować takie melodie. I „Lament” jest właśnie taki słowiański. Już za tydzień będzie do niego zaprezentowany teledysk, który kręciliśmy w Pańskiej Skale w Czechach. Jako trio chodzimy tam po tych wszystkich skałach i mamy nadzieję, że od strony wizualnej spodoba się to. W utworze tym wystąpił gościnnie Michał Jelonek z zespołu Hunter. Michał gra na skrzypcach i tutaj te skrzypce będzie można usłyszeć. Dzięki nim ta rzewność i ta polskość są jeszcze mocniej podkreślone.

Już po wybrzmieniu kompozycji „Lament”, w istocie niosącej nową jakość w muzyce Riverside, Duda jeszcze raz podkreślił rolę skrzypka (który nie mógł dotrzeć na spotkanie, gdyż był na koncercie na Litwie). Zaakcentował ponadto fakt, że w ten sposób pojawił się nowy instrument na albumach Riverside i nie ukrywał, że gra Jelonka wniosła bardzo wiele do nowej płyty. A zaraz potem powrócił do tematyki post-apokalipsy: Koniec świata, a zatem też powrót do pierwotnych instrumentów. Wyobraziłem sobie kogoś, kto ocalał po zagładzie nuklearnej i jedyny instrument jaki mu został, to gitara akustyczna. Stara i zniszczona. I tak powinny brzmieć te piosenki – stare i zakurzone. Dlatego na nowym Riverside nie ma elektroniki, nie wyobraziłem sobie, żeby tam przetrwały jakieś syntezatory. To miał być powrót do surowego grania. I dlatego też ta przestrzeń, która była wielokrotnie w Riverside gdzieś tam w drugim, trzecim, czy czwartym planie też zniknęła. Bo chcieliśmy, aby ta płyta była bardziej surowa. I pokazywała te emocje, które przez dwa lata w naszym zespole wirowały, zresztą nie tylko w zespole, ale też prywatnie. Wydaje mi się, że chyba dopiero na tym albumie słychać wyraźnie wszystko to, co nie zostało wcześniej powiedziane. Stworzyłem dwie płyty Lunatic Soul, na których miałem rozliczyć się z bólem. Ale to było bardziej maskowanie bólu i wyobrażanie sobie tego jak żyję bez niego. Natomiast, chyba podświadomie, całe to rozliczenie czekało na ten moment, nowy Riverside. I tak się stało. Ta „pierwotna gitara” pojawia się tu bardzo często. Na tym krążku jest jakby osią przewodnią. Oczywiście przesterowaliśmy ją w wielu momentach, żeby było bardziej rockowo.

Już trochę reasumując wokalista podkreślił, że to niskie śpiewanie, gitara oraz ta swoista „polskość” to elementy, które na „Wasteland” odgrywają dużą rolę. Zauważył jednak także zmiany w brzmieniach, za które odpowiada klawiszowiec formacji, Michał Łapaj: Michał specjalnie zrezygnował z klasycznego brzmienia stringów, takich padów, które zawsze zalewają płyty wszystkich zespołów z gatunku rocka progresywnego. Tutaj jest tylko melotron, Rhodes, Hammond i pianino. I to też sprawia, że robi się tak troszkę surowiej.

Tego wieczoru muzyk – tłumacząc w jaki sposób narodziła się tytułowa kompozycja „Wasteland” - powrócił jeszcze raz do tematyki owej polskości i zastanawiał się skąd u niego taka słabość do niej i na czym wreszcie ona polega w muzyce: Czy skrzypce i góralska muzyka to jest polskie? A co zespoły rockowe mają polskiego? Polski punk? Umówmy się, czy byłby taki w latach 80 – tych, gdyby nie zespół The Police. Ale jednak wytworzyliśmy swój styl i takie zespoły jak Republika brzmiały jak najbardziej po polsku. Wracając jednak do tych melodii, to myślę, że jest w nich gdzieś taki patriotyczno – religijny klimat. I jakby się z tego nie śmiać, myślę, że jest to w nas. Przypomniałem sobie czołówki do „Czterech pancernych i psa” oraz „Pana Wołodyjowskiego” (tu muzyk po raz kolejny zanucił doskonale znany temat) i pomyślałem – może ja też zrobię coś w tym stylu?  Zacząłem grać na gitarze i śpiewać niskim basem. Chciałem, żeby to było nasze, a wyszedł mi… Johnny Cash, Ameryka i western (śmiech). Poszliśmy dalej za ciosem i pamiętam, że została wymyślona melodia, która – jak to powiedział Michał – brzmiała jak z westernu „Dobry, zły i brzydki”. Więc  i ja postanowiłem, że zaśpiewam tak (tu po raz kolejny Mariusz Duda pokazał próbkę swoich wokalnych możliwości), aby zabrzmiało to jak kobiecy głos, jak u Ennio Morricone. Michał wtedy powiedział: mam dzwon! I tak narodził się utwór tytułowy „Wasteland”. Bo innego tytułu nie można było znaleźć. To jeden z dłuższych utworów, ponad 8 minut, w którym po wstępie á la „Pan Wołodyjowski” całość rozrasta się do westernowego koncertu.

Po raz kolejny wokalista odniósł się także do usilnego szufladkowania formacji i przypinania jej łatki grupy progresywnej: To jest już na pewno inne Riverside. Nie ma tu takiego klasycznego rocka progresywny w stylu Genesis, czy czegoś w tym stylu. Chcieliśmy odrzucić tę szufladkę progresywnego metalu, która się za nami ciągnie od wielu lat. Ostatnio trafiliśmy na listę Spotify pod hasłem progressive metal! To jest mistrzostwo świata. Tym samym jesteśmy obok Nergala  (śmiech). I pewnie już zawsze tak będzie, że… gramy jak Dream Theater. Dla mnie płyta „Wasteland” jest pierwszą, która nie jest klasycznie progresywna. Prędzej chyba, wyszedł nam z tego jakiś rock alternatywny.

I jeszcze jedna kwestia wynikająca z braku Piotra Grudzińskiego: To nie do końca tak jest, że jak nie ma z nami Piotra, to zniknęły te wszystkie piękne solówki. My moglibyśmy je wszystkie odtworzyć, ktoś inny mógłby to zrobić, Maciek wszak gra pięknie na gitarze. Moglibyśmy też wykorzystać te same brzmienia, ale to byłoby udawanie kogoś innego. Teraz, mimo wszystko, jesteśmy innym zespołem i ten inny zespół musi grać muzykę, która jest w stylu Riverside, ale tak, żeby było słychać, iż jest to coś innego.

Utwór „Wasteland” zakończył prezentację płyty i po kilkunastominutowej przerwie Mariusz Duda (z gitarą) i Michał Łapaj (za klawiszami) zagrali krótki, 20 – minutowy set, na który złożyły się cztery utwory, w tym trzy premierowe. Zaczęli od kończącego płytę The Night Before, który zabrzmiał w albumowej wersji. Pozostałe kompozycje – nowe Vale of Tears i Lament oraz starszy 02 Panic Room - zostały mocno przearanżowane i wypadły doprawdy intrygująco. Cóż, wszyscy ci, którzy zdecydują się zajrzeć już niebawem do któregoś z Empików będą mieli okazję usłyszeć ten zestaw na żywo.

Zdjęcia:

Riverside w U22, 13.09.2018 Riverside w U22, 13.09.2018 Riverside w U22, 13.09.2018
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.