ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Dream Evil ─ Six w serwisie ArtRock.pl

Dream Evil — Six

 
wydawnictwo: Century Media Records 2017
 
1. Dream Evil [5:19]
2. Antidote [3:24]
3. Sin City [4:55]
4. Creature of the Night [4:44]
5. Hellride [3:40]
6. Six Hundred and 66 [3:40]
7. How to Start a War [4:18]
8. The Murdered Mind [3:13]
9. Too Loud [3:45]
10. 44 Riders [4:57]
11. Broken Wings [4:09]
12. We Are Forever [5:11]
 
Całkowity czas: 51:15
skład:
Pete Pain – bass
Ritchie Rainbow – guitars, keyboards
Nick Night – vocals
Mark Black – guitars
Pat Power – drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 1 Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
19.12.2017
(Gość)

Dream Evil — Six

Przyznam, że wielbicielką Dream Evil nie jestem, moja przygoda z nimi skończyła się w 2003 roku, kiedy to ukazał się album „Evilized”. Przestałam śledzić dokonania Szwedów, bo - jednym słowem - zeszli wtedy na psy. Debiut był jeszcze w miarę udany, ale późniejsze wydawnictwa tylko utwierdzały w przekonaniu, że można grać niespecjalnie przystępny power/heavy metal. Gdy pojawiła się wiadomość w sieci, że grupa nagrywa kolejny album, byłam ciekawa co tym razem zmajstrują po siedmiu latach milczenia. Wieki temu mój odtwarzacz gościł u siebie Dream Evil. Pomimo, iż wydali nowy krążek nie byłam w stanie cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie starych nagrań. Po prostu nie miałam na to siły. To nie jest zespół, do którego chętnie wracam. Poza tym ciężko było mi się zmierzyć z „Six”.

Po pierwszym przesłuchaniu pojawiły się myśli: „Ale to już było”. Tak, było. Szwedzi się jednym słowem nie popisali i nagrali album słaby, niczym się w zasadzie niewyróżniający. Są to w dalszym ciągu te same patenty co na pozostałych płytach. Wyznacznikiem jest surowe brzmienie i charakterystyczny głos Nicka Nighta, który nie zmienił się mimo upływu lat. Ciężko opisać piosenki, w których tak naprawdę nic ciekawego się nie dzieje. Pomysły się wypaliły i na „Six” trafiły głównie same wypełniacze. Głównie, bo w niektórych momentach jest ciekawie, ale to kropla w morzu. Tutaj pojawia się jedno zasadnicze pytanie: czy słuchacz jest w stanie przebrnąć do końca albumu, słuchając takich niewypałów? I tu jest pies pogrzebany. Nie wiem jak wy to przeżyjecie, ale ja przez te 51 minut cierpiałam katusze. Szukałam jakichś plusów, ale znalazłam jedynie znikome ich ślady.  Takie troszkę interesujące momenty znajdziemy w otwierającym „Dream Evil”, a także w „Antidote”, „Sin City” i „How to Start a War”, reszta to szmira, której trudno słuchać. Na próżno tu szukać czegoś fajnego, co by przyciągnęło i złapało za serducho. Uwierzcie, ale to nie ta droga. Polecałabym poszukać innego obiektu, który potrafi grać solidny power/heavy metal.

Dream Evil za nazwę obrał sobie tytuł płyty Dio i chyba niesłusznie, bo to co prezentują nijak się ma do klasycznego albumu heavy metalowców pod wodzą Ronniego Jamesa Dio. Niestety, ale nazwa to nie wszystko, liczy się przede wszystkim sama muzyka, a w Dream Evil nie drzemie żadna siła, by wzbić się na wyżyny. Może ktoś dostrzeże coś fajnego w ich wykonaniu, może, ale nie musi. Ja nie widzę żadnej przyszłości dla Szwedów. Nie tędy droga moi panowie. Zabrakło pomysłów? Może trzeba było szukać gdzie indziej? Obrać inną drogę? Czas pokaże co jeszcze nam muzycy zaprezentują, ale nie obiecuję, że to będzie coś cudownego. Już po omawianym krążku widać, że zespół zjadł swój ogon, powiela te same tematy i w zasadzie niczym się nie różni od „DragonSlayer” czy „The Book of Heavy Metal”. Próbowałam rozgryźć ten album, ale nie udało się, jest za słaby. Nie oczekujcie po nim wiele, to bez sensu. Jedna, wielka pomyłka, żaden to heavy metalowy album z prawdziwego zdarzenia. Jest słabiutko, oj słabiutko…

Jeśli cenisz klasyczny heavy metal i młode kapele, które się upodabniają do swoich idoli, po „Six” Dream Evil nie warto sięgnąć. Od początku do końca mamy do czynienia z bublem. Nie wiem nawet czyj był to pomysł, by wypuścić w świat taki twór. Nie, ja tego nie kupuję, to nie do przyjęcia. Nie wiem ile w was cech ludzkich, ale osobiście nie polecam tej płyty osobom, które zaczynają dopiero przygodę z heavy metalem, a w szczególności z młodymi formacjami. Nie tędy droga. Jeszcze raz powiem: słabiutko. I tyle.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.