ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Hipgnosis ─ Valley Of The Kings w serwisie ArtRock.pl

Hipgnosis — Valley Of The Kings

 
wydawnictwo: Lynx Music 2021
dystrybucja: Rock Serwis
 
CD1:
1. Macbeth [10:26]
2. Love [3:39]
3. Hyde Park [9:15]
4. Puls Life [5:22]
5. Heavy [8:21]
6. Depart Like A Tree [4:24]
7. Traveller Part 1 [10:58]

CD2:
1. Traveller Part 2 [44:17]
 
skład:
Sławek SEQ Ziemisławski - drums ,keyboards, sequencers, virtual synthesizers
Anna KUL Batko - lead vocal, vocals
Piotr PITU Nodzeński - bass, vocals
Radosław THUG Czapka - keyboards
Przemek PRZEMO Nodzeński - vocals in „Macbeth” & „Depart Like A Tree”

Guests:
Ewa Jabłońska - electric violin
Filip GODDARD Wyrwa - electric guitar
 
Brak ocen czytelników. Możesz być pierwszym!
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Brak głosów.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
09.12.2021
(Recenzent)

Hipgnosis — Valley Of The Kings

Powstała ponad piętnaście lat temu krakowska formacja Hipgnosis zawsze miała wokół siebie – przynajmniej w moich odczuciach - pewną aurę tajemniczości. I nie chodzi tu tylko o to, że muzycy od początku ukrywali się pod pseudonimami SEQ, KUL, THUG, PITU czy Przemo. Bo już w ich muzyce zawsze była jakaś niejednoznaczność i tajemnica. A i koncerty (miałem okazję widzieć formację sześć lat temu w Łodzi) miały w sobie coś z pełnego transu misterium, podkreślonego kluczową elektroniką, transową sekcją rytmiczną i introwertyczną na scenie KUL. Poprzez związki z krakowską sceną progresywnego rocka (choćby Anna Batko, wokalistka Albionu), czy udział w muzycznych wydarzeniach związanych z tą muzyczną szufladą, zawsze byli postrzegani przez pryzmat prog rocka. Czy słusznie? Raczej nie, chyba że odrzucimy w ich przypadku tradycyjne pojmowanie tego stylu i nazwiemy ich formację progresywną, bo poszukującą nieszablonowości i odchodzącą od artrockowych standardów i schematów.

I pewnie dlatego ich każda płyta była artystycznym wydarzeniem w świecie ludzi poszukujących w muzyce czegoś więcej. Tak samo jest w przypadku, Valley Of The Kings, trzeciego studyjnego albumu grupy, na który trzeba było czekać aż dziesięć lat. To oczekiwanie oczywiście potęguje jego wartość już na starcie. Ale nie na wyrost. Zupełnie zasłużenie.

Artyści w swojej twórczości zawsze byli bezkompromisowi i także w przypadku tego wydawnictwa pokazali, że lubią iść pod prąd. Choćby w zakresie dostępności płyty. Bo ta osiągalna jest na nośnikach fizycznych oraz wyłącznie na Bandcampie, nie zaś na innych portalach streamingowych, gdyż muzycy nie chcą wspierać nieuczciwego ich zdaniem sposobu traktowania twórców. Zamieścili zresztą wewnątrz gustownego digipaku wiele mówiące motto: streaming doesn't kill music - but it kills musicians! 

Na najnowszym dwupłytowym albumie, zawierającym ponad półtorej godziny muzyki, artyści ujawniają swoje nazwiska, jednak ich muzyka nic a nic nie traci ze swojej tajemniczej aury. Koncept, będący – według słów artystów – opowieścią o życiu człowieka od narodzin do … no właśnie, dokąd? Do śmierci, dłużej? - wraz z ciekawą szatą graficzną (po raz kolejny album zdobi obraz Tomasza Sętowskiego, tym razem zatytułowany Dolina Królów) i muzyką, tworzy spójną, jednorodną całość.

I tak trzeba tej muzyki słuchać. Bez odrywania utworów od całości. Wszystkie spaja niezwykle ekspansywnie wykorzystywana elektronika, duża rola sekcji rytmicznej, chyba nieco mniejsza gitar i czasami chłodny, jakby „nieobecny”, innym razem pełen pasji i emocji, głos Anny Batko. Jest w tym wszystkim miejsce na złowieszczo brzmiące symfoniczne figury w Mackbeth, mnóstwo ambientowych rozwiązań (na przykład Puls Life) ale i space rockowe rozwiązania czy totalnie odjechaną psychodeliczność w znakomitym Hyde Park. A jak ktoś poszukuje dramatycznego i przejmującego piękna polecam finał 11 – minutowego Traveller Part 1, w którym wokalizy Batko, w połączeniu z potężnym brzmieniem, emocjonalnie rozsadzają.

Formacja tak to sobie wymyśliła, że na pierwszym dysku umieściła siedem kompozycji, zaś na drugim tylko jedną. Za to trwająca aż trzy kwadranse Traveller Part 2. Odważna decyzja, bo to rzecz bazująca na klimacie, transie, hipnotyczności, czerpiąca z ducha psychodelii i muzyki etnicznej, a do tego jej początek mógłby posłużyć jako idealna ścieżka dźwiękowa do klasycznego, demonicznego horroru albo traumatycznego dramatu psychologicznego.

Nie jest to oczywiście muzyka łatwa, z pięknymi solówkami i prostymi refrenami. Bardziej rzecz stymulująca naszą wyobraźnię, zmuszająca do zamyślenia i zatrzymania. I na swój sposób piękna w niejednoznaczności.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.