ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 17.07 - Wrocław
- 21.07 - Warszawa
- 24.07 - Chorzów
- 26.07 - Warszawa
- 27.07 - Gdańsk
- 27.07 - Warszawa
- 21.08 - Warszawa
- 24.08 - Inowrocław
- 05.09 - Białystok
- 06.09 - Lublin
- 07.09 - Rzeszów
- 08.09 - Bielsko - Biała
- 10.09 - Wałbrzych
- 12.09 - Lubin
- 13.09 - Zielona Góra
- 14.09 - Koszalin
- 15.09 - Gdynia
- 10.09 - Warszawa
- 11.09 - Kraków
- 12.09 - Warszawa
 

wywiady

09.04.2009

"Inspiracją są idee, które podsuwa rzeczywistość i czysta wyobraźnia..." - wywiad z Michałem Dziadoszem - liderem warszawskiego Iluzjonu

Całkiem niedawno Iluzjon wydał swój trzeci album zatytułowany "Silent Andromeda". O nim, swoich muzycznych początkach ale też i o tym co nadejdzie, opowiedział naszemu serwisowi wokalista i klawiszowiec tej stołecznej formacji.

Artrock.pl: Iluzjon powstał 9 lat temu, w 2000 roku, jednak dopiero po 5 latach trafiła na rynek wasza debiutancka płyta „City Zen”. Jak dziś wspominasz te pierwsze lata grupy? Były to chyba troszkę inne czasy?

Michał Dziadosz: Wiesz... właściwie pierwsze trzy lata Iluzjonu zlewają mi się z graniem w około dwunastu kapelach przed. Różnica leży może w konsekwencji. Taki zespół jak Iluzjon chciałem założyć już po trzech latach brzdąkania, na prawie samym początku mojej muzycznej drogi, czyli w jakimś 1994 roku. Jednak wtedy modny był grunge i musiałem drzeć japę po warszawskich garażach udając wokalistę Alice In Chains. To było idiotyczne, ale widocznie nie dało się inaczej (śmiech). Chodziłem w bluzce Marillion, a moi starsi i niby mądrzejsi koledzy śmiali się z moich muzycznych upodobań. Zakładając Iluzjon postanowiłem, że to będzie art rock i koniec. A potem miałem szczęście spotkać odpowiednich ludzi, m.in. Grześka Nowaka, z którym gram do dziś.

A: Wywiad ma oczywiście związek z niedawną premierą waszego trzeciego krążka „Silent Andromeda”. Zanim jednak porozmawiamy o nim, czy mógłbyś dokonać krótkiej charakterystyki waszych dwóch poprzednich wydawnictw. Jak dziś na nie patrzysz?

MD: Pierwsza płyta, "City Zen" ma potencjał, jeśli chodzi o kompozycje i teksty. Niestety dziś nie jesteśmy zadowoleni z produkcji. Ogólnie to dużo zawdzięczamy naszemu byłemu współpracownikowi, gitarzyście - Pawłowi Sierakowskiemu. Do dziś jest on moim przyjacielem i rozumiemy się bez słów. Wiele się od siebie nauczyliśmy, ale jego przesadna perfekcja doprowadziła do tego, że nasz debiut brzmi surowo. Paweł bał się przestrzennych klawiszy, "odlotowej przesady", brudnych, roomowych akustycznych bębnów... Jestem raczej ugodowym człowiekiem, a wówczas nie bardzo wiedziałem o co chodzi i tym chętniej godziłem się na większość sugestii. Dziś na pewno nie skorzystalibyśmy z ddrumów, mimo, że Grzesiek Nowak zagrał na tym naprawdę fajnie. Przeforsowałbym większą przestrzeń, inne brzmienia klawiszy i zupełnie inną technikę nagrywania wokali. Działka Pawła - czyli gitary - jest ok. Gdy od początku do końca wiadomo czego się chce, a teren jest znany - akcja zawsze ma duże szanse na powodzenie. Oddzielną historią jest to, że na miesiąc przed sesją nagraniową opuścił nas basista, więc musieliśmy się ratować brzmieniem z syntezatora. Stworzyło to dodatkowe utrudnienia, bo w ostatniej chwili musieliśmy zmieniać aranżację wszystkich utworów. Niezła masakra, co? Druga płyta "(no phantoms in)" brzmi już lepiej. Jeszcze nie tak jak powinna, ale to już zaczyna nabierać dojrzałości. Mój podstawowy zarzut z dzisiejszej perspektywy jest taki, że za dużo na niej typowych piosenek. Przygotowaliśmy taką tackę pełną melodii, prawie w ogóle nie łapiąc oddechu - tak bardzo potrzebnego w art rocku . "(no phantoms in)" to bardziej zbiór singli. Trochę zbyt dosłownie podeszliśmy do pojęcia "rock albumowy". Nie ma tam żadnych zapychaczy, ale nawet rodzynki mogą nie podejść w nadmiarze...To jest taka płyta, żeby ją włączyć do samochodu, jechać nocą i nie zasnąć. Ktoś mi kiedyś powiedział, że wspaniale się sprawdza na alpejskich serpentynach.

A: Miałem okazję recenzować „Silent Andromeda” w naszym serwisie i uważam, że jest to z pewnością najciekawsza wasza płyta z dotychczas wydanych (zresztą w innych mediach, też spotyka się opinie o najdojrzalszym krążku Iluzjonu). Czym zatem, twoim zdaniem, różni ten album od swoich poprzedników?

MD: Bardzo nam miło z powodu tych wszystkich pochlebnych opinii. Nie mówię, że nasze dwie poprzednie płyty były kiepskie, bo były najlepszymi jakie mogliśmy nagrać w tamtym czasie, ale w życiu jest tak, że albo uczysz się na błędach albo nie. Mamy to szczęście w nieszczęściu, że jako zespół prawie cały czas dostajemy po tyłku, ale... cały czas też wyciągamy wnioski. Chyba wszyscy wiedzą, że muzykowanie to ciężki kawałek chleba, a my, mimo to, cały czas staramy się być coraz lepsi. Czym się różni ta płyta? Wydaje mi się, że jest bardziej spójna, logiczna i brzmi naprawdę dobrze. Wokale nie są szeptane, tylko śpiewane, gary łupią, gitary huczą, bas dudni, klawisze są pełne, choć nie na pierwszym planie. Z perspektywy czasu "Silent Andromeda" raczej nie pokazuje słabych stron.

A: Na płycie słychać bardzo silne inspiracje King Crimson. To oczywiście w muzyce coś normalnego i często trudnego do uniknięcia, niemniej, myślę, że na „Silent Andromeda” są one… zbyt oczywiste i… dosłowne. Powiedz mi, czy był to zamierzony ruch z waszej strony, czy… po prostu w takim kierunku wszystko to niezależnie „popłynęło”?

MD: Oj, to raczej przypadek. Po prostu chcieliśmy nagrać taką płytę. Lubimy King Crimson, ale nigdy nie próbowalibyśmy nawet pomyśleć o inspirowaniu się nimi. To jednak wyższa szkoła jazdy...

A: Skoro mowa o inspiracjach. Jakie muzyczne szuflady, które wpływają na ciebie w istoty sposób przy komponowaniu, najczęściej otwierasz? Czytałem, że kolekcjonujesz płyty, więc wybór z pewnością może być trudny.

MD: Zabrzmi to pretensjonalnie, ale...spacer po lesie, rozmowa z przyjacielem, cudowny wieczór z kobietą, jazda samochodem po bezdrożach, lektura wspaniałej książki - dają znacznie więcej niż bezpośrednie czerpanie inspiracji z muzyki. Przyznam, że mam trochę płyt. Słucham muzyki od urodzenia i to dosłownie. Kiedy miałem dwa - trzy lata najgorszą karą ze strony rodziców (np. za niestosowne zachowanie w kościele (śmiech)) był zakaz puszczania płyt przez tydzień. Perfect, Kombi, Electric Light Orchestra lądowali w szufladzie - to było straszne! Od tamtego czasu, jak pewnie każdy kto czyta ten wywiad, przerobiłem floydowo-elpowo-genesisowo-yesowo-zeppelinowo-purplową klasykę, a potem cały ten nasz kochany rock neoprogresywny od lat 80-tych i 90-tych; Davida Sylviana, Briana Eno, fragmenty jazzu od wczesnego Milesa przez Garbarka, Methenego, do Tomasza Stańki, aż wreszcie część muzyki dawnej (np. psalmy Gomółki) , klasycznej (głównie Bach) i współczesnej - poważnej (głównie mój ulubiony wariat - Gould (śmiech)) Generalnie lubię prawie każdą muzykę, która jest dobra, ale nie czerpię bezpośrednich inspiracji z jakichś konkretnych twórców. Inspiracją są idee, które podsuwa rzeczywistość i czysta wyobraźnia (śmiech

A: Jesteś autorem tekstów na albumie. Nie jest ich dużo ale powiedz proszę o nich coś więcej.

MD: "Dark Electron" opowiada o rozpadającym się związku. Podmiot liryczny błaga ukochaną, by nie odchodziła, cały czas bije się z myślami, ale w końcu dochodzi do wniosku, że nic z tego nie będzie. Zwycięża smutna prawda. "1990's" to gorzka refleksja o poprzedniej dekadzie, a "Nightmare Blues" to opowieść o tym, jak dorosły facet nie umie uciec od swoich dziecięcych koszmarów, " Boundless Ignorance" to tekst o zdrowym, męskim wkurzeniu.

A: Znalazłem informację na waszej stronie, iż interesujesz się literaturą. Czy to właśnie ona cię inspiruje w tworzeniu tekstów? Do jakiej literatury zaglądasz najczęściej?

MD: Literaturą interesuję się naturalnie i z rozpędu, ale po tym jak zmusili mnie do przeczytania około pięciuset książek na polonistyce - częściej wolę już obejrzeć dobry film (śmiech). Nie zaglądam zbyt często do powieści, bo nie mam na to czasu. Za to często ściągam z półek mojej biblioteczki tomiki z poezją. Głównie gustuję w późnym renesansie, np. Mikołaju Sępie Szarzyńskim, który powszechnie znany jest z pisania swoich przerażających sonetów o szatanie i walce człowieka z nim, przemijaniu, ale przecież ten manierystyczny poeta tworzył też absolutnie przepiękne erotyki. Prócz tego poezja polsko-łacińska i generalnie prawie wszystko, co wartościowe i piękne od XIII do XVIII wieku. Romantyzmu mam trochę dosyć, ale już epoka modernizmu się broni: Baudelaire, Tetmajer to chyba moi ulubieni poeci z tego okresu. Uwielbiam też Tuwima i Grochowiaka oraz całe mnóstwo innych rzeczy.

A: Co było dla ciebie najtrudniejsze w pracy nad „Silent Andromeda”?

MD: Chyba sama koncepcja. Jakieś tam doświadczenie już mieliśmy, jeżeli chodzi o procesy logistyczno - techniczne. Najtrudniejszy był początek. Wymyślić płytę tak, by się nie powtarzać, by dać słuchaczowi zwartą, zamkniętą całość, choć nie żaden tam koncept - album.

A: Płyta tradycyjnie była nagrywana w warszawskim studiu „Serakos”. Nie myśleliście o zmianie na tym polu, nie szukaliście w tym względzie jakiejś odskoczni, odmiany, która pozwoliłaby nadać waszej muzyce być może inny wymiar?

MD: Na razie jesteśmy zachwyceni Magdą i Robertem. Myślę, że następna płyta też powstanie u nich. Nie jesteśmy jeszcze na takim etapie by wybrzydzać, a "Serakos" to studio na światowym poziomie, choć pozornie-wizualnie może sprawiać nieco partyzanckie wrażenie. Nie ma tam wielkich przestrzeni, pułapek, akwariów itd. Jest za to super sprzęt i niezwykli ludzie z dużą wyobraźnią i zachodnim podejściem do soundu.

A: Do tej pory Iluzjon równał się… Michał Dziadosz. Teraz podskórnie wyczuwam, że po pewnych zmianach personalnych, bardziej stajecie się zespołem. Czy też tak to widzisz? Czy w Iluzjonie można mówić o… demokracji?

MD: Pewnie, że można mówić o demokracji. O liderowaniu decyduje tylko naturalna i samoistna aktywność. Zasada jest prosta: przynosisz fajny kawałek - gramy go. Iluzjon nigdy nie równał się tylko Michał Dziadosz. Może były nieliczne takie momenty, kiedy wszystko brałem na siebie, ale to było na samym początku. Zawsze liczyłem się ze zdaniem innych i wszyscy w zespole mamy do siebie szacunek. Są pewne rzeczy, których nie można zrobić solo. Jesteśmy facetami - wiadomo, że pozwalamy sobie nawet na chamskie żarty, ale generalnie każdy zna swoje miejsce, a wszystkie miejsca mają tyle samo przestrzeni.

A: Rzadko można was było zobaczyć na żywo. Ten rok wydaje się przełomowy. Niedawno zagraliście koncert w Warszawie, przed wami występ w Toruniu. Dlaczego do tej pory Iluzjon tak rzadko pojawiał się na scenie? Proza życia? No i czy ta sytuacja się wreszcie zmieni?

MD: Sprawa jest prosta. Jak nie sprzedajesz płyt w stosownych ilościach, nie masz silnych pleców promocyjnych, to nikt nie zagwarantuje Ci ani kasy, ani publiczności. Trzeba mieć dużo odwagi, by zorganizować profesjonalny występ (a to kosztuje) na drugim końcu Polski, jadąc w ciemno. Zapłacić za transport, hotel, techniczną organizację i liczyć na to, że przyjdzie tyle ludzi, żeby to się zwróciło. Żeby zorganizować prawdziwy koncert potrzebny jest super dźwięk, dobre światła itd. A w Polsce często jest tak, że akustyk się spóźnia, czasem jest podchmielony, a reflektory są w klubie dwa i nikogo do obsługi. Powiem Ci coś, o czym prawie nikt nie wie: na co dzień pracuję jako organizator koncertów w jednym z warszawskich domów kultury. Kiedy przyjeżdża jakaś kapelka np. z Gdańska, Lublina, Wrocławia, czy z Zielonej Góry - robię wszystko co mogę, by mieli super promocję, plakaty, prasę, radio, żeby przyszło przynajmniej te 100 osób, bo dobrze wiem jak jest. Kiedy przyjeżdżają, sprzęt jest już dawno rozstawiony, wszystko przygotowane, full profeska - mimo średnich możliwości. Natomiast jako muzycy, którzy wyjeżdżają koncertować - nie mamy żadnej gwarancji, że ktoś nas też tak potraktuje. Parę razy już ryzykowaliśmy - i często była to porażka. Gdybyśmy mieli na to bezpośredni wpływ - ta sytuacja na pewno by się zmieniła. Czas pokaże. Liczymy na ludzi dobrej woli, bo sami więcej niż starać się grać dobrą muzykę - nie umiemy.

A: Wiem, że powstaje już nowy materiał? Szykują się jakieś stylistyczne zmiany?

MD: Jeżeli chodzi o zmiany muzyczne, to spróbujemy uderzyć w bardziej przystępną stylistykę. Nie oznacza to wcale, że mamy zamiar grać komercję. Po prostu chcemy trochę odetchnąć. To będzie pewnie taka dojrzała wersja "(no phantoms in)" - ale z większą ilością tlenu, lepiej zagrana i bardziej przemyślana (śmiech). W warstwie tekstowej zabrzmi język polski.

A: Powiedz mi jeszcze coś na spocznij. Wyczytałem na twoim profilu, na stronie internetowej, iż lubisz kretyńskie dowcipy!!! Jakiś komentarz?!

MD: W wieku nastoletnim właściwie nie robiłem nic innego prócz gry na gitarze, śpiewania, słuchania muzyki, zakochiwania się w pięknych koleżankach, komponowania, pisania wierszy itd. Byłem takim typem anachronicznego barda z długimi włosami, który jeśli już wychodził z domu to tylko do szkoły, na próby kapel i koncerty progresywnych zespołów. Nie miałem jakieś swojej paczki kumpli - zgrywusów. Nie byłem w wojsku, a na studiach miałem dookoła siebie same baby. Brakuje mi więc takiego przaśnego, sztubackiego, młodzieńczego, głupawkowatego klimatu. Śmieszą mnie rzeczy, których nikt by się nie spodziewał. Większość nie nadaje się do cytowania (śmiech). Uwielbiam też idiotyczne filmiki na youtubie. Widziałeś Kulfona i Monikę śpiewających grind core? (śmiech

A: Niestety nie ale... bardzo dziękuję za wywiad *

* - fotografie dołączone do wywiadu, które są także integralną częścią wydawnictwa "Silent Andromeda", pochodzą z oficjalnej strony zespołu Iluzjon.

Zdjęcia:

Iluzjon
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.