ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu After... ─ Hideout w serwisie ArtRock.pl

After... — Hideout

 
wydawnictwo: Oskar 2008
 
1.Hillside Of Dreams [5:12]
2.Fingers [5:55]
3.Senses Confuse Reality [4:18]
4.Waiting For [6:39]
5.Hideout [5:50]
6.Healing Our Sorrows [4:53]
7.Fly On [3:36]
8.Reflecting Me [5:12]
9.Looking For Each Other [6:06]
10.The End [11:40]
 
Całkowity czas: 59:25
skład:
Krzysiek Sooya Drogowski - vocals / Mariusz Ziółkowski - bass, backing vocals / Wojtek Tymiński - guitars / Czarek Bregier - guitars / Tomek Wiśniewski - keyboards / Radek Więckowski - drums / Guest Appearance: Marek Specjalski - guitar solo (10) / Sławek Kanderski - guitar solo (10)
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 3
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 1
Album jakich wiele, poprawny.
› 2
Niezła płyta, można posłuchać.
› 6
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 4
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 14
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 16
Arcydzieło.
› 29

Łącznie 76, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
04.07.2008
(Recenzent)

After... — Hideout

Wydany przed trzema laty pierwszy album After... „Endless Lunatic” zrobił na mnie ogromne wrażenie. Pomieszczony na nim inteligentny rock progresywny, z ogromną ilością aranżacyjnych smaczków, tworzył w mych oczach obraz jednego z najciekawszych polskich debiutów ostatnich lat. Pamiętam jak -  swego czasu - podczas rozmowy z basistą grupy, Mariuszem Ziółkowskim żałowałem, iż tak interesująco i melodyjnie zarazem grający zespół, „przegrywa” z drugoligowymi, kompletnie nijakimi, progresywnymi gwiazdkami, święcącymi sukcesy w Europie. Wody w Wiśle trochę upłynęło, After… odwiedził parę razy zachodnią Europę zyskując spore uznanie i zabrał się za krążek numer dwa, który dla wielu jest albumem prawdy.

Myślę, że nie było im łatwo. Poprzeczkę sami sobie podnieśli wysoko (wszak nie każdemu debiutantowi udaje się pozyskać autentyczne gwiazdy rocka w osobach Colina Bassa i Józefa Skrzeka) i balonik napełniony oczekiwaniami fanów stał się ogromny. Ciężko im było tym bardziej, że wielu ceniło ich za przystępność, melodyjność i klimatyczność… zaś ich ciągnęło do mocnego, bardziej bezkompromisowego grania. Widać to było podczas koncertów, na których zawsze wypadali zdecydowanie ostrzej. Ostatni warszawski występ oraz zrobiony przy tej okazji wywiad z gitarzystą formacji Czarkiem Bregierem „wyłożyły” definitywnie karty na stół. Wnioski mogły być tylko dwa: będzie inaczej i bezwzględnie ciężej.

Miało być i... jest. Plemienne bębny i „postrzępiona” gitara w stylu The Edge’a, rozpoczynające „Hillside Of Dreams”, nic jeszcze nie zdradzają ale gdy uderza perkusja z całym arsenałem instrumentów, możemy powiedzieć - witamy w świecie nowego Aftera!! Jeszcze bowiem w tej samej kompozycji natrafiamy na szczyptę space-rockowych i psychodelicznych klimatów. A to nie koniec niespodzianek. „Fingers”, powracające początkowo do nastrojowych korzeni grupy, w drugiej części razi gitarowym zgiełkiem a Krzysztof Sooya Drogowski najzwyczajniej w świecie używa… growlu! W refrenie „Senses Confuse Reality” robi się nu-metalowo, a dla odmiany w, zdominowanej akustycznymi dźwiękami gitary, balladzie „Healing Our Sorrows”, zaczyna królować jazzowe pianino. Czuć różnorodność, widać zdecydowaną chęć łączenia tego, co nie przystaje. Paradoksalnie, efekt tych zabiegów jest niezwykle spójny. Nie da się ukryć, że ogromne piętno na tym albumie odcisnął Zbyszek Florek, który wraz z zespołem produkował go w swoim studio. Myślę nawet, że przemycił na tę płytę całkiem sporo z quidamowego ducha, ulatniającego się z dwóch ostatnich dokonań grupy. To nie zarzut. Wszak „Alone Together” jest znakomitym albumem, którym warto się zainspirować. Nie jest to zresztą jedyny trop, który mógł pobudzić włocławian do takiego, a nie innego grania. W „Waiting For”, „Reflecting Me” i „The End” słyszymy gitarowe riffy, które mogłyby wyjść spod palców Stevena Wilsona (odniesienia do „Fear Of A Blank Planet” jak najbardziej wskazane).

Zostawmy te porównania i powiedzmy, na co tu jeszcze warto zwrócić uwagę. Trzeba obowiązkowo na „Fly On”. Serce boli, że to najkrótsza rzecz na płycie. Na szczęście to kapitalny materiał do koncertowej improwizacji. Już widzę oczyma wyobraźni, jak w oparach scenicznego dymu panowie rozciągają tę transową kompozycję do 10 – minutowego killera!! Podobny charakter posiada także druga część wieńczącego całość „The End”. W tytułowym „Hideout” nie sposób przejść obojętnie obok znakomicie zagranego na klawiszach popisu Tomka Wiśniewskiego. Jest i lżejszy kaliber. „Looking For Each Other” to ładna piosenka, z bujającym rytmem i… chórkami. Zaznaczyć bowiem trzeba, że o swoim dawnym obliczu zespół nie zapomniał. Miłośnicy nastroju, zgrabnych solówek i niebanalnych melodii też sporo dla siebie tu znajdą! Melodie może nie należą do tych, które się kocha od pierwszego wejrzenia, ale gdy już w nas wejdą, trudno je z głowy wyrzucić. Teksty autorstwa Krzysztofa Drogowskiego i Wojtka Tymińskiego („Fingers”) są bardzo poetyckie, osobiste, sięgające niekiedy gdzieś głęboko w duszę (jak w „Healing Our Sorrows”, w którym można wyczuć lęk i bezsilność).

„Hideout” jest albumem bardzo dojrzałym, świetnie nagranym i… zagranym. Aranżacyjne bogactwo, pełne przysłowiowych „smaczków”, każe pewnie jeszcze długo mi je odkrywać. Odniosłem zresztą wrażenie, że After… wreszcie w pełni wykorzystał na tym krążku potencjał dwóch grających w zespole gitar. Nic dodać, nic ująć. Poważne deklaracje nie brzmią w wakacje właściwie. Dla mnie jednak, może to być polski album roku.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.