ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 17.07 - Wrocław
- 21.07 - Warszawa
- 24.07 - Chorzów
- 26.07 - Warszawa
- 27.07 - Gdańsk
- 27.07 - Warszawa
- 21.08 - Warszawa
- 24.08 - Inowrocław
- 05.09 - Białystok
- 06.09 - Lublin
- 07.09 - Rzeszów
- 08.09 - Bielsko - Biała
- 10.09 - Wałbrzych
- 12.09 - Lubin
- 13.09 - Zielona Góra
- 14.09 - Koszalin
- 15.09 - Gdynia
- 10.09 - Warszawa
- 11.09 - Kraków
- 12.09 - Warszawa
 

wywiady

07.10.2008

O Genesis, nostalgii i nie tylko - wywiad z Sebastianem Lamothe, czyli Mikiem Rutherfordem formacji The Musical Box

Już niedługo, bo 29 października do Polski zawita The Musical Box - słynny cover-band Genesis. Zaprezentuje on w Katowickim Spodku kopię koncertów zespołu z roku 1976. Na 2 tygodnie przed tym wydarzeniem udało nam się zapytać Sebastiana Lamothe, wcielającego się w Mike’a Rutherforda, o techniczną stronę występów, jak i tę sentymentalną…
ArtRock.pl: Witaj, Sebastian! Jak się czujesz?

Sebastian Lamothe: Bardzo dobrze, dziękuję.

A: Gotowy?

SL: Oczywiście!

A: The Musical Box jest niezwykłym i z pewnością… odważnym projektem. Kopiowanie występów Genesis z lat 70. brzmi co najmniej odważnie, a dla wielu brzmi pewnie jak coś niemożliwego. Jednak Wam udaje się to osiągnąć. Skąd się wziął pomysł na coś takiego?

SL: Cóż… Myślę, że przede wszystkim jest to powód naszego zafascynowania Genesis. Ich występy z Peterem Gabrielem to były artystyczne wydarzenia. Na Genesis chodziło się przecież nie tylko posłuchać muzyki, ale także by zobaczyć wspaniałe widowisko. Zatem kiedy odszedł z zespołu Peter wiadomo było, że nie będzie już okazji zobaczyć ich na żywo w takiej postaci. I tu wkraczamy my, od 1993 roku. Oczywiście byliśmy świadomi jakie to trudne przedsięwzięcie i ile pracy, oraz przygotowań wymaga. Postanowiliśmy jednak sprostać temu wyzwaniu, mając na uwadze to, że Genesis zrewolucjonizowało na zawsze prezencję muzyki na scenie. Nikt wcześniej czegoś takiego nie robił.

A: Kiedy zaczęły się spekulacje o powrocie na scenę Pink Floyd i Genesis euforia fanów była niezwykła. Później z floydów odpadł Roger Waters, a z Genesis Peter Gabriel i Steve Hackett. Mimo ogólnego rozczarowania usłyszałem kilka opinii w stylu „Przecież mamy Australian Pink Floyd, przecież mamy The Musical Box!”. Czy uważasz, że jesteście traktowani tylko jako taki zamiennik, czy może coś więcej?

SL: Dobre pytanie. Prawdę mówiąc ciężko mi się do tego odnieść, gdyż nie miałem okazji zobaczyć Genesis z Gabrielem na żywo. Nikt z The Musical Box nie miał. Domyślam się jednak, że wśród ludzi, którzy wciąż czują nostalgię za starym, gabrielowskim Genesisem rzeczywiście jest ciągle zapotrzebowanie na zobaczenie tego raz jeszcze. Dla nich na pewno jesteśmy tylko… zastępstwem. Przychodzą jednak na nasze koncerty wielkie rzesze młodych ludzi, którzy nie mogli widzieć nigdy Genesis na żywo. Oni patrzą na to trochę inaczej.

A: Miejsca, w których gracie są często z tego co wiem wypełnione widzami po brzegi. Czy spodziewaliście się kiedykolwiek takiego zainteresowania Waszymi występami, czy była to niespodzianka?

SL: Z początku, kiedy graliśmy w Ameryce, gdzie Genesis nie było nigdy tak dobrze znane, zainteresowanie było faktycznie niewielkie. Później jednak, po nabraniu doświadczenia, postanowiliśmy ruszyć do Europy. Wiedzieliśmy, że tam będzie znaczenie więcej osób, które będą chciały nas zobaczyć. Chcieliśmy też występować w krajach, do których Genesis nigdy nie zawitało, ale w których są wielkie rzesze ich fanów.. Na przykład w Polsce.

A: Właśnie… Już niedługo zagracie w Katowickim Spodku. Występ sygnowany jest albumem „A Trick Of The Tail”…

SL: Najpierw jedna sprawa… To nie będzie granie tylko utworów z „A Trick…”, ani jakiejś naszej setlisty. Nie wybieramy sobie materiału, jaki będziemy grać na koncertach. Staramy się odtworzyć koncerty, włącznie z granymi utworami w danej kolejności. Tym razem będzie to odtworzenie koncertów z 1976…

A: Więc nie zobaczymy tym razem Petera Gabriela…

SL: Zgadza się, tym razem go nie zobaczymy. Będzie to wyglądać inaczej. Występy Genesis bez Gabriela były całkiem inne - dużo luźniejsze i posiadające ogromną ilość energii. Phil Collins, kiedy przejął „dowodzenie”, zmienił znacznie wizerunek zespołu. Przede wszystkim musiał biegać od perkusji do mikrofonu, zatem Mike Rutherford, w którego się wcielam, miał od tej pory bardziej aktywną rolę. Dla mnie więc te koncerty są jeszcze większym wyzwaniem. Od strony technicznej również wyglądało to całkiem inaczej. Wyświetlane były nawet podczas utworów filmy.

A: Oglądając Wasze występy, nietrudno dojść do wniosku, że sceneria, ubrania, ustawienie, światła… Wszystko wydaje się być idealną kopią. Ile czasu potrzeba Wam na przygotowanie?

SL: To jest naprawdę dużo roboty, choć nie tak wiele jak kiedyś. Wszystko chcemy mieć dopracowane w jak największym stopniu. Nie udałoby się to z pewnością bez pomocy ludzi z Genesis. Na początku współpracy z nimi prosiliśmy ich o różne materiały archiwalne, pytaliśmy o wiele rzeczy. Chcieliśmy wiedzieć o ich muzyce i występach od strony technicznej jak najwięcej. Robiliśmy przecież koncerty z tras, które nie doczekały się profesjonalnego zapisu, co jeszcze bardziej utrudniało zadanie. No ale przykładowo Mike Rutherford pomógł mi nawet znaleźć dokładnie taką gitarę, jakiej wtedy używał. Wracając do czasochłonności… nawet z pomocą zespołu i rekwizytami potrzeba sztabu ludzi i naprawdę kilku miesięcy żeby osiągnąć zamierzony efekt.

A: Czyli The Musical Box jest cały czas w kontakcie z Genesis…

SL: Tak, cały czas utrzymujemy kontakt.

A: A powiedz mi jak to się stało, że otrzymaliście od nich rekomendację?

SL: Kiedy zaczynaliśmy być popularni, było jasne, że muzycy Genesis dowiedzą się o nas. Było trochę obaw, ale okazało się, że oni doskonale wiedzą o co nam chodzi. Wiedzą, że nie chcemy ich wykorzystać, że nie niszczymy ich muzyki. Rozumieją nasze cele, a także potrzeby fanów na całym świecie. Myślę, że dlatego też tak się stało.

A: Nie tylko sceniczne aspekty wydają się być kopią, ale również muzyka. Czy nie ma u was żadnej chęci improwizacji, czy chociaż lekkiego zmienienia aranżacji utworów?

SL: Nie. Naszym założeniem jest odtworzenie koncertów. Chcemy stworzyć swego rodzaju iluzję, a nie próbować dodawania czegoś nowego do muzyki. Nigdy nie chcieliśmy tego robić.

A: Można powiedzieć, że “grasz” Mike’a Rutherforda. Czy jest on Twoim ulubionym muzykiem Genesis?

SL: Bardzo trudne pytanie. Myślę, że jednak fakt „grania” go jakoś mnie do niego zbliżył. Bardzo go lubię jako osobę i muzyka, tak samo jak resztę muzyków Genesis.

A: No to zostawmy na chwilę trudne pytania. Czy masz jakieś swoje ulubione albumy, czy też utwory Genesis?

SL: To dopiero trudne pytanie! (śmiech) Jednak myślę, że utworem, który wywarł na mnie największy wpływ było Supper’s Ready – sztandarowe dzieło Genesis. Niesamowita suita i mistrzostwo klimatu. Nie bez powodu też było zazwyczaj zostawiane na sam koniec koncertu. Również granie utworów daje całkiem inny punkt widzenia. Ludzie nie zdają sobie często sprawy jak zespół osiągał zamierzony efekt. Idealnym przykładem jest „The Cinema Show”. Choćby ten akustyczny początek. Ile razy trzeba było to zagrać, ile przy tym różnych manipulacji… Tak samo w przypadku często niemalże popowych utworów z „The Lamb Lies Down On Broadway”. Naprawdę w ich przypadku, jak i „The Cinema Show”, potrzeba nawet lat grania, by tak naprawdę zrozumieć co zespół miał na myśli.

A: Czy słyszałeś może któryś album Genesis w nowej wersji Super Audio CD?

SL: Mówisz o tych nowych reedycjach, tak? Myślę, że to bardzo ciekawa sprawa. Pozwala spojrzeć na muzykę inaczej i usłyszeć coś, czego nie można było w oryginalnym miksie. Naprawdę dolby digital 5.1 daje dzisiaj ogromne możliwości. Poza tym jest to też z pewnością wielka gratka dla fanów.

A: Zostawmy już Genesis. Co sądzisz o dzisiejszym, nowoczesnym progresywnym rocku?

SL: Nie mogę powiedzieć, że nie znam się na tym, jak to określiłeś, nowoczesnym progresywnym rocku. Nie jestem jednak jakimś wielbicielem żadnej grupy. Ogólnie wydaje mi się, że czerpanie garściami z Genesis, czy Yes (jestem też fanem Yes) troszkę kłóci się z ideą rocka progresywnego.

A: Czy jest jakaś szansa na studyjny album z oryginalnym materiałem The Musical Box?

SL: (śmiech) Odpowiadam na to pytanie już trzeci raz dzisiaj. Odpowiedź brzmi nie. Wszyscy mamy swoje własne zespoły, w których spełniamy się twórczo. Ja też tworzę swoją własną muzykę. Nie mamy jednak w planach wydawania nowej muzyki pod szyldem The Musical Box. Nie po to ten projekt powstał.

A: No i na zakończenie… Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć naszym czytelnikom, bądź też osobom, które wybierają się na Wasz koncert w Katowicach?

SL: Chciałbym powiedzieć, że jesteśmy bardzo podekscytowani graniem w Polsce.

A: Dziękuję za bardzo interesującą i przesympatyczną rozmowę. Życzę mnóstwa sukcesów w przyszłości.

SL: Również bardzo dziękuję. Miłego dnia.

[rozmawiał Roman Walczak]
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.