ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Celtic Frost  ─ Monotheist w serwisie ArtRock.pl

Celtic Frost — Monotheist

 
wydawnictwo: Century Media Records 2006
 
1. Progeny 5:01
2. Ground 3:55
3. A Dying God Coming Into Human Flesh 5:39
4. Drown In Ashes 4:23
5. Os Abysmi Vel Daath 6:41
6. Obscured 7:04
7. Domain of Decay 4:38
8. Ain Elohim 7:33
9. Triptych I: "Totengott 4:27
10. Triptych II: "Synagoga Satanae 14.24
11. Triptych III: "Winter (Requiem, Chapter Three: Finale) 4:32
 
Całkowity czas: 68:16
skład:
Tom Gabriel "Warrior" Fischer - śpiew, gitary, aranżacje, programowanie
Martin Eric Ain - gitara basowa, śpiew ("A Dying God Coming Into Human Flesh", "Tryptich I: Totengott", mówione partie "Tryptich II: Synagoga Satanae"), producent
Erol Unala - gitary
Franco Sesa - perkusja
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 2
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 3

Łącznie 7, ocena: Album jakich wiele, poprawny.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8++ Arcydzieło.
04.04.2019
(Gość)

Celtic Frost — Monotheist

Są płyty, których się boję. Tak po prostu. Czysto po ludzku. Jak człowiek obawiający się ciemności, osamotnienia, opuszczenia, choroby, starości czy śmierci. Ktoś czujący, jak kropla po kropli wypływa z niego nadzieja, pozostawiając bezbrzeżną pustkę, której niczym nie można wypełnić. Strach czający się w każdym dźwięku płyty, jakby pod powierzchnią muzyki czyhało coś nienazwanego i niewyobrażalnie groźnego. Coś starożytnego i odwiecznego w swej niezrozumiałej nienawiści do wszystkiego co żywe. I do wszystkiego co nieżywe. W sumie do wszystkiego. Każdym oddechem pompującym niepewność. Odrazę. Frustrację. Strach...

"Wszystko jest chłodne i zamarznięte
zamarznięte morze, zamarznięte niebo
Zamarznięta jest śmierć, ale nie mogę umrzeć.
Nie mogę umrzeć"

Strach jest największy wtedy, gdy przybiera formę humanoidalną. W tym przypadku zaklęty został na ostatnim krążku szwajcarskiej legendy metalu Celtic Frost. Diabelskiej załogi, która w głębokich latach 80-tych z piekielnych dźwięków wykuła nowe gatunki muzyki, które rzesze akolitów przetopiły później na black, death, doom, sludge i inne pochodne gatunki metalu. Kapeli, która gdy skończyła się złota era thrashu zamilkła na niemal dwie dekady. Tylko po to, by powrócić w 2006 roku, eksplodując pod postacią Monotheist, najlepszej w mej opinii płyty metalowej w tym wieku. Po czym by znów zapaść w niebyt, niczym zmęczone kreacją starożytne bóstwo. Ślepe na losy maluczkich, którzy drżącymi palcyma z uwielbieniem dotykają jego dzieła. Drwiące z profanów zamarłych w zasłuchaniu w bezlitośnie zniewalające dźwięki. Głosy wydrążające w nich głębokie rany i nieodwracalnie patroszące ich umysły. Tylko po to, by napchać je później muzycznymi wonnościami, których nazwy zostały zapomniane na przestrzeni wieków ewolucji ludzkości, gdyż nie przeszłyby przez gardło żadnego cywilizowanego człowieka...

"Ramy umysłu, ponura dusza
Moje ostateczne łono, ciało stało się zimne
Jestem w twoim posiadaniu, a ty pozwalasz mi krwawić
Moja miłości, to umarło razem ze mną
Świat blizn i bladych pieszczot"

Jest w tej muzyce coś wstrętnego. Odrażającego jak nieodkażona ropiejąca rana. Cuchnącego niczym jama pełna robactwa. Coś przesyconego niezatrzymywalnym rozkładem gangreny toczącej chore członki. Nie jest wcale brutalnie, choć bywa ciężko jak diabli. Nie jest szybko, raczej mroczno i posuwiście niczym czarny pociąg wjeżdżający w tunel do samego piekła. Są momenty oddechu. Klawisze. Kobiece wokalizy. Melorecytacje w dawno zapomnianych językach. Wiatr szeleszczący na odrapanych cmentarnych nagrobkach. Mróz. Celtycki mróz. Taki, że kość o kość. Taki, że płatki śniegu opadające na udręczonego słuchacza są wręcz namacalne, a pod butami skrzypi biały puch. I my to zimno czujemy. Namacalnie...

"Nienawidzę kochać gdy to sprawia ból
Moje ręce są porżnięte, ale nadal płynę
Na oceanie smutku podczas deszczu
Wszystko co moje, umarło"

Są płyty, których się boję. Tak po prostu. Czysto po ludzku. I nigdy, ale to przenigdy, nie słucham ich w towarzystwie. Bo bać najlepiej się w samotności...

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.