ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Marillion ─ Script For A Jester's Tear w serwisie ArtRock.pl

Marillion — Script For A Jester's Tear

 
wydawnictwo: EMI Records Ltd 1983
 
Script For A Jester's Tear - 8:39
He Knows You Know - 5:23
The Web - 8:48
Garden Party - 8:16
Chelsea Monday - 8:16
Forgotten Sons - 8:21
 
Całkowity czas: 47:43
skład:
Fish - vocals / Steve Rothery - guitar / Pete Trewavas - bass / Mark Kelly - keyboards / Mick Pointer - drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 8
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 3
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 2
Album jakich wiele, poprawny.
› 2
Niezła płyta, można posłuchać.
› 4
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 9
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 22
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 62
Arcydzieło.
› 295

Łącznie 407, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
30.01.2002
(Recenzent)

Marillion — Script For A Jester's Tear

“... Bard wciąż trwa przy swym władcy, chociaż teraz mógłby już śpiewać w bardziej szlachetnych i możnych domostwach. Kwestia dumy z własnego dzieła: wszak zbudował ten dwór mocą swej pieśni, z przypadkowo zebranych słów ułożył kodeks – a może epitafium – królestwa ....”

Czy może być lepszy przykład klasyki nowej progresji ?
Czy Marillion powinien się znaleźć w tym dziale ?
Czy na pewno wybrano najbardziej ważną płytę ?
...
Czy zadajemy właściwe pytania ?

Oto zatem mamy kolejny rok bezkrólewia, po latach zamętu i pożogi wznieconej ze stosu płyt niosących przeintelektualizowane przesłanie dla potomnych. Pamiętam, jak przed laty, kuląc się w ciemnościach, słuchałem słów barda z nieufnością i udręką. Znałem już wtedy ludzi ... może po trochu sercem dziecka, ale któż zliczy dziś mój wiek ... wtedy wydawało mi się, że lata spędzone w samotności liczą się poczwórnie. Wtedy – wiosną 1983 – nagle pojawia się nowy władca, niosący odważnie światło wśród nadciągających zewsząd ciemności. Pamiętam jak dziś ... stoję na deszczu, z otwartego okna dobiega mnie głos poety mówiący...
„A więc znów jestem na placu zabaw złamanych serc,
Jeszcze jedno doświadczenie, jeszcze jedna notatka
We własnoręcznie napisanym pamiętniku
I zarazem jeszcze jedno emocjonalne samobójstwo”

Boże – pomyślałem – to ja, ktoś wszedł do mojego serca i wywrócił je na drugą stronę. Wszyscy już widzą, jaki jestem. Dlaczego stoję w kącie, duszę w sobie słowa i uczucia. Chciałoby się krzyczeć, że wreszcie wiedzą ! Że nie będę musiał już nigdy wkładać maski, by zapewnić poklask tłumów lub rodziny ! Że oto całe kłamstwo tego świata jest bezradne wobec oddanego w jasyr – przepisem na błazeńskie łzy – serca. Co z tego, skoro ...
„Ja wiem, ty wiesz ... lecz wciąż są problemy”

Script for a Jester’s Tear to klasyka absolutna. To 47 minut nieprawdopodonego nagromadzenia tych wszystkich emocji, co składają się na ludzkie życie. Kompozycja tytułowa, otwierająca płytę zaczyna się od szeptu wokalisty. Od tych wersów, które powinien znać każdy fan dobrej muzyki. I nieważne, czego i kogo wielbicielem się tytułuje. „So here I am once more” to tekst tego samej jakości, co niezapomniane What A Wonderful World, Epitaph, (I can’t get no) Satisfaction czy Another Brick In The Wall … po prostu trzeba tego posłuchać. A rozpacz po niewinności, którą tracimy poprzez ten świat bezlitosny sama wejdzie w wasze umysły i już nic nie będzie takie jak kiedyś.

Marillion stworzył nową jakość w muzyce. Praktycznie od debiutu tego zespołu zaczęto mówić o tzw. Odrodzeniu Rocka Progresywnego. Czy słusznie … nie odpowiem na to pytanie. Nie odpowiem, gdyż nikt nie powinien zadawać takich pytań. Jeśli miałbym cokolwiek porównywać, powiedziałbym, że prawdą jest, iż w muzyce tej zawarto i wyraźnie zaznaczono każdy element, z którym kojarzymy rock progresywny. Budowany przez instrumenty klawiszowe nastrój, ekspresję partii gitarowych, zmiany tempa. I teksty, przede wszystkim teksty.
„Odtwarzam swoją klasyczną rolę męczennika
Bohatera o wykrzywionym uśmiechu
Gdy wykrwawiam rymy tej piosenki
Opisuję rytuały, którymi mam naprawić swoje błędy”

Ta pieśń mnie porywała. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jakie naprawdę są rzeczy, o których śpiewa bard. Niby … opisywały moją rzeczywistość, poczułem się ważny, że o mnie samym śpiewa taki ktoś z dalekiego kraju. Ale jednak teraz myślę, że słowa barda „… nie wnosiły światła w ludzką ciemność, były iluzją, pochlebstwem wirem wciągającym w ciemną gorączkę, rośliną kwitnącą w środku lata, tańczeniem walca z miotłą… A mimo to porywały mnie …”

Dlaczego ? Wsłuchajcie się, proszę, w krzyk wokalisty, że nawet Błazen płacze. W jęk gitary kończący płytę w Forgotten Sons. W ciszę … zapadającą na ułamek sekundy (na koncertach trwało to znacznie dłużej) po okrzyku „Halt, who goes there …” I dalej w szeptem oznajmionym przybyciu „Death, approach’ friend”. Od pierwszego przesłuchania płyty towarzyszył mi strach, że „… sławny będę przez sekundę, a odznaczony już po śmierci”. Na szczęście los ten nigdy się nie ziścił, choć nie zapomnę uczucia bezsilności, gdy dokładnie w dzień 18 – stych urodzin stanąłem prze Wojskową Komendą Uzupełnień. To wszystko jest na tej płycie. Ta dojrzałość wieku dziecinnego (!) przenika do nas z każdej sekundy muzyki, towarzyszy w każdym z sześciu długich, bo prawie (lub ponad) ośmiominutowych utworów. Któż z nas nie wierzył, że katalogowa piekność będzie czekać na niego, młodego tarzana w białym Capri. Zwłaszcza, że szczytem marzeń w tamtej Polsce był kupiony na przedpłaty Mały Fiat czy inny Polonez. Sam przyznaję, że odpychałem i jednocześnie przyciągałem do siebie blichtr wyśmiewany przez Fisha w Garden Party. Wtedy…, wtedy pragnąłem takich zabaw. No, ale cierpliwości moje perfumowane dziecko. Wydawało ci się, że trzymasz klucze do królestwa, a tymczasem okazało się, że po prostu spoglądasz przez ideał.

Na koniec chwila o porównaniach. Płytę, jak i zespół nie omieszkano porównywać do pewnego innego zespołu z Wielkiej Brytanii. Silono się na złościwości, że Forgotten Sons to nowsza wersja …, że Script for a Jester’s Tear to …, a Grendel … Czy to ważne ? Moim zdaniem ani przez moment. Ważne jest, aby muzyka poruszała. By niosła przesłanie, nadzieję i radość z każdej przeżytej chwili.

A gdy jeszcze – przy okazji – wyjdzie na jaw, że to tylko początek, że są setki takich zespołów, jak Marillion, które czekały na znak by się ujawnić … tylko się cieszyć. Teraz – z perspektywy prawie dwudziestu lat wiemy, że Marillion jeszcze przez kilka najbliższych lat będzie wzorem dla nowych zespołów progresywnych i ich muzyków. Cóż, przecież taki jest los klasyków …

„…Wszystko przychodzi i odchodzi, oto istota rzeczy. Za miliard miliardów miliardów lat wszystko zdąży się wielokrotnie pojawić i zniknąć, powracając wciąż w nowych formach. Nawet ja przeminę, zginę absurdalną śmiercią […]. Zachowawcze kręgi opinii publicznej będą wyć z żalu – ale to bez znaczenia …”

ps. Cytaty z książki John’a Gardner’a pt. ... Grendel

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.