ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Quidam ─ Quidam w serwisie ArtRock.pl

Quidam — Quidam

 
wydawnictwo: Ars Mundi 1996
 
1. Sanktuarium/ 2. Choćbym.../ 3. Bajkowy/ 4. Głęboka rzeka/ 5. Nocne widziadła/ 6. Niespełnienie/ 7. Warkocze/ 8. Bijące serca/ 9. Płonę
 
Całkowity czas: 65:07
skład:
Emila Derkowska-śpiew, chórki, wiolonczela, flet prosty/ Ewa Smarzyńska-flet poprzeczny, flet prosty/ Zbyszek Florek-instrumenty klawiszowe/ Maciek Meller-gitary/ Radek Scholl-gitara basowa/ Rafał Jermakow-perkusja, tamburyn


goście:


Monika Margielewska-obój w utworach "Sanktuarium","Warkocze"/ Kamila Kamińska -chórki w utworze "Głęboka rzeka"/ Mirek Gil -gitara solowa w utworze "Choćbym"
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,1
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,2
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,7
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,8
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,50
Arcydzieło.
,35

Łącznie 106, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
21.05.2006
(Recenzent)

Quidam — Quidam

Gdzieś teraz mija dziesięć lat od wydania debiutanckiej płyty Quidam. A po raz pierwszy zetknąłem się z tym zespołem kilka miesięcy wcześniej, w styczniu. W dość mroźny (bardzo mroźny, jak na Bydgoszcz) niedzielny wieczór wybrałem się do bydgoskiego klubu „Kuźnia” na koncert Collage. Przed nimi miał występować jakiś support. Support jak support – wyjdą , zagrają i pójdą. Nie miałem zielonego pojęcia, że to właśnie ich występ zdecydowanie bardziej zapadnie mi w pamięć, niż występ głównej gwiazdy. Na scenie pojawiło się sześcioro muzyków w wieku na oko późnolicealnym, a bassman swój wzmacniacz ustawił zdaje się na skrzynce po piwie, wokalistka drobna, szczupła brunetka ubrana w czarną suknię. Tłoczno było na małej scenie w „Kuźni”. I zagrali. Po kilku minutach, kiedy już pozbierałem z podłogi opadniętą szczękę, zdałem sobie sprawę z tego, że uczestniczę w chwili wyjątkowej. Oto na scenie zespół jeszcze zupełnie nieznany, ale już znakomity, który niedługo będzie sensacją i objawieniem. Mila Derkowska wtedy jeszcze, kiedy koledzy grali jakieś dłuższe partie instrumentalne, siedziała sobie skromniutko z boku sceny. Ale jak śpiewała „Sanktuarium” lub „Chocbym...” (fantastyczna wokaliza) to mrówki po plecach chodziły tabunami. Świetna wokalistka, świetni instrumentaliści, świetne kompozycje. Nie była to muzyka bardzo nowatorska – kłaniało się Camel, stare Marillion , Genesis (też stare), Renaissance. A sekcja Scholl – Jermakow grała jak Giles z Lake’m na debiucie King Crimson. Tyle, że to wszystko było takie świeże, porywające, że człowiek dawał się ponieść muzyce, zupełnie nie zawracając sobie głowy zapożyczeniami i inspiracjami. Było to wiadro, bo nie zastrzyk, nowej krwi wlanej do krwioobiegu polskiego rocka.

Współproducentem debiutanckiej płyty Quidam został Wojtek Szadkowski. I dlatego nieco obawiałem się o efekt końcowy. Jego pracy na „Moonshine” nie oceniałem, delikatnie mówiąc, zbyt wysoko. Na szczęście nie usiłował robić z Quidam drugiego Collage. Z perspektywy tych dziesięciu lat, ówczesna produkcja pozostawia pewnie co nieco do życzenia, ale akurat nie miałem i dalej nie mam do niej zastrzeżeń. Najważniejsze , że udało się zachować klimat z koncertów.

Współczesna młodzież wychowana na Porcupine Tree i jego klonach będzie się krzywić – jaki to prog, przecież to reg. Ale wtedy było to naprawdę spore wydarzenie na polskiej scenie progresywnej. A zapowiadało się, że będzie mocna jak cholera – debiutowali jeszcze Abraxas – cudem powstały z martwych i Albion, Collage zapodał udane „Safe” (nieco wcześniej). Wydawało się, że „sky is the limit”. Przyszłość okazała się jednak inna.

Wróćmy jednak do debiutu Quidam – zawartość płyty okazała się równie porażająca , jak koncertowe wersje utworów („Nocne widziadła" to jednak bardziej mi się podobały w koncertowej, hard-rockowej wersji). Znowu Mila fenomenalnie wypada w „Choćbym..” (może to zabrzmi bluźnierczo, ale jest to o porównywalnej sile rażenia jak wokaliza Claire Torry w „The Great Gig in The Sky”), w czasie „Sanktuarium” po plecach znowu chodzą mrówki, do tego piękna suita „Płonę”. Nie można zapomnieć o „Bajkowym” i „Warkoczach” – oba z mocnymi papierami na bycie przebojem , zresztą ten drugi takim nawet był – tydzień na pierwszym miejscu Listy Przebojów Telewizyjnej Jedynki. Lekkość , swoboda, inwencja, zapał debiutantów. Do tego doskonałe wyszkolenie techniczne muzyków. Oraz oczywiście Mila Derkowska – jedna z najlepszych polskich wokalistek. Ever.

Płytę, wtedy, 10 lat temu kupiłem, jak tylko się ukazała (bardzo nadwyrężając budżet lekarza-stażysty...) na kolejnym koncercie zespołu w Bydgoszczy, znowu w „Kuźni”. Ciekawostka – chyba byłem jednym z nielicznych , którzy na żywo słyszeli quidamowską wersję kolejnego wielbłądziego klasyka – „White Rider”. Zdaje się, że zespół zbyt długo tego na koncertach nie wykonywał . Zresztą sądząc z tego jak im to wtedy wychodziło – zupełnie słusznie.

Dziesięć lat i dalej jestem po urokiem tej płyty. Tylko dedykacja Mili przestała być aktualna...



 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.