ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

wywiady

23.11.2020

Zanurzyć się w tym świecie – rozmowa z Maciejem Mellerem

Zanurzyć się w tym świecie – rozmowa z Maciejem Mellerem We wrześniu tego roku ukazała się pierwsza solowa płyta gitarzysty Riverside, Macieja Mellera, która stała się głównym tematem naszej rozmowy z artystą. Muzyk opowiedział także o swoich nadziejach związanych z nowym albumem warszawskiej formacji…

Mariusz Danielak: Już blisko trzy dekady zajmujesz się muzyką a jednak dopiero teraz zdecydowałeś się na album solowy. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na ten krok?

Maciej Meller: Nigdy nie planowałem płyty solowej i nie myślałem o niej. W Quidamie od początku funkcjonowaliśmy zespołowo i ja po prostu lubiłem tak działać. Tworzyć, wymieniać się pomysłami i energią. Ale ostatecznie trochę zainspirowała mnie sytuacja. Przerwy w działalności Riverside spowodowały, że pomyślałem, iż muszę je wykorzystywać twórczo, bo przynajmniej do tej pory w Riverside nic nie komponowałem. Tym samym chciałem znaleźć dla tych osobistych rzeczy jakieś ujście. Dlaczego w tym momencie ta solowa płyta? Wydaje mi się, że dopiero teraz dojrzałem do tego kroku. A oprócz tego, że pojawił się przymus i chęć, żeby coś robić z pomysłami, które zostały w przysłowiowej „szufladzie”, pojawiła się też ta dojrzałość. Stwierdziłem, że dam sobie radę z udźwignięciem całości, poczynając od grafiki, poprzez produkcję i jakąś decyzyjność. Ta myśl dobiła się na tyle wystarczająco głośno, że zdecydowałem się ostatecznie wydać album pod swoim nazwiskiem.

Od dziesięciu miesięcy żyjemy w dziwnym świecie zdominowanym przez pandemię i wielu artystów często podkreśla, że ten czas znalazł odbicie w ich twórczości. Biorąc pod uwagę to, że płyta byłą nagrywana między styczniem a czerwcem tego roku, czy można powiedzieć, że też gdzieś została naznaczona tymi szalonymi czasami?

Moim zdaniem nie. Materiał demo był w zasadzie skończony w listopadzie 2019 roku a nagrania zaczęły się w styczniu roku następnego. Wszystkie teksty też zostały napisane wcześniej a koncepcję całej płyty miałem długo przed pandemią, zatem raczej nie jest ona naznaczona tym czasem.

Tytuł albumu nie jest przypadkowy i ma swoje odniesienie w tekstach autorstwa Krzysztofa Borka. Tytułowy Zenith odnosi się do człowieka będącego w połowie swojego życia, mającego za sobą wspomnienia z przeszłości ale też i pytania i niepokoje związane z tym co przed nim. Zarówno Krzysztof, jak i ty jesteście w takim zenicie. Powiedz mi jakie tobie towarzyszą obawy związane z przyszłością?

Nie można sobie wyobrazić lepszego momentu do zadania tego pytania, bo wiadomo w jakiej sytuacji jest cały świat. Mnie osobiście dotyka to jako artystę i muzyka, który żyje z koncertów. Ponadto po czterdziestce obserwuję u siebie pewne zmiany związane ze zdrowiem. Organizm nie funkcjonuje już tak jak kiedyś i tym samym są jakieś obawy, jak to będzie z tym podeszłym wiekiem. Może wybiegam trochę za daleko, jednak taka refleksja się pojawia. Patrzę na tę drugą połówkę życia jak na większą całość, a nie problem najbliższych dwóch – trzech lat. Nie wiem jak inni, ale ja się tej starości trochę boję – jak to będzie, jakie dopadną mnie choroby. Z drugiej strony,  każdy wiek – mam na myśli te moje ponad czterdzieści lat – przynosił trudne, ale i przyjemne, twórcze chwile i w każdym z tych momentów można było znaleźć coś dobrego. Myślę zatem, że kolejne dekady – mam nadzieję, że w zdrowiu – też przyniosą fajne doświadczenia.

Zastanawia mnie symbolika okładki, ascetycznej, szarej, z zarysowaną wyraźnie idącą postacią? Cóż ona ma symbolizować? Czy też się odnosi do konceptu albumu?

Zdjęcie zostało zrobione wcześniej i wybrane podczas selekcji. Nie powstało z myślą o płycie. Zrobiła je Kaja Sosnowska bardzo spontanicznie, w drodze do pracy. Przystanęła samochodem na światłach i zobaczyła taki kadr przez okno. Uchyliła je, wzięła telefon i strzeliła tę fotkę. Zdjęcie nawet jakoś specjalnie nie było przerabiane. Szukaliśmy czegoś, co by pasowało do tytułu i klimatu płyty. Ta postać, która idzie i próbuje zobaczyć co jest w tej mgle, do tego jakaś tajemniczość, ponurość i smutek w tym zdjęciu przemówiły do mnie. Stwierdziłem, że to będzie pasować do tego, o czym śpiewa Krzysiek. Ale oczywiście jest to symboliczna sytuacja i każdy może do tej okładki dopowiedzieć własną historię.

Skoro wspomniałeś o Krzyśku, powiedz cóż u niego urzekło cię, że postanowiłeś zaprosić go na ten album?

Przede wszystkim chciałem pracować z osobą, która nie będzie jakoś mocno zajęta swoimi projektami i będzie w stanie wykroić trochę czasu, żeby zrobić ze mną tę płytę. Napisać teksty i ją zaśpiewać. Z twórczością Krzyśka stykałem się już od dawna. Ze swoim Three Wishes występował na kilku koncertach z Quidamem. To bardzo dawne dzieje, chyba w okolicach naszej płyty SurREvival. Wtedy jednak nawet nie pogadaliśmy. A co mnie urzekło u Krzyśka? Podoba mi się bardzo jego barwa głosu oraz ekspresja, której nie boi się pokazywać. Ponadto jest w nim pewien rodzaj prawdy scenicznej. Głównym impulsem, który przekonał mnie do niego była płyta Tim Orders Songs For Nobody, którą przesłał mi kiedyś. Ten album pokazywał go z nieco innej strony. Nie z tej, którą znałem z Three Wishes, Figuresmile, czy z drugiej płyty Xanadu. Tim Orders zaprezentował tę jego melancholijną stronę. Wtedy stwierdziłem, że to jest ten Krzysiek, którego chciałbym mieć, to jest ten kolor, który być może fajnie zagra z tymi piosenkami. Poza tym Krzysiek to jest fajny, sympatyczny gość i myślę, że dobrze byłoby, gdybyśmy jeszcze coś razem zrobili.

Przejdźmy do muzyki. Co cię głównie inspirowało przy jej tworzeniu? Jacyś artyści, czy raczej bagaż własnych bogatych doświadczeń muzycznych?

Nie wiem zawsze co odpowiedzieć na to pytanie. Bo czy coś mnie inspirowało? Pewnie tak, ale nie potrafię znaleźć tych połączeń, nie umiem tego wskazać tak precyzyjnie. Bagaż doświadczeń? Możliwe. Muzyka, której słuchałem przez te lata, szczególnie rzeczy docierające do mnie, gdy miałem 20 – 30 lat, odcisnęły na mnie swoje piętno i do dziś są źródłem niekończącej się przygody. Muzyka lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, choć też i rzeczy współczesne, które jednak – przyznam się – nie do końca czuję. Nie wiem, może się starzeję? A wracając do pytania, nie mam inspiracji typu książka, film, komiks, wydarzenie z życia. Po prostu siadam z instrumentem i gram. Niektóre melodie wpadają pod palce a ja grając pracuję nad nimi, rozwijam. Nie mam żadnych romantycznych impulsów, podczas których budzę się w nocy, albo natchnienia podczas spaceru tak silnego, że muszę je natychmiast zarejestrować na dyktafon. Trudno mi powiedzieć skąd te pomysły się biorą i czym są inspirowane. Wiem, że jestem kompozytorem, który musi popracować z instrumentem i nic na mnie magicznie nie spływa. To jeśli chodzi o muzykę. Bo jeśli chodzi o teksty, to inspiracją dla Krzyśka było to co się dzieje wokół, w jego głowie i to co zaobserwował.

Najbardziej podoba mi się na tej płycie, że choć to twój album solowy, płyta wyrazistego gitarzysty, to jednak nie została przez ciebie instrumentalnie zdominowana, jest na swój sposób bardzo „demokratyczna”. Też masz takie odczucia? A może takie było założenie?

I tak i nie. Tak, bo jak się tego materiału teraz słucha w całości, to wyszedł on bardzo spójnie. Jest jakiś balans między instrumentami i kompozycjami a wszystko jest zachowane w odpowiednich proporcjach. Wydaje mi się, że żaden instrument nie przytłacza i nie męczy a całości słucha się bardzo dobrze. Nawet teraz zdarza mi się posłuchać tej płyty, mam w tym dużą przyjemność i wydaje mi się, że długo będę ją miał. Bo ona też bardzo dobrze brzmi. Robert Szydło jak zwykle wykonał kawał przeznakomitej pracy. Z drugiej strony, nie wiem, czy to nie jest płyta, na której jest najwięcej moich gitar. Gdy postanowiłem nagrać ją pod swoim nazwiskiem stwierdziłem w pewnym momencie, że nie będę się oszczędzał. Jak będę miał ochotę zagrać solo, to będę grał, w końcu to płyta gitarzysty! I tych gitar jest sporo. Poszalałem sobie, gdyż wiedziałem, że jest dużo osób, które lubią to moje granie. Aczkolwiek wiedziałem od początku, że wszystkie utwory będą śpiewane. I być może to był klucz do sukcesu, czyli tego o czym mówisz. Że ona nie przytłacza tą gitarą, tylko jest – jak to sformułowałeś – demokratyczna, a raczej brzmi demokratycznie.

A którą z kompozycji uważasz tu za najbardziej kluczową, tobie najbliższą?

Trudno mi powiedzieć, bo ja naprawdę lubię całość. Jak jej słucham to zawsze włączam ją od początku. Nie puszczam sobie pojedynczych kompozycji. Każdy utwór ma w sobie coś fajnego. Frozen przebojowość, Magic jest taką akustyczną kodą, drugi akustyczny utwór pełni rolę uspokajającą, Aside jest piosenką z takim progresywnym ogonem pinkfloydowo – psychodelicznym. Jednym słowem, każdy utwór jest na swój sposób ciekawy Gdybym jednak z pistoletem przy głowie miał wymienić ten jeden utwór to wskazałbym Trip, z tego względu, że ma tekst, będący swoistym credo tej płyty. Jest taką metaforą, życie jak mecz piłkarski. Jesteśmy w tej chwili podczas przerwy, za nami pierwsza połowa i wychodzimy na drugą. Na razie wygrywamy ale zobaczymy co będzie dalej. Spodobało mi się to, że Krzysiek tak to wymyślił. Pierwsza część tego utworu to piosenka Mariusza Dudy, co jest dla mnie miłą rzeczą jaka się wydarzyła przy okazji tej płyty. Jest w niej też fantastyczna druga część z takim psychodelicznym odjazdem, gdzie sekcja rytmiczna gra pierwsze skrzypce. To jest też utwór, który zawiera w sobie dużą dawkę kwintesencji tej płyty.

Czy myślisz, że Zenith jest początkiem pewnej drogi, która będzie miała kolejne rozdziały?

Wiesz, Zenith jest kontynuacją pewnej drogi, którą zacząłem dawno temu. Najbardziej chyba albumu Saiko połączonego trochę z płytą tria Meller Gołyźniak Duda. Łączy się to z czymś nowym, z czymś, co teraz u mnie się dzieje muzycznie. Saiko było płytą, na której zostawiłem najwięcej siebie i stąd widzę pewną kontynuację. Riverside jest dla mnie w tej chwili priorytetem, jednak myślę że w przerwach mogę tworzyć solowe albumy. Chciałbym kontynuować ten kierunek i mam nadzieję, że starczy mi weny, aby za jakiś czas znowu zanurzyć się w tym świecie.

Wywołałeś Riverside, więc pozwolisz, że na koniec zahaczę o ten wątek. Ten nadchodzący album wydaje się być wyjątkowym dla ciebie. Pierwszym, w którego procesie tworzenia będziesz brał udział. Myślisz już trochę o tym jak możesz „odcisnąć siebie” na muzyce zespołu?

Powiem szczerze, że chyba nie. Czekam jak się spotkamy w sali prób i zaczniemy coś grać. Przyznam, że nie wiem jak ten proces będzie w ogóle wyglądał i jak to będzie działać. Jestem, jakby nie było, nowy w tym zespole. Nie napinam się zatem, aby odciskać tu jakieś piętno, chyba nie o to chodzi. Riverside, w tym co robi, ma wyraźne piętno swojego stylu i trzeba ten styl pielęgnować a ja bym chciał, aby ta chlubna droga była dalej kontynuowana. Bo moim zdaniem Riverside nie ma słabych płyt, Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że z każdym kolejnym albumem pojawiają się coraz to nowe rzeczy w tych dźwiękach. Liczę, że nowa płyta też przyniesie  coś nowego w stylu formacji i dołożymy jakiś kolor do tej szerokiej palety. Wierzę, że w tym kolorze i ja coś pomieszam, może swoją grą, może pomysłami. Chciałbym pomóc nagrać jak najciekawszą płytę. Taki mam plan, ale jak to wyjdzie, zobaczymy.

Rozmawiał: Mariusz Danielak

Zdjęcie: Bartek Hałat

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
Picture theme from Riiva with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.