ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Brain Story  ─ Madeinside w serwisie ArtRock.pl

Brain Story — Madeinside

 
wydawnictwo: 2017
 
1. Spice [06:42]
2. Believe In Dreams [05:37]
3. Tear Of The Moon [07:52]
4. Madeinside [08:28]
5. A While! [03:08]
6. Nothing [08:02]
7. Change? [07:39]
8. The Time [05:00]
9. Not Me? [09:51]
 
Całkowity czas: 62:00
skład:
Mariusz Kumala - guitar, vocals
Gosia - keyboard
Gnat - drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
15.05.2018
(Recenzent)

Brain Story — Madeinside

Gdzieś zapodział się ten album w bogatej stercie płyt do recenzji. Znów szkoda, bo premierę miał ponad rok temu, a rzecz jest co najmniej intrygująca. I to chociażby tylko z tego powodu, kto kryje się za nazwą Brain Story. Bo to solowy projekt Mariusza Kumali. Niewtajemniczonym przypomnę, że to były gitarzysta samego Closterkellera, którego można usłyszeć na takich wydawnictwach jak Aurum, Act IV i Bordeaux. Natychmiast dodam, żeby fanom naszej legendy gotyku nie narobić smaku, a nieprzepadających za kapelą Anji Orthodox nie zniechęcić, że muzyka zawarta na recenzowanym albumie nie ma praktycznie nic wspólnego z gotyckimi klimatami! To zupełnie inna muzyczna bajka. Bajka, która może się spodobać wielu naszym czytelnikom, gustującym w bardziej progresywnych brzmieniach.

Ale od początku. To już tak naprawdę drugi album Mariusza Kumali pod tym szyldem. Pierwszy, zatytułowany Colours in My Head ukazał się w 2005 roku (dodam, że wcześniej, w 2001 roku, artystę można było usłyszeć na albumie Psychotropic Transcendental, Ax libereld…). Obie płyty, o bardzo podobnych okładkach (na „jedynce” dominuje czerń, tu biel), zostały nagrane w takim samym składzie, czyli Mariusz Kumala odpowiadający za gitary i wokal, Gosia (Małgorzata Radomska) na instrumentach klawiszowych oraz Gnat (Rafał Gnat) za perkusją.

Madeinside pojawił się w fizycznej formie w kwietniu ubiegłego roku, jednak sam materiał powstał… 12 lat wcześniej i w minionym roku otrzymał tylko nowy miks. Na tle swojego poprzednika wydaje się bardziej rockowy, naturalny i żywy. A z jakim graniem mamy na nim do czynienia? To muzyka, w której z pewnością słychać fascynację artysty bardziej rozbudowaną, progresywną formą, w której ogromną rolę odgrywa oczywiście jego gitara (mnóstwo dopracowanych ciekawych figur solowych), ale też klimat, atmosferyczność oraz przestrzeń. Jej cechą jest również swoista hipnotyczność i brzmieniowa transowość. Można w tej muzyce doszukać się wpływów Pink Floyd, Anathemy, Porcupine Tree, Riverside, czy bardziej wyciszonego Opeth. Wśród dziewięciu pomieszczonych tu kompozycji jest kilka bardziej rozbudowanych, oscylujących w granicach od 7 do 9 minut, co nadaje im pewnej progresywności. Trudno też odrzucić wyraźnie odczuwalny w kilku utworach pierwiastek rockowej psychodelii.

Większość utworów to kompozycje rozwijające się powoli, niespieszne, jednak z bardzo ciekawą melodyką. Choć pojawiają się tu wokale, całość sprawia wrażenie albumu instrumentalnego, a wokalizy brzmią raczej jak kolejny instrument dodający pewnego mroku i klimatu. Moimi zdecydowanymi faworytami są Madeinside, Nothing i Change?. Mają naprawdę piękne tematy, taką post-rockową przestrzeń i głębokie klawiszowe tła nadające im fajnej atmosferyczności. Nie można jednak Kumali odmówić ciekawych, muzycznych poszukiwań nadających płycie większej różnorodności, jak zmierzające w kierunku muzycznego eksperymentu utwory A while! i The Time. Z przetworzonymi, odhumanizowanymi głosami, wyrazistą elektroniką, czy - szczególnie w przypadku tego drugiego - etnicznymi bębnami i space rockowymi wtrąceniami.

Może płyta nie jest jakimś produkcyjnym mistrzostwem świata, niemniej sama muzyka broni się bardzo dobrze. Polecam wszystkim poszukującym niebanalnych dźwięków. Tym bardziej, że rzecz nie ma zbyt wielkiego nakładu i warto na taki rarytas się skusić.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.