ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Shadows, The ─ 20 Golden Greats w serwisie ArtRock.pl

Shadows, The — 20 Golden Greats

 
wydawnictwo: EMI Music 1977
 
1. "Apache" 2:52
2. "Man of Mystery" 2:00
3. "The Frightened City" 2:20
4. "Guitar Tango" 2:59
5. "Kon-Tiki" 1:54
6. "Foot Tapper" 2:26
7. "Genie with the Light Brown Lamp" 2:40
8. "The War Lord" 2:15
9. "A Place in the Sun" 2:12
10. "Atlantis" 2:47
11. "Wonderful Land" 2:08
12. "F.B.I." 2:19
13. "The Savage" 2:27
14. "Geronimo" 2:20
15. "Shindig" 2:18
16. "Stingray" 2:33
17. "Theme for Young Lovers" 2:38
18. "The Rise and Fall of Flingel Bunt" 2:47
19. "Maroc 7" 2:43
20. "Dance On!" 2:24
 
Całkowity czas: 49:02
Brak ocen czytelników. Możesz być pierwszym!
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Brak głosów.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
17.07.2021
(Recenzent)

Shadows, The — 20 Golden Greats

Słuchałem sobie Shadowsów i zakąszałem małosolnymi. Małosolne były dokładnie takie jak lubię – dość słone i niezbyt mocno ukiszone – takie maks trzydniowe.

 - Podziel się ze stadem – hauknęło coś obok. Wyciągnąłem ręka z ogórasem, nawet się nie patrząc w tamta stronę. Zachrupało.

 - Daj jeszcze jednego – dałem jeszcze jednego. Zachrupało.

 - Powiedz mi Tośka, jak to jest. Ty jesteś rasowy, rodowodowy golden, a żresz wszystko, co pod pysk się nawinie. Za to twoja koleżanka Fridka, kundel z psiego bidula, jest wybredna jak przysłowiowy francuski piesek.

 - Nieprawda, nie jem wszystkiego. Po prostu nie wybrzydzam – co dają pod nos to zjadam. Bo ja jestem z wielodzietnej rodziny. Pięcioro nas było. Dawali jeść od razu wszystkim i nikt się więcej nie przejmował. Jak się nie zjadło od razu, to rodzeństwo ci wyżarło. Nie było na później. Papu trzeba szanować. I ty mi też coś powiedz – co cię tak z tymi Shadowsami wzięło. Katujesz tym naszą Panią i mnie już z pół roku. Dlaczego właśnie teraz? Wcześniej o nich w tym domu nikt nie mówił.

 - Widzisz Tośka to długa historia…

 - Zamieniam się w słuch – wtrąciła Tośka

 - Kiedy byłem bardzo mały, mieszkałem w dużej, ładnej willi, z dużym, chociaż nieco zaniedbanym ogrodem, Bocianówka się nazywała…

 - Jeśli teraz mieszkasz w bloku, to coś w życiu musiało ci bardzo nie pójść.

 - Mieszkałem, Tośka, mieszkałem. Moi starsi wyjmowali w niej pokój na poddaszu. Bez wody, bez kanalizacji, piec węglowy. A za ubikację robiło wiadro za kotarą w kącie strychu. Typowa mieszkaniowa bieda z nędzą za późnego Gomółki i wczesnego Gierka. Ale ogród był fajny. Świetne papierówki tam rosły. W lecie mama mi wystawiała tam wanienkę  i  pluskałem się całymi godzinami. I mieliśmy magnetofon. Co nie było wtedy aż tak częste. Starszy zakupił  czeską, szpulową Teslę B42, za jakieś zupełnie horrendalne pieniądze. No i tam różne rzeczy sobie z radia nagrywał. Często rodzice sadzali mnie   na radiu – takim wielkim, lampowym, sowieckim grzmocie – Festiwal się nazywało –obok stawiali magnetofon  i muzyka sobie leciała, ja na szpulach stawiałem sobie żołnierzy, albo samochodziki i tak się kręciły – fajnie było. I jednym z  kawałków, które tak najbardziej już wtedy wpadły mi w ucho, był taki cholernie ciekawy gitarowy numer. Tato powiedział, że to z takiego serialu kryminalnego. I że  The Shadows się nazywają.  Jak byłem starszy, to próbowałem tego szukać, ale jakoś mi się nie udawało. No nie była to grupa, która była zbyt często grana w radiu – nawet w ówczesnej Trójce. Potem o tym zapomniałem, prawie całkiem, a potem znowu mi się po kilkudziesięciu latach przypomniało i tym razem zacząłem już solidnie kopać. Nawet szybko mi poszło, bo w sieci jest wszystko. Następnym krokiem było zaopatrzenie się w zestaw „The Shadows 20 Golden Greats”.

 - Czyli udana sentymentalna wycieczka w lata dzieciństwa, przez którą cierpi reszta stada – podsumowała Tośka – A przynajmniej doszedłeś co to był za kawałek?

 - Doszedłem, „Man of Mystery” – temat  przewodni z serii telewizyjnych filmów sensacyjnych „The Edgar Wallace Mysteries”. Ale co cierpi reszta stada? Coś ci się nie podoba? – zjeżyłem się.

 - Wszystko. Cholernie archaiczne – podsumowała

 - No, a jakie ma być. Numery z lat 1960-1964, jeden, junior, z 1967 roku. A wystartowali jeszcze pod koniec lat pięćdziesiątych. Jak komuś nie pasuje klimat i brzmienie lat sześćdziesiątych, jak tobie i naszej Pani to trudno. Ale to był wtedy jeden z najważniejszych zespołów. Jeden pierwszych, albo w ogóle pierwszy znaczniejszy, który grał w składzie sekcja i dwie gitary – prowadząca i rytmiczna. Hank Marvin był inspiracją dla wielu bardzo znanych gitarzystów, takich jak na przykład Eric Clapton, David Gilmour. Zwróć uwagę jak ta jego gitara zawsze ładnie „śpiewała”. The Shadows to byli pionierzy nowoczesnej muzyki rozrywkowej.

 - Nowocześni, po zbóju. Jak Syrenka, albo Polonez. 

 - Oj , Tośka, zupełnie nie czujesz tej muzyki. Trudno, twój problem. Ale mi się te nieco naiwne gitarowe melodie zawsze podobały. Innym też, bo singli na szczytach list przebojów mieli od groma. No ale w tym czasie często panowała taka polityka wydawnicza, że single to single, EPki to EPki, a longi to longi, każde z takich wydawnictw było osobną całością i repertuar za każdym razem był inny. I trudno było zebrać te wszystkie hity w jednym miejscu. Dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych wreszcie idealnie trafiono z repertuarem na takiego składaka i  ukazało się „The Shadows 20 Greatest”. Jak za dawnych lat, chociaż pewnie nieco niespodziewanie podbiło listy przebojów – platyna i numer jeden w Wielkiej Brytanii. Faktycznie zestaw spasowano idealnie – co większe przeboje z lat 1960-1967 pod „jednym dachem” i co dla mnie ważne, włącznie z „Maroc 7”. Ten i „Man of Mystery” to moje ulubione numery The Shadows. Dlaczego te kawałki są takie fajne, dlaczego tego dalej się słucha? Bo są niesamowicie melodyjne, powiedziałbym błyskotliwie melodyjne, a ta pewna staroświeckość i naiwność dodaje im jeszcze specyficznego uroku. Do tego szkoła gry na gitarze Hanka Marvina jest wieczna i nieśmiertelna, jak trzy zasady dynamiki Newtona. Nikt, kto zacznie swoją przygodę z gitarą od Marvina nie zginie (ale co sobie palców na strunach powykręca, to już jego). W tych utworach nie można zmienić nawet jednej nuty, bo one są skończone. Ja nie wiem, czy gdyby je nagrać w nowocześniejszym studiu, to zachowałyby urok oryginału, bo one muszą tak brzmieć jak brzmią. Myślę, że każdy, który ma ambicje chociaż trochę wejść w lata muzyczne sześćdziesiąte powinien Shadowsów znać, a tą płytę mieć.

 - Pięknie powiedziane – Tośka siedziała z lekko przekrzywionym łbem i machała ogonem – podziwiam zdolności oratorskie. Prawie się wzruszyłam. Ciekawe  ile osób po twojej przemowie po ten krążek sięgnie. Ale  i tak mnie nie przekonałeś.  Będziesz sobie tego słuchał w autobusie do roboty. Akurat płyta na tam i z powrotem.

 - No cóż, trudno – westchnąłem – ale jeszcze ci coś o tej płycie powiem ciekawego.

 - Znowu zamieniam się w słuch – położyła głowę na łapach

 - W 1983 roku tygodnik Razem…

 - Ten z gołymi panienkami na ostatniej stronie – wtrąciła się Tośka

 - Dokładnie ten. No to ten tygodnik zorganizował plebiscyt pod tytułem „Sto płyt rocka” i ten składak znalazł się pod koniec pierwszej pięćdziesiątki! Genialny wynik!

 - Co najmniej dziwny. A co wygrało?

 - No jak to co? „Dark Side of The Moon”, na drugim był Biały Album,  a na trzecim „Electric Ladyland”.

 - Wybór niespecjalnie mój, ale całkowicie zrozumiały i akceptowalny.

 - A twój jaki by był?

 - „Hair of The Dog” – Nazareth, „Sabbath Bloody Sabbath – Black Sabbath i „Ace of Spades” – Motorhead.


 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.