ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Uriah Heep ─ Live in Moscow w serwisie ArtRock.pl

Uriah Heep — Live in Moscow

 
wydawnictwo: Legacy Records 1988
 
Side A
1. Bird Of Prey (4:32)
2. Stealin' (5:26)
3. Too Scared To Run (4:00)
4. Corina (3:58)
5. Mister Majestic (5:45)
Side B
1. The Wizard (4:52)
2. July Morning (8:54)
3. Easy Livin' (2:52)
4. That's The Way That It Is (3:44)
5. Pacific Highway (4:53)
 
Całkowity czas: 48:56
skład:
- Mick Box / guitar, vocals; - Lee Kerslake / drums, vocals; - Trevor Bolder / bass guitar, vocals; - Phil Lauzon / keyboards, vocals; - Bernie Shaw / lead vocals
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 3, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
12.07.2015
(Recenzent)

Uriah Heep — Live in Moscow

Dokształt koncertowy. Semestr czwarty – wykład piąty.

Wbrew   temu co sądzi kolega Strzyżu, albo ten jego wynajęty zupak Kopyto, wcale nie oglądam lesbijskiego porno, tylko faktycznie Wimbledon. Dlatego w zeszłym tygodniu zrobiłem sobie wolne. Ale to nie tylko z powodu turnieju w Londynie. Szykuję dwa wykłady, do których muszę przerobić bardzo dużo materiału – po kilka godzin muzyki na każdy.

Dzisiaj jednak coś znacznie krótszego. Zwykle w lipcu piszę o jakiejś płycie Uriah Heep, w tym roku nie miało inaczej, jednak właściwie w ostatniej chwili zmieniłem repertuar tak, żeby i przy okazji pasował do koncertowego dokształtu.

W latach osiemdziesiątych reputacja Uriah Heep była tylko nieco lepsza niż naszego parlamentu, a po całkiem niedawnej sławie nie pozostało nawet śladu. Zespół grał byle gdzie, za byle co, nawet wystąpił w programie  rozrywkowym telewizji bułgarskiej.  Trzymało się to wszystko chyba tylko dzięki determinacji Mike’a Boxa, który pewnie nie miał innego pomysłu na życie, jak tylko prowadzenie zespołu. Powodów dlaczego popularni Juraje tak podupadli było kilka. Na pewno nie pomagał brak stabilizacji składu – wokaliści przychodzili i odchodzili, nie zagrzewając zbyt długo miejsca w składzie, w 1980 roku odszedł Ken Hensley. O zmianach basmanów to nawet nie wspomnę, bo nawet w czasach największych sukcesów rotacja na tym stanowisku była dosyć spora. Ze starego składu ostał się jeszcze tylko Lee Kerslake, a i on też w pewnym momencie trochę w zespole był, a trochę nie był. Poza tym niezbyt „sportowy” tryb życia muzyków – Byron pił litrami, a Hensley ćpał kilogramami. Przy czym Byrona wywalono, a Hansley odszedł sam, dołączając do Blackfoot. Box po jego odejściu szybko zaproponował Byronowi powrót do zespołu, ale ten odmówił (Hensley był głównym inspiratorem pozbycia się Byrona z zespołu). Jeszcze inna sprawa, że zmienił się klimat w muzyce – takie klasycznie grające kapele rockowe zostały praktycznie zdmuchnięte z rynku przez punka i nową falę. Oczywiście znaczenie też miał fakt, że od dobrych kilku lat grupa nie potrafiła nagrać naprawdę udanej płyty. Mniej więcej z tych powodów Juraje znaleźli się na peryferiach rynku muzycznego i to dosłownie, bo w tamtych czasach koncertowanie po demoludach było zajęciem gwiazd o mocno przyblakłym blasku.

Druga połowa lat osiemdziesiątych to też czas pierestrojki. Przy okazji rock przestał być muzyką podejrzaną ideologicznie i można było sprowadzać takich wykonawców, bez potrzeby tłumaczenia się przed partyjnymi aparatczykami. Oczywiście chodzi mi tu przede wszystkim o sam Związek Radziecki, bo w takich krajach jak Polska, czy Węgry było pod tym względem znacznie luźniej. Na wschód  Europy punkowo-nowofalowe dźwięki docierały w zakresie dosyć ograniczonym, a im dalej na wschód tym było gorzej. Za to te klasyczne, rockowe kapele dalej miały tam spore rzesze fanów. I pewnie tak w ramach pierestrojki, a przy okazji zarobienia przez wszystkich zainteresowanych kilku rubli, lub funtów, ściągnięto na koncerty do Związku Radzieckiego dość mocno przykurzoną, rockową gwiazdę, jakim było w tym czasie Uriah Heep. Juraje właśnie po raz kolejny zmienili wokalistę, tym razem był to Kanadyjczyk Bernie Shaw. I właściwie w tym momencie ustanowił się skład, który przetrwał następne dwadzieścia lat! Ale o tym wtedy nikt nie wiedział.

Koncerty udały się na tyle dobrze, że postanowiono uwiecznić to w plastiku, czyli na płycie, oraz też w wersji z obrazkami, a oba te wydawnictwa ujrzały światło dzienne w 1988 roku. Na świecie nikt się nimi specjalnie nie przejął, bo przeszły raczej niezauważone. U nas o „Live in Moscow” było dosyć głośno, bo jednak w radiu pracowało jeszcze kilku ludzi, którzy jeszcze dobrze pamiętali złote czasy tej grupy, a poza tym był kolejny znak, że pieriestrojka cały czas jest i jeszcze nikt jej nie odwołał. Takim najczęściej granym utworem w naszym radiu był premierowy „Mr. Majestic” (Lanzon na głównym wokalu) i słusznie, bo to numer znakomity, chociaż mało jurajowy. Zresztą nie jedyny nowy kawałek na płycie – dwa  kolejne to „Corina” i „Pacific Highway” – i wszystkie trzy naprawdę dobre! Oczywiście nie mogło zabraknąć też klasycznych klasyków, takich jak „Bird of Prey”, July Morning”, „Stealin’”, „Easy Livin’”,  „The Wizard”, czy „Gypsy”. Akurat „Gypsy” to na winylu zabrakło, ale już na pierwszym wydaniu kompaktowym jest. Bardzo dobrze, że jest, bo to wersja znakomita. Reszta klasyków zagrana jest momentami bardzo dobrze, a momentami prawie bardzo dobrze. Bardzo podoba mi się rozbudowana nieco wersja „Bird of Prey”, „July Morning” jest nieco skrócone w porównaniu z wersją studyjną, ale za to zagrane zostało soczyście, rockowo, tak do dechy. Tych nie-klasyków jest raptem dwa, z czego „Too Scared to Run” zupełnie nie odstaje od trójki premierowych nagrań. A jak tam sobie radzi nowy wokalista grupy, dla którego są to pierwsze występy z Jurajami? Świetnie. Oczywiście Byronem nie jest, bo Byron – jeden z najlepszych i najbardziej oryginalnych rockowych wokalistów – był  tylko jeden i więcej nie będzie. Za to świetnie czuje tą muzykę i idealnie potrafi się w nią wpasować. Pewnie za młodu był fanem grupy. Do tego trochę pary w gardle ma, wie jak zachować się na scenie – naprawdę bardzo godny następca Byrona. Warto sobie pooglądać na jutubie jak to też i wyglądało – a był to też i wizualnie efektowny koncert – dymy, światła, lasery – było na czym oko zawiesić. Do tego też widać, że i zespołowi naprawdę się chciało, że  jeszcze granie sprawiało im sporo frajdy. Normalnie żarło im jak cholera. Zresztą jak miało nie żreć, jeśli warunki mieli wprost idealne – wielka hala, pełna ludzi, pełna ich fanów, którzy czekali na tą chwilę nawet kilkanaście lat – i tak nie jeden, tylko kilka wieczorów. Musiało ich to ponieść. Kiedy ostatni raz byli tak fetowani? Pewnie jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych. Tak udane koncerty, to i płyta okazała się również bardzo udana. Z pewnością wielu fanów powie – „Live” to to nie jest – i będą mieli rację, bo nie jest. Ale między takimi gigantami jak „Live” a zupełnym badziewiem jest naprawdę bardzo dużo miejsca dla płyt zacnych,  porządnych, a także zarówno bardzo dobrych. Moim zdaniem „Live in Moscow” jest przynajmniej bardzo dobre, a dodatkowy walor, to jeszcze te trzy premierowe nagrania. Mnie to rusza, ja to kupuję.

Od czasu moskiewskich koncertów Uriah Heep złapali drugi oddech i ich kariera znowu ruszyła. Dość szybko odzyskali renomę bardzo dobrej orkiestry koncertowej, chociaż płyty nagrywali jeszcze takie sobie. Ale od pewnego czasu i płyty są bardzo dobre, a zespół odzyskał szacunek fanów. 

Trochę danych technicznych, na temat wydań „Live in Moscow” – oryginalnie wydana na winylu w 1988 roku zawierało 10 utworów, pierwsze kompaktowe wydanie z 1992 roku było uzupełnione  o „Gypsy”. Na wydanym przez Castle Communication w 1998 roku remasterze znalazły się jeszcze dwa dodatkowe nagrania – „Rockarama” i „Heatache City”. Zestaw utworów na kasecie VHS był nieco inny niż na płycie, poza tym była nieco dłuższa, a w 2002 roku ukazało się trwające około 90 minut DVD z zarejestrowanym pierwszym koncertem z Moskwy.

I dokształtowe pytania:

 - Przez Uriah Heep przewinęło się sporo znanych muzyków, jak na przykład Olsson, Wetton, ale też i muzycy Jurajki współpracowali z innymi wykonawcami. Na przykład Lee Kerslake grał w zespole Ozzy Osbourne’a. A Osbourne wywinął mu kiedyś wredny numer, przy okazji oszukując też innego bardzo znanego perkusistę. O co chodziło i kto był tym drugim zrobionym w bambo perkusistą? (5 pkt.)

 - Pierwsza płyta Uriah Heep miała   coś wspólnego z debiutancką płytą innego bardzo znanego zespołu hard-rockowego. Co? (1 pkt.)

 - Kto był głównym sponsorem pierwszego w Polsce koncertu Uriah Heep? (3 pkt.)

„Live In Moscow – Caм в Москве”

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.