ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu King, Carole ─ Tapestry w serwisie ArtRock.pl

King, Carole — Tapestry

 
wydawnictwo: Ode Records 1971
 
1. I Feel the Earth Move [2:59]
2. So Far Away [3:56]
3. It's Too Late [3:54]
4. Home Again [2:29]
5. Beautiful [3:08]
6. Way Over Yonder [4:44]
7. You've Got a Friend [5:10]
8. Where You Lead [3:20]
9. Will You Love Me Tomorrow? [4:12]
10. Smackwater Jack [3:42]
11. Tapestry [3:15]
12. (You Make Me Feel Like) A Natural Woman [3:59]
 
Całkowity czas: 44:48
skład:
I Feel the Earth Move - Joel O’Brien – drums; Charles Larkey – electric bass; Danny Kootch – electric guitar; Carole King – keyboards, vocals

So Far Away - Russ Kunkel – drums; Charles Larkey – electric bass; James Taylor – acoustic guitar; Carole King – piano, vocals; Curtis Amy – flute

It’s Too Late - Joel O’Brien – drums; Charles Larkey – electric bass; Carole King – piano, vocals; Ralph Schuckett – electric piano; Danny Kootch – conga and electric guitar; Curtis Amy – soprano sax

Home Again - Russ Kunkel – drums; Charles Larkey – string bass; James Taylor – acoustic guitar; Carole King – piano, vocals

Beautiful - Joel O’Brien – drums; Charles Larkey – electric bass; Danny Kootch – conga; Carole King – keyboards, vocal

Way Over Yonder - Joel O’Brien – drums; Charles Larkey – electric bass; Danny Kootch – electric guitar; James Taylor – acoustic guitar; Carole King – piano, vocal; Merry Clayton – background vocal; Curtis Amy – tenor sax; string quartet: Perry Steinberg – string bass, Barry Socher – violin, David Campbell – viola, Terry King – cello

You’ve Got a Friend - Danny Kootch – conga; James Taylor – acoustic guitar; Carole King – piano, vocals; string quartet: Charles Larkey – string bass, Barry Socher – violin, David Campbell – viola, Terry King - cello

Where You Lead - Russ Kunkel – drums; Charles Larkey – electric bass; Danny Kootch – electric guitar; Ralph Schuckett – electric piano; Carole King – piano, vocal; background vocals: Merry Clayton, Julia Tillman, Carole King

Will You Love Me Tomorrow? - Charles Larkey – string bass; Danny Kootch – acoustic guitar; James Taylor – acoustic guitar, granfalloon; Russ Kunkel – drums; Carole King – piano, vocal; background vocals: The Mitchell/Taylor Boy-and-Girl Choir

Smackwater Jack - Joel O’Brien – drums; Charles Larkey – electric bass; Danny Kootch – electric guitar; Ralph Schuckett – electric piano; Carole King – piano, vocal; Curtis Amy – baritone sax; background vocals: Merry Clayton, Julia Tillman, Carole King

Tapestry - Carole King – keyboards, vocal

(You Make Me Feel Like) A Natural Woman – Charles Larkey – string bass; Carole King – keyboards, vocals
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 7

Łącznie 10, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
09.02.2015
(Recenzent)

King, Carole — Tapestry

One, czyli dwanaście kobiecych głosów na dwanaście miesięcy roku

(albo tuzin laurek urodzinowych dla wspaniałych piosenkarek)

rok I, odsłona II

 

Przez wielu uznawana za największą songwriterkę wszech czasów, a co najmniej za cieszącą się największym wzięciem i odnoszącą największe sukcesy twórczynię piosenek po obu stronach Atlantyku, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, autorka lub współautorka aż 118 hitów na liście przebojów „Billboard” Hot 100, po wielekroć notowana również na UK Singles Chart, uwielbiana przez krytyków i zwykłych słuchaczy kompozytorka, której ponad 400 utworów nagrywało jak dotąd ponad 1000 innych wykonawców, laureatka licznych nagród, w tym Grammy w rozmaitych kategoriach i jako pierwsza kobieta nagrody im. George’a i Iry Gershwinów, przyznawanej przez Bibliotekę Kongresu za wkład wniesiony w muzykę popularną, zdobywczyni licznych zaszczytów i honorów, takich jak te nadawane przez Songwriters Hall of Fame i Rock and Roll Hall of Fame, posiadaczka własnej gwiazdy w Hollywoodzkiej Alei Sław i osoba, na której życiu oparto wystawiany na Broadwayu musical Beautiful, zresztą okazjonalnie także aktorka, wreszcie długoletnia i gorliwa działaczka Alliance for the Wild Rockies i innych organizacji dbających o ochronę środowiska naturalnego oraz zapalona aktywistka polityczna, gorąco popierająca Partię Demokratyczną, najogólniej ujmując – postać wielce zasłużona w szczególności dla amerykańskiej kultury popularnej drugiej połowy XX wieku. Któż to taki? Carole King.

Urodzona 9 lutego 1942 roku na Brooklynie w Nowym Jorku w średnio zamożnej rodzinie żydowskiej, Carol Joan Klein, córka Eugenii, aktorki, i Sidneya, strażaka, od wczesnego dzieciństwa pobierała lekcje gry na fortepianie i występowała w programach rozrywkowych. W szkole średniej, w drugiej połowie lat 50., kiedy to uczęszczała do James Madison High School, przybrała nazwisko King i założyła własną kapelę, kwartet wokalny Co-Sines. Zaczęła też nagrywać dema w duecie z zaprzyjaźnionym Paulem Simonem, po latach równie cenionym i sławnym, jak ona. Oboje śpiewali, przy tym Paul grał na gitarze i basie, a Carole – na fortepianie i perkusji. Wśród pierwszych singli, jakie nagrała jeszcze w latach 50., znalazły się zrealizowane pod egidą ABC Paramount The Right Girl/Goin’ Wild (1958) i Baby Sittin’/Under the Stars (1959), wypełnione autorskimi piosenkami Carole. W ’59 ukazały się także Oh, Neil!/A Very Special Boy oraz Short Mort/Queen of the Beach, zrealizowane, odpowiednio, nakładem Alpine i RCA Victor. Pod autorstwem każdej z tych czterech ostatnich piosenek podpisany był jako współtwórca Gerry Goffin, którego King poznała uczęszczając do Queens College, szkoły wyższej działającej w ramach systemu uczelni miejskich Nowego Jorku (CUNY). Już tytuły utworów informują o tym, co podówczas działo się w życiu Carole. Dla przykładu Oh! Neil był odpowiedzią Goffina, o kilka lat starszego ówczesnego partnera młodziutkiej piosenkarki, na Oh! Carol, wielki przebój Neila Sedaki, z którym King do niedawna chodziła. Z kolei Baby Sittin’ powstał po tym, jak siedemnastoletnia Carole zaszła z Gerrym w ciążę, co latem ‘59 skłoniło parę do przypieczętowania związku ślubem, który zawarty został w obrządku żydowskim. Jak czas pokazał, ich córka, Louise, jak matka miała zostać wokalistką-piosenkopisarką.

W ramach krótkiej dygresji można przytoczyć słowa Carole, w których wspominała tamten okres swojego życia: „Mieszkając z Gerrym na przedmieściach New Jersey, byłam otoczona przez żony lekarzy, księgowych, prawników. Z ołówkiem w jednej, a dzieckiem na drugiej ręce byłam prawdziwym dziwolągiem. Kobietą pracującą” (Living with Gerry in New Jersey suburbia I was surrounded by the wives of doctors, accountants, lawyers. With a pen in one hand and a baby in the other I was a real oddity. A working woman). Jednak nie stanowiło to dla niej większego problemu, gdyż: „Nigdy mi nie powiedziano Nie możesz tego robić, ponieważ jesteś kobietą. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym. Rodzice zawsze mówili mi, że mogę być kimkolwiek tylko zechcę” (I was never told, 'You can't do this because you're a woman.' I never thought about it. My parents always told me I could be anything I wanted to be). Nie zdawała sobie sprawy, iż była jedną z tych, które w podówczas jeszcze mocno seksistowskim przemyśle muzycznym przecierały szlaki dla kolejnych wykonawczyń.

Ażeby związać koniec z końcem, King i Goffin wkrótce porzucili college i podjęli pracę – on jako aptekarz, ona jako sekretarka. Po pracy, wieczorami, spotykali się na Broadwayu w siedzibie Aldon Music, kompanii wydawniczej Ala Nevina i Dona Kirshnera przy 1650 Broadway, dla której, jak tylu innych zawodowych songwriterów i współtwórców słynnego „brzmienia Brill Building”, układali, a raczej produkowali piosenki w wysoce niekomfortowych warunkach i bardzo napiętej atmosferze – Carole komponowała muzykę, Gerry pisał teksty. Zgodnie ze słowami King wyglądało to tak: „Każdego dnia wciskaliśmy się do poszczególnych boksów, w których miejsca wystarczało na fortepian, taboret i ewentualnie na stołek dla tekściarza, ale to jeśli miało się szczęście. Siedziało się tam i pisało, słysząc jak ktoś w boksie obok komponuje dokładnie taką samą piosenkę, jak twoja. Presja w Brill Building była naprawdę okropna – ponieważ Donny [Kirshner – przyp. aut.] rozgrywał jednego songwritera przeciwko drugiemu. Mówił: Potrzebujemy kolejnego wielkiego przeboju” (Every day we squeezed into our respective cubby holes with just enough room for a piano, a bench, and maybe a chair for the lyricist if you were lucky. You'd sit there and write and you could hear someone in the next cubby hole composing a song exactly like yours. The pressure in the Brill Building was really terrific—because Donny (Kirshner) would play one songwriter against another. He'd say: "We need a new smash hit").

Pierwszy duży sukces tandem Goffin-King odniósł już na przełomie 1960 i 1961 roku, po tym jak dziewczęcy kwartet wokalny The Shirelles nagrał napisaną przez parę piosenkę Will You Love Me Tomorrow?, która okazała się wielkim przebojem i w styczniu ‘61 zdobyła pierwsze miejsce na liście „Billboardu”, co było o tyle zaskakujące, że nigdy wcześniej takim hitem nie okazał się kawałek wykonany przez afroamerykański girls band. Po sukcesie tej piosenki, która stała się nagrywanym przez wielu – w tym przez Carole King, o czym niżej - standardem, młodzi małżonkowie postanowili porzucić pozamuzyczne prace i skupić się wyłącznie na tworzeniu muzyki. Ich owocna współpraca obrodziła multum kolejnych przebojów, m.in. Take Good Care of My Baby (w ’61 pozycja nr 1 za sprawą wykonania Bobby’ego Vee, potem cover choćby The Beatles), The Loco-Motion (w ’62 nr 1 w wykonaniu Little Evy, właśc. Evy Boyd, wcześniej niańki córek King i Goffina; w ’74 nr 1, Grand Funk Railroad; w ’88 nr 3, Kylie Minogue), One Fine Day (w ’63 nr 5, The Chiffons), I’m into Something Good (w ’64 nr 13, Herman’s Hermits), Just Once in My Life (w ’65 nr 9, napisana z Philem Spectorem dla The Righteous Brothers), Don’t Bring Me Down (w ’66 nr 9, The Animals) czy Pleasant Valley Sunday (w ’67 nr 3, The Monkees). Talent do pisania chwytliwych piosenek prędko przysporzył dwójce sławy, co odzwierciedlają choćby słowa Johna Lennona z The Beatles, którzy zresztą wykonywali niektóre piosenki Carole i Gerry’ego, dla przykładu Chains. Otóż w jednym z wywiadów udzielonych w 1963 roku Lennon powiedział, że on i Paul McCartney chcieliby zostać „Goffin-King Anglii” (niektóre źródła podają, że to McCartney miał powiedzieć, iż on i Lennon chcieliby być „tak dobrzy [w pisaniu piosenek – przyp. aut.], jak King i Goffin”).

Pisując kompozycje dla innych, King próbowała rozwijać również własną karierę. Jej starania jednak przez długi czas nie przynosiły oczekiwanych efektów. O ile wypuszczony przez Dimension singiel It Might As Well Rain Until September/Nobody’s Perfect (1962) za sprawą piosenki ze strony A okazał się jej pierwszym sukcesem komercyjnym, osiągając 22. pozycję w USA, a trzecią na UK Singles Chart, i to pomimo faktu, że zawierał jedynie wersję demo popularnego utworu, to kolejne płytki sygnowane jej nazwiskiem, School Bells Are Ringing/I Didn't Have Any Summer Romance (1962) oraz He's A Bad Boy/We Grew Up Together (1963) nie wzbudziły większego zainteresowania odbiorców. Podobnie przepadł bez echa A Road to Nowhere/Some of Your Lovin', wydany w ’66 przez Tomorrow Records, krótko istniejącą własną firmę wydawniczą King, Goffina i dziennikarza Ala Aronowitza.

W 1967 roku King i Goffin, który, skurczybyk, za wiedzą małżonki od ’64 miał córkę z piosenkarką Jeanie McCrea (Reavis) z The Cookies, rozstali się i wkrótce rozwiedli. Jednym z powodów było to, że Goffin stał się hipisem i zaczął zażywać LSD i meskalinę, co zaczęło odbijać się na jego zdrowiu i powodować u niego zaburzenia psychiczne. Carole przeniosła się więc z córkami Louise i Sherry do Laurel Canyon w Kalifornii i postanowiła skoncentrować się na rozwijaniu własnej kariery piosenkarki. Założyła trio The City, w którym oprócz niej, śpiewającej i grającej na fortepianie, znaleźli się byli muzycy The Fugs - Danny Kortchmar (gitara, wokal) i Charles Larkey (bas), do niedawna członek The Myddle Class i podopieczny Tomorrow Records, a już niebawem drugi mąż Carole i ojciec kolejnej dwójki jej dzieci, Molly i Leviego. Wsparci przez perkusistę Jima Gordona, muzycy The City nagrali i ogłosili w 1968 nakładem Ode Records swój pierwszy i ostatni longplay. Zatytułowany Now That Everything’s Been Said, pomimo przychylnych głosów krytyki nie odniósł sukcesu (także z powodu niechęci artystki do promowania go w trakcie występów scenicznych, których podówczas obawiała się, prawdopodobnie nie bez wpływu nieudanego występu na początku lat 60. w programie telewizyjnym American Bandstand z przebojem It Might As Well Rain Until September), jednak dwa utwory z tej płyty, zresztą napisane jeszcze przez King i Goffina, mianowicie I Was Not Born to Follow (przemianowana na Wasn’t Born to Follow) i Hi-De-Ho (That Old Sweet Roll) (z nazwą skróconą do Hi-De-Ho) zostały z powodzeniem wykorzystane przez, odpowiednio, The Byrds (album The Notorious Byrd Brothers) i Blood, Sweat & Tears (na Blood, Sweat & Tears 3). Niepowodzenie płyty przypieczętowało los grupy, lecz bynajmniej nie kariery Carole, która już niebawem miała świętować wielkie sukcesy.

Po przeniesieniu się do Laurel Canyon, King bliżej poznała się i zaprzyjaźniła z innymi piosenkopisarzami, pośród nich z Joni Mitchell, Jamesem Taylorem oraz poetką i malarką Toni Stern. Jak potem wspominała: „Toni okazała mi nieocenioną pomoc w przejściu od pisania piosenek z Gerrym do pisania ich przeze mnie samą. Początkowo brakowało mi odwagi. James silnie mnie inspirował. Pisałam pod mocnym wpływem Jamesa Taylora” (Toni was wonderful help with the transition from writing with Gerry to writing songs on my own. I didn't have the courage initially. James inspired me a lot. I write heavily under the influence of James Taylor). W przeszłości w Nowym Jorku Taylor współtworzył z Kortchmarem grupę The Flying Machine, teraz zaś przygotowywał się do nagrania swojej drugiej płyty. I tak w grudniu ‘69 w studio wsparli go i Kortchmar, i King, która z kolei niebawem nagrała, nie bez zachęty oraz czynnego udziału Taylora, swój właściwy debiut solowy. O ile jednak wydany w lutym następnego roku album Taylora pt. Sweet Baby James stał się nie lada hitem (3. pozycja w notowaniu „Billboardu” i 6. na UK Albums Chart), o tyle nagrany wiosną ’70 i wydany niedługo później, a dokładniej w maju owego roku przez Ode Records pierwszy longplay Carole, wymownie zatytułowany Writer (ew. Writer: Carole King), okazał się nie lada klapą (84. pozycja na liście „Billboardu”). Wprawdzie zawierał dobre piosenki tandemu Goffin-King (z dwunastu tylko jedna została napisana przez King i Stern) i świadczył o potencjale Carole, którą oprócz Taylora w studio wsparli m.in. przyszli muzycy Jo Mama, wśród nich Kortchmar i Larkey, niemniej materiał ucierpiał z powodu nie najlepszej produkcji, której podjął się John Fischbach. Co więcej, o ile dość znaczny rozstrzał stylistyczny płyty dla jednych mógł stanowić potwierdzenie wszechstronności wykonawczyni, o tyle dla innych – być dowodem na brak spójności przedstawionego przez nią materiału. Jednakowoż z perspektywy czasu widać, iż w kilku momentach, takich jak Child of Mine czy Up on the Roof (kilka lat wcześniej wielki przebój The Drifters, nr 5 w zestawieniu „Billboardu”), niedoceniona, gdyż wcale nie taka słaba Writer stanowiła zapowiedź kolejnego dzieła King, ba, tym razem już w pełni znaczenia tego słowa - arcydzieła!

Tapestry („tapiseria”, „gobelin”, „arras”), jak brzmiało miano drugiego longplaya King, został nagrany w styczniu 1971 roku w A&M Recording Studios (dokładnie w Studio B). Pomijając załogę techniczną, w tym również producenta płyty i założyciela Ode Records Lou Adlera, w trakcie sesji wsparło Carole dość znaczne grono muzyków, liczące w sumie 14 osób, wśród których znaleźli się, jak poprzednio, James Taylor i członkowie Jo Mama, nadto m.in. Joni Mitchell oraz małżonkowie Merry Clayton i Curtis Amy. W różnych układach personalnych wykonali oni utwory, które trafiły na wydany w marcu tego samego roku album, ozdobiony zdjęciem pstrykniętym przez fotografika Jima McCrary’ego. Na okładce widać bosonogą Carole z bujnymi lokami opadającymi na ramiona, siedzącą swobodnie w towarzystwie kocura Telemacha (właśc. Telemachusa) na parapecie w salonie domu w Laurel Canyon. W rękach trzyma ona własnoręcznie wydzierganą tapiserię (stąd tytuł), lepiej widoczną od wewnętrznej strony okładki.

Na płycie znalazło się 12 piosenek, z których 7 zostało skomponowanych wyłącznie przez Carole. W dwóch przypadkach wspomogła ją w pracy twórczej Toni Stern (autorka słów do It’s Too Late i Where You Lead). Natomiast z kawałków napisanych we współpracy z Goffinem na płytę trafiły 3 kompozycje – pierwszy wielki przebój tandemu, czyli Will You Love Me Tomorrow?, nadto Smackwater Jack (już w ’71 przerobiony przez Quincy’ego Jonesa i zamieszczony na jego albumie o tej samej nazwie) i (You Make Me Feel Like) A Natural Woman, utwór, który w ’67 rozsławiony został przez Arethę Franklin (nr 8 w notowaniu „Billboardu”). Piosenka ta powstała z inspiracji twórcy terminu „rhythm and blues”, byłego dziennikarza, a natenczas producenta muzycznego Jerry’ego Wexlera, toteż i jego podpisano pod jej autorstwem.

Właśnie, jak wspomniałem, 7 kawałków Carole stworzyła w pojedynkę, co oznacza, że napisała do nich nie tylko muzykę, ale i słowa. Tym samym udowodniła, iż potrafi równie dobrze robić i jedno, i drugie, w co do tej pory można było powątpiewać, skoro jeszcze na jej poprzednim albumie nie zdarzyło się, by do którejkolwiek piosenki sama ułożyła słowa. Jak wiadomo, dotąd korzystała głównie z liryków pisanych przez inne osoby, przede wszystkim przez byłego męża, Gerry’ego Goffina, który posiadał rzadko spotykaną u mężczyzn zdolność do ujmowania i wyrażania w słowach nawet nie tyle męskich, ile kobiecych uczuć i emocji, co zdaniem King, jego muzy, wynikało stąd, iż odznaczał się on dogłębnym, „wykraczającym poza płeć rozumieniem natury człowieka” (understanding of human nature transcended gender). W jej odczuciu właśnie to miało przesądzać o tym, iż z takim autentyzmem i szczerością, niby kobieta potrafił ubierać w słowa niewieście lęki, nadzieje i emocje, oddawać kobiecą wrażliwość, czego wybornym przykładem stało się Will You Love Me Tomorrow? (niektórzy twierdzą nawet, iż w tekście tej piosenki autor zdołał uchwycić Zeitgeist przełomu lat 50. i 60., głównie dlatego, że w tym samym roku, w którym ta piosnka powstała, tj. 1960, zaaprobowana przez Agencję Żywności i Leków tabletka antykoncepcyjna oficjalnie pojawiła się w sprzedaży w amerykańskich aptekach; a skoro tak, to mogło to – miłosny i lękliwy tekst Gerry’ego w połączeniu z decyzją władz i będącym jej skutkiem upowszechnieniem nowego środka antykoncepcyjnego - wywrzeć pewien wpływ na ogromne powodzenie tej piosenki w ‘61). Jak się jednak okazało, i sama Carole była wyśmienitą autorką tekstów, potrafiącą w bardzo osobisty, a przy tym bezpośredni i przystępny sposób wyrazić nie tylko siebie, swoje przeżycia, związane z nimi przemyślenia i odczucia, ale też w ogóle doświadczenia, myśli i uczucia współczesnego człowieka, co wywarło duże wrażenie także na Goffinie, który rzekł: „To [słowa piosenek – przyp. aut.] było całkowicie oryginalne, Carole naprawdę zaimponowała mi jako tekściarka. Kiedy byliśmy razem, nigdy nie napisała choćby jednej linijki, więc nie miałem pojęcia, że potrafi to robić” (It was completely original, and Carole really showed me up as a lyricist. When we were together, she never contributed one line, so I had no indication that she could do it).

Już w raźno otwierającym płytę, optymistycznym I Feel the Earth Move, z temperamentem rozpoczętym od mocnych i rytmicznych uderzeń w klawiaturę fortepianu, który i później napędza utwór, dominując swym brzmieniem nad pozostałymi instrumentami, w tym sekcją rytmiczną i wchodzącą momentami w interakcję z fortepianem gitarą, Carole śpiewa to dosyć ostro i ekspresyjnie, to bardziej stonowanie i kojąco, w celnych, zgrabnie podszytych erotyzmem, chwilami „perkusyjnie” artykułowanych słowach niezwykle przekonująco wyrażając uczucia miotające zakochaną ludzką istotą. Podobnych uniesień nie uświadczy się w znacznie spokojniejszym i jakże smutnym So Far Away, w którym niesiona wewnętrznym bólem autorka, ciepłym i silnie nasyconym melancholią głosem w szalenie ujmujący sposób śpiewa o rozłące i tęsknocie za ukochaną osobą. Z jej wokalem idealnie współgra fortepian, dopełniany brzmieniem gitary akustycznej Taylora, to wychodzącej naprzód, to niknącej gdzieś w oddali. Do tego dochodzą nie narzucające się bas Larkeya i perkusja Russa Kunkela, a pod koniec flet, którego spokojny ton i prostota pomagają uśmierzyć wywołane długotrwałą rozłąką cierpienie. Żywszy jest It’s Too Late, w którym King śpiewa w szczerych i trzeźwych słowach autorstwa Stern o wygasłym uczuciu i definitywnym zakończeniu niegdyś bliskiej i napawającej obie strony radością relacji. Okraszony delikatną grą Ralpha Schucketta na pianinie elektrycznym, urozmaicony kongami i krótkimi solami Kortchmara na gitarze i Amy’ego na saksofonie sopranowym, utwór odznacza się wyborną współpracą sekcji z pianistką. Od czasu do czasu silniej wysuwa się ona ze swoim instrumentem na czoło, a jej nagrany na kilku ścieżkach wokal momentami dubluje się i nachodzi na siebie. W najkrótszym na płycie, niespełna dwuipółminutowym Home Again, który rozwija się powoli i dopiero po pierwszej minucie bieży nieco spieszniej, wyrażona zostaje tęsknota za domem, czy może raczej za tym, co może kojarzyć się z domem, w danym przypadku za kojącym smutek i zmniejszającym poczucie osamotnienia byciem z drugą, tą jedyną, bliską osobą i możliwością prowadzenia z nią rozmowy. Obok jak zawsze znakomitej gry Carole na fortepianie, warto zwrócić uwagę na jej wokal, który poruszająco wznosi się w kilku miejscach, może szczególnie nadobnie między trzydziestą a czterdziestą sekundą pierwszej minuty. W powstałej pod wpływem nagłego impulsu, w trakcie obserwowania nowojorczyków na stacji metra piosence Beautiful, przygrywająca sobie na fortepianie i syntezatorze Carole śpiewa o wewnętrznym pięknie każdej ludzkiej istoty i potrzebie okazywania serdeczności drugiemu człowiekowi, co, jak ufa, może przezwyciężyć ogarniający ludzi na co dzień pesymizm i smutek, poprawić relacje międzyludzkie i wyzwolić świat z oków szaleństwa. Tekst idealnie współgra z warstwą muzyczną, kreującą to pogodniejszą, to bardziej minorową aurę. Nastrojowa Way Over Yonder, zrodzona z tęsknoty za jakimś rajskim ustroniem, tak czasem potrzebnym każdemu schronieniem, które zapewni poczucie bezpieczeństwa, zrazu sennie płynie wśród oszczędnych dźwięków pianina King, gitary akustycznej Taylora i elektrycznej „Kootcha” Kortchmara, jak również basu Larkeya i perkusji Joela O’Briena. Do z czuciem i pasją śpiewającej Carole chwilami dołącza głos Merry Clayton, co wzmacnia odczucie obcowania z muzyką gospel. Co więcej, w okolicach trzeciej minuty daje się posłyszeć solówkę dmącego w saksofon tenorowy Amy’ego, któremu wspaniale akompaniują pozostali instrumentaliści, w tym z niesłychaną gracją Carole, jak również dołączający (teraz i potem) w odpowiednich momentach muzycy kwartetu smyczkowego - Perry Steinberg na kontrabasie, Barry Socher na skrzypcach, David Campbell na altówce i Terry King na wiolonczeli. Wszystko to powoduje, że utwór spowity jest łagodnie jazzującą i subtelnie klasycyzującą aurą. Podobnie klasycyzuje chwytający za serce, najdłuższy na płycie You’ve Got a Friend, w warstwie tekstowej poruszający podobną tematykę, jak Way Over Yonder, tyle że z innej strony, nie chodzi tu bowiem o miejsce, lecz o drugiego człowieka. Pragnąc dodać otuchy sobie i innym, na przekór próbującej wziąć górę melancholii, Carole śpiewa o intymnym (niekonieczenie romantycznym) związku uczuciowym i duchowym dwojga osób, o wzniesionej na miłości międzyludzkiej potędze przyjaźni, tak upragnionej i pokrzepiającej w chwilach wyobcowania i zwątpienia. Piękna i znakomicie zaaranżowana to piosenka, wzbogacona pobrzękiwaniem Taylorowego „akustyka” i smyczkami, świetnie współgrającymi z  kongami, na których Kootch łagodnie wybija rytm. Zasępienie ustępuje w żwawym i pogodniejszym Where You Lead, gdzie mowa o wierności, oddaniu i podążaniu za ukochaną osobą. Napisany przez Toni Stern wiersz, przy tendencyjnym odczytaniu mogący wzbudzać kontrowersje w pewnych środowiskach, ponoć zainspirowany został ustępem z Księgi Rut (1,16). Lekkość i swoboda, wpadające w ucho rytm i melodia, przyjemnie zelektryfikowane brzmienie i pojawiające się od czasu do czasu wielogłosy King, Clayton i Julii Tillman tworzą fajną, niezobowiązującą atmosferę tej piosenki o soulowym i rhythmandbluesowym charakterze. Dla kontrastu nader spokojne jest akustyczne Will You Love Me Tomorrow?, wolniejsze i bardziej refleksyjne aniżeli w wersji The Shireless, powszechnie zresztą znanej. Do Carole, która odkrywa tu lęki i niecierpliwość kobiety czy dziewczyny, tkwiącej w niepewności, czy po spędzonej z kochankiem nocy nadal będzie mogła liczyć na odwzajemnienie przezeń uczuć, po pewnym czasie dołączają ze swym śpiewem Joni Mitchell i Taylor. Utworem całkowicie nie przystającym pod względem treści słownej do reszty piosenek jest bujający, dziarsko kroczący, utrzymany w duchu boogie woogie Smackwater Jack, opowieść rodem z Dzikiego Zachodu o konfrontacji zbuntowanego Smackwater Jacka z gorliwie wymierzającym sprawiedliwość szeryfem Big Jimem the Chiefem, w isotcie opowieść o jednostce skonfliktowanej ze społecznością i samosądzie nazbyt chybko i niesprawiedliwie dokonywanym w majestacie prawa. I tu wesoło śpiewającej Carole towarzyszy chór kobiecych głosów (oprócz niej ponownie Clayton i Tillman), zaś na szczególną uwagę zasługuje może energiczne basowanie Larkeya, nadto gra Schucketta na pianinie elektrycznym i Kootcha na „wiośle”. Wspomnieć można też o pojawiającym się saksofonie barytonowym Amy’ego, który jednak niczym szczególnym nie wyróżnia się, w znikomym stopniu dodatkowo podbarwiając brzmienie numeru. W przeciwieństwie do poprzedniczek dwie ostatnie piosenki na płycie zostały nagrane przy najmniejszym udziale osób. Tytułowa Tapestry to stworzona samopas przez King ballada, w której autorka przyrównuje swoje życie do kolorowej, dzierżonej w rękach na okładkowej fotografii tapiserii, co staje się punktem wyjścia dla utrzymanej w konwencji bajki opowiastki alegorycznej o głównej bohaterce i tajemniczym tułaczu, poddanym działaniu zgubnego czaru. Tak w warstwie słownej kołysząc się na granicy fantazji czy sennej mary a rzeczywistości, Carole łagodnie pośpiewuje, w pojedynkę przygrywając sobie na fortepianie i keyboardzie. Płytę wieńczy (You Make Me Feel Like) A Natural Woman, ze zmysłowym żarem wykonana przez Carole, która śpiewa o spełnieniu w miłosnym związku z dającym jej oparcie i dowartościowującym ją ukochanym mężczyzną, dzięki któremu może poczuć się prawdziwą, stuprocentową kobietą. Napisana z Goffinem, tu wykonana została ...A Natural Woman z Larkeyem, drugim mężem artystki. Jej wokal i dopełniana kontrabasem gra na pianinie urzekająco domykają płytę.

Uszyta z popu, soft rocka, folku, country, gospel, soulu, R&B, jazzu i muzyki klasycznej Tapestry to zbiór dwunastu wybornych, pełnych wdzięku i elegancji perełek, hojnie czerpiących z doświadczeń King utworów-wyznań nt. miłości i przyjaźni. Piosenek po większej części kameralnych, odznaczających się ciepłem, intymnością, bezpośredniością i prostotą, wykonanych z czuciem, naznaczonych głęboką wrażliwością Carole, grającej z finezją, werwą i polotem, z łatwością przechodzącej od łagodniejszego do pełnego ekspresji śpiewu, wcale nie doskonałego, ciutkę szorstkawego, za to tętniącego emocjami i – może właśnie dzięki tym drobnym skazom - tchnącego rzadkim autentyzmem. Płytą tą King udowodniła sobie i światu, że jest nie tylko utalentowaną autorką piosenek, ale też pierwszorzędną i oryginalną ich wykonawczynią, artystką kompletną. Co więcej, przechodząca najśmielsze oczekiwania, gigantyczna popularność tej płyty pomogła upowszechnić przekonanie, że bycie dobrym kompozytorem i tekściarzem może iść w parze z byciem świetnym interpretatorem i wykonawcą piosenek. No i pomogła też przetrzeć szlaki dla kolejnych, próbujących swoich sił w biznesie muzycznym piosenkarek i songwriterek.

Może nie z dnia na dzień, lecz z miesiąca na miesiąc płyta stała się niebywałym hitem, jak czas pokazał – nie tylko roku 1971. Już 10. kwietnia zadebiutowała na liście „Billboardu”. W ciągu następnych sześciu tygodni trafiła do top 10, gdzie miała pozostać przez kolejnych 46 tygodni. A już 19. czerwca wzleciała na sam szczyt, detronizując odjazdowe Sticky Fingers Stonesów. Na pierwszej pozycji utrzymała się do 1. października, czyli aż przez 15 tygodni, co, jeśli chodzi o piosenkarki, stanowiło rekord przez ponad 20 lat (pobity został dopiero przez ścieżkę dźwiękową do melodramatu The Bodyguard, przypisaną Whitney Houston, której piosenki w połowie wypełniły ten soundtrack). W sumie notowany przez 302 tygodnie, więc przez około 6 lat, do 1977, w pierwszym roku album sprzedał się w liczbie 4 milionów egzemplarzy, w przyszłości osiągnął zawrotną liczbę 10 milionów sztuk, tym samym zdobywając w Stanach Zjednoczonych status diamentowej płyty, a do dzisiaj rozszedł się na świecie w ilości ponad 25 milionów. O sukcesie longplaya, który idealnie wpasował się w swój czas, przemawiając do serc i gustów nieprzeliczonych słuchaczy, przesądziły też celnie dobrane na promujące go single piosenki, jakże chętnie puszczane przez rozgłośnie radiowe – So Far Away/Smackwater Jack z marca oraz szybko pokryty złotem It’s Too Late/I Feel the Earth Move z kwietnia, które na „Billboard” Hot 100 osiągnęły, odpowiednio, pozycje 14 i 1. Taka popularność płyty nie mogła nie przełożyć się i na nagrody przyznawane przez amerykańską Narodową Akademię Rejestracji Sztuki i Nauki, od której triumfująca w 1972 roku King jako pierwsza wokalistka odebrała aż 4 statuetki w najważniejszych kategoriach: „Album of the Year” za Tapestry, „Record of the Year” za It’s Too Late, „Song of the Year” za You’ve Got a Friend i „Best Pop Vocal Performance, Female”. Warto dodać, iż You’ve Got a Friend zrobiła tak wielką furorę, iż odniosła podwójny sukces - w 1971 roku piosenkę tę wykonał i zamieścił na swoim trzecim albumie Mud Slide Slim and the Blue Horizon również James Taylor, za co zgarnął podczas tej samej imprezy, co Carole, wyróżnienie w kategorii „Best Pop Vocal Performance, Male”. Zresztą kawałek ten w wersji Taylora ukazał się także jako singiel, przynosząc mu jedyny w jego karierze nr 1 na „Billboard” Hot 100. Dodać można, że pewnie i jego longplay przeskoczyłby z drugiej na pierwszą pozycję w notowaniu, gdyby nie to, że długotrwale okupował ją bestsellerowy album Carole.

Ta zaś, ośmielona entuzjastycznym odbiorem swojego dzieła i wcześniejszymi występami z Jo Mama i Taylorem, nie spoczęła na laurach i wkrótce zaczęła promować Tapestry na estradzie. O tym, jak udane dawała podówczas koncerty, zapewnia ogłoszony dopiero po 25 latach materiał The Carnegie Hall Concert: June 18, 1971, dokumentujący jej powrót do rodzinnego Nowego Jorku. W czasie ciepłego letniego wieczoru zaprezentowała tam kongenialne wersje m.in. większości kompozycji ze swojego ostatniego albumu, a także kilku z Writer i z wydanego kilka miesięcy później, w grudniu ’71 Music. Początkowo występowała wspomnianego wieczoru na scenie samotnie, a potem z towarzyszeniem Larkeya, Kortchmara i kwartetu smyczkowego, zaś pod koniec, w ramach niespodzianki, ku trudnej do opisania radości zebranych słuchaczy, z Jamesem Taylorem, z którym po latach miała ponownie zewrzeć szyki i udać się w 2010 w Troubadour Reunion Tour, po tym jak dwa i pół roku wcześniej wspólnie zagrali w hollywoodzkim klubie nocnym The Troubadour, co dokumentuje dobrze przyjęta przez odbiorców płyta Live at the Troubadour.

W drugiej połowie lat 70. gwiazda Carole zaczęła przygasać, a jej pomyślnie rozwijająca się wcześniej kariera stopniowo ulegać pewnemu załamaniu, czego początek mniej więcej zbiegł się z wybuchem popularności punk rocka, a na niwie prywatnej - z rozwodem z drugim mężem i nieudanym a krótkotrwałym związkiem z trzecim małżonkiem, który maltretował partnerkę i był narkomanem. Nie licząc chwalonego albumu Pearls: Songs of Goffin and King z roku 1980, lata 80. i 90. nie należały do szczególnie dla niej pomyślnych, ani pod względem artystycznym, ani komercyjnym. Z dzisiejszej perspektywy śmiało można stwierdzić, w zgodzie z biografią zamieszczoną na oficjalnej stronie internetowej artystki, iż „w czasie swojej kariery muzycznej King przebyła długą i krętą drogę” (King has traveled a long and winding road during her life in music). Mimo to pewne jest, że Carole King była, jest i pozostanie jedną z najważniejszych i najbardziej wpływowych piosenkarek-songwriterek, i to nie jedynie swojego pokolenia, zaś Tapestry po wsze czasy będzie piękną płytą i absolutnym klasykiem muzyki popularnej.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.