ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 24.05 - Elbląg
- 26.05 - Olsztyn
- 01.06 - Kraków
- 21.06 - Ostrzeszów
- 25.05 - Słupsk
- 26.05 - Gdańsk
- 02.06 - Wrocław
- 03.06 - Warszawa
- 03.06 - Wrocław
- 03.06 - Wrocław
- 04.06 - Gliwice
- 11.06 - Kraków
- 12.06 - Kraków
- 18.06 - Kraków
- 20.06 - Warszawa
- 21.06 - Ostrzeszów
- 21.06 - Warszawa
- 22.06 - Warszawa
- 21.06 - Chorzów
- 22.06 - Kraków
- 24.06 - Warszawa
- 25.06 - Kraków
- 25.06 - Sopot
- 26.06 - Warszawa
- 27.06 - Warszawa
- 26.06 - Warszawa
- 28.06 - Kraków
- 10.07 - Kraków
- 11.07 - Gdańsk/Sopot
- 12.07 - Warszawa
 

wywiady

22.10.2011

Korzenie Muzyki - Michał Zygmunt o muzyce świata

Korzenie Muzyki - Michał Zygmunt o muzyce świata To, co łączy najnowsze dzieło Michała Zygmunta z World Music w słowach, dźwiękach i obrazach przy okazji premiery video "Muzyki" - w rozmowie z polskim Peterem Gabrielem.

Nieprzypadkowo porównałem twórczość Michała Zygmunta do Petera Gabriela. Łączy ich wspólne spojrzenie na Muzykę Świata. Ten bardzo utalentowany artysta ma na swoim koncie już 3 solowe produkcje pełnogrające, z których ostania jest przełomową w jego karierze. Album jesienią zostanie uzupełniony o wydawnictwo DVD, na którym znajdzie się także rejestracja ze studia oraz koncertu inaugurującego wydanie albumu. Poniższy wywiad przeplotłem przygotowanymi przez Agnieszkę Gonczarek i Patryka Kiznego z LookyCreative wideoklipami z muzyką, a także słowami Michała Zygmunta. Michała złapałem przed koncertem inaugurującym, zorganizowanym przez fundację im. Mirosława Wróbla. Na scenie Patryk z LookyCreative przygotowywał sprzęt do nagrania - odbyła się krótka próba, w trakcie której zostało zarejestrowanych parę ujęć do powstającego obrazu. Dla mnie był to wspaniały moment na kilka ujęć oraz przegląd tematów, które chciałem z Michałem w tym wywiadzie poruszyć. 

ArtRock.pl: Muzyk akustyczny, dwie solowe płyty, wcześniejsze różne projekty, akademia jazzowa - Twoje początki?

Michał Zygmunt: Zaczęło się od chęci robienia czegokolwiek. Jako nastolatek odkryłem muzykę jako dobry sposób komunikacji ze światem. Na początku wyróżniało mnie to w tłumie podobnych do siebie nastolatków. Gitara była dobrym narzędziem - miałem zespoły, szukałem możliwości wyrwania się z szarości, w jakiej żyliśmy. Z czasem zacząłem rozumieć, że to może być moja droga, żeby gitarą opowiadać więcej, niż tylko rytm i melodie i zacząłem moją niekończącą się podróż przez ćwiczenie, poszukiwanie własnego brzmienia. Zawitałem na Akademię, a potem wszystko starałem się zapomnieć.

ArtRock.pl: Czy te wcześniejsze wpływy jazzowe, ciężko nazwać je polską Dianą Krall  czy też  z korzeniami w standardach jazzowych i bluesowych lub pop. Nagle wchodzimy na muzykę świata, wchodzimy na muzykę folkową.

Michał Zygmunt: Od czegoś zawsze trzeba zacząć. Moja nauka polegała na zadawaniu sobie prostego pytania: Skąd  się co wzięło? Rock - gdzieś był jego początek. Żeby móc grać muzykę, nie możesz tylko ćwiczyć gam i pasaży, musisz słuchać muzyki, rozumieć, potrzebujesz wiedzy, języka, wyobraźni. Musisz znaleźć haczyk, dzięki któremu ludzie otworzą się na to, co tworzysz. Jazz był jakimś elementem tego poznania. W pewnym momencie rozumiesz, że muzyka całego świata wypływa z jednego korzenia. Muzyka świata tętni swoim życiem, te same emocje są w bluesie i w polskiej pieśni ludowej. Przecież blues wywodzi się z worksongu, a to forma znana większości kultur. 

ArtRock.pl: Może zacznijmy od poprzedniego albumu: Organic....

Michał Zygmunt: Każdy z tych moich projektów jest niezależnym bytem. Funkcjonują w określonych przestrzeniach. Organic jest szukaniem swoistej narracji mocno osadzonej w formie piosenki. Piosenka jest formą ze słowami, ale w Organic słów nie ma i zmierzam się z formą. Jest zapisem mojej muzycznej drogi: transformacji, dorastania, odrzucania i przyswajania, otwarcia na naukę tego języka, jakim jest muzyka.

ArtRock.pl: Światy były debiutem bardzo zauważonym w mediach. Pojawiał się także w stacjach informacyjnych, jak Pin czy TokFM, trafił do ludzi na co dzień zabieganych, którzy poszukiwali w niej odskoczni od tego pospiechu.

Michał Zygmunt: Nie gram muzyki dla wszystkich, bo moja muzyka wymaga pewnej uważności, wsłuchania się. Opowiada o ważnych dla mnie sprawach i angażuje, często nie pozostawia obojętnym. We mnie jest też dużo buntu, ale i szczerości. Buntuję się robiąc rzeczy piękne i są osoby, którym się to podoba.

ArtRock.pl: Czyli przeciwieństwo tego buntu rewolucji punk rocka z lat 80-tych, który zmiótł ze sceny rocka progresywnego i wprowadził nową kulturę?

Michał Zygmunt: Tak! Bunt jest motorem sztuki. Mojemu pokoleniu też potrzebny jest głos sprzeciwu wobec tego, co jest. Stary rynek upadł, stary świat kolejny raz odchodzi, nie ma nam już nic do zaoferowania. Media - nas nowych wcale nie faworyzują, bo mają swoich starych idoli, których odgrzewają bez końca. Zajmują się sztuczną kreacją celebrytów i marek. Nie ma w nich miejsca na autentyczny głos - trzeba tylko wypełnić jakąś rolę, odegrać pewien scenariusz. Wielu moich kolegów, muzyków szukając koniunktury angażuje się w projekty, które mają przynieść sukces, ale tak się nie dzieje. Bo ludzie wiedzą swoje, po co mają słuchać średnio zagranej polskiej produkcji, skoro mogą posłuchać czegoś w dużo lepszym wykonaniu? Historia muzyki jasno uczy - przetrwają tylko wizjonerzy, rewolucjoniści. Ich styl zainspiruje najpierw najzdolniejszych, potem przejmą go wyrobnicy, a na końcu chałturnicy. Popkultura co jakiś czas dochodzi do tego samego punktu. Rada jest jedna - robić swoje. Kalkulacja? Mam wielu bardzo zdolnych znajomych, którzy od lat siedzą i czekają nie wiadomo na co.

ArtRock.pl: Generalnie mówi się, że pierwsza płyta jest taką, która wprowadza, jest najdłużej przygotowywana, muzycy wkładają w nią najwięcej serca. Trzecia płyta jest tą, którą muzycy próbują zaskoczyć słuchaczy, coś udowodnić. Czy tak samo jest z albumem Muzyki?

Michał Zygmunt: Może. Moja trzecia płyta jest zupełnie inna niż dwie poprzednie. Z racji pomysłu na nią i też tego, że jest nagrana z Rolim Mosimannem. Jego obecność i zaangażowanie zmieniły moją muzykę. Wiele płyt Roliego stało się historią. Ja też wychowałem się na jego płytach. Dziś to, czego słuchałem z wypiekami na płycie Faith no More, jest też w mojej muzyce. Poznałem od kuchni jego pracę w studiu i zrozumiałem to, czemu nasze płyty brzmią, jak brzmią, i  to nie jest kwestia sprzętu. Dodajmy do tego inspiracje polską ludowizną. Musiało wybuchnąć. Szwajcarski producent, muzyk ludowy i szukający swej tożsamości gitarzysta nagrywają wspólnie płytę z muzyką ludową. To jak bomba z zapalonym lontem.

ArtRock.pl: Wracając jeszcze do producenta Muzyk, Roli Mosimanna – jest to człowiek z dużymi osiągnięciami na tym polu. Jak wspominasz współpracę między wami?

Michał Zygmunt: Życzę każdemu takiej przygody. Nie chodzi już o czyste rozwiązania techniczne. Ten człowiek wie jak zrobić, aby dobrze brzmiało. Chodzi o filozofię pracy związanej z muzyką, o filozofię rytmu. Pokazał mi jak korzystać z rytmu w sposób, w jaki nie uczą na akademii muzycznej. Jestem teraz innym muzykiem. Kilka miesięcy po nagraniach obserwuję to, jak zmieniło się moje postrzeganie, jak inne są moje nowe kompozycje, sposób grania. Współpraca z nim wiele mi dała i nie ukrywam, że zmienił zupełnie mój muzyczny światopogląd.

ArtRock.pl: Dużo podróżowałeś, nagrywałeś w Stanach, także w innych ciekawych miejscach. Gdzie Tobie się najlepiej pracowało?

Michał Zygmunt: Najlepiej pracowało mi się teraz. Miałem miesięczny komfort bycia w studiu i byłem zaangażowany tylko w ten poces. W trakcie sesji było tylko kilka wyjazdów koncertowych, które dodawały mi świeżego dystansu. Super układ. Nie poszedłem na żaden kompromis. Musiało skończyć się dobrze.

ArtRock.pl: Muzyki, jako temat, to muzyka folkowa grana z okolic Twojego miasta...

Michał Zygmunt: Po płycie Organic przeprowadziłem się z Wrocławia do mojego rodzinnego miasteczka, Brzegu Dolnego. Wcześniej wiele lat mieszkałem w dużych miastach. Chciałem naładować akumulatory, wyluzować z wyścigiem i zastanowić nad tym, co dalej. Miałem plan pożyć trochę innym życiem i zacząłem zwiedzać te wszystkie  pola, te wszystkie podwórka, po których biegałem jako dziecko, ożyły wspomnienia. Oczywiście nie miasto mnie zainspirowało. Odkrywanie Dolnego Śląska i doliny Odry było trochę jak odkrywanie zaginionego lądu. Przed 1945 rokiem tu był zupełnie inny świat, który się raptownie skończył. Mieszkam na ziemi, z której wypędzono ludzi, ale moich dziadków również wypędzono - tylko z innego miejsca. Na tyle, na ile mogę, próbuję pokazać tę złożoną rzeczywistość. Nic nie jest tylko czarno-białe - składa się z wielu różnych odcieni. Ważną osobą w tych moich poszukiwaniach jest mój dziadek, Zdzisław Jamborski, który wziął udział w Muzykach, nagrał ze mną 3 utwory na płytę, ale też opowiedział wiele ciekawych historii w filmie.

ArtRock.pl: Nam się kojarzy głównie muzyka ludowa z Cepelią, czyli  tymi utworami popkultury, które w latach 60./70. rozsławiły polską kulturę.

Michał Zygmunt: To, co potocznie nazywamy muzyką ludową, to lukrowana cepeliada. Niewiele ma ona związku z prawdziwym duchem i autentycznymi tradycyjnymi melodiami. To nasze przekleństwo. Nie mamy dystansu do naszej ludowości, nie mamy wiedzy i stąd mój pomysł na takie opowiedzenie tej muzyki i na zagranicznego producenta.  Poprzedni ustrój, a wczesniej wielka strata inteligencji polskiej, skutecznie odcięły naród od korzeni. Zresztą obecni politycy też są niedouczeni. Poziom edukacji obywatelskiej jest na katastrofalnym poziomie, a wcześniej w ogóle nie istniał. W szkole 3 godziny religii, ale coraz mniej historii. Czy współczesny świat potrzebuje robotników, którzy będą pracować bez zadawania pytań? Po co mielibyśmy coś wiedzieć? Może gdyby społeczeństwo było bardziej świadome, douczone, to po tej klasie politycznej nie zostałby ślad? Nikomu nie zależy na naszej wiedzy, więc musimy poznać ją sami. Bo nie znamy naszej prawdziwej historii, choć niby jej uczą nas w szkole. Pamiętam jak  mówiłem znajomym, co chcę zrobić, to pukali się w głowę mówiąc: „Zwariowałeś? To jest największy obciach”. Źle świadczy o nas brak szacunku dla kultury, z której wyrośliśmy. Z wieżowca TVN-u świat kończy się na rogatkach Warszawy, a niestety sporo ludzi tylko z mediów czerpie swą wiedzę o świecie. A zwróć uwagę – ludzie słuchają Richarda Bony, kupują płyty, chodzą na koncerty – ten facet gra muzykę od siebie ze wsi. On też zrobił to bez afrykańskiej cepelii. Jest w tym siła. To nie jest jedyny przykład. I okazuje się, że my, Polacy, to kupujemy, ale mamy kłopot z wysłuchaniem naszej muzyki.  Potraktowałem Polską muzykę ludową poważnie. I to jest mój wniosek – ona nie budzi żadnych kompleksów. Jest tak samo atrakcyjna i tak samo ciekawa, jak światowa muzyka ethno, której tak chętnie słuchamy.

ArtRock.pl: Na rynku widać powrót do takiej muzyki. To się zaczęło mniej więcej z początkiem lat 80-tych wraz z osobą Petera Gabriela i jego ruchem WOMAD, wydawnictwem Real World czy sceną, którą wtedy zaczął tworzyć; propagować w takim stopniu, że nagle poznawaliśmy ludzi z różnych krańców świata z muzyką z Pakistanu, Bangladeszu, Indonezji, afrykańskich sawann czy z Amazonii – jak widzisz to po 30 latach obecności w popkulturze?

Michał Zygmunt: Ciężko mi jest to oceniać, świat jest taki wielki. Znam tylko część olbrzymiej przestrzeni muzycznej. Jestem twórcą i nie mi ją porządkować – choć może to trochę tak wygląda, że mam coś usystematyzowane. Mam to szczęście, że mogę brać z tego całego nurtu, co tylko chcę, grać tym, cytować. Kiedyś mocno wciągnęła mnie amerykańska muzyka roots i to ona zaprowadziła mnie do naszej muzyki. Dzięki sieci jest dostęp do tak wielkiej ilości nagrań, że możemy spełnić każdą zachciankę - słuchać muzyki z Mongolii albo afrykańskich kołysanek – wystarczy tylko kliknąć. Ale powoduje to, że ludzie zaczynają szukać swoich korzeni. Świat pielęgnuje lokalność, bo to wielka wartość. Tylko u nas jeszcze rzadko to widzą.

ArtRock.pl: Chwyciłeś gitarę. Na początku był ktoś, kto Ciebie inspirował...

Michał Zygmunt: Myślałem o tym ostatnio.... Jest taki film, „Swing” Tony'ego Gatlifa, o chłopcu, który widzi grającego w knajpie Cygana i tak się zakochuje w tej grze, że sam łapie za instrument i zmienia całe swoje chłopięce, a  w konsekwencji dorosłe życie. Jest w tym coś pięknego. Miałem takie momenty przełomowe. Pamiętam, że poszedłem na swój pierwszy koncert jazzowy. Byłem młodym rockandrolowcem, który miał zespoły, nosił długie włosy i traktował gitarę jako sposób na podryw. Pamiętam, że na tym koncercie siedziałem i nie wiedziałem w ogóle, co oni grają. Następnego dnia, kiedy się obudziłem, mój świat się zmienił. Nie wiedziałem, co się zmieniło, ale wiedziałem, że wszystko jest inne. To też były inne czasy - dzisiaj jednym kliknięciem możemy mieć wszystko, wtedy nie było tak łatwo. I później miałem kilka takich momentów przełomowych, kiedy czułem, że tego dnia mój świat się zupełnie zmienia. Jestem ciekawy, ile jeszcze razy wezmę gitarę i zagram tak, jak nigdy wcześniej. 

ArtRock.pl: Na razie grasz muzykę akustyczną, używasz gitar akustycznych – czy przewidujesz, że coś dojdzie do tej muzyki?

Michał Zygmunt: To kwestia barwy. Dziś szukam w tych rejonach, ale czuję, że niebawem wrócę do gitary elektrycznej. Instrumenty i dźwięk są wpisane w koncepcję artystyczną. Planuję grać z orkiestrą dętą. Chcemy zabrzmieć jak w latach 50.-60. Na pewno skorzystam wtedy z gitary elektrycznej - barwa instrumentu akustycznego nie przekaże tego, co chcemy oddać.

ArtRock.pl: Grasz już od kilku lat na scenie. Dużo masz koncertów?

Michał Zygmunt:  Uwielbiam grać koncerty, to mój żywioł. W różnych okresach bywa różnie, ale staram się grać możliwie jak najwięcej. Moje koncerty mają swoją akcję i dramaturgię. Teraz grając Muzyki wożę dodatkowo ze sobą film złożony z archiwalnych zdjęć, który jest wyświetlany w trakcie koncertu.

ArtRock.pl: Mówiłeś o zdjęciach do Muzyk – czy te zdjęcia są gdzieś do obejrzenia?

Michał Zygmunt: Są - na moich koncertach.

ArtRock.pl: Tylko?

Michał Zygmunt: Tylko.

ArtRock.pl: Nie przewidujesz wydawnictwa multimedialnego?

Michał Zygmunt: Kto wie, bo Muzyki to nie tylko płyta z muzyką, jest też film dokumentalny Agnieszki Gonczarek i Patryka Kiznego, który opowiada o powstawaniu tego projektu. W tym studiu spotkało się kilka przedziwnych osobowości i one wspólnie zbudowały tę płytę. To w dużej części muzyczna opowieść.

ArtRock.pl: Czy masz życzenie, z którym muzykiem chciałbyś współpracować?

Michał Zygmunt: Z wieloma. Naprawdę. Nie wystarczyłoby tu miejsca by ich wymienić.

ArtRock.pl: Mają nazwiska?

Michał Zygmunt: Nie powiem (śmiech), nie powiem żeby nie zapeszyć, bo jestem blisko.

ArtRock.pl: Skończyły się Muzyki, a mówisz, że to jest początek...

Michał Zygmunt: ...Muzyki się dopiero zaczynają.

ArtRock.pl: ...będzie cykl?

Michał Zygmunt: Muzyki otworzyły mnie na nowe, dotąd zamknięte obszary. Teraz penetruję lokalność, szukam klucza do zainteresowania nią szerokiej publiczności. Chciałbym reaktywować orkiestrę dętą, która kiedyś działała w moim miasteczku i była znana w całej okolicy. W latach 90. nastały nowe czasy, nowa władza, inne spojrzenie na kulturę lokalną, odwrócono się od tych ludzi i orkiestrę rozwiązano. A oni przez ten czas ciągle grają, ćwiczą z nadzieją, że jeszcze wspólnie wystąpią. Odnalazłem tych muzyków, zapaliłem do tego pomysłu. Szukam teraz pieniędzy potrzebnych do jego realizacji. Celem byłby duży koncert, złożony z nowego, przygotowanego na tę okazję repertuaru, oczywiście z gitarą w roli głównej. Chciałbym ruszyć z tą orkiestrą w trasę koncertową, może coś nagrać, zrobić film, zostawić jakiś ślad. Uważam, że to świetny pomysł, bo sporo ludzi potrzebuje muzyki zagranej z serca, w zgodzie z prawdą. Nie wszystkich rusza muzyka z komputera.

ArtRock.pl: Biorąc pod uwagę to, że generalnie grasz muzykę, która wychodzi stąd, z tego terenu, Dolnego Śląska, ale generalnie z Polski – czy czujesz wsparcie urzędów promujących kulturę?

Michał Zygmunt: Próbowaliśmy zainteresować urzędy odpowiedzialne za kulturę tym projektem, niestety  - urzędy nie były zainteresowane. Gdyby nie pojawienie się Fundacji Mirosława Wróbla, ale głównie olbrzymiej pracy mojej i  Ewy Dobrołowicz, mojej partnerki w artystycznych działaniach, oraz ekipy filmowej Agnieszki Gonczarek i Patryka Kiznego, ale też wielu innych osób, które włożyły swoje trzy grosze, to podejrzewam, że projekt Muzyki nie doszedłby do skutku. Nie czarujmy się, nasi menadżerowie kultury nie są zainteresowani współfinansowaniem takich „odmian” polskiej ludowości. Oni nadal są na etapie kapel góralskich i tworzą ten nasz swoisty folkor. Politycy nie mają świadomości ani  swego zdania i nie potrafią ocenić watrości proponowanego pomysłu. Dla nich liczy się tylko to, co się bez wysiłku  sprzeda i nie niesie ryzyka. Myślą tylko w takich kategoriach.

ArtRock.pl: Wyrosłeś w okolicach sceny wrocławskiej, tutaj mieszkałeś, tutaj tworzysz. Czy jako muzyk zauważyłeś, że Wrocław daje możliwości? Dla osób patrzących z zewnątrz miasto jest bogate w różne festiwale, koncerty. Nawet z punktu widzenia dziennikarza muzycznego na mapie europejskich miast kultury to miasto wyraźnie pulsuje, tętni życiem muzycznym. Ale jak to jest widziane okiem twórcy, uczestniczącego w tym życiu muzycznym?

Michał Zygmunt: Jestem ostatnio ostatnią osobą zdolną do oceny tego, co się dzieje we Wrocławiu.

ArtRock.pl:  Może i nie widać ich tak bardzo na zewnątrz, ale jednak ukazują się prężnie wydawane przez działające tutaj wydawnictwa składanki w stylu 4871,  wydawnictwa, z których możemy być dumni. Spotykamy naszych wykonawców gdzieś na scenie, dla przykładu Twoja muzyka trafiła na anteny stacji radiowych , także sukces paru wrocławskich zespołów – Hurt, Ocean, Me Myself and I, Miloopa, Oszibarak, Sinusoidal, niedawny spektakularny sukces muzyka u nas kojarzonego z występów na rynku – Gienka Loski. Czy możesz potwierdzić to, że mamy silną grupę muzyków, których stać na wiele?

Michał Zygmunt: Ostatnio usłyszeliśmy w Warszawie, w trakcie promocji płyty, ciekawe zdanie. Powiedziała je osoba z branży. „Wy na tej prowincji robicie fantastyczne rzeczy, nie tracicie czasu na bzdury. My w Warszawie dawno już połknęliśmy własny ogon”. Wrocław żyje muzyką, choć jest tu jeszcze kilka osób mających wpływ na życie muzyczne w mieście, które ciągle myślą swoim małym interesem. Scena wrocławska jest dużo szersza niż się powszechnie wydaje.

ArtRock.pl: Miałeś swoją ścieżkę do sukcesu - ta trzecia płyta to już jest dla Ciebie sukces artystyczny. Jeżeli byliby jacyś ludzie, podążający Twoją drogą, to co byś im poradził?

Michał Zygmunt: Powiedziałbym tak: szukajcie i słuchajcie i często róbcie odwrotnie, niż was uczą. Nie dla samego faktu bycia w opozycji, ale dlatego, że mainstream niekoniecznie proponuje wam dobre rozwiązania. Nie wierzcie im na słowo. Świat pełen jest niuansów, różnic. Nie jest płaski i jednowymiarowy. Penetrujcie wszystkie obszary, nie kopiujcie.

Michał Zygmunt:  www.acoustic.plwww.muzyki.orgfacebook.com/MichalZygmunt

Video: LookyCreative.com

PS Najbliższy koncert odbędzie się w studiu koncertowym radia PiK w Bydgoszczy, 25. listopada o godz. 19:00 - do posłuchania także online.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.