ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Solstice ─ New Life w serwisie ArtRock.pl

Solstice — New Life

 
wydawnictwo: NTS Records 1992
 
1. Morning Light 3:46
2. Guardian 10:41
3. The Sea 6:52
4. New Life 4:53
5. Pathways 5:04
6. Journey 10:03
 
skład:
Andy Glass – guitar, programming, backing vocals; / Marc Elton – violins, backing vocals, keyboards; / Heidi Kemp – vocals; / Craig Sunderland – bass; / Pete Hensley – drums.
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 1
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 13
Arcydzieło.
› 15

Łącznie 35, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
04.03.2002
(Recenzent)

Solstice — New Life

„Przebudzone w mojej duszy światło poranka, duch słońca
odwieczne prawo ziemi nie może zostać pokonane
przez samego tylko człowieka”

Solstice ..., któż pamięta dziś ten zespół ? I co to za zespół ? Zacznijmy zatem od początku. Swego czasu, a było to na początku lat 80-tych rock progresywny – zepchnięty do podziemi, nagle odważniej zaczął atakować sale koncertowe i pierwsze strony gazet. Historia Marillion jest wam znana, więc nie będę się nad nią rozwodził, choć nazwa ta pada tu nieprzypadkowo. Dlaczego ? O tym na końcu. Wtedy – razem z zespołami Twelfth Night, IQ czy Pallas zaistniał również Solstice.

W 1984 roku wydana została pierwsza płyta Solstice. Płyta nawiązująca do pięknych czasów muzyki progresywnej, czerpiąca z dokonań wielu zespołów. Nie były to wprawdzie zespoły z pierwszych stron gazet, jednak na zawsze zaznaczyły się w historii rocka. Któż nie pamięta takich nazw, jak Renaissance, Curved Aid, czy Earth & Fire. Mało kto pamięta ...? Oj wstyd ..., wstyd ... ! Solstice „wypłynął na fali odrodzenia” rocka progresywnego. Nie kontynuował tych najbardziej znaczących kierunków art-rocka, przeciwnie – skupił się na mniej znanym jego odłamie, choć kto wie, czy nie piękniejszym niż wszystko inne. Wydał wtedy jedną płytę i zamilkł na kilka długich lat.

Już nie pamiętam, czy o nowej płycie Solstice usłyszałem od Tomasza Beksińskiego, czy może wieść tę przyniósł głos Piotra Kosińskiego. Dość powiedzieć, że zanim zdarłem do cna kasetę z nagranymi z radia z nielicznymi utworami ... pojawiła się możliwość posłuchania całej płyty. Płyty, która od tamtych czasów jest ze mną przez cały czas.

Płytę rozpoczyna Morning Light. Ze starego składu pozostało dwóch muzyków, gitarzysta Andy Glass oraz skrzypek Marc Elton. I to jego skrzypce usłyszymy jako pierwsze w Morning Light. Ich dźwięk przychodzi z daleka i niesie ze sobą żar, którego szukamy w naszej muzyce. Ona nie ma ochładzać. Nie ma stanowić tła. Nie może być tylko wyobrażeniem. To rzeczywistość. I w tej rzeczywistości istniejemy. Muzyka jest strażnikiem naszej rzeczywistości. Dzięki niej wiemy, że jeszcze jesteśmy na tym świecie. A właśnie – Strażnikiem ! Ten utwór (Guardian) to kilkunastominutowe arcydzieło Nowej Progresji. Zmiany tempa, pasaże klawiszy i ta nieprzejednana wojna dwóch instrumentów. Skrzypiec i gitary. Coś nieprawdopodobnego. Gitara Andy’ego Glassa przypomina trochę ową „świszczącą gitarę” Karla Grooma (któż nie wzdychał do niej na płycie Casino !). Heidi Kemp swoim głosem natychmiast przypomina Annie Haslam, czy Sonię Kristinę. A że pięknie śpiewa ? No coż, ...

„Strażniku mojej duszy, pragnę ci podziękować
Przyjmij mnie, jak zawsze do tej pory [...]
Zawsze byłem blisko ciebie, lecz nigdy nie słyszałem twej pieśni,
Teraz wreszcie zrozumiałem, że zawsze byłaś tutaj ...”

Dalej na tej płycie jest przepiękny pasaż gitarowo – skrzypcowy w utworze instrumentalnym The Sea (aż słychać szum morza i krzyk mew o wschodzie słońca). Wyobrażacie sobie taki wschód, ukochana siedzi obok, butelka wina ... ech, sny są jak woda, nie sposób złapać je w ręce. Kolejne nagranie, to żywiołowy New Life. Ot – dobrze zagrany rockowy kawałek, z ciekawą partią gitary basowej, coś na kształt kompozycji Yes. Finał może trochę przypominać zapomniane przez potomnych nagrania ... UK. Ale nie ten utwór jest ważny. Płytę bowiem kończy mój ulubiony (wasz pewnie też, gdy posłuchacie :-) dziesięciominutowy Journey. Tych emocji, tego piękna zawartego w w tej muzyce nie potrafię wam opisać.

„Z ciemności wyłania się światło – otwórz oczy,
To nie chór aniołów tylko samotny głos,
Miejcie się na baczności przyjaciele ...”

Ileż tu nagromadzonych pięknych melodii, ileż smaczków aranżacyjnych. Każdy z instrumentów został tak rozpisany, by najpiękniej zaprezentować swoje możliwości. I nic nie odbierze nam tych dreszczy, gdy wreszcie głos zabiera gitara Glassa. I wtedy tak naprawdę zaczyna się ten utwór. Chwila improwizacji, wzajemnego przekomarzania się gitary i skrzypec. A dalej ... jest jeszcze piękniej. Jest odniesienie do dzieła słynnego kompozytora muzyki klasycznej. Nie wiem, czy mogę nazwać to zaletą (bo kiedyś pewna „znafczyni” takiej muzyki powiedziała, że Vivaldi to taki Ricki Martin tamtych czasów), ale mnie osobiście bardzo się ta wycieczka w zamierzchłe czasy podoba. Ten utwór warto poznać choćby przez pryzmat przepięknej partii skrzypiec napisanej tak, jakby zrobił to sam Vivaldi, tworząc ... The Four Seasons (part 2 :-).

„Droga życia kończy się już, biegnijcie przyjaciele.
On wzywa mnie do innego kraju, otwórzcie dłonie
I przemierzajcie srebrne kraje ...
Dryfujemy na falach Ciemności, śmiech morza.
Aż w końcu dotrzemy do brzegu i w waszym odbiciu
Zobaczę wreszcie samego siebie ...”

P-o-l-e-c-a-m.

Na koniec – cytat.
„Powszechnie uważa się, że historia Marillion rozpoczęła się od Silmarillion. Jednak my, chcąc być absolutnie dokładni musimy udać się do miasteczka Aylesbury. Tam właśnie Mick Pointer (perkusja), Doug Irvine (gitara basowa) i Andy Glass (gitara) założyli grupę Electric Gypsy. Wkrótce okazało się, że Glass nie może znaleźć wspólnego języka z resztą tria – odszedł do zespołu Solstice, zespołu o post-hippiesowskim image’u, wyróżniającego się specyficznym brzmieniem elektrycznych skrzypiec.”

Cóż, jak widzicie, nieprzypadkowo nazwa Marillion pojawiła się na samym początku. Zupełnie nieprzypadkowo.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.