ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 26.03 - Warszawa
- 27.03 - Kraków
- 28.03 - Zabrze
- 30.03 - Wrocław
- 06.04 - Katowice
- 07.04 - Kraków
- 02.04 - Kraków
- 04.04 - Warszawa
- 05.04 - Kraków
- 06.04 - Poznań
- 05.04 - Warszawa
- 05.04 - Wrocław
- 05.04 - Łódź
- 05.04 - Piekary Śląskie
- 06.04 - Legionowo
- 07.04 - Poznań
- 05.04 - Legionowo
- 06.04 - Legionowo
- 05.04 - Kraków
- 06.04 - Poznań
- 07.04 - Warszawa
- 06.04 - Warszawa
- 09.04 - Warszawa
- 10.04 - Bydgoszcz
- 11.04 - Warszawa
- 12.04 - Piekary Śląskie
- 13.04 - Poznań
- 12.04 - Warszawa
- 12.04 - Łódź
- 13.04 - Łódź
 

wywiady

09.10.2010

Kiedy stoisz w miejscu, robisz krok w tył - rozmowa z Simone Simons

Kiedy stoisz w miejscu, robisz krok w tył - rozmowa z Simone Simons Przed koncertem Epiki w Kinoteatrze Rialto 1 października 2010 z wokalistką Simone Simons rozmawiał Piotr Strzyżowski.

Przyjeżdżacie do Polski promować Wasz nowy album, „Design Your Universe”. Czytałem, że utwór tytułowy oparty jest na koncepcie z fizyki kwantowej?

Tak. Nie jest to tym razem concept album, jak było w przypadku „The Divine Conspiracy”. Marka interesują takie rzeczy, fizyka kwantowa, doświadczenia na granicy życia i śmierci, wolność wypowiedzi, więc o tym pisze. A tytuł albumu oznacza „Design Your Universe” oznacza konkretnie, że powinniśmy realizować swoje marzenia, stwarzać swoje życie; jeśli jesteś niezadowolony ze swojej pracy, zmień pracę. Nie bój się ryzykować, zaprojektować swoje własne życie. Tak jest z nami, jesteśmy muzykami i, chociaż taki sposób na życie może być ryzykowny, w ten sposób realizujemy swoje sny. To coś, czego nie powinno się żałować.

Uważasz, że człowiek ma możliwość, w jakimś stopniu, tworzyć rzeczywistość, w jakiej żyje?

No cóż, każdy z nas żyje swoim życiem. Nie powinniśmy zgadzać się na to, by ktoś inny wpływał na to, jak będzie ono wyglądało. Powinieneś robić to, co chcesz, a nie to, co inni uznają za odpowiednie dla ciebie.
To, co mówisz, przypomina mi film „Barry Lyndon” Kubricka...

Niestety, nie widziałam go...

Opowiada on właśnie o człowieku, który bardzo chciał wpłynąć na swoje życie, realizować swój sen, kształtować rzeczywistość w jakiej żył, i krok po kroku udało mu się to osiągnąć, zdobył pozycję społeczną, miał piękną żone i ukochanego syna, po czym krok po kroku wszystko stracił i wrócił do punktu wyjścia...


Wiesz, moja praca czasem potrafi być bardzo trudna, ale nie wyobrażam sobie spędzania całych dni za biurkiem, gdy każdy kolejny dzien jest podobny do wcześniejszego. W naszym zawodzie, czasem masz bardzo mało odpoczynku, bardzo mało prywatności, ale to ciągle jest wspaniała praca, niezwykle kreatywna, daje nam możliwość, by nasze siły twórcze znalazły ujście. Jestem osobą kreatywną i nie potrafię sobie wyobrazić siebie w jakiejś papierkowej robocie, na przykład. Ale, żeby mieć zabezpieczenie finansowe, angażuję się też w inne projekty poza Epicą, bo kreatywność to jedna sprawa, ale też trzeba być zabezpieczonym na przyszłość – wiadomo, gdy jesteś dorosły, odpowiedzialność jest większa, poza tym wiadomo – każdy chciałby mieć dom, rodzinę.... Na razie realizujemy swoje marzenia, ale też staramy się inwestować w przyszłość, żeby odnieść większy sukces. Jeżeli nie podejmiesz ryzyka, będziesz stał w miejscu, a dla mnie to coś nie do wyobrażenia, to zrobienie kroku w tył.

Wspomniałaś o waszej wcześniejszej płycie, „The Divine Conspiracy”. Głównym tematem tej płyty były różne religie swiata.


Zgadza się...

Jakie jest Twoje zdanie na temat zorganizowanych, zinstytucjonalizowanych form religii?


Moim zdaniem, każdy może wierzyć w co tylko chce, jeśli tylko pozwalamy innym ludziom, by żyli tak, jak tego chcą, jesli nie zmuszamy ich, by myśleli dokładnie tak, jak tego oczekujemy. Moim zdaniem, skrajne poglądy w przypadku każdej religii są złe, bo właśnie nie pozwalają ludziom być sobą, żyć swoim życiem. Ja osobiście nie jestem osobą specjalnie religijną, uważam się raczej za humanistkę; wierzę w cuda, ale nie doszukuję się w nich istnienia Boga. Wierzę w naturę i w potęgę ludzkiego umysłu.


Kiedyś z moim przyjacielem dyskutowaliśmy na temat różnych religii i doszliśmy do wniosku, że dla ludzi żyjących wiele lat temu religia była czyms niezbędnym do przeżycia, bo bardzo wiele z naturalnych zjawisk, jakie ich otaczały, bylo dla nich całkowicie niezrozumiałych. Nie mieli pojęcia, dlaczego zmieniają się fazy Księżyca, pory roku, dlaczego ludzie w pewnym momencie umierają, więc tłumaczyli sobie to wszystko Boską ingerencją. Obecnie, gdy nauka w ogromnym stopniu opisała już otaczający świat, religia staje się coraz bardziej formą kontrolowania jednych osób przez drugie...


No cóż, religia ma swoje dobre i złe strony. Jest wiele osób, które w religii odnajdują zaufanie, ciepło, miłość Boga. I sądzę, że to dobrze, jeśli religia daje im siłę, żeby coś zmienić, żeby naprawić swoje życie, jeśli czują się samotni, jeśli jest im źle. Ale jeśli dla niektórych religia, wiara w Jezusa, staje się tylko pretekstem, by się udręczać i zamartwiać, to moim zdaniem idzie już za daleko, choć szanuję ich przekonania. Osobiście nie wierzę w życie pozagrobowe – Mark byłby zły, bo on wierzy w życie po śmierci, bardzo sie tym interesuje, czyta na ten temat dużo książek, ale ja osobiście zachowuję bardzo racjonalne podejście: założę rodzinę, moja krew w jakiś sposób przetrwa, ale gdy już odejdę, nie chcę, żeby było coś potem. Nie oznacza to, że boję się śmierci: wiesz, cieszę się życiem, ale raczej nie chciałabym żyć wiecznie – to byłoby straszne, gdyby nagle po śmierci spotkać osoby, których na przykład nie lubiłeś. To nie byłoby za dobrze (śmiech).

Z tego co wiem, zaczęłaś śpiewać w zespole, bo zafascynowały cię nagrania zespołu Nightwish...

Zgadza się...

Nadal lubisz ten zespół?

Hmmm, tak naprawdę nie słuchałam wiele poza ich dwiema pierwszymi albumami, choć jestem w miarę na bieżąco. Tarja jest świetną wokalistką, uważam, że Anette też jest świetna, choć to bardzo różne wokalistki. Słucham bardzo różnej muzyki, nie ograniczam się do metalu, lubię też pop czy rock. Nie lubię się ograniczać.

Sting powiedział kiedyś, że tak naprawdę są tylko dwa rodzaje muzyki, dobra i zła, wszelkie inne szufladki nie mają sensu.

To prawda.

Nagraliście podwójny album koncertowy z udziałem orkiestry symfonicznej, gdzie wykonywaliście m.in. aranżacje utworów muzyki poważnej. Chcielibyście kiedyś powtórzyć to doświadczenie?


Tak, żadnych konkretnych planów nie mamy na razie, ale to było jedyne w swoim rodzaju przeżycie, występować z całą orkiestrą. Klasyczne aranżacje, orkiestracje, chóry to część stylu Epiki, więc taki koncert to była wielka szansa, żeby zrobić coś takiego na żywo. Nie zabieramy ze sobą orkiestry na trasę koncertową, zresztą dziś żaden zespół tak nie robi, potrzeba by ogromnego budżetu, żeby to udźwignąć. Zrobiliśmy coś takiego raz, na Węgrzech, przygotowania do koncertu zajęły pół roku! Orkiestra węgierska ćwiczyła ten materiał na długo, zanim my przyjechaliśmy na miejsce, wtedy przez długi czas mieliśmy wspólne próby. To było niesamowite wyzwanie, ale została po tym pamiątka, jest podwójny album koncertowy, dla nas wszystkich było to przeżycie i wszyscy wiemy, że kiedyś zrobimy to jeszcze raz, ale żadnych konkretów na razie nie ma. Mamy trasę, Mark ma swój nowy zespół, w przyszłym roku wydadzą płytę, pewnie nagramy też nowy album Epiki, a taki projekt pochłonąłby ogromną ilość czasu. Więc na razie musi zaczekać.

Macie w swoim dorobku też płytę z muzyką filmową, „The Score”, do filmu „Joyride”. Planujecie jeszcze kiedyś nagrać muzykę do filmu?

Osobiście, naprawdę chciałabym, bo bardzo lubię muzykę filmową. „Pachnidło”, „Sweeney Todd” - to w sumie był musical, ale ścieżka dźwiękowa do filmu była znakomita, uważam, że Johnny Depp świetnie sobie poradził. „Braveheart”, „Gladiator”, „Władca pierścieni” - uwielbiam te płyty. Zwłaszcza „Gladiatora”, z uwagi na Lisę Gerrard – to jest coś, co osobiście chciałabym kiedyś zrealizować, napisać muzykę – sądzę, że dałabym sobie radę – i uzupełnić ją wokalizami. Mark także chciałby coś takiego kiedyś zrobić. Jeśli będzie miał czas, bo przecież teraz ma dwa zespoły (śmiech). W przypadku „Joyride” sytuacja wyglądała tak, że nagraliśmy bardzo wiele muzyki, ale w gotowym filmie użyto tylko bardzo niewielką jej część. Film okazał się wielką klapą, więc wydaliśmy całą naszą muzykę pod tytułem „The Score”, bo nie chcieliśmy być kojarzeni z „Joyride”.

Wspomniałaś, że lubisz słuchać bardzo różnej muzyki. Podobno jedną z Twoich ulubionych wykonawczyń jest Bjork?

Zgadza się. Choć akurat informacje na naszej stronie internetowej mają już parę lat (śmiech). Kiedyś bardzo lubiłam jej płytę „Homogenic”, to jedna ze starszych płyt. Choć akurat do muzyki Bjork dawno nie wracałam. Muszę kiedyś uaktualnić info na stronie (śmiech). Nie byłam wielką fanką Bjork, ale tej konkretnej płyty słuchałam mnóstwo razy. Nie wiem, co teraz nagrywa, nie śledzę specjalnie jej dokonań, ale uważam, że to znakomita wykonawczyni, bardzo oryginalna. I odważna – żeby paradować w niektórych strojach, w jakich się pokazuje, trzeba mieć sporo odwagi (śmiech).

Tak, pamiętam... Mówiłaś o drugim projekcie Marka, Mayan. Tematyka Indian prekolumbijskich chyba bardzo go interesuje, bo na waszych płytach też ten temat się pojawiał...

On uwielbia kulturę Majów, napisał o tym wiele tekstów, choćby „A New Age Dawns”. To duża część jego osobowości. Słyszałam już kilka kompozycji, są o wiele cięższe niż to, co robi Epica. Płyta CD wyjdzie w maju (raczej nieprzypadkowo – przyp. PS). Dla nas wszystkich Epica to główne zajęcie, ale lubimy bardzo różną muzykę. Ostatnia nasza płyta jest ciężka, kolejna prawdopodobnie nie będzie już cięższa od niej. Więc Mark realizuje swoje pomysły w Mayan, on uwielbia taką bardzo ciężką muzykę. To, co nagrywa, zupełnie nie brzmi jak Epica. To coś zupełnie nowego.

To nie jest wasza pierwsza wizyta w Polsce, byliście już tutaj kilka razy...

Tak, występowaliśmy na festiwalach, graliśmy też koncerty klubowe. Gdy miałam czternaście lat, byłam na wakacjach w Polsce, z wizytą u rodziny jednego z moich przyjaciół. Bardzo miłe wspomnienia. Minęło trochę czasu, sporo w moim życiu się zmieniło i oto przyjeżdżam do Polski z koncertami.

Czego możemy się spodziewać na koncercie? Zagracie głównie utwory z nowej płyty, czy raczej przekrój przez cały dorobek Epiki?

Raczej pomieszana setlista. Myślę, że zagramy pięć, sześć nowych piosenek i stare rzeczy. „Cry For The Moon”, to zawsze gramy, też parę starszych utworów.

Zapowiada się ciekawie...

Tak, wczoraj w Poznaniu zagraliśmy bardzo udany koncert. Fani byli absolutnie szaleni. Myślę, że dzisiaj nie będzie gorzej. Kiedy jest kapitalna interakcja z fanami, kiedy widzisz, że świetnie się bawią, to wtedy koncert wychodzi ci znakomicie, bo energia od fanów nakręca cię dodatkowo. Wczoraj zagraliśmy więcej nowego materiału, dziś będzie więcej starszych rzeczy; niektórzy fani, którzy byli wczoraj na koncercie, przyjadą też dzisiaj, więc będą mieli okazję przeżyć nieco inny koncert. Zresztą nigdy nie gramy dwa razy z rzędu takich samych koncertów.

Dziękuję za rozmowę...

Dziękuję! (po polsku)

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.