ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Question Mark ─ Laboratory w serwisie ArtRock.pl

Question Mark — Laboratory

 
wydawnictwo: Produkcja własna / Self-Released 2010
 
01. Niepokorny [3:05]
02. Laboratory [10:54]:
I Part One [4:56]
II Part Two [2:33]
III Part Three [3:25]
03. Tiradentes II [6:05]
04. Jedenaście (bass solo) [0:47]
05. G 650 [2:02]
06. Siedem [violin solo] [1:07]
07. Raz na ludowo [4:59]
08. Eine kleine Maschine [5:07]
09. Witaj Paco! [4:33]
10. Dziewięć (drum solo) [1:27]
11. Cztery [2:57]
12. Awatar [6:01]:
I Part One [1:37]
II Part Two [2:44]
III Part Three [1:34]
 
Całkowity czas: 49:04
skład:
Bogusław Raatz – guitars, keyboard
Jacek Dołęga – bass guitar
Marek Matuszewski – drums
oraz:
Robert Bielak – violin, guitar
Andrzej Przybielski – trumpet, cornet
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
12.04.2014
(Recenzent)

Question Mark — Laboratory

Nie powinno dziwić, iż za przełomowe wydarzenie w swojej dotychczasowej karierze członkowie grupy Question Mark uznają koncert zagrany wiosną 2009 roku w Studiu Polskiego Radia Pomorza i Kujaw w Bydgoszczy. Bezpośrednio transmitowany, wkrótce potem wydany jako W Polskim Radiu PiK, nie tylko zacieśnił współpracę pomiędzy QM a PiK-iem, ale też szybko zwrócił uwagę na zespół co najmniej kilku utalentowanych muzyków. Właśnie z dwoma z nich trio, zachęcone pozytywnym odbiorem swojej twórczości i płyty, idąc za ciosem, zarejestrowało już we wrześniu kolejnego roku nowy materiał studyjny, który trafił na album Laboratory.

Tymi dwoma muzykami, którzy w trakcie nagrań wsparli Bogusława Raatza (gitary, klawisze), Jacka Dołęgę (gitara basowa) i Marka Matuszewskiego (perkusja), byli Robert Bielak i Andrzej Przybielski. Pierwszy, uzdolniony skrzypek, nierzadko sięgający i po gitarę, to współpracownik wielu rozsianych po kraju teatrów (m.in. Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie, Teatru Muzycznego Roma w Warszawie) i kompozytor muzyki do sztuk teatralnych, w ostatnich latach także członek formacji Light Coorporation, z którą nagrał już kilka znakomitych płyt. Drugi ze wspomnianych instrumentalistów to nieodżałowany Andrzej Przybielski (1944-2011), ceniony trębacz jazzowy, wsławiony współpracą z Czesławem Niemenem, SBB, Tomaszem Stańko i innymi, autor lub współautor wielu płyt (np. W sferze dotyku, 1984, czy De Profundis, 2011, albumu nagranego z braćmi Oleś). Warto odnotować, iż w swojej autobiografii Stańko kilkakrotnie wspomniał Przybielskiego, nadmieniając dla przykładu, co następuje: „Ceniłem go, bo potrafił świetnie zagrać. Nierówny był, ale czasami grywał mistrzowsko, wyjątkowo”[1]. A jak zagrał Przybielski na Laboratory, albumie podzielonym na 12 kawałków, w większości napisanych wspólnie lub osobno przez muzyków Question Mark? O tym poniżej.

Uderzenia perkusji, do których rychło dochodzą kocie pojękiwania elektrycznych skrzypiec, wysunięty do przodu, wyraziście i dosyć hipnotycznie pracujący bas, wreszcie całkiem ostra i charakterna, rozwijająca solówki gitara, składają się na otwierający płytę około trzyminutowy kawałek. Celnie „ochrzczony” jako Niepokorny, jest to utwór złożony z trzech części, z których ostatnia stanowi powtórzenie początkowej. Numer ten, z wplecioną mniej więcej pośrodku popisową partią skrzypiec, momentami brzmiących jak śmiech hieny i podpartych jedynie perkusyjnym akompaniamentem, jest dobrym „otwieraczem”, dzięki mocnemu rytmowi swego rodzaju sparingiem czy rozgrzewką, zachęcającą do odsłuchu dalszej części płyty.

Drugi kawałek to tytułowy Laboratory, rozbudowany, oficjalnie w spisie utworów podzielony na trzy części, trwający nieomal jedenaście minut, w sumie w całym zestawie najdłuższy i bez wątpienia najlepszy, również za sprawą ujawniającego się w odpowiednich chwilach i dmącego z czuciem i wyczuciem w trąbkę i kornet Przybielskiego. On też urokliwie rozpoczął pierwszą część Laboratory, po czym na moment zamilkł, by potem powrócić już przy wsparciu pozostałych instrumentalistów: bębniącego Matuszewskiego, krzeszącego dziwne, „chochlikowate”, „łkające” czy „popłakujące” dźwięki Bielaka, udanie wchodzącego w liczne interakcje z Przybielskim i Raatzem, oraz podtrzymującego całość swym basowaniem Dołęgi. Pobudzająca wyobraźnię, mniej lub bardziej intensywna gra trąbki, skrzypiec i chwilami silnie rozmarzonej gitary, instrumentów, których brzmienie częstokroć intrygująco ulatuje gdzieś w dal, może kierować myśl słuchacza ku przygotowanej przez Annę Rujner oprawie graficznej prezentowanego wydawnictwa, wypuszczonego przez Question Mark w postaci digipacka, zdobnego w fantazyjne obrazy Ryszarda Rujnera (przednia okładka, wnętrze i CD w formie picture disc) i Doroty Boruckiej (tylna okładka i wewnętrzna strona skrzydełek). Środkowa, najkrótsza część Laboratory, poprzedzona przez Przybielskiego, otwarta przez Matuszewskiego, jest agresywniejsza, szybsza i mniej błoga od pierwszej. Ponownie roi się w niej od instrumentalnych popisów i odjazdów oraz pomysłowo stosowanych ubarwień, udziwnień i efektów. Ostatnia część, rozpoczęta przez Dołęgę, jest najwolniejsza i bodaj najcięższa, a z tkwiącym w niej pierwiastkiem dramatyzmu udana jak dwie wcześniejsze.

Trzeci w zestawie kawałek to posępnawy Tiradentes II, w wersji koncertowej znany już z W Polskim Radiu PiK, gdzie pojawił się jako Mr. Tiradentes. Jeśli tam prezentował się on wcale nieźle, to tutaj, bardziej rozciągnięty, udramatyczniony i dodatkowo urozmaicony brzmieniem – dominujących zwłaszcza w pierwszej połowie - elektrycznych skrzypiec, po których na pierwszy plan – druga połowa - wchodzi żarliwa Raatzowa gitara, przedstawia się jeszcze lepiej.

Krótkie solo Dołęgi (Jedenaście), podobnie jak pojawiające się później (również w formie przerywnika i zapowiedzi konkretnego kawałka) solo perkusyjne Matuszewskiego (Dziewięć), nagrane zostało nie w PiK-u, lecz w prywatnym QMStudio. Po tym zwięzłym wprowadzeniu następuje niedługi i – głównie za sprawą przybrudzonego i silnie podkreślonego głosu basu - bardzo surowy G 650.

W Siedem, który jest odpowiednikiem Jedenaście i Dziewięć, pokaz swoich umiejętności prezentuje w pojedynkę Bielak. Kiedy jego pełna swady gra zanika, daje się posłyszeć, zgodnie z tytułem kolejnej kompozycji (Raz na ludowo), tęskna ludowa melodia. Po trwającym blisko minutę skrzypcowym solo, zagranym techniką arco, a pod koniec, krótko, pizzicato, nagle uderzają pozostałe instrumenty, eksponując wyrazisty i mechaniczny rytm, który, urozmaicany przede wszystkim przez Bielaka, milknie około połowy, kiedy to przejście do drugiej części utworu zapewnia gitara, z towarzyszeniem basu i perkusji stanowiąca podkład dla skrzypiec. Potem inicjatywę przejmuje grający samopas Raatz, który podejmuje i rozwija temat, by potem już z resztą instrumentarium doprowadzić numer do końca.

Ósmy, Eine kleine Maschine, zrazu niespiesznie kroczy w rytm wybijany miarowo i fajnie przez Matuszewskiego i – otwierającego całość - Dołęgę. W ciągu niespełna dwóch pierwszych minut wypełniony popisowym graniem Raatza, którego gitara tu i za chwilę może przywoływać na myśl „dobre lata” 60. i 70., później kawałek ten, od początku do końca odznaczający się improwizacyjnością, dodatkowo zostaje ubogacony przez szalejącego z polotem na podległych mu skrzypcach Bielaka.

Chwilę wytchnienia odnajduje się w trakcie czysto gitarowego Witaj Paco!, z sercem wykonanego przez Raatza na „elektryku” i Bielaka na „akustyku”. Mariaż brzmienia obu tych instrumentów brzmi, właściwie jak zawsze, ujmująco. Dzięki to mniej, to bardziej żarliwemu i ognistemu uderzeniu w poruszające, ale w żadnym razie nie bezgustowne (czytaj: patetyczne i słodkawe) tony, powinien numer ten znaleźć uznanie u wielu osób, na przykład tych, które cenią sobie dokonania - a jakże, Witaj Paco! - Paco de Lucii, Ala di Meoli albo z chęcią zasłuchują się w An Evening with John Petrucci and Jordan Rudess.

Wspomniane już solo perkusyjne w Dziewięć poprzedza Cztery, w którym, dla kontrastu w stosunku do spotkania z Paco, odbiorca natyka się na szybkie i gwałtowne solo buchającej skrajnymi emocjami gitary Raatza. Wspiera go wyłącznie Matuszewski, a jego szybka gra z początku może kojarzyć się z nerwowością On the Run z niezapomnianego The Dark Side of The Moon Pink Floyd.

Na koniec pojawia się nagrany w PiK i w QMStudio Awatar, w którym na powrót grają czterej muzycy – trio Dołęga, Matuszewski, Raatz i występujący gościnnie, choć w sumie jawiący się na Laboratory jako pełnoprawny członek Question Mark, Bielak. Napisany przez Raatza Awatar, nostalgiczny i poruszający, podobnie jak kompozycja tytułowa podzielony w spisie utworów na trzy części, to idealny kawałek na zwieńczenie całej płyty i pożegnanie się z odbiorcą – z jednej strony nie brak mu (prawda, że nieco stonowanego) rockowego i fusionowego żaru i ognia, z drugiej – umiejętnie wysnutej z instrumentów gracji, która chwilami może ponieść myśl urzeczonego słuchacza w dalszą (The Shadows) lub bliższą (Porcupine Tree lat 90.) przeszłość.

Zróżnicowana stylistycznie (fusion, blues rock, psychodelia, muzyka ludowa etc.) Laboratory Question Mark to niewątpliwie dobra, pomysłowa, świadcząca o rozwoju grupy i godna uwagi poszukującego, co bardziej wymagającego miłośnika muzyki płyta. Mimo że nie brak jej pewnych mankamentów (do których zaliczyć można byłoby dla przykładu często pojawiające się, a znane już z W Polskim Radiu PiK, mechaniczne i pozbawione pomysłu wybijanie tego samego rytmu przez Dołęgę – Niepokorny - czy – mogącego choćby w Cztery bardziej poszaleć w ślad za Raatzem, wszak świetnie grającym na całym albumie – Matuszewskiego)[2], to jest bardziej udana od koncertowej poprzedniczki z roku 2009. Z jednej strony podobnie jak tamta w brzmieniu jest nieco surowa (a tym samym naturalna czy autentyczna!) i daje możliwość skoncentrowania się na każdym instrumencie z osobna, z drugiej – zawiera więcej należycie dopracowanych, naprawdę dobrych i wciągających kompozycji.

Znakomitym posunięciem było zaproszenie do studia Bielaka i Przybielskiego. Słuchając pełnej polotu i swady gry pierwszego z wymienionych zaczyna się lepiej rozumieć, dlaczego trio Question Mark tak usilnie poszukiwało po swojej reaktywacji należącego przed laty do grupy skrzypka Kazimierza Wiśniewskiego, a nie mogąc go znaleźć, zaprosiło do współpracy Roberta Bielaka, który niewątpliwie wzbogacił, zróżnicował i ubarwił brzmienie grupy, a wchodząc w liczne interakcje z pozostałymi muzykami, wśród nich szczególnie z Raatzem – przydał muzyce dodatkowego wymiaru, kolorytu i skrzydeł. Natomiast Andrzej Przybielski, który, wedle przywołanych powyżej słów Stańki, „nierówny był, ale czasami grywał mistrzowsko, wyjątkowo”, na Laboratory zagrał pierwszorzędnie. Jednakowoż szkoda, że jego ciepłą i oszczędną grę, mogącą kojarzyć się z trąbką co najmniej jednego z jego mistrzów, mianowicie Milesa Davisa, usłyszeć można jedynie w utworze tytułowym, choć dobre i to. Jak pokazał czas, Bielak i Przybielski nie byli ostatnimi muzykami, z którymi trio Question Mark zwarło szyki ku korzyści tak własnej, jak i słuchaczy.

 

 


[1] Tomasz Stańko, Rafał Księżyk Desperado. Autobiografia, Kraków 2010, s. 238.

[2] Przy tym odnotować należy, że to właśnie sekcja Dołęga-Matuszewski napędza poszczególne kompozycje i trzyma w ramach ich konstrukcję. Nawet jeśli gra basu czy perkusji bywa pozbawiona inwencji, to zarazem to właśnie ona kreuje przestrzeń pod popisy gitary, skrzypiec i trąbki. A dobrze słyszalna, wyrazista perkusja i wysunięty do przodu, odważnie grzechoczący bas też mają swój nieodparty urok.

 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.